Napór na granicę nie słabnie – Stanisław Michalkiewicz

Na granicy polsko-białoruskiej coraz bardziej niespokojnie. Na granicę napierają już nie niewielkie grupy, ale potężne, ponad trzytysięczne watahy – jak to miało miejsce na zamkniętym przejściu granicznym w Kuźnicy Białostockiej. Spędzeni tam przez białoruskie wojsko egzotyczni turyści prezydenta Łukaszenki – jako że na terytorium Białorusi znaleźli się na podstawie wiz turystycznych – próbują sforsować graniczne zasieki, których z polskiej strony pilnują funkcjonariusze Straży Granicznej, policji i żołnierze – w sumie około 15 tys. ludzi, którzy mają do upilnowania 180-kilometrowy odcinek. Zdarza się tedy, że tu i ówdzie jakaś grupka się prześliźnie, a nawet – że dotrze poza obszar objęty stanem wyjątkowym – a tam oczekują na nich osoby o sercach miękkich jak wosk, które „uchodźcom” przychyliłyby nieba – również żeby zrobić na złość znienawidzonemu rządowi Jarosława Kaczyńskiego. Spieszą im tedy z pomocą, ale co z tego, skoro Straż Graniczna zaraz przegania ich na stronę białoruską, a tam biorą ich w obroty Białorusy? Toteż pani Mai Ostaszewskiej i innym celebrytkom gorejące serca krają się w talarki, chociaż egzotyczni turyści przybyli na Białoruś z własnej woli i dopiero potem zaczęli być pędzeni przez białoruskie wojsko w kierunku polskiej granicy. Zwabieni zaś zostali tam obietnicą przeszwarcowania ich do Niemiec i innych krajów o wysokim socjalu, gdzie będą mogli prowadzić tzw. „godne życie” na koszt tamtejszych podatników. Ale nie tylko celebrytki o miękkich sercach nie mogą już wytrzymać bez pomagania egzotycznym turystom. Jego Ekscelencja Jan Piotrowski, biskup kielecki, organizuje we wszystkich parafiach swojej diecezji zbiórkę na rzecz migrantów, chociaż w rękach białoruskiego prezydenta Łukaszenki stanowią oni broń wymierzoną w Polskę. Warto w związku z tym zwrócić uwagę, że Czerwony Krzyż nie pomaga żołnierzom w pokonaniu nieprzyjaciela, dostarczając im żywności i amunicji, tylko otacza ich opieką i pielęgnacją dopiero gdy zostaną z walki wyeliminowani z powodu ran. Na tym polega caritas inter arma – o czym Ekscelencja powinien wiedzieć. Tymczasem „migranci” ani myślą zrezygnować z walki o przełamanie polskiej granicy i triumfalne przemaszerowanie przez nasz nieszczęśliwy kraj ku świetlanej przyszłości w Niemczech. Białorusy dostarczają im kamieni, kłód drewna, a może nawet – jak podaje rzecznik Straży Granicznej, ppor. Michałowska – również granatów hukowych, którymi próbują miotać w stronę polskiego kordonu. Najwyraźniej Ekscelencja nie ma większych zmartwień, podobnie, jak Jego Eminencja Kazimierz kardynał Nycz, który właśnie ma przyjąć „osoby LGBT, vulgo – zboczeńców płciowych, gwoli skaptowania ich do „synodalności” – cokolwiek miałoby to znaczyć. Zboczeńcom w to graj i właśnie ogłosili, że stanowią „dar dla Kościoła”. Hmm… „Timeo Danaos et dona ferentes” – mówił u Wergiliusza kapłan Laokoon w związku z koniem trojańskim, co się wyklada, że boję się Greków nawet gdy przychodzą z darami. Ciekaw jestem, jaki to dar mają przynieść Kościołowi zboczeńcy. Czyżby „bzykamy się na chwałę Bożą?

Wróćmy jednak nad granicę, gdzie dotychczasowe szturmy zostały odparte przy pomocy armatek wodnych i gazu pieprzowego, ale z pewnością nie jest to ostatnie słowo, ani ze strony prezydenta Łukaszenki, ani ze strony zimnego ruskiego czekisty Putina. Prezydent Łukaszenka odnotował poważny sukces dyplomatyczny, bo oto zadzwoniła do niego Nasza Złota Pani z prośbą, by się opamiętał, podobnie jak wcześnie – do Putina, by „wpłynął” na prezydenta Łukaszenkę. Ten jednak z Naszej Złotej Pani sobie zakpił oświadczając, że nie ma na Łukaszenkę żadnego wpływu. Unia Europejska, która dotychczas – podobnie jak Nasz Najważniejszy Sojusznik – groźnie kiwała palcem w bucie, teraz zapowiedziała „sankcje” które mają zostać wprowadzone już w grudniu, zaś prezydent Macron zgodził się z Putinem, że sytuację na granicy białorusko-polskiej powinno się „deeskalować”. Przypomina to sytuację, gdy francuski prezydent Mikołaj Sarkozy, ten, co teraz ma pójść, czy już poszedł do kozy, przekonał Putina, by rosyjskie wojsko nie „wkraczało” – jak to ma w zwyczaju – do Tbilisi. W zamian za tę powściągliwość Rosja wzięła pod kontrolę Osetię i Abchazję. Ciekawe, czego oczekuje teraz w zamian za zgodę na „deeskalację”? Esperons, że w odpowiednim czasie zostanie to nam objawione wraz z uzasadnieniem, że cokolwiek by to było, będzie dla naszego dobra.

Zdaje się, że rząd „dobrej zmiany” już zaczyna rozumieć, że doktryna obronna zakładająca, że polskiej niepodległości do ostatniej kropli krwi będą bronili Amerykanie, chyba była zbyt optymistyczna i w ramach bolesnego powrotu do rzeczywistości zapowiada rozbudowę Sił Zbrojnych do 300 tysięcy żołnierzy, których – ma się rozumieć – trzeba będzie wyposażyć w broń, amunicję i inne rzeczy – tak, jak Amerykanie na odchodne wyposażyli w Afganistanie talibów. Ale Polska, to co innego, Polska – jak to sojusznik – może liczyć raczej na siebie. I tak dobrze, gdyby nie została objęta sankcjami, czego podczas niedawnej dintojry w Kongresie domagała się pani Conley z German Marschall Fund, pragnąc znaleźć jakiś pozór moralnego uzasadnienia dla oddania Polski Naszej Złotej Pani w arendę przez amerykańskiego prezydenta Józia Bidena.

Tymczasem w Sejmie rozpoczęła się walka kogutów na temat nowelizacji ustawy o ochronie granicy państwowej. Chodzi o to, że stan wyjątkowy musi zakończyć się z końcem listopada, na co – być może – czeka prezydent Łukaszenka, spodziewając się, że wtedy nad granicę przybędą Wielce Czcigodni posłowie z nieprzejednanej opozycji, z którymi Straż Graniczna będzie musiała się ganiać, a może nawet zawita tam „babcia Kasia” we własnej osobie, która już tam wszystkim polskim siepaczom wygarnie verba veritatis – no i oczywiście – dziennikarze niezależnych mediów głównego nurtu, którzy będą to wszystko na żywo relacjonować, zwłaszcza gdyby nad granicę przybyły delegacje wszystkich członów LGBT – i tak dalej – i zaczęły bratać się z bisurmanami pod drugiej stronie granicy. Z pewnością byłoby co pokazywać, bo sceny obfitowałyby w tak zwane „momenty” – jak na przykład Wielce Czcigodna Klaudia Jachira przyciska bisurmana do stęsknionego łona. Rząd nie bardzo chce pozwolić na takie odciąganie Straży Granicznej, policji i żołnierzy od swoich obowiązków, toteż zamierza ograniczyć dostęp do strefy nadgranicznej na podstawie rozporządzenia ministra spraw wewnętrznych. „Istota czująca”, czyli Wielce Czcigodna Katarzyna Maria Piekarska wykryła, że byłoby to niezgodne z konstytucją. Nic nowego – chociaż charakterystyczne było to, że wszyscy Wielce Czcigodni na wyścigi komplementowali „obrońców granicy” – i to jest póki co jedyny plus dodatni tej całej sytuacji.

Stanisław Michalkiewicz

Komentarz    tygodnik „Goniec” (Toronto)    21 listopada 2021

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Za: michalkiewicz.pl | http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5073

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content