Gdzie wylądował bielik

Polacy nie dali się wciągnąć w błazenadę i zlekceważyli akcję „Orzeł może” pod patronatem prezydenta, „Gazety Wyborczej” i radiowej Trójki.

Wielka kampania propagandowa, zachęty „Gazety Wyborczej” i Polskiego Radia nie pomogły. Polacy zlekceważyli pastiszowy marsz pod hasłem „Orzeł może”, który miał pokazać, że jako „naród ponuraków” powinniśmy uczyć się radośnie świętować. Okazało się, że propozycja takiej formuły „radosnego” świętowania przyprawia ludzi o mdłości, choć niekoniecznie z powodu cukierków rozdawanych przez hostessy Wedla.

Uczestnicy prezydenckiego marszu, aktorzy, celebryci, dziennikarze, wzięli udział w mdłej farsie i happeningu organizowanym za państwowe pieniądze. – Święta mają to do siebie, że trzeba je świętować – oświadczył Bronisław Komorowski w rozmowie z radiową Trójką. Prawda, jaką odkrył przed słuchaczami, to najlepsza ilustracja kuriozalnej parady warszawskim Nowym Światem i Krakowskim Przedmieściem w Święto Flagi Narodowej. Liczący niewiele ponad tysiąc osób pochód manifestował „radosny patriotyzm”, wywijając różowymi chorągiewkami, balonikami z karykaturą godła narodowego i różowymi okularami na nosie, ale bez narodowych barw. Te prawdziwe były niewidoczne, poza miniaturową chorągiewką, niesioną przez… psa, którego właścicielka postanowiła właśnie tak przyozdobić z tej okazji. Do radości nawoływał więc prezydent Komorowski, tłumacząc, że to okazja do „okazywania dumy, optymizmu”. Dlatego najpierw, przed rozpoczęciem marszu, z krążącego nad Nowym Światem i Krakowskim Przedmieściem wojskowego helikoptera rozrzucono bileciki-ulotki, które można było wymienić na nagrody: kubki, szaliki, płaszcze przeciwdeszczowe.

– Albo ktoś jest ponurakiem, albo jest radosnym, albo ktoś jest pesymistą, albo optymistą. Polacy należą do narodu, który sam o sobie myśli, że jest optymistą, czasami w sposób przesadny, ale część społeczeństwa ulega takiemu budowaniu poczucia beznadziejności – mówił Bronisław Komorowski.

Akcja „rozkręcania narodu” ma się zakończyć 4 czerwca, w rocznicę pierwszych, częściowo wolnych, wyborów z 1989 roku. Ale na razie wygląda na to, że niewielu ma ochotę na zabawę, do której zachęca Komorowski, formalnie patronujący akcji „Gazety Wyborczej” i Trójki. Choć można raczej odnieść wrażenie, że to publiczne radio i gazeta Adama Michnika objęły patronat nad polityczną inicjatywą głowy państwa. – Staram się o zmianę pewnego sposobu obchodzenia świąt narodowych. Pierwsze było to 11 listopada – mówił Komorowski.

Luzacka formuła i spora doza infantylizmu miały – według wyobrażeń organizatorów przedsięwzięcia – przyciągnąć młodych ludzi. Ale przyciągnęły garstkę.

Kulminacją czwartkowego „fajnego świętowania” było odsłonięcie przed Pałacem Prezydenckim półtonowego orła z białej czekolady. Ptak miał „promować pozytywne postrzeganie polskich symboli narodowych”. Pod czekoladowym orłem po raz kolejny przemówił prezydent. I tu znów tłum wesołków usłyszał zestaw okolicznościowych frazesów. – Każdy może, a nawet powinien cieszyć się z ojczyzny, cieszyć się z symboli narodowych: z polskiej flagi i z polskiego orła, tak jak mu w sercu gra. Byle grała mu Polska w sercu – mówił Komorowski. I objaśniał, że każdy może narodowe symbole przeżywać „po swojemu” i „wtedy Polska i polskie symbole mogą być wspaniałe, mogą być piękne, a czasem nawet smaczne”. W nagrodę prezydent i jego żona dostali pamiątkowe zegarki z wielkim godłem narodowym stylizowanym na pastiszową formę z logo akcji. A orła z czekolady podzielono i skonsumowano. Scenę jego krojenia i dzielenia należy zresztą również uznać za wymowną i bardzo symboliczną dla środowiska i ludzi, którzy wzięli udział w akcji „Orzeł może”. Ktoś na dodatek przyniósł transparent z cytatem z „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego: „Ptok ptakowi nie jednaki, człek człekowi nie dorówna, dusa dusy zajrzy w oczy, nie polezie orzeł w gówna”. Niestety czekoladowy bielik – w towarzystwie prezydenckiej pary, Magdaleny Jethon, Marka Niedźwiedzkiego i Wojciecha Malajkata – wyglądał tak, jakby nieszczęśliwie wylądował na furze z obornikiem.

Maciej Walaszczyk

Za: Nasz Dziennik, Sobota-Niedziela, 4-5 maja 2013, Nr 103 (4642) | http://naszdziennik.pl/wp/31580,gdzie-wyladowal-bielik.html

Skip to content