Biskup z Teksasu oczekuje śledztwa w Kościele w związku z doniesieniami abp Vigano

Aktualizacja: 2018-08-27 10:32 am

W niedzielę świat poznał treść listu abpa Carlo Marii Vigano. Były nuncjusz apostolski w USA stwierdza w nim, że pedofilskie i homoseksualne akty usuniętego już z Kolegium Kardynalskiego Theodora McCarricka były znane niektórym hierarchom z papieżem włącznie. Jednak mimo tego nic nie zrobiono z niemoralnym duchownym i – co więcej – proszono go o rady. Wobec tych doniesień biskup Tyler w Teksasie Joseph E. Strickland stwierdził, że zarzuty przeciwko papieżowi i innym wysokim rangą kardynałom są „wiarygodne”. Dlatego też wezwał do „szczegółowego śledztwa”. 

Biskup Joseph E. Strickland z diecezji Tyler w Teksasie polecił kapłanom, aby „odczytali jego list 26 sierpnia i natychmiast zamieścili go na swoich stronach internetowych i w innych mediach społecznościowych”.

Arcybiskup Carlo Maria Vigani w obszernym jedenastostronicowym liście zarzucił papieżowi Franciszkowi, że wiedział o molestowaniu seksualnym seminarzystów przez byłego kard. Theodora McCarricka, a mimo to usunął sankcje nałożone na hierarchę przez papieża Benedykta XVI.

Arcybiskup Vigano, który pełnił funkcję nuncjusza apostolskiego w Waszyngtonie w latach 2011-2016 twierdzi, że po swoim wyborze papież Franciszek sprawił, iż McCarrick stał się „jego zaufanym doradcą” i że przyjął jego radę w sprawie nominacji kilku kluczowych liberalnych duchownych w USA, w tym kardynała Blase Cupicha w Chicago, kardynała Josepha Tobina w Newarku oraz biskupa Robert McElroya w San Diego.

Abp Vigano wskazuje także na innych hierarchów ukrywających przypadki molestowania. Chodzi o takich kardynałów jak Sodano, Bertone i Parolin. Były nuncjusz w USA twierdzi ponadto, że kardynał Wuerl, obecny arcybiskup Waszyngtonu, był świadomy czynów McCarrick’a – mimo że temu zaprzecza.

„Wyjaśnijmy, że nadal są to zarzuty, ale jako Wasz pasterz uważam je za wiarygodne” – napisał biskup Strickland. „Typowe w takim przypadku musi być przeprowadzenie szczegółowego dochodzenia, podobnego do postępowania przeprowadzanego w każdym przypadku, gdy zarzuty są uważane za wiarygodne” – dodał.

„Nie mam upoważnienia do wszczęcia takiego śledztwa, ale udzielę głosu w sposób, który jest konieczny, by doprowadzić do jego wszczęcie i ustalenia odpowiedzialności wszystkich uznanych za winnych, nawet na najwyższych szczeblach Kościoła” – kontynuował biskup z Teksasu.

Kardynał Raymond Burke komentując sprawę dla portalu Life Site News podkreślił, że zarzuty abp Vigano muszą być traktowane poważnie. Również on wezwał do dokładnego zbadania każdego zarzutu.

– Zepsucie i brud, które wkradły się do ​​życia Kościoła, muszą zostać oczyszczone u jego korzeni – mówił kard. Burke. – Oświadczenie prałata o takim autorytecie, jak arcybiskup Carlo Maria Vigano, muszą zostać wzięte głęboko do serca przez ludzi odpowiedzialnych za Kościół. Każda taka deklaracja musi podlegać dochodzeniu, zgodnie z wypróbowanym przez Kościół prawem procesowym – dodał hierarcha.

Poniżej publikujemy treść całego listu biskupa Stricklanda:

Drodzy Kapłani, Diakoni, Zakonnicy i wszyscy Wierni w diecezji Tyler,

Arcybiskup Vigano, były nuncjusz w Stanach Zjednoczonych, stawia poważne zarzuty i wzywa do rezygnacji wielu wysokich rangą hierarchów, w tym papieża Franciszka.

Wyjaśnijmy, że nadal są to zarzuty, ale jako Wasz pasterz uważam je za wiarygodne. Typowe w takim przypadku musi być przeprowadzenie szczegółowego dochodzenia, podobnego do postępowania przeprowadzanego w każdym przypadku, gdy zarzuty są uważane za wiarygodne.

Nie mam upoważnienia do wszczęcia takiego śledztwa, ale udzielę głosu w sposób, który jest konieczny, by doprowadzić do jego wszczęcie i ustalenia odpowiedzialności wszystkich uznanych za winnych, nawet na najwyższych szczeblach Kościoła.

W związku z rozwojem wydarzeń, wzywam wszystkich w diecezji Tyler, aby żarliwie modlili się w intencji Świętej Matki Kościoła i błagali o wstawiennictwo Matki Najświętszej. Jesteśmy trzodą Jezusa Chrystusa. On jest Panem Tego Kościoła, a Jego Duch Święty przeprowadzi nas przez tę ciemność.

Wszechmocny Boże, Ojcze, Synu i Duchu, zmiłuj się nad swoim Kościołem i oczyść Go w ogniu Twojej Miłości.

Błogosławiona Maryjo, módl się za nami.

Wszyscy święci papieże i biskupi w Niebie, módlcie się za nami.

Wszyscy święci mężowie i kobiety, módlcie się za nami.

Polecam wszystkim kapłanom, aby 26 sierpnia włączyli ten list do ogłoszeń i niezwłocznie opublikowali go na swoich stronach internetowych i w innych mediach społecznościowych.

Jego Ekscelencja Joseph E. Strickland

Biskup Tyler

Źródło: lifesitenews.com

AS

Za: PoloniaChristiana – pch24.pl (2018-08-27)

 


 

TYLKO U NAS! Pełny tekst listu księdza arcybiskupa Vigano po polsku

Publikujemy poniżej tłumaczenie opublikowanego w niedzielę na łamach portalu Life Site News listu księdza arcybiskupa Carla Marii Viganò. Były nuncjusz apostolski w Stanach Zjednoczonych ujawnił bulwersujące okoliczności ukrywania przez wysokich hierarchów Kościoła nadużyć obyczajowych, których dopuszczali się niektórzy duchowni.

Świadectwo

Jego Ekscelencji Carlo Maria Viganò,

tytularnego arcybiskupa Ulpiany,

nuncjusza apostolskiego

W tej tragicznej dla Kościoła chwili w różnych częściach świata – w Stanach Zjednoczonych, Chile, Hondurasie, Australii etc. – na biskupach spoczywa bardzo poważna odpowiedzialność. Myślę w szczególności o Stanach Zjednoczonych Ameryki, dokąd papież Benedykt XVI wysłał mnie jako nuncjusza apostolskiego 19 października 2011 roku, w święto upamiętniające pierwszych męczenników Ameryki Północnej. Biskupi Stanów Zjednoczonych, a ja wraz z nimi, są powołani do naśladowania przykładu tych pierwszych męczenników, którzy przynieśli Ewangelię na ziemie Ameryki, do tego, by być wiarygodnymi świadkami bezmiernej miłości Chrystusa, Drogi, Prawdy i Życia.

Biskupi i księża, nadużywając swoje władzy, dopuścili się obrzydliwych przestępstw ze szkodą dla swoich wiernych, nieletnich, niewinnych ofiar oraz młodych ludzi gotowych poświęcić swoje życie dla Kościoła albo swoim milczeniem nie zapobiegli popełnianiu takich przestępstw.

Aby przywrócić piękno świętości obliczu Oblubienicy Chrystusa, która jest okropnie oszpecona tak wieloma wstrętnymi przestępstwami i jeśli naprawdę chcemy uwolnić Kościół od cuchnącego bagna, do którego wpadł, musimy mieć odwagę zburzyć kulturę tajemnicy i publicznie wyznać prawdy, które były trzymane w ukryciu. Musimy zburzyć spisek milczenia, przy pomocy którego biskupi i księża chronili siebie samych kosztem swoich wiernych, spisek milczenia, który w oczach świata grozi Kościołowi tym, że będzie wyglądać jak sekta, spisek milczenia nie tak odmienny od tego, który panuje w mafii. „Wszystko, co powiedzieliście w mroku, (…) głoszone będzie na dachach” (Łk 12,3).

Zawsze wierzyłem w to i miałem nadzieję na to, że hierarchia Kościoła odnajdzie w sobie duchowe środki i siłę do powiedzenia całej prawdy, by się zmienić na lepsze i odnowić. To dlatego, chociaż nieustannie mnie o to proszono, zawsze unikałem wygłaszania oświadczeń dla mediów, nawet kiedy byłoby to moim prawem, by tak zrobić, by bronić się przed kalumniami publikowanymi na mój temat, nawet przez wysokich prałatów Kurii Rzymskiej. Ale teraz, kiedy zepsucie dotarło do samej góry hierarchii kościelnej, moje sumienie mówi mi, bym wyjawił te prawdy o rozdzierającym serce przypadku emerytowanego arcybiskupa Waszyngtonu, Thodore’a McCarricka, które poznałem w trakcie pełnienia moich obowiązków powierzonych mi przez św. Jana Pawła II, jako delegat ds. przedstawicielstw papieskich od roku 1998 do roku 2009 oraz powierzonych mi przez papieża Benedykta XVI, jako nuncjusz apostolski w Stanach Zjednoczonych Ameryki od 19 października 2011 roku do końca maja 2016.

Jako delegat ds. przedstawicielstw papieskich w Sekretariacie Stanu miałem obowiązki, które nie ograniczały się do nuncjatur apostolich, ale także obejmowały personel Kurii Rzymskiej (zatrudnienie, awanse, procesy informacyjne dotyczące kandydatów do episkopatu itd.) oraz badanie delikatnych przypadków, w tym dotyczących kardynałów i biskupów, które były powierzane delegatowi przez kardynała sekretarza stanu albo substytuta Sekretariatu Stanu.

Aby rozproszyć podejrzenia insynuowane w kilku ostatnich artykułach, od razu powiem, że nuncjusze apostolscy w Stanach Zjednoczonych, Gabriel Montalvo i Pietro Sambi, obaj przedwcześnie zmarli, nie zaniedbali poinformowania Stolicy Apostolskiej natychmiast, gdy tylko dowiedzieli się o ogromnie niemoralnym zachowaniu arcybiskupa McCarricka w stosunku do kleryków i księży. Tak naprawdę, zgodnie z tym, co nuncjusz Pietro Sambi napisał, list ojca Bonifacego Ramseya OP, datowany na 22 listopada 2000 roku, został sporządzony na prośbę zmarłego nuncjusza Montalvo. W liście o. Ramsey, który był profesorem w seminarium diecezjalnym w Newark od końca lat 80-tych do roku 1996, potwierdza, że w seminarium powtarzały się plotki, iż arcybiskup „dzielił łóżko z klerykami”, zapraszając pięciu na raz, by spędzili weekend z nim w jego domu na plaży. I dodał, że znał pewną liczbę kleryków, z których niektórzy byli wyświęceni na księży w archidiecezji Newark, a którzy byli zapraszani do tego domu na plaży i dzielili łóżko z arcybiskupem.

Urząd, który piastowałem w tamtym czasie, nie był informowany o jakichkolwiek środkach podjętych przez Stolicę Apostolską po przedstawieniu tych oskarżeń przez nuncjusza Monatalvo pod koniec roku 2000, kiedy kardynał Angelo Sodano był sekretarzem stanu.

Podobnie nuncjusz Sambi przekazał kardynałowi sekretarzowi stanu Tarcisio Bertone zawiadomienie o oskarżeniu przeciwko McCarrickowi ze strony księdza Gregory’ego Littletona z diecezji Charlotte, który został przeniesiony do stanu świeckiego za gwałt na nieletnich, wraz z dwoma dokumentami od tego samego księdza, w których opisał swoją tragiczną historię wykorzystywania seksualnego przez ówczesnego arcybiskupa Newark oraz kilku innych księży i kleryków. Nuncjusz dodawał, że Littleton już przekazał swoje zawiadomienie około dwudziestu ludziom, w tym sądowym władzom cywilnym i kościelnym, policji i prawnikom w czerwcu 2006 i że w związku z tym jest bardzo prawdopodobne, że wiadomość wkrótce zostanie upubliczniona. W związku z tym domagał się natychmiastowej interwencji Stolicy Apostolskiej.

Pisząc notatkę służbową[1] na temat tych dokumentów, które zostały mi powierzone jako delegatowi ds. przedstawiciel papieskich 6 grudnia 2006 roku, napisałem do moich przełożonych, kardynała Tarcisio Bertone i substytuta Leonardo Sandriego, że fakty przypisywane McCarrickowi przez Littletona były na tyle poważne i ohydne, że wywołały konsternację, poczucie obrzydzenia, głęboki smutek i gorycz u czytelnika i że stanowiły one takie przestępstwa jak: uwiedzenie, domagania się czynów zdeprawowanych od kleryków i księży, dokonywanych wielokrotnie i równocześnie przy udziale kilku osób, drwiny z młodych kleryków, którzy usiłowali przeciwstawić się uwodzeniu przez arcybiskupa w obecności dwóch innych księży, rozgrzeszenie współsprawców tych zdeprawowanych czynów, świętokradcze odprawianie Eucharystii z tymi samymi księżmi po popełnieniu takich czynów.

W swojej notatce służbowej, którą dostarczyłem tego samego 6 grudnia 2006 roku do mojego bezpośredniego przełożonego, substytuta Leonardo Sandriego, zaproponowałem moim przełożonym następujące okoliczności i tryb postępowania:

  • Wziąwszy pod uwagę, że wydawało się, iż nowy skandal o szczególnej powadze, gdyż dotyczył on kardynała, zostanie dołączony do wielu skandali związanych z Kościołem w Stanach Zjednoczonych
  • oraz z tego powodu, że sprawa ta miała związek z kardynałem, a według kanonu 1405 § 1, nr 2: „ipsius Romani Pontificis dumtaxat ius est iudicandi”;
  • zaproponowałem, by podjęto przykładne środki przeciwko kardynałowi, które mogłyby pełnić funkcję leczniczą, aby zapobiec przyszłym nadużyciom wobec niewinnych ofiar i złagodzić skutki tego bardzo poważnego zgorszenia dla wiernych, którzy mimo wszystko wciąż kochają i wierzą w Kościół.

Dodałem, że byłoby zbawienne, gdyby tym razem władze kościelne interweniowały przed władzami cywilnymi, a jeśli to możliwe nim skandal wybuchnie w prasie. Mogłoby to przywrócić jakąś godność Kościołowi tak boleśnie doświadczonemu i upokorzonemu przez tak wiele ohydnych czynów ze strony niektórych duszpasterzy. Gdyby to zrobiono, władze cywilne nie musiałyby już sądzić kardynała, ale duszpasterza, wobec którego Kościół już podjął stosowne środki, by zapobiec nadużywaniu władzy przez kardynała i nieustannego niszczenia przez niego niewinnych ofiar.

Moja notatka służbowa z 6 grudnia 2006 roku została zatrzymana przez moich zwierzchników i nigdy do mnie nie wróciła z informacją o jakiejś rzeczywistej decyzji przełożonych odnośnie tej kwestii.

Później, około 21-23 kwietnia 2008 roku, Richard Sipe opublikował w Internecie na stronie richardsipe.com Oświadczenie dla papieża Benedykta XVI na temat wzorca kryzysu wykorzystywania seksualnego w Stanach Zjednoczonych. 24 kwietnia zostało ono przekazane przez prefekta Kongregacji Nauki Wiary, kardynała Williama Levadę, kardynałowi sekretarzowi stanu Tarcisio Bertone. Zostało ono przesłane mi miesiąc później – 24 maja 2008 roku.

Następnego dnia dostarczyłem nowemu substytutowi, Fernando Filoniemu, nową notatkę służbową,  która zawierała moją poprzednią notatkę z 6 grudnia 2006 roku. W niej streściłem dokument Richarda Sipe’a, który kończył się tym pełnym szacunku i serdecznym apelem do papieża Benedykta XVI: „Zwracam się do Waszej Świątobliwości z należnym szacunkiem, ale z tym samym przejęciem, jakie kierowało Piotrem Damianim, gdy przedstawiał przed Waszym poprzednikiem, papieżem Leonem IX, opis stanu duchowieństwa w swoich czasach. Problemy, o których mówi, są podobne i równie ogromne teraz w Stanach Zjednoczonych, jak były w Rzymie. Jeśli Wasza Świątobliwość zechce, osobiście dostarczę Waszej Świątobliwości dokumentację na temat, o którym mówię”.

Zakończyłem swoją notatkę służbową powtórzeniem moim zwierzchnikom, że uważam za konieczne, by interweniować tak szybko, jak to możliwe, zdejmując kardynalski kapelusz z głowy kardynała McCarricka i że powinien on być poddany sankcjom stanowionym przez Kodeks Prawa Kanonicznego, który również przewiduje zdegradowanie do stanu świeckiego.

Ta moja druga notatka służbowa również nigdy nie została zwrócona do Biura Personelu i byłem ogromnie zaniepokojony niewyobrażalnym brakiem jakichkolwiek działań ze strony moich zwierzchników wobec kardynała i nieustannym brakiem jakiegokolwiek porozumienia ze mną od chwili mojej pierwszej notatki służbowej z grudnia 2006 roku.

Jednak w końcu dowiedziałem się z całą pewnością, przez kardynała Giovanniego Battistę Re, wówczas prefekta Kongregacji ds. Biskupów, że odważne i chwalebne Oświadczenie wydało upragniony rezultat. Papież Benedykt nałożył na kardynała McCarricka sankcje podobne do tych, jakie teraz narzucił mu papież Franciszek: kardynał miał opuścić seminarium, w którym mieszkał i zabroniono mu publicznego odprawiania [Mszy], uczestnictwa w spotkaniach publicznych, wygłaszania wykładów, podróżowania, oraz obowiązek poświęcenia się życiu modlitewnemu i pokucie.

Nie wiem, kiedy papież Benedykt podjął te środki wobec McCarricka, czy w roku 2009 czy 2010, ponieważ w międzyczasie zostałem przeniesiony do Gubernatoratu Państwa Watykańskiego, tak jak również nie wiem, kto był odpowiedzialny za to niewiarygodne opóźnienie. Nie wierzę w rzeczywistości w to, że był to papież Benedykt, który jako kardynał nieustannie ostro krytykował zepsucie obecne w Kościele, a już w pierwszych miesiącach swojego pontyfikatu zajął mocne stanowisko przeciwko przyjmowaniu do seminarium młodych ludzi o głęboko zakorzenionych skłonnościach homoseksualnych. Sądzę, że było to spowodowane przez pierwszego współpracownika papieża w tamtym czasie, kardynała Tarcisio Bertone, który był znany z tego, że faworyzował promowanie homoseksualistów na odpowiedzialne stanowiska i miał zwyczaj zarządzania, które informacje uważał za właściwe by przekazać je papieżowi.

W każdym razie jest pewne, że papież Benedykt nałożył powyższe sankcje kanoniczne na McCarricka i że zostały one przekazane mu przez nuncjusza apostolskiego w Stanach Zjednoczonych, Pietro Sambiego. Monsinior Jean-François Lantheaume, wówczas pierwszy doradca nuncjatury w Waszyngtonie oraz chargé d’affaires ad interim po nieoczekiwanej śmierci nuncjusza Sambiego w Baltimore, powiedział mi, kiedy przybyłem do Waszyngtonu – i jest gotów o tym zaświadczyć – o burzliwej rozmowie, trwającej ponad godzinę, jaką nuncjusz Sambi miał z kardynałem McCarrickiem, którego wezwał do nuncjatury. Monsinior Lantheaume powiedział mi, że „głos nuncjusza można było usłyszeć aż na korytarzu”.

Te same zarządzenia papieża Benedykta zostały wówczas także przekazane mi przez nowego prefekta Kongregacji ds. Biskupów, kardynała Marca Ouelleta w listopadzie 2011 roku, w rozmowie przed moim wyjazdem do Waszyngtonu i włączone do instrukcji tej samej Kongregacji dla nowego nuncjusza.

Z kolei powtórzyłem je kardynałowi McCarrickowi w trakcie mojego pierwszego z nim spotkania w nuncjaturze. Kardynał, mamrocząc w ledwo zrozumiały sposób, przyznał, że być może popełnił błąd śpiąc w tym samym łóżku z niektórymi klerykami w swoim domu na plaży, ale powiedział to tak, jakby nie miało to żadnego znaczenia.

Wierni niezmiennie zastanawiają się, jak to możliwe, że został on nominowany do Waszyngtonu i jako kardynał i mają wszelkie prawo wiedzieć, kto wiedział o jego poważnych wykroczeniach i kto je ukrywał. Jest zatem moim obowiązkiem wyjawić to, co wiem na ten temat, zaczynając od Kurii Rzymskiej.

Kardynał Angelo Sodano był sekretarzem stanu do września 2006: wszystkie informacje były mu przekazywane. W listopadzie 2000 roku nuncjusz Montalvo wysłał mu swój raport, przekazując mu wspomniany wyżej list od o. Bonifacego Ramseya, w którym krytykował on poważne nadużycia popełnione przez McCarricka.

Wiadomo, że Sodano usiłował tuszować skandal ks. Maciela do samego końca. Nawet usunął nuncjusza z Meksyku, Justo Mullorego, który odmówił bycia wspólnikiem w jego planie osłaniania Maciela, i w jego miejsce powołał Sandriego, wówczas nuncjusza Wenezueli, który był gotów współpracować w tuszowaniu sprawy. Sodano nawet posunął się do tego, że wydał oświadczenie dla watykańskiego biura prasowego, w którym stwierdzano fałsz, to znaczy, że papież Benedykt zdecydował, iż przypadek Maciela powinien być uważany za zamknięty. Benedykt zareagował, mimo niestrudzonej obrony ze strony Sodano, i Maciel został uznany za winnego i nieodwołalnie skazany.

Czy powołanie McCarricka do Waszyngtonu i jako kardynała było dziełem Sodano, kiedy Jan Paweł II był już bardzo chory? Nie jest dane nam to wiedzieć. Jednakże taka myśl jest uprawniona, choć nie sądzę, by był jedynym za to odpowiedzialnym. McCarrick często jeździł do Rzymu i wszędzie zdobywał przyjaciół, na wszystkich poziomach Kurii. Jeśli Sodano chronił Maciela, jak wydaje się pewne, nie ma powodu, dla którego nie zrobiłby tego w przypadku McCarricka, który według wielu posiadł środki finansowe, by wpływać na decyzje. Jego nominacja do Waszyngtonu spotka się ze sprzeciwem ówczesnego prefekta Kongregacji ds. Biskupów, kardynała Giovanniego Battistę Re. W nuncjaturze w Waszyngtonie jest notatka, napisana jego ręką, w której kardynał Re odcina się od tej nominacji i oświadcza, że McCarrick był 14. na liście do Waszyngtonu.

Raport nuncjusza Sambiego, wraz ze wszystkimi załącznikami, został wysłany do kardynała Tarcisio Bertone jako sekretarza stanu. Moje wspomniane powyżej notatki służbowe z 6 grudnia 2006 i 25 maja 2008 roku zostały także przypuszczalnie przekazane mu przez substytuta. Jak już wspomniano, kardynał nie miał żadnych trudności, by uparcie przedstawiać episkopatowi kandydatów znanych jako czynni homoseksualiści – przytaczam jedynie dobrze znany przypadek Vincenzo de Mauro, który został powołany na arcybiskupa-biskupa Vigevano, a później usunięty, gdyż przedstawiał w złym świetle swoich kleryków – i by filtrować informacje przekazywane papieżowi Benedyktowi i nimi manipulować.

Kardynał Pietro Parolin, obecny sekretarz stanu, był także współwinny tuszowania występków McCarricka, który po wyborze papieża Franciszka otwarcie przechwalał się swoimi podróżami i misjami na różnych kontynentach. W kwietniu 2014 roku „Washington Times” zamieścił na pierwszej stronie reportaż o podróży McCarricka do Republiki Środkowej Afryki i to ni mniej, ni więcej tylko w imieniu Departamentu Stanu. Będąc nuncjuszem w Waszyngtonie napisałem do kardynała Parolina, pytając go, czy sankcje nałożone na McCarricka przez papieża Benedykta wciąż obowiązywały. Ça va sans dire, że mój list nigdy nie otrzymał odpowiedzi!

To samo można powiedzieć o kardynale Williamie Levadzie, byłym prefekcie Kongregacji Nauki Wiary, kardynale Marcu Ouellet, prefekcie Kongregacji ds. Biskupów, Lorenzzo Baldisserim, byłym sekretarzu tej samej Kongregacji ds. Biskupów, oraz arcybiskupie Ilsonie de Jesus Montanarim, obecnym sekretarzu tej samej Kongregacji. Wszyscy oni z powodu piastowania swoich urzędów mieli świadomość sankcji nałożonych przez papieża Benedykta na McCarricka.

Kardynałowie Leonardo Sandri, Fernando Filoni oraz Angelo Becciu, jako substytutowie sekretariatu stanu, znali w każdym szczególe sytuację dotyczącą kardynała McCarricka.

Niemożliwe także, by kardynałowie Giovanni Lajolo i Dominique Mamberti nic nie wiedzieli. Jako sekretarze ds. relacji z państwami uczestniczyli oni kilka razy w tygodniu w kolegialnych spotkaniach z sekretarzem stanu.

Jeśli chodzi o Kurię Rzymską, w tej chwili poprzestanę na tym, nawet jeśli imiona innych prałatów w Watykanie są dobrze znane, nawet kilku bardzo bliskich papieża Franciszka, takich jak kardynał Francesco Coccopalmerio i arcybiskup Vincenzo Paglia, którzy należą do nurtu homoseksualnego dążącego do obalenia katolickiej nauki o homoseksualizmie, nurtu już krytykowanego ostro w roku 1986 przez kardynała Josepha Ratzingera, wówczas prefekta Kongregacji Nauki Wiary, w Liście do biskupów Kościoła katolickiego na temat duszpasterstwa osób homoseksualnych. Kardynałowie Edwin Frederick O’Brien i Renato Raffaele Martino także należą do tego samego nurtu, chociaż wyznając inną ideologię. Inni należący do tego nurtu nawet mieszkają w Domus Sanctae Marthae.

Teraz, jeśli chodzi o Stany Zjednoczone: Oczywiście pierwszym, który został poinformowany o środkach podjętych przez papieża Bendedykta, był następca McCarricka w stolicy waszyngtońskiej, kardynał Donald Wuerl, którego sytuacja jest obecnie całkowicie skompromitowana przez ostatnie rewelacje dotyczące jego zachowania jako biskupa Pittsburgha.

Jest zupełnie nieprawdopodobne, by nuncjusz Sambi, który był niezwykle odpowiedzialną osobą, lojalną, bezpośrednią i jednoznaczną w swoim sposobie bycia (prawdziwy syn Romanii) nie rozmawiał z nim na ten temat. W każdym razie sam podjąłem temat z kardynałem Wuerlem przy kilku okazjach i z pewnością nie musiałem wdawać się w szczegóły, gdyż od razu było dla mnie jasne, że jest w pełni tego świadom. Pamiętam w szczególności fakt, że musiałem zwrócić na to jego uwagę, gdyż uświadomiłem sobie, że w publikacji archidiecezji, na tylnej okładce znajdowało się barwne ogłoszenie zapraszające młodych ludzi myślących, że mają powołanie do kapłaństwa, na spotkanie z kardynałem McCarrickiem. Natychmiast zadzwoniłem do kardynała Wuerla, który wyraził przede mną zdziwienie, mówiąc mi, że nie wiedział nic o tym ogłoszeniu i że odwoła je. Jeśli, jak teraz nieustannie oświadcza, nie wiedział nic na temat nadużyć popełnionych przez McCarricka oraz środkach podjętych przez papieża Benedykta, jak można wytłumaczyć jego odpowiedź?

Jego ostatnie oświadczenia, że nie wiedział nic na ten temat, nawet jeśli z początku sprytnie wspomniał od odszkodowaniach dla dwóch ofiar, są śmiechu warte. Kardynał bezwstydnie kłamie i nakłania swojego kanclerza, monsinior Antonicelliego, by również kłamał.

Kardynał Wuerl także wyraźnie kłamał przy innej okazji. W następstwie niedopuszczalnego wydarzenia autoryzowanego przez władze akademickie Georgetown University, zwróciłem nań uwagę przewodniczącego dr Johna DeGiogia, wysyłając mu dwa kolejne listy. Nim przesłałem je adresatowi, aby właściwie załatwić tę sprawę, osobiście dałem ich kopie kardynałowi wraz z towarzyszącym listem, który napisałem. Kardynał powiedział mi, że nie wie nic na ten temat. Jednakże nie potwierdził otrzymania moich dwóch listów, przeciwnie do tego, co zazwyczaj robił. Później dowiedziałem się, że wydarzenie to odbywało się w Georgetown od siedmiu lat. Ale kardynał nic na ten temat nie wiedział!

Kardynał Wuerl, dobrze wiedząc o nieustannych nadużyciach popełnianych przez kardynała McCarricka i sankcjach nałożonych na niego przez papieża Benedykta, przekraczając polecenie papieża, także pozwolił mu na mieszkanie w seminarium w Waszyngtonie. Postępując w ten sposób, narażał innych kleryków na ryzyko.

Biskup Paul Bootkoski, emerytowany ordynariusz Metuchen, oraz arcybiskup John Myers, emerytowany arcybiskup Newark, tuszowali nadużycia popełniane przez McCarricka w ich diecezjach i wypłacili odszkodowania dwóm jego ofiarom. Nie mogą temu zaprzeczyć i należy ich przesłuchać, aby wyjawić wszelkie okoliczności i odpowiedzialność w tej sprawie.

Kardynał Kevin Farrell, z którym media ostatnio przeprowadziły wywiady, także mówił, że nie ma najmniejszego pojęcia o nadużyciach popełnianych przez McCarricka. Wziąwszy pod uwagę jego urzędowanie w Waszyngtonie, Dallas i Rzymie, myślę, że nikt nie może szczerze mu wierzyć. Nie wiem, czy kiedykolwiek spytano go, czy wiedział o przestępstwach Maciela. Gdyby temu zaprzeczył, czy ktoś by mu uwierzył, wziąwszy pod uwagę, że zajmował odpowiedzialne stanowisko jako członek Legionu Chrystusa?

Jeśli chodzi o kardynała Seana O’Malley’a, powiedziałbym po prostu, że jego ostatnie oświadczenia na temat przypadku McCarricka są zawstydzające i kładą się całkowitym cieniem na jego przejrzystości i wiarygodności.

* * *

Moje sumienie wymaga ode mnie także wyjawienia faktów, jakich doświadczyłem osobiście, dotyczących papieża Franciszka, mających dramatyczne znaczenie, a które nie pozwalają mi zachowywać milczenia jako biskupowi, mającemu udział w kolegialnej odpowiedzialności wszystkich biskupów Kościoła powszechnego i które stwierdzam tutaj, gotów potwierdzić je pod przysięgą, wzywając Boga na mojego świadka.

W ostatnich miesiącach swojego pontyfikatu papież Benedykt XVI zwołał spotkanie wszystkich nuncjuszy apostolskich w Rzymie, tak jak przy kilku okazjach zrobili to Paweł VI i św. Jan Paweł II. Data wyznaczona na audiencję z papieżem to piątek 21 czerwca 2013 roku. Papież Franciszek dotrzymał zobowiązania podjętego przez swojego poprzednika. Oczywiście ja także przyjechałem z Waszyngtonu do Rzymu. Było to moje pierwsze spotkanie z nowym papieżem wybranym ledwo trzy miesiące wcześniej, po rezygnacji papieża Benedykta.

Rankiem, w czwartek 20 czerwca 2013 roku, udałem się do Domus Sanctae Marthae, by dołączyć do moich kolegów, którzy tam się zatrzymali. Gdy tylko wszedłem do holu, spotkałem kardynała McCarricka, który był ubrany w ozdobioną czerwienią sutannę . Powitałem go z szacunkiem, jak to zawsze robiłem. Od razu powiedział mi, tonem na wpół dwuznacznym, na wpół triumfalnym: „Papież przyjął mnie wczoraj, jutro jadę do Chin”.

Nie wiedziałem wówczas o jego wieloletniej przyjaźni z kardynałem Bergoglio i o ważnej roli, jaką odegrał w ostatnim wyborze, jak to sam McCarrick później wyjawi w wykładzie w Villanova University oraz w wywiadzie dla „National Catholic Reporter”. Nie myślałem też nigdy o tym fakcie, że uczestniczył we wstępnych spotkaniach ostatniego konklawe, ani o roli, jaką mógł mieć jako kardynał elektor w konklawe roku 2005. A zatem nie pojąłem od razu sensu tej zaszyfrowanej wiadomości, jaką McCarrick mi przekazał, ale stanie się ona jasna w ciągu dni, które zaraz potem nastąpiły.

Nazajutrz odbyła się audiencja z papieżem Franciszkiem. Po jego przemówieniu, które było częściowo czytane, a częściowo wygłoszone bez przygotowania, papież zapragnął powitać wszystkich nuncjuszy po kolei. Pamiętam, że w jednym rzędzie należałem do ostatnich. Kiedy przyszła moja kolej, miałem tylko czas powiedzieć mu: „Jestem nuncjuszem w Stanach Zjednoczonych”. Natychmiast zaatakował mnie tonem wyrzutu, używając następujących słów: „Biskupów w Stanach Zjednoczonych nie należy ideologizować! Muszą być pasterzami!” Oczywiście nie byłem w stanie poprosić o wyjaśnienie sensu jego słów i agresywnego sposobu, w jaki mnie skarcił. Miałem w ręku książkę po portugalsku, którą kardynał O’Malley wysłał mi dla papieża kilka dni wcześniej, mówiąc: „Aby mógł powtórzyć swój portugalski, nim pojedzie na Światowy Dzień Młodzieży w Rio”. Podałem mu ją od razu, uwalniając się w ten sposób od niezmiernie kłopotliwej i żenującej sytuacji.

Pod koniec audiencji papież ogłosił: „Ci z was, którzy wciąż będą w Rzymie w najbliższą niedzielę, są zaproszeni do koncelebracji ze mną w Domus Sanctae Marthae. Rzecz jasna pomyślałem o tym, by zostać i wyjaśnić tak szybko, jak tylko możliwe, co papież zamierzał mi powiedzieć.

W niedzielę 23 czerwca, przed koncelebrą z papieżem, spytałem monsiniora Ricca, który jako osoba odpowiedzialna za dom pomagał nam nałożyć szaty liturgiczne, czy nie mógłby zapytać się papieża, czy znalazłby jakiś czas w następnym tygodniu, by mnie przyjąć. Jak mogłem wrócić do Waszyngtonu bez wyjaśnienia, czego papież ode mnie chce? Pod koniec Mszy, kiedy papież powitał parę ostatnich obecnych osób, monsinior Fabian Pedacchio, jego argentyński sekretarz, podszedł do mnie i powiedział: „Papież powiedział mi, bym spytał, czy jesteś teraz wolny!”. Oczywiście odpowiedziałem, że jestem do dyspozycji papieża i że dziękuję mu za przyjęcie mnie od razu. Papież zabrał mnie na drugie piętro do swojego mieszkania i powiedział: „Mamy 40 minut przed Aniołem Pańskim”.

Zacząłem rozmowę od spytania papieża, co zamierzał mi powiedzieć słowami, z jakimi zwrócił się do mnie, kiedy przywitałem się z nim w miniony piątek. A papież w zupełnie inny, przyjacielski, niemal czuły ton powiedział mi: „Tak, biskupów w Stanach Zjednoczonych nie należy ideologizować, nie powinni być prawicowi, jak arcybiskup Filadelfii (papież nie podał mi imienia arcybiskupa), muszą byś pasterzami, i nie powinni być lewicowi – dodał, podnosząc oba ramiona – a kiedy mówię lewicowi, mam na myśli homoseksualni”. Oczywiście logika współzależności pomiędzy byciem lewicowym a byciem homoseksualistą jakoś mi umknęła, ale nie dodałem nic więcej.

Bezpośrednio potem papież spytał mnie oszukańczo: „Jaki jest kardynał McCarrick?”.

Odpowiedziałem mu z całkowitą szczerością i – jeśli tak chcecie – z wielką naiwnością: „Ojcze święty, nie wiem, czy znasz kardynała McCarricka, ale jeśli spytasz Kongregację ds. Biskupów, to znajduje się tam grube dossier na jego temat. Psuł pokolenia kleryków i księży, a papież Benedykt polecił mu wycofać się do życia na modlitwie i pokucie”. Papież nie wygłosił najmniejszego komentarza do tych moich bardzo poważnych słów i nie okazał na twarzy żadnego wyrazu zdziwienia, jakby już znał tę sprawę od jakiegoś czasu i od razu zmienił temat. Ale zatem, jaki był cel w zadaniu mi przez papieża tego pytania: „Jaki jest kardynał McCarrick?”. Wyraźnie chciał dowiedzieć się, czy jestem sojusznikiem McCarricka, czy nie.

Kiedy wróciłem do Waszyngtonu, wszystko stało się dla mnie bardzo jasne, także dzięki nowemu wydarzeniu, do jakiego doszło ledwo parę dni po moim spotkaniu z papieżem Franciszkiem. Kiedy nowy biskup, Mark Seitz, objął diecezję w El Paso 9 lipca 2013 roku, wysłałem tam pierwszego doradcę, monisinior Jean-François Lantheaume’a, podczas gdy pojechałem do Dallas tego samego dnia na międzynarodowe spotkanie o bioetyce. Kiedy wróciłem, monsinior Lantheaume powiedział mi, że w El Paso spotkał kardynała McCarricka, który wziąwszy go na stronę, powiedział mu niemal te same słowa, jakie papież powiedział mi w Rzymie: „Biskupów w Stanach Zjednoczonych nie należy ideologizować, nie powinni być prawicowi, powinni być pasterzami…” Byłem zdumiony! Było zatem jasne, że słowa wyrzutu, jakie papież Franciszek skierował do mnie 21 czerwca 2013 roku, włożył mu w usta dzień wcześniej kardynał McCarrick. Także wzmiankę papieża: „Nie jak arcybiskup Filadelfii” można wywieść od McCarricka, ponieważ obaj mocno nie zgadzali się ze sobą w kwestii dopuszczenia polityków proaborcyjnych do Komunii. W swoim przekazie do biskupów McCarrick manipulował listem ówczesnego kardynała Ratzingera, który zakazywał udzielania takim politykom Komunii. W istocie ja także wiedziałem o tym, jak pewni kardynałowie, tacy jak Mahony, Levada i Wuerl, byli blisko powiązani z McCarrickiem; sprzeciwiali się oni ostatnim nominacjom papieża Benedykta dla takich ważnych stanowisk, jak Filadelfia, Baltimore, Denver i San Francisco.

Nie będąc zadowolony z pułapki, jaką zastawił na mnie 23 czerwca 2013 roku, kiedy spytał mnie o McCarricka, ledwo parę miesięcy później, na audiencji, której mi udzielił 10 października 2013 roku, papież Franciszek zastawił na mnie drugą, tym razem dotyczącą jego protegowanego, kardynała Donalda Wuerla. Spytał mnie: „Jaki jest kardynał Wuerl, jest on dobry czy zły?” Odpowiedziałem: „Ojcze święty, nie powiem ci, czy jest dobry, czy zły, ale opowiem ci o dwóch faktach”. Są to fakty, o których już wspomniałem wyżej, które dotyczą duszpasterskiej niefrasobliwości kardynała odnośnie zaskakujących dewiacji na Georgetown University oraz zaproszenia skierowanego przez archidiecezję Waszyngtonu do młodych pretendentów do kapłaństwa na spotkanie z McCarrickiem! Ponownie papież nie okazał żadnej reakcji.

Było także jasne, że od czasu wyboru papieża Franciszka McCarrick, teraz wolny od wszelkich ograniczeń, czuł się wolny, by nieustannie podróżować i wygłaszać wykłady i udzielać wywiadów. Działając zespołowo z kardynałem Rodriguezem Maradiagą, stał się osobą wpływową w przypadku nominacji w Kurii i w Stanach Zjednoczonych oraz najbardziej słuchanym doradcą w watykańskich relacjach z administracją Obamy. Oto, jak można wyjaśnić, że jako członka Kongregacji ds. Biskupów papież zastąpił kardynała Burke’a kardynałem Wuerlem i natychmiast powołał Cupicha tuż po tym, jak został on kardynałem. Wraz z tymi nominacjami nuncjatura w Waszyngtonie została wyeliminowana z uczestnictwa w nominacji biskupów. Na dodatek powołał Brazylijczyka Ilsona de Jesus Montanariego – wielkiego przyjaciela swojego prywatnego argentyńskiego sekretarza Fabiana Pedaccio – na sekretarza tej samej Kongregacji ds. Biskupów i sekretarza Kolegium Kardynałów, awansując go jednym posunięciem z prostego urzędnika tego departamentu na arcybiskupa sekretarza. Coś bezprecedensowego w przypadku tak ważnego stanowiska!

Nominacje Blase’a Cupicha do Chicago i Josepha W. Tobina do Newark zostały zorganizowane przez McCarricka, Maradiagę i Wuerla, zjednoczonych nikczemnym paktem nadużyć tego pierwszego i przynajmniej tuszowaniem nadużyć przez pozostałych dwóch. Ich imiona nie znalazły się wśród tych, jakie nuncjatura przedstawiła dla Chicago i Newark.

Jeśli chodzi o Cupicha, nie można nie zauważyć jego ostentacyjnej arogancji i bezczelności, z jaką zaprzecza dowodom, jakie są teraz jasne dla wszystkich: że 80% odkrytych nadużyć było popełnianych przeciwko młodym dorosłym przez homoseksualistów, którzy znajdowali się w sytuacji władzy nad swoimi ofiarami.

Podczas przemówienia, jakie wygłosił, kiedy objął stolicę biskupią w Chicago, w czasie którego byłem obecny jako przedstawiciel papieża, Cupich zażartował, że z pewnością nie powinno się oczekiwać od nowego arcybiskupa, że będzie chodził po wodzie. Być może wystarczyłoby, gdy potrafił pozostać obiema nogami na ziemi i nie próbował wywrócić rzeczywistości do góry nogami, zaślepiony swoją pro-homoseksualną ideologią, jaką wyraził w niedawnym wywiadzie dla „America Magazine”.

Wychwalając swoją kompetencję w tej kwestii, jako przewodniczący Komitetu ds. Ochrony Dzieci i Młodzieży Konferencji Biskupów Katolickich Stanów Zjednoczonych, stwierdził, że głównym problemem w kryzysie wykorzystywania seksualnego przez duchowieństwo nie jest homoseksualizm, zauważając, że jest to jedynie sposób odwrócenia uwagi od rzeczywistego problemu, którym jest klerykalizm. Na poparcie swoich tez Cupich „dziwnie” nawiązał do wyników badania przeprowadzonego w apogeum kryzysu wykorzystywania seksualnego nieletnich w pierwszych latach roku 2000, jednocześnie „szczerze” zlekceważył to, że wyniki tego dochodzenia zostały całkowicie zakwestionowane przez późniejsze niezależne raporty John Jay College of Criminal Justice w roku 2014 i 2011, które stwierdzały, że w przypadkach wykorzystywania seksualnego 81% ofiar było płci męskiej. W rzeczywistości o. Hans Zolnner SJ, prorektor Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego, przewodniczący Centrum ds. Ochrony Dzieci oraz członek Papieskiej Komisji ds. Ochrony Nieletnich, niedawno powiedział gazecie „La Stampa”, że „w większości przypadków jest to kwestia wykorzystywania homoseksualnego”.

Nominacja McElroya w San Diego była także zorganizowana z góry, wraz z zaszyfrowanym kategorycznym poleceniem do mnie jako nuncjusza ze strony kardynała Parolina: „Zachować stolicę biskupią San Diego dla McElroya”. McElroy także zdawał sobie dobrze sprawę z nadużyć McCarricka, jak można zauważyć na podstawie listu wysłanego do niego przez Richarda Sipe 28 lipca 2016 roku.

Postaci te są blisko powiązane z osobami należącymi w szczególności do sprzeniewierzonego skrzydła Towarzystwa Jezusowego, niestety dzisiaj w większości, które już stało się przyczyną poważnego zmartwienia dla Pawła VI i późniejszych papieży. Wystarczy, że jedynie weźmiemy pod uwagę o. Roberta Drinana SJ, który został wybrany cztery razy do Izby Reprezentantów i był zagorzałym zwolennikiem aborcji; czy o. Vincentego O’Keefe SJ, jednego z głównych promotorów The Land O’Lake Statement z roku 1967, który to dokument poważnie naraził na szwank katolicką tożsamość uniwersytetów i college’ów w Stanach Zjednoczonych. Należy zauważyć, że McCarrick, ówczesny przewodniczący Katolickiego Uniwersytetu Puerto Rico, także uczestniczył w tym złowieszczym przedsięwzięciu, które było tak szkodliwe dla kształtowania sumień amerykańskiej młodzieży, blisko powiązanego ze sprzeniewierzonym skrzydłem Jezuitów.

Ojciec James Martin SJ, darzony uznaniem przez ludzi wspomnianych wyżej, w szczególności Cupicha, Tobina, Farrella i McElroya, powołany na doradcę Sekretariatu ds. Komunikacji, dobrze znany aktywista, który promuje agendę LGBT, wybrany, by psuć młodzież, która wkrótce zbierze się w Dublinie na Światowe Spotkanie Rodzin, jest niczym innym, jak smutnym najnowszym przykładem tego sprzeniewierzonego skrzydła Towarzystwa Jezusowego.

Papież Franciszek wciąż na nowo prosił o całkowitą przejrzystość w Kościele oraz by biskupi i wierni działali z parezją. Wierni na całym świecie także domagali się tego od niego w przykładny sposób. Musi uczciwie powiedzieć, kiedy po raz pierwszy dowiedział się o przestępstwach popełnionych przez McCarricka, który nadużywał swojej władzy w przypadku kleryków i księży.

W każdym razie papież dowiedział się o tym ode mnie 23 czerwca 2013 roku i nie przestawał tej sprawy dla niego tuszować. Nie wziął pod uwagę sankcji, jakie papież Benedykt nałożył na niego, i uczynił go zaufanym doradcą wraz z Maradiagą.

Ten ostatni [Maradiaga] jest tak pewny ochrony ze strony papieża, że może zbywać jako „plotki” gorące apele dziesiątków kleryków, którzy zdobyli się na odwagę napisania do niego po tym, jak jeden z nich usiłował popełnić samobójstwo w związku z wykorzystywaniem homoseksualnym w seminarium.

Teraz wierni dobrze rozumieją strategię Maradiagi: obrazić ofiary, by ocalić siebie, kłamać do ostatka, aby przykryć otchłań nadużywania władzy, złego zarządzania administracją kościelnej własności i finansowych katastrof nawet wobec bliskich przyjaciół, jak w przypadku ambasadora Hondurasu, Alejandro Valladaresa, byłego dziekana Korpusu Dyplomatycznego w Stolicy Apostolskiej.

W przypadku byłego biskupa pomocniczego Juana José Pinedy, po artykule opublikowanym we [włoskim] tygodniku „L’Espresso” w lutym, Maradiaga oświadczył w gazecie „Avvenire”: „To mój biskup pomocniczy Pineda poprosił mnie o wizytę, aby oczyścić jego imię po tym, jak spotkał się ze sporą dawką oszczerstw”. Jeśli chodzi natomiast o Pinedę, jedyną rzeczą, jaką upubliczniono, to fakt, że jego rezygnacja została po prostu przyjęta, tym samym sprawiając, że jakakolwiek możliwa odpowiedzialność jego i Maradiagi rozpływa się w próżni.

W imię przejrzystości, tak chwalonej przez papieża, raport, który wizytator, argentyński biskup Alcides Casaretto, dostarczył ponad rok temu jedynie i bezpośrednio papieżowi, musi zostać podany do publicznej wiadomości.

Wreszcie ostatnia nominacja na substytuta arcybiskupa Egara Peña Parry, jest także powiązana z Hondurasem, to znaczy z Maradiagą. Od roku 2003 do 2007 Peña Parra pracował jako doradca w nuncjaturze w Tegucigalpie. Jako delegat ds. przedstawicielstw papieskich otrzymałem o nim niepokojącą informację.

W Hondurasie ma właśnie powtórzyć się skandal równie duży, jak ten w Chile. Papież broni tego człowieka, kardynała Rodrigueza Maradiagę, do ostatka, tak jak robił to w Chile w przypadku biskupa Juana de la Cruz Barrosa, którego sam mianował biskupem Osorno wbrew radzie chilijskich biskupów. Najpierw obrażał ofiary wykorzystywania seksualnego. Następnie, dopiero wówczas, kiedy został zmuszony przez media i bunt chilijskich ofiar oraz wiernych, faktycznie przyznał się do błędu i przeprosił, jednocześnie twierdząc, że był wprowadzany w błąd, stwarzając katastrofalną sytuację dla Kościoła w Chile, ale wciąż chroniąc dwóch chilijskich kardynałów: Errazuriza i Ezzatiego.

Nawet w przypadku tragicznej sprawy McCarricka zachowanie papieża nie było inne. Wiedział przynajmniej od 23 czerwca 2013 roku, że McCarrick był osobą, która seryjnie napastowała seksualnie. Chociaż wiedział, że jest on człowiekiem zepsutym, tuszował sprawę w jego przypadku do samego końca; w istocie potraktował jako swoją własną radę McCarricka, która z pewnością nie była motywowana zdrowymi zamiarami i miłością do Kościoła. Dopiero wówczas, gdy został zmuszony do tego raportem o molestowaniu nieletnich, ponownie na podstawie uwagi, jaką środki masowego przekazu poświęciły tematowi, podjął działania [odnośnie McCarricka], by ocalić swój wizerunek w mediach.

Obecnie w Stanach Zjednoczonych podnosi się chór głosów, szczególnie ze strony świeckich wiernych, a ostatnio przyłączyło się do niego kilku biskupów i księży, proszący tych wszystkich, którzy swoim milczeniem tuszowali kryminalne zachowanie McCarricka albo wykorzystywali go do zabiegania o swoją karierę czy działania na rzecz swoich zamiarów, ambicji i władzy w Kościele, aby złożyli rezygnację.

Jednak to nie wystarczy, aby uzdrowić sytuację skrajnie i poważnie niemoralnego zachowania ze strony duchowieństwa: biskupów i księży. Należy obwieścić czas nawrócenia i pokuty. Należy przywrócić cnotę czystości wśród duchowieństwa i w seminariach. Należy walczyć z korupcją w postaci niewłaściwego wykorzystania środków i ofiar wiernych. Należy potępić powagę homoseksualnego zachowania. Siatki homoseksualne obecne w Kościele muszą zostać wyplenione, jak Janet Smith, profesor teologii moralnej z Seminarium Najświętszego Serca w Detroit ostatnio napisała: „Problemu nadużyć duchowieństwa – stwierdziła – nie można rozwiązać po prostu poprzez złożenie rezygnacji przez niektórych biskupów, a tym mniej przez biurokratyczne dyrektywy. Głębszy problem tkwi w siatkach homoseksualnych wśród duchowieństwa, które należy wyplenić”. Te siatki homoseksualne, które teraz są rozpowszechnione w wielu diecezjach, seminariach, zakonach religijnych itd., działają pod przykrywką tajemnicy i kłamstw, z mocą macek ośmiornicy duszą niewinne ofiary i powołania kapłańskie oraz cały Kościół.

Błagam wszystkich, w szczególności biskupów, by zabrali głos, by zwalczyć ten spisek milczenia, który jest tak powszechny i donosić o przypadkach nadużyć, o których wiedzą, do mediów i władz cywilnych.

Posłuchajmy najpotężniejszego przesłania, jakie św. Jan Paweł II pozostawił nam w spadku: Nie lękajcie się! Nie lękajcie się!

W swojej homilii z roku 2008, wygłoszonej w święto Objawienia Pańskiego, papież Benedykt przypomniał nam, że Ojcowski plan zbawienia został w pełni objawiony i zrealizowany w tajemnicy śmierci i Zmartwychwstania Chrystusa, ale musi on być przyjęty w historii człowieka, która jest zawsze historią wierności po stronie Boga i niestety także niewierności po stronie nas, ludzi. Kościół, depozytariusz błogosławieństwa Nowego Przymierza, przypieczętowanego krwią Baranka, jest święty, ale składa się z grzeszników, jak napisał św. Ambroży: Kościół jest „immaculata ex maculatis”, jest on święty i bez skazy chociaż – w swojej ziemskiej podróży – składa się z ludzi skażonych grzechem.

Chciałbym przypomnieć bezbłędną prawdę o świętości Kościoła wielu ludziom, którzy byli tak głęboko zgorszeni ohydnym i świętokradczym zachowaniem byłego arcybiskupa Waszyngtonu, Theodore’a McCarricka, poważnym, niepokojącym i grzesznym postępowaniem papieża Franciszka i spiskiem milczenia tak wielu duszpasterzy, a których to ludzi kusi, by porzucić Kościół oszpecony tak wieloma haniebnymi czynami. W czasie modlitwy Anioł Pański w niedzielę 12 sierpnia 2018 roku papież Franciszek powiedział te słowa: „Każdy jest winny z powodu dobra, które mógł zrobić, a którego nie zrobił (…). Jeśli nie przeciwstawiamy się złu, po cichu je karmimy. Musimy interweniować tam, gdzie zło się szerzy; gdyż zło szerzy się tam, gdzie brak odważnych chrześcijan, którzy przeciwstawiają się złu”. Jeśli słusznie należy to uważać za poważną moralną odpowiedzialność każdego wierzącego, to o ile poważniejsza odpowiedzialność spoczywa na najwyższym duszpasterzu Kościoła, który w przypadku McCarricka nie tylko nie przeciwstawił się złu, ale związał się w czynieniu zła z kimś, o kim wiedział, że jest głęboko zepsuty. Kierował się radą kogoś, o kim wiedział dobrze, że jest dewiantem, pomnażając w ten sposób w postępie geometrycznym swoją najwyższą władzą zło, jakie czynił McCarrick. A jak wielu innych złych duszpasterzy Franciszek wciąż nieustannie wspiera w ich czynnym niszczeniu Kościoła!

Franciszek zrzeka się pełnomocnictwa, jaki Chrystus dał Piotrowi, by utwierdzał swoich braci. W istocie swoim działaniem podzielił ich, doprowadził do błędu i zachęcił wilki, by kontynuowały rozdzieranie owiec z trzody Chrystusa.

W tej dramatycznej dla Kościoła powszechnego chwili musi przyznać się do swoich błędów i zachowując głoszoną zasadę zera tolerancji papież Franciszek musi stać się pierwszym dającym dobry przykład kardynałom i biskupom, którzy tuszowali nadużycia McCarricka, i złożyć rezygnację wraz z nimi wszystkimi.

Nawet w przerażeniu i smutku wywołanych potwornością tego, co się dzieje, nie traćmy nadziei! Bardzo dobrze wiemy, że znacząca większość naszych duszpasterzy przeżywa swoje kapłańskie powołanie z wiernością i poświęceniem.

To w chwilach wielkiej udręki łaska Pana objawia się w obfitości i sprawia, że Jego bezkresne miłosierdzie staje się dostępne wszystkim; jednak otrzymują je tylko ci, którzy prawdziwie okazują skruchę i szczerze zamierzają zmienić swoje życie. To sprzyjający czas, by Kościół wyznał swoje grzechy, nawrócił się i czynił pokutę.

Módlmy się wszyscy za Kościół i papieża, pamiętajmy, jak wiele razy prosił nas o to, abyśmy modlili się za niego!

Odnówmy wiarę w Kościele, naszej Matce: „Wierzę w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół!”

Chrystus nigdy nie porzuci swojego Kościoła! Zrodził go w swojej Krwi i nieustannie rozbudza swoim Duchem!

Maryjo, Matko Kościoła, módl się za nami!

Maryjo, Dziewico i Królowo, Matko Króla Chwały, módl się za nas!

Rzym, 22 sierpnia 2018

Królowanie Najświętszej Maryi Panny

Carlo Maria Viganò

Źródło: LifeSiteNews

Tłum. z języka angielskiego: Jan J. Franczak

[1] Wszystkie notatki służbowe, listy i inna dokumentacja tu wspomniana są dostępne Sekretariacie Stanu Stolicy Apostolskiej i Nuncjaturze Apostolskiej w Waszyngtonie.

Za: PoloniaChristiana – pch24.pl (2018-08-27)

 


 

TESTIMONY
by
His Excellency Carlo Maria Viganò
Titular Archbishop of Ulpiana
Apostolic Nuncio

In this tragic moment for the Church in various parts of the world — the United States, Chile, Honduras,Australia, etc. — bishops have a very grave responsibility. I am thinking in particular of the United States of America, where I was sent as Apostolic Nuncio by Pope Benedict XVI on October 19, 2011, the memorial feast of the First North American Martyrs. The Bishops of the United States are called, and I with them, to follow the example of these first martyrs who brought the Gospel to the lands of America, to be credible witnesses of the immeasurable love of Christ, the Way, the Truth and the Life.
Bishops and priests, abusing their authority, have committed horrendous crimes to the detriment of their faithful, minors, innocent victims, and young men eager to offer their lives to the Church, or by their silence have not prevented that such crimes continue to be perpetrated.

To restore the beauty of holiness to the face of the Bride of Christ, which is terribly disfigured by so many abominable crimes, and if we truly want to free the Church from the fetid swamp into which she has fallen, we must have the courage to tear down the culture of secrecy and publicly confess the truths we have kept hidden. We must tear down the conspiracy of silence with which bishops and priests have protected themselves at the expense of their faithful, a conspiracy of silence that in the eyes of the world risks making the Church look like a sect, a conspiracy of silence not so dissimilar from the one that prevails in the mafia. “Whatever you have said in the dark … shall be proclaimed from the housetops” (Lk. 12:3).

I had always believed and hoped that the hierarchy of the Church could find within itself the spiritual resources and strength to tell the whole truth, to amend and to renew itself. That is why, even though I had repeatedly been asked to do so, I always avoided making statements to the media, even when it would have been my right to do so, in order to defend myself against the calumnies published about me, even by high-ranking prelates of the Roman Curia. But now that the corruption has reached the very top of the Church’s hierarchy, my conscience dictates that I reveal those truths regarding the heart-breaking case of the Archbishop Emeritus of Washington, D.C., Theodore McCarrick, which I came to know in the course of the duties entrusted to me by St. John Paul II, as Delegate for Pontifical Representations, from 1998 to 2009, and by Pope Benedict XVI, as Apostolic Nuncio to the United States of America, from October 19, 2011 until end of May 2016.

As Delegate for Pontifical Representations in the Secretariat of State, my responsibilities were not limited to the Apostolic Nunciatures, but also included the staff of the Roman Curia (hires, promotions, informational processes on candidates to the episcopate, etc.) and the examination of delicate cases, including those regarding cardinals and bishops, that were entrusted to the Delegate by the Cardinal Secretary of State or by the Substitute of the Secretariat of State.

To dispel suspicions insinuated in several recent articles, I will immediately say that the Apostolic Nuncios in the United States, Gabriel Montalvo and Pietro Sambi, both prematurely deceased, did not fail to inform the Holy See immediately, as soon as they learned of Archbishop McCarrick’s gravely immoral behavior with seminarians and priests. Indeed, according to what Nuncio Pietro Sambi wrote, Father Boniface Ramsey, O.P.’s letter, dated November 22, 2000, was written at the request of the late Nuncio
Montalvo. In the letter, Father Ramsey, who had been a professor at the diocesan seminary in Newark from the end of the ’80s until 1996, affirms that there was a recurring rumor in the seminary that the Archbishop “shared his bed with seminarians,” inviting five at a time to spend the weekend with him at his beach house. And he added that he knew a certain number of seminarians, some of whom were later ordained priests for the Archdiocese of Newark, who had been invited to this beach house and had shared a bed with the Archbishop.

The office that I held at the time was not informed of any measure taken by the Holy See after those charges were brought by Nuncio Montalvo at the end of 2000, when Cardinal Angelo Sodano was Secretary of State.

Likewise, Nuncio Sambi transmitted to the Cardinal Secretary of State, Tarcisio Bertone, an Indictment Memorandum against McCarrick by the priest Gregory Littleton of the diocese of Charlotte, who was reduced to the lay state for a violation of minors, together with two documents from the same Littleton, in which he recounted his tragic story of sexual abuse by the then-Archbishop of Newark and several other priests and seminarians. The Nuncio added that Littleton had already forwarded his Memorandum to about twenty people, including civil and ecclesiastical judicial authorities, police and lawyers, in June
2006, and that it was therefore very likely that the news would soon be made public. He therefore called for a prompt intervention by the Holy See.

In writing up a memo on these documents that were entrusted to me, as Delegate for Pontifical Representations, on December 6, 2006, I wrote to my superiors, Cardinal Tarcisio Bertone and the Substitute Leonardo Sandri, that the facts attributed to McCarrick by Littleton were of such gravity and vileness as to provoke bewilderment, a sense of disgust, deep sorrow and bitterness in the reader, and that they constituted the crimes of seducing, requesting depraved acts of seminarians and priests, repeatedly and simultaneously with several people, derision of a young seminarian who tried to resist the Archbishop’s seductions in the presence of two other priests, absolution of the accomplices in these depraved acts, sacrilegious celebration of the Eucharist with the same priests after committing such acts.

In my memo, which I delivered on that same December 6, 2006 to my direct superior, the Substitute Leonardo Sandri, I proposed the following considerations and course of action to my superiors:

• Given that it seemed a new scandal of particular gravity, as it regarded a cardinal, was going to be added to the many scandals for the Church in the United States,
• and that, since this matter had to do with a cardinal, and according to can. 1405 § 1, No. 2˚, “ipsius Romani Pontificis dumtaxat ius est iudicandi”;
• I proposed that an exemplary measure be taken against the Cardinal that could have a medicinal function, to prevent future abuses against innocent victims and alleviate the very serious scandal for the faithful, who despite everything continued to love and believe in the Church.

I added that it would be salutary if, for once, ecclesiastical authority would intervene before the civil authorities and, if possible, before the scandal had broken out in the press. This could have restored some dignity to a Church so sorely tried and humiliated by so many abominable acts on the part of some pastors. If this were done, the civil authority would no longer have to judge a cardinal, but a pastor with whom the Church had already taken appropriate measures to prevent the cardinal from abusing his authority and continuing to destroy innocent victims.

*All the memos, letters and other documentation mentioned here are available at the Secretariat of State of the Holy See or at the Apostolic Nunciature in Washington, D.C.)

My memo of December 6, 2006 was kept by my superiors, and was never returned to me with any actual decision by the superiors on this matter.

Subsequently, around April 21-23, 2008, the Statement for Pope Benedict XVI about the pattern of sexual abuse crisis in the United States, by Richard Sipe, was published on the internet, at richardsipe.com. On April 24, it was passed on by the Prefect of the Congregation for the Doctrine of the Faith, Cardinal William Levada, to the Cardinal Secretary of State Tarcisio Bertone. It was delivered to me one month later, on May 24, 2008.

The following day, I delivered a new memo to the new Substitute, Fernando Filoni, which included my previous one of December 6, 2006. In it, I summarized Richard Sipe’s document, which ended with this respectful and heartfelt appeal to Pope Benedict XVI: “I approach Your Holiness with due reverence, but with the same intensity that motivated Peter Damian to lay out before your predecessor, Pope Leo IX, a description of the condition of the clergy during his time. The problems he spoke of are similar and as great now in the United States as they were then in Rome. If Your Holiness requests, I will personally submit to you documentation of that about which I have spoken.”

I ended my memo by repeating to my superiors that I thought it was necessary to intervene as soon as possible by removing the cardinal’s hat from Cardinal McCarrick and that he should be subjected to the sanctions established by the Code of Canon Law, which also provide for reduction to the lay state.

This second memo of mine was also never returned to the Personnel Office, and I was greatly dismayed at my superiors for the inconceivable absence of any measure against the Cardinal, and for the continuing lack of any communication with me since my first memo in December 2006.

But finally I learned with certainty, through Cardinal Giovanni Battista Re, then-Prefect of the Congregation for Bishops, that Richard Sipe’s courageous and meritorious Statement had had the desired result. Pope Benedict had imposed on Cardinal McCarrick sanctions similar to those now imposed on him by Pope Francis: the Cardinal was to leave the seminary where he was living, he was forbidden to celebrate [Mass] in public, to participate in public meetings, to give lectures, to travel, with the obligation of dedicating himself to a life of prayer and penance.

I do not know when Pope Benedict took these measures against McCarrick, whether in 2009 or 2010, because in the meantime I had been transferred to the Governorate of Vatican City State, just as I do not know who was responsible for this incredible delay. I certainly do not believe it was Pope Benedict, who as Cardinal had repeatedly denounced the corruption present in the Church, and in the first months of his pontificate had already taken a firm stand against the admission into seminary of young men with deep
homosexual tendencies. I believe it was due to the Pope’s first collaborator at the time, Cardinal Tarcisio Bertone, who notoriously favored promoting homosexuals into positions of responsibility, and was accustomed to managing the information he thought appropriate to convey to the Pope.

In any case, what is certain is that Pope Benedict imposed the above canonical sanctions on McCarrick and that they were communicated to him by the Apostolic Nuncio to the United States, Pietro Sambi. Monsignor Jean-François Lantheaume, then first Counsellor of the Nunciature in Washington and Chargé d’Affaires a.i. after the unexpected death of Nuncio Sambi in Baltimore, told me when I arrived in Washington — and he is ready to testify to it— about a stormy conversation, lasting over an hour, that Nuncio Sambi had with Cardinal McCarrick whom he had summoned to the Nunciature. Monsignor Lantheaume told me that “the Nuncio’s voice could be heard all the way out in
the corridor.”

Pope Benedict’s same dispositions were then also communicated to me by the new Prefect of the Congregation for Bishops, Cardinal Marc Ouellet, in November 2011, in a conversation before my departure for Washington, and were included among the instructions of the same Congregation to the new Nuncio.

In turn, I repeated them to Cardinal McCarrick at my first meeting with him at the Nunciature. The Cardinal, muttering in a barely comprehensible way, admitted that he had perhaps made the mistake of sleeping in the same bed with some seminarians at his beach house, but he said this as if it had no importance.

The faithful insistently wonder how it was possible for him to be appointed to Washington, and as Cardinal, and they have every right to know who knew, and who covered up his grave misdeeds. It is therefore my duty to reveal what I know about this, beginning with the Roman Curia.

Cardinal Angelo Sodano was Secretary of State until September 2006: all information was
communicated to him. In November 2000, Nunzio Montalvo sent him his report, passing on to him the aforementioned letter from Father Boniface Ramsey in which he denounced the serious abuses committed by McCarrick.

It is known that Sodano tried to cover up the Father Maciel scandal to the end. He even removed the Nuncio in Mexico City, Justo Mullor, who refused to be an accomplice in his scheme to cover Maciel, and in his place appointed Sandri, then-Nuncio to Venezuela, who was willing to collaborate in the coverup.

Sodano even went so far as to issue a statement to the Vatican press office in which a falsehood was affirmed, that is, that Pope Benedict had decided that the Maciel case should be considered closed.

Benedict reacted, despite Sodano’s strenuous defense, and Maciel was found guilty and irrevocably condemned.

Was McCarrick’s appointment to Washington and as Cardinal the work of Sodano, when John Paul II was already very ill? We are not given to know. However, it is legitimate to think so, but I do not think he was the only one responsible for this. McCarrick frequently went to Rome and made friends everywhere, at all levels of the Curia. If Sodano had protected Maciel, as seems certain, there is no reason why he wouldn’t have done so for McCarrick, who according to many had the financial means to influence decisions. His nomination to Washington was opposed by then-Prefect of the Congregation for Bishops, Cardinal Giovanni Battista Re. At the Nunciature in Washington there is a note, written in his hand, in which Cardinal Re disassociates himself from the appointment and states that McCarrick was 14th on the list for Washington.

Nuncio Sambi’s report, with all the attachments, was sent to Cardinal Tarcisio Bertone, as Secretary of State. My two above-mentioned memos of December 6, 2006 and May 25, 2008, were also presumably handed over to him by the Substitute. As already mentioned, the Cardinal had no difficulty in insistently presenting for the episcopate candidates known to be active homosexuals — I cite only the well-known case of Vincenzo de Mauro, who was appointed Archbishop-Bishop of Vigevano and later removed because he was undermining his seminarians — and in filtering and manipulating the information he conveyed to Pope Benedict.

Cardinal Pietro Parolin, the current Secretary of State, was also complicit in covering up the misdeeds of McCarrick who had, after the election of Pope Francis, boasted openly of his travels and missions to various continents. In April 2014, the Washington Times had a front page report on McCarrick’s trip to the Central African Republic, and on behalf of the State Department no less. As Nuncio to Washington, I wrote to Cardinal Parolin asking him if the sanctions imposed on McCarrick by Pope Benedict were still valid. Ça va sans dire [it goes without saying] that my letter never received any reply!

The same can be said for Cardinal William Levada, former Prefect of the Congregation for the Doctrine of the Faith, for Cardinals Marc Ouellet, Prefect of the Congregation for Bishops, Lorenzo Baldisseri, former Secretary of the same Congregation for Bishops, and Archbishop Ilson de Jesus Montanari, current Secretary of the same Congregation. They were all aware by reason of their office of the sanctions imposed by Pope Benedict on McCarrick.

Cardinals Leonardo Sandri, Fernando Filoni and Angelo Becciu, as Substitutes of the Secretariat of State, knew in every detail the situation regarding Cardinal McCarrick. Nor could Cardinals Giovanni Lajolo and Dominique Mamberti have failed to know. As Secretaries for Relations with States, they participated several times a week in collegial meetings with the Secretary of State.

As far as the Roman Curia is concerned, for the moment I will stop here, even if the names of other prelates in the Vatican are well known, even some very close to Pope Francis, such as Cardinal Francesco Coccopalmerio and Archbishop Vincenzo Paglia, who belong to the homosexual current in favor of subverting Catholic doctrine on homosexuality, a current already denounced in 1986 by Cardinal Joseph Ratzinger, then-Prefect of the Congregation for the Doctrine of the Faith, in the Letter to the Bishops of the Catholic Church on the Pastoral Care of Homosexual Persons. Cardinals Edwin Frederick O’Brien and Renato Raffaele Martino also belong to the same current, albeit with a different ideology. Others belonging to this current even reside at the Domus Sanctae Marthae.

Now to the United States. Obviously, the first to have been informed of the measures taken by Pope Benedict was McCarrick’s successor in Washington See, Cardinal Donald Wuerl, whose situation is now completely compromised by the recent revelations regarding his behavior as Bishop of Pittsburgh.

It is absolutely unthinkable that Nunzio Sambi, who was an extremely responsible person, loyal, direct and explicit in his way of being (a true son of Romagna) did not speak to him about it. In any case, I myself brought up the subject with Cardinal Wuerl on several occasions, and I certainly didn’t need to go into detail because it was immediately clear to me that he was fully aware of it. I also remember in particular the fact that I had to draw his attention to it, because I realized that in an archdiocesan publication, on the back cover in color, there was an announcement inviting young men who thought they had a vocation to the priesthood to a meeting with Cardinal McCarrick. I immediately phoned Cardinal
Wuerl, who expressed his surprise to me, telling me that he knew nothing about that announcement and that he would cancel it. If, as he now continues to state, he knew nothing of the abuses committed by McCarrick and the measures taken by Pope Benedict, how can his answer be explained?

His recent statements that he knew nothing about it, even though at first he cunningly referred to compensation for the two victims, are absolutely laughable. The Cardinal lies shamelessly and prevails upon his Chancellor, Monsignor Antonicelli, to lie as well.
Cardinal Wuerl also clearly lied on another occasion. Following a morally unacceptable event authorized by the academic authorities of Georgetown University, I brought it to the attention of its President, Dr.John DeGioia, sending him two subsequent letters. Before forwarding them to the addressee, so as to handle things properly, I personally gave a copy of them to the Cardinal with an accompanying letter I had written. The Cardinal told me that he knew nothing about it. However, he failed to acknowledge receipt of my two letters, contrary to what he customarily did. I subsequently learned that the event at Georgetown had taken place for seven years. But the Cardinal knew nothing about it!

Cardinal Wuerl, well aware of the continuous abuses committed by Cardinal McCarrick and the sanctions imposed on him by Pope Benedict, transgressing the Pope’s order, also allowed him to reside at a seminary in Washington D.C. In doing so, he put other seminarians at risk. Bishop Paul Bootkoski, emeritus of Metuchen, and Archbishop John Myers, emeritus of Newark, covered up the abuses committed by McCarrick in their respective dioceses and compensated two of his victims. They cannot deny it and they must be interrogated in order to reveal every circumstance and all responsibility regarding this matter.

Cardinal Kevin Farrell, who was recently interviewed by the media, also said that he didn’t have the slightest idea about the abuses committed by McCarrick. Given his tenure in Washington, Dallas and now Rome, I think no one can honestly believe him. I don’t know if he was ever asked if he knew about Maciel’s crimes. If he were to deny this, would anybody believe him given that he occupied positions of responsibility as a member of the Legionaries of Christ?

Regarding Cardinal Sean O’Malley, I would simply say that his latest statements on the McCarrick case are disconcerting, and have totally obscured his transparency and credibility.

* * *

My conscience requires me also to reveal facts that I have experienced personally, concerning Pope Francis, that have a dramatic significance, which as Bishop, sharing the collegial responsibility of all the bishops for the universal Church, do not allow me to remain silent, and that I state here, ready to reaffirm them under oath by calling on God as my witness.

In the last months of his pontificate, Pope Benedict XVI had convened a meeting of all the apostolic nuncios in Rome, as Paul VI and St. John Paul II had done on several occasions. The date set for the audience with the Pope was Friday, June 21, 2013. Pope Francis kept this commitment made by his predecessor. Of course I also came to Rome from Washington. It was my first meeting with the new Pope elected only three months prior, after the resignation of Pope Benedict.

On the morning of Thursday, June 20, 2013, I went to the Domus Sanctae Marthae, to join my colleagues who were staying there. As soon as I entered the hall I met Cardinal McCarrick, who wore the redtrimmed cassock. I greeted him respectfully as I had always done. He immediately said to me, in a tone somewhere between ambiguous and triumphant: “The Pope received me yesterday, tomorrow I am going to China.”

At the time I knew nothing of his long friendship with Cardinal Bergoglio and of the important part he had played in his recent election, as McCarrick himself would later reveal in a lecture at Villanova University and in an interview with the National Catholic Reporter. Nor had I ever thought of the fact that he had participated in the preliminary meetings of the recent conclave, and of the role he had been able to have as a cardinal elector in the 2005 conclave. Therefore I did not immediately grasp the meaning
of the encrypted message that McCarrick had communicated to me, but that would become clear to me in the days immediately following.

The next day the audience with Pope Francis took place. After his address, which was partly read and partly delivered off the cuff, the Pope wished to greet all the nuncios one by one. In single file, I remember that I was among the last. When it was my turn, I just had time to say to him, “I am the Nuncio to the United States.” He immediately assailed me with a tone of reproach, using these words: “The Bishops in the United States must not be ideologized! They must be shepherds!” Of course I was not in a position to ask for explanations about the meaning of his words and the aggressive way in which he had upbraided me. I had in my hand a book in Portuguese that Cardinal O’Malley had sent me for the Pope a few days earlier, telling me “so he could go over his Portuguese before going to Rio for World Youth Day.” I handed it to him immediately, and so freed myself from that extremely disconcerting and embarrassing situation.

At the end of the audience the Pope announced: “Those of you who are still in Rome next Sunday are invited to concelebrate with me at the Domus Sanctae Marthae.” I naturally thought of staying on to clarify as soon as possible what the Pope intended to tell me.

On Sunday June 23, before the concelebration with the Pope, I asked Monsignor Ricca, who as the person in charge of the house helped us put on the vestments, if he could ask the Pope if he could receive me sometime in the following week. How could I have returned to Washington without having clarified what the Pope wanted of me? At the end of Mass, while the Pope was greeting the few lay people present, Monsignor Fabian Pedacchio, his Argentine secretary, came to me and said: “The Pope told me to ask if you are free now!” Naturally, I replied that I was at the Pope’s disposal and that I thanked him for receiving me immediately. The Pope took me to the first floor in his apartment and said: “We have 40 minutes before the Angelus.”

I began the conversation, asking the Pope what he intended to say to me with the words he had addressed to me when I greeted him the previous Friday. And the Pope, in a very different, friendly, almost affectionate tone, said to me: “Yes, the Bishops in the United States must not be ideologized, they must not be right-wing like the Archbishop of Philadelphia, (the Pope did not give me the name of the Archbishop) they must be shepherds; and they must not be left-wing — and he added, raising both arms — and when I say left-wing I mean homosexual.” Of course, the logic of the correlation between being left-wing and being homosexual escaped me, but I added nothing else.

Immediately after, the Pope asked me in a deceitful way: “What is Cardinal McCarrick like?” I answered him with complete frankness and, if you want, with great naiveté: “Holy Father, I don’t know if you know Cardinal McCarrick, but if you ask the Congregation for Bishops there is a dossier this thick about him. He corrupted generations of seminarians and priests and Pope Benedict ordered him to withdraw to a life of prayer and penance.”

The Pope did not make the slightest comment about those very grave words of mine and did not show any expression of surprise on his face, as if he had already known the matter for some time, and he immediately changed the subject. But then, what was the Pope’s purpose in asking me that question: “What is Cardinal McCarrick like?” He clearly wanted to find out if I was an ally of McCarrick or not.

Back in Washington everything became very clear to me, thanks also to a new event that occurred only a few days after my meeting with Pope Francis. When the new Bishop Mark Seitz took possession of the Diocese of El Paso on July 9, 2013, I sent the first Counsellor, Monsignor Jean-François Lantheaume, while I went to Dallas that same day for an international meeting on Bioethics. When he got back, Monsignor Lantheaume told me that in El Paso he had met Cardinal McCarrick who, taking him aside, told him almost the same words that the Pope had said to me in Rome: “the Bishops in the United States must not be ideologized, they must not be right-wing, they must be shepherds….”

I was astounded! It was therefore clear that the words of reproach that Pope Francis had addressed to me on June 21, 2013 had been put into his mouth the day before by Cardinal McCarrick. Also the Pope’s mention “not like the Archbishop of Philadelphia” could be traced to McCarrick, because there had been a strong disagreement between the two of them about the admission to Communion of pro-abortion politicians. In his communication to the bishops, McCarrick had manipulated a letter of then-Cardinal Ratzinger who prohibited giving them Communion. Indeed, I also knew how certain Cardinals such as Mahony, Levada and Wuerl, were closely linked to McCarrick; they had opposed the most recent appointments made by Pope Benedict, for important posts such as Philadelphia, Baltimore, Denver and San Francisco.

Not happy with the trap he had set for me on June 23, 2013, when he asked me about McCarrick, only a few months later, in the audience he granted me on October 10, 2013, Pope Francis set a second one for me, this time concerning a second of his protégés, Cardinal Donald Wuerl. He asked me: “What is Cardinal Wuerl like, is he good or bad?” I replied, “Holy Father, I will not tell you if he is good or bad, but I will tell you two facts.” They are the ones I have already mentioned above, which concern Wuerl’s pastoral carelessness regarding the aberrant deviations at Georgetown University and the invitation by the Archdiocese of Washington to young aspirants to the priesthood to a meeting with McCarrick! Once again the Pope did not show any reaction.

It was also clear that, from the time of Pope Francis’s election, McCarrick, now free from all constraints, had felt free to travel continuously, to give lectures and interviews. In a team effort with Cardinal Rodriguez Maradiaga, he had become the kingmaker for appointments in the Curia and the United States, and the most listened to advisor in the Vatican for relations with the Obama administration.

This is how one explains that, as members of the Congregation for Bishops, the Pope replaced Cardinal Burke with Wuerl and immediately appointed Cupich right after he was made a cardinal. With these appointments the Nunciature in Washington was now out of the picture in the appointment of bishops. In addition, he appointed the Brazilian Ilson de Jesus Montanari — the great friend of his private Argentine secretary Fabian Pedacchio — as Secretary of the same Congregation for Bishops and Secretary of the College of Cardinals, promoting him in one single leap from a simple official of that department to Archbishop Secretary. Something unprecedented for such an important position!

The appointments of Blase Cupich to Chicago and Joseph W. Tobin to Newark were orchestrated by McCarrick, Maradiaga and Wuerl, united by a wicked pact of abuses by the first, and at least of coverup of abuses by the other two. Their names were not among those presented by the Nunciature for Chicago and Newark.

Regarding Cupich, one cannot fail to note his ostentatious arrogance, and the insolence with which he denies the evidence that is now obvious to all: that 80% of the abuses found were committed against young adults by homosexuals who were in a relationship of authority over their victims.

During the speech he gave when he took possession of the Chicago See, at which I was present as a representative of the Pope, Cupich quipped that one certainly should not expect the new Archbishop to walk on water. Perhaps it would be enough for him to be able to remain with his feet on the ground and not try to turn reality upside-down, blinded by his pro-gay ideology, as he stated in a recent interview with America Magazine. Extolling his particular expertise in the matter, having been President of the Committee on Protection of Children and Young People of the USCCB, he asserted that the main problem in the crisis of sexual abuse by clergy is not homosexuality, and that affirming this is only a way of diverting attention from the real problem which is clericalism. In support of this thesis, Cupich “oddly” made reference to the results of research carried out at the height of the sexual abuse of minors crisis in the early 2000s, while he “candidly” ignored that the results of that investigation were totally denied by the subsequent Independent Reports by the John Jay College of Criminal Justice in 2004 and 2011, which concluded that, in cases of sexual abuse, 81% of the victims were male. In fact, Father Hans Zollner, S.J., Vice-Rector of the Pontifical Gregorian University, President of the Centre for Child Protection, and Member of the Pontifical Commission for the Protection of Minors, recently told the newspaper La Stampa that “in most cases it is a question of homosexual abuse.”

The appointment of McElroy in San Diego was also orchestrated from above, with an encrypted peremptory order to me as Nuncio, by Cardinal Parolin: “Reserve the See of San Diego for McElroy.”

McElroy was also well aware of McCarrick’s abuses, as can be seen from a letter sent to him by Richard Sipe on July 28, 2016.

These characters are closely associated with individuals belonging in particular to the deviated wing of the Society of Jesus, unfortunately today a majority, which had already been a cause of serious concern to Paul VI and subsequent pontiffs. We need only consider Father Robert Drinan, S.J., who was elected four times to the House of Representatives, and was a staunch supporter of abortion; or Father Vincent O’Keefe, S.J., one of the principal promoters of The Land O’Lakes Statement of 1967, which seriously compromised the Catholic identity of universities and colleges in the United States. It should be noted that McCarrick, then President of the Catholic University of Puerto Rico, also participated in that inauspicious undertaking which was so harmful to the formation of the consciences of American youth, closely associated as it was with the deviated wing of the Jesuits.

Father James Martin, S.J., acclaimed by the people mentioned above, in particular Cupich, Tobin, Farrell and McElroy, appointed Consultor of the Secretariat for Communications, well-known activist who promotes the LGBT agenda, chosen to corrupt the young people who will soon gather in Dublin for the World Meeting of Families, is nothing but a sad recent example of that deviated wing of the Society of Jesus.

Pope Francis has repeatedly asked for total transparency in the Church and for bishops and faithful to act with parrhesia. The faithful throughout the world also demand this of him in an exemplary manner. He must honestly state when he first learned about the crimes committed by McCarrick, who abused his authority with seminarians and priests.

In any case, the Pope learned about it from me on June 23, 2013 and continued to cover for him. He did not take into account the sanctions that Pope Benedict had imposed on him and made him his trusted counselor along with Maradiaga.

The latter [Maradiaga] is so confident of the Pope’s protection that he can dismiss as “gossip” the heartfelt appeals of dozens of his seminarians, who found the courage to write to him after one of them tried to commit suicide over homosexual abuse in the seminary.

By now the faithful have well understood Maradiaga’s strategy: insult the victims to save himself, lie to the bitter end to cover up a chasm of abuses of power, of mismanagement in the administration of Church property, and of financial disasters even against close friends, as in the case of the Ambassador of Honduras Alejandro Valladares, former Dean of the Diplomatic Corps to the Holy See.

In the case of the former Auxiliary Bishop Juan José Pineda, after the article published in the [Italian] weekly L’Espresso last February, Maradiaga stated in the newspaper Avvenire: “It was my auxiliary bishop Pineda who asked for the visitation, so as to ‘clear’ his name after being subjected to much slander.” Now, regarding Pineda the only thing that has been made public is that his resignation has simply been accepted, thus making any possible responsibility of his and Maradiaga vanish into nowhere.

In the name of the transparency so hailed by the Pope, the report that the Visitator, Argentine bishop Alcides Casaretto, delivered more than a year ago only and directly to the Pope, must be made public.

Finally, the recent appointment as Substitute of Archbishop Edgar Peña Parra is also connected with Honduras, that is, with Maradiaga. From 2003 to 2007 Peña Parra worked as Counsellor at the Tegucigalpa Nunciature. As Delegate for Pontifical Representations I received worrisome information about him.

In Honduras, a scandal as huge as the one in Chile is about to be repeated. The Pope defends his man, Cardinal Rodriguez Maradiaga, to the bitter end, as he had done in Chile with Bishop Juan de la Cruz Barros, whom he himself had appointed Bishop of Osorno against the advice of the Chilean Bishops.

First he insulted the abuse victims. Then, only when he was forced by the media, and a revolt by the Chilean victims and faithful, did he recognize his error and apologize, while stating that he had been misinformed, causing a disastrous situation for the Church in Chile, but continuing to protect the two Chilean Cardinals Errazuriz and Ezzati.

Even in the tragic affair of McCarrick, Pope Francis’s behavior was no different. He knew from at least June 23, 2013 that McCarrick was a serial predator. Although he knew that he was a corrupt man, he covered for him to the bitter end; indeed, he made McCarrick’s advice his own, which was certainly not inspired by sound intentions and for love of the Church. It was only when he was forced by the report of the abuse of a minor, again on the basis of media attention, that he took action [regarding McCarrick] to save his image in the media.

Now in the United States a chorus of voices is rising especially from the lay faithful, and has recently been joined by several bishops and priests, asking that all those who, by their silence, covered up McCarrick’s criminal behavior, or who used him to advance their career or promote their intentions, ambitions and power in the Church, should resign.

But this will not be enough to heal the situation of extremely grave immoral behavior by the clergy: bishops and priests. A time of conversion and penance must be proclaimed. The virtue of chastity must be recovered in the clergy and in seminaries. Corruption in the misuse of the Church’s resources and of the offerings of the faithful must be fought against. The seriousness of homosexual behavior must be denounced. The homosexual networks present in the Church must be eradicated, as Janet Smith, Professor of Moral Theology at the Sacred Heart Major Seminary in Detroit, recently wrote. “The problem of clergy abuse,” she wrote, “cannot be resolved simply by the resignation of some bishops, and even less so by bureaucratic directives. The deeper problem lies in homosexual networks within the clergy which must be eradicated.” These homosexual networks, which are now widespread in many dioceses, seminaries, religious orders, etc., act under the concealment of secrecy and lies with the power of octopus tentacles, and strangle innocent victims and priestly vocations, and are strangling the entire Church. I implore everyone, especially Bishops, to speak up in order to defeat this conspiracy of silence that is so widespread, and to report the cases of abuse they know about to the media and civil
authorities.

Let us heed the most powerful message that St. John Paul II left us as an inheritance: Do not be afraid! Do not be afraid!

In his 2008 homily on the Feast of the Epiphany, Pope Benedict reminded us that the Father’s plan of salvation had been fully revealed and realized in the mystery of Christ’s death and resurrection, but it needs to be welcomed in human history, which is always a history of fidelity on God’s part and unfortunately also of infidelity on the part of us men. The Church, the depositary of the blessing of the New Covenant, signed in the blood of the Lamb, is holy but made up of sinners, as Saint Ambrose wrote: the Church is “immaculata ex maculatis,” she is holy and spotless even though, in her earthly journey, she is made up of men stained with sin.

I want to recall this indefectible truth of the Church’s holiness to the many people who have been so deeply scandalized by the abominable and sacrilegious behavior of the former Archbishop of Washington, Theodore McCarrick; by the grave, disconcerting and sinful conduct of Pope Francis and by the conspiracy of silence of so many pastors, and who are tempted to abandon the Church, disfigured by so many ignominies. At the Angelus on Sunday, August 12, 2018 Pope Francis said these words: “Everyone is guilty for the good he could have done and did not do … If we do not oppose evil, we tacitly feed it. We need to intervene where evil is spreading; for evil spreads where daring Christians who oppose evil with good are lacking.”

If this is rightly to be considered a serious moral responsibility for every believer, how much graver is it for the Church’s supreme pastor, who in the case of McCarrick not only did not oppose evil but associated himself in doing evil with someone he knew to be deeply corrupt. He followed the advice of someone he knew well to be a pervert, thus multiplying exponentially with his supreme authority the evil done by McCarrick. And how many other evil pastors is Francis still continuing to prop up in their active destruction of the Church!

Francis is abdicating the mandate which Christ gave to Peter to confirm the brethren. Indeed, by his action he has divided them, led them into error, and encouraged the wolves to continue to tear apart the sheep of Christ’s flock.

In this extremely dramatic moment for the universal Church, he must acknowledge his mistakes and, in keeping with the proclaimed principle of zero tolerance, Pope Francis must be the first to set a good example for cardinals and bishops who covered up McCarrick’s abuses and resign along with all of them.

Even in dismay and sadness over the enormity of what is happening, let us not lose hope! We well know that the great majority of our pastors live their priestly vocation with fidelity and dedication.

It is in moments of great trial that the Lord’s grace is revealed in abundance and makes His limitless mercy available to all; but it is granted only to those who are truly repentant and sincerely propose to amend their lives. This is a favorable time for the Church to confess her sins, to convert, and to do penance.

Let us all pray for the Church and for the Pope, let us remember how many times he has asked us to pray for him!
Let us all renew faith in the Church our Mother: “I believe in one, holy, catholic and apostolic Church!”
Christ will never abandon His Church! He generated her in His Blood and continually revives her with His Spirit!
Mary, Mother of the Church, pray for us!
Mary, Virgin and Queen, Mother of the King of glory, pray for us!


Rome, August 22, 2018

Queenship of the Blessed Virgin Mary
Official translation by Diane Montagna

Źródło/do pobrania: Scriptd

 


 

CZYTAJ RÓWNIEŻ: [wybór linków generowany komputerowo przez serwer BIBUŁY]

    Tags: , , ,

    Drukuj Drukuj

     

    ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
    Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=103542 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


    Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


    Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


    UWAGI, KOMENTARZE:

    Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
    Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]