Po owocach ich poznancie – ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski

Cyryl I i arcybiskup Józef Michalik w czasie podpisywania deklaracji tzw. pojednania nie odmówili „Ojcze nasz”, a nawet się nie przeżegnali

Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami. Poznacie ich po ich owocach. Czy zbiera się winogrona z ciernia albo z ostu figi? Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, a złe drzewo wydaje złe owoce. Nie może dobre drzewo wydać złych owoców ani złe drzewo wydać dobrych owoców. Każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone. A więc: poznacie ich po ich owocach” (Mt 7,15-20). Te słowa z Ewangelii św. Mateusza mogą być najlepszym komentarzem wizyty patriarchy moskiewskiego Cyryla I w Polsce.

Ktokolwiek bowiem interesuje się prawosławiem, wie doskonale, że gość, który zawitał nad Wisłę, jest człowiekiem niewiarygodnym. O jego przeszłości agenturalnej w ostatnim tygodniu na łamach „GP” pisał Wespazjan Wielohorski. Do tego tekstu dodam, że patriarcha przez ostatnie lata zacięcie zwalczał katolicyzm na wschód od rzeki Bug. Ostrze kierował przede wszystkim przeciwko unitom, czyli tym chrześcijanom wschodnim, którzy na mocy Unii Brzeskiej z 1596 r. przyjęli zwierzchnictwo biskupa Rzymu, a którzy pomimo prześladowań zarówno ze strony carów rosyjskich, jak i władzy komunistycznej, przetrwali do dnia dzisiejszego na Białorusi i Ukrainie. W tym ostatnim kraju Cyryl I wzorem swoich poprzedników zwalcza także struktury Cerkwi prawosławnej Patriarchatu Kijowskiego, która powstała w 1991 r. jako próba zahamowania rusyfikacji i ożywienia życia religijnego. Dlatego też każda wizyta w Kijowie hierarchy z Moskwy odbywa się w atmosferze protestów środowisk niepodległościowych. Tak też było w czasie ostatniej wizyty, 28 lipca br. Patriarcha narzuca także swoją jurysdykcję prawosławnym diecezjom w innych krajach powstałych po rozpadzie dawnego ZSRR. Dotyczy to m.in. Estonii, Łotwy, Litwy i Mołdowy. Jest to działalność na wskroś imperialna, zgodna z interesami politycznymi Rosji.

W tym miejscu trzeba dodać, że Cerkiew prawosławna w Polsce uniezależniła się od Moskwy w 1924 r. Jednak nie obyło się to bez ostrych konfliktów. Ich apogeum było zastrzelenie arcybiskupa warszawskiego Jerzego Jaroszewskiego, zwolennika niezależności. Zbrodni tej dokonał rosyjski archimandryta prawosławny Smaragd Łatyszenko. Po II wojnie światowej struktury cerkiewne zostały mocno spenetrowane przez SB, która do współpracy wciągnęła także obecnego metropolitę Sawę. Swoich agentów miała także bezpieka radziecka. Niestety lustracja w ostatnich latach została storpedowana.

Osobną sprawą są afery gospodarcze, w które uwikłany jest Cyryl I, a które szeroko opisują media niezależne i środowiska rosyjskich dysydentów. Jak więc w tym kontekście można zrozumieć peany, które pod adresem Cyryla I wypowiedzieli ostatnio m.in. prymas-senior ks. kard. Józef Glemp i przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, ks. abp Józef Michalik? Czyżby o tym wszystkim nie wiedzieli? A może wiedzą i mimo to poświęcają prawdę dla doraźnych celów? Postępowanie polskich hierarchów jest tym bardziej zaskakujące, gdy po uwagę weźmie się fakt, iż Patriarchat Moskiewski od wieków, w przeciwieństwie do Kościoła katolickiego (w tym obrządków greckokatolickiego i bizantyńsko-słowiańskiego), uzależniony jest całkowicie od władzy państwowej. Tak było za carów Iwana Groźnego i Piotra Wielkiego i tak też było za czasów Stalina i Breżniewa. Za tych ostatnich władców Cerkiew była tylko marionetką, a wszyscy wyżsi duchowni byli bądź agentami KGB, bądź wręcz jej funkcjonariuszami oddelegowanymi na tzw. odcinek kościelny. Niestety, podobnie jest za czasów obecnego „cara” Władimira Putina, który jako wieloletni funkcjonariusz służb specjalnych traktuje Cerkiew wyłącznie jako narzędzie do realizacji swoich celów. Dlatego też wizytę Cyryla I należy traktować nie jako pielgrzymkę pokoju, ale jako misję służbową, wykonywaną w imieniu tego, który patriarchę osadził na jego tronie. Jak mówi stare powiedzenie: „car każe, sługa musi”.

Co do okoliczności podpisania deklaracji tzw. pojednania, to trzeba wyraźnie podkreślić, że prezydent Komorowski i premier Tusk robili, co mogli, aby nadać jej wyraz polityczny. O charakterze politycznym świadczą także okoliczności podpisania dokumentu. Nie odbyło się to bowiem w czasie nabożeństwa ekumenicznego w katedrze katolickiej lub prawosławnej, ale w czasie urzędowej „oficjałki” na terenie Zamku Królewskiego. Sygnatariusze nie tylko nie pomodli się przed złożeniem swoich podpisów, ale nawet się nie przeżegnali. Tak jakby byli poprawnymi politycznie urzędnikami. Czyżby zasady nowej ewangelizacji nie obejmowały najważniejszych dostojników kościelnych? Oczywiście salę zapełnili nie wierni obu wyznań, ale grupa starannie dobranych polityków (Pawlak, Boni, Borusewicz, Gronkiewicz-Waltz) oraz ambasador Rosji i establishment warszawski. Sam dokument zawiera słowa ważne, ale są one tak ogólne, że nie czynią przełomu. Co do pojednania, to Polacy i Rosjanie nie są ze sobą skłóceni. Będą żyli tak jak do tej pory, niezależnie od tego, czy jakiś dokument zostanie podpisany, czy nie. Jedynie niektórzy politycy robią, co mogą, aby zafałszować historię.

„Kościoły i narody potrzebują nauczycieli głoszących i żyjących zgodnie z prawdą wolną od ideologicznego zabarwienia. Potrzebują prawdy Ewangelii głoszonej w miłości” – powiedział ks. abp Michalik. Święte słowa. Tyle tylko, że takimi nauczycielami nie są ani Cyryl I, ani jego mocodawca z Kremla.

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski

Gazeta Polska, 22 sierpnia 2012 r.

Za: Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski blog (22-08-2012) | http://www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=88&nid=6627

Skip to content