Chodzi nie o Półtawską, lecz o Paetza – ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski

Nie ma takiego duchownego w Krakowie, który nie znałby dr Wandy Półtawskiej. Przez dziesiątki lat bowiem prowadziła ona w seminariach duchownych wykłady z medycyny pastoralnej. Wykłady te, dotyczące przede wszystkim metod naturalnego planowania rodziny i ochrony życia poczętego, pamiętam do dziś, bo prowadzone one były ciekawie i ogromną z pasją, przez co bardzo różniły się od nudnawych wykładów np. z filozofii człowieka, socjologii czy teologii dogmatycznej.

Pani profesor znana była ze swojego trudnego charakteru (który był tłumaczony jej przejściami w obozie koncentracyjnym), a także z ogromnych wpływów jakie miała wśród naszych przełożonych. Doświadczył tego jeden z moich starszych kolegów, który jako diakon ostatniego, szóstego roku zakpił sobie na wykładzie z jednej ze wspomniacyh metod. Kosztowało to go bardzo wiele, bo wykładowczyni poszła na skargę do rektora, w wyniku której owemu koledze wstrzymano święcenia kapłańskie, które miały być już za miesiąc. Święcenia te przyjmował on w pojedynkę dopiero w następnym roku i to na dodatek nie w katedrze z rąk metropolity, ale w kaplicy seminaryjnej z rąk biskupa pomocniczego.

Wanda Półtawska znana jest przede wszystkim z przyjażni z Karolem Wojtyłą. Mówiła o tym bardzo chętnie na swoich wykładach,  w środowisku ludzi świeckich związanych z Kościołem wręcz się tym afiszowała. Wielu miało jej to za złe. Pomimo tego jednak nikt w tej przyjaźni nie doszukiwał się żadnych tzw. podtekstów.

Przyjażń ta zaowocowała wieloma pozytywnymi sprawami. Pani profesor mówiła bowiem wprost  swemu przyjacielowi, nawet gdy został papieżem, pewne rzeczy, ktore ukrywało przed nim jego najbliższe otoczenie. Klasycznym tego przykładem jest sprawa arcybiskupa Juliusza Paetza, o którego wybrykach ludzie sprawiedliwi pisali do nuncjusza Józefa Kowalczyka. Ten ostatni jednak to wszystko tuszował. To samo czyniło środowisko polskie w Watykanie. Dopiero Wanda Półtawska, wzorem św. Katarzyny ze Sieny, powiedziała o tym Janowi Pawłowi II prosto oczy przy kolacji. I dopiero po tej informacji powołana została komisja papieska, która pojechała do Poznania.

Nawiasem mówiąc, o sklonnościach Paetza wiedziało wiele osób, gdy jeszcze w latach 70-tych pracował on jako prałat w Watykanie. Pomimo tego został on biskupem w Łomży, a nastepnie dzieki poparciu wspomnianego nuncjusza awansował na stanowisko metropolity poznańskiego.

Jeżeli więc niektórzy obawiają się ujawnienia korespondencji pomiędzy papieżem a krakowską lekarka, to nie dlatego, aby przyjażń ta źle rzutowała na obraz kandydata na ołtarze. Obawiają się tego, że przy okazji publikacji tej korespondencji mogą wyjść na światło dzienne inne takie skrywane problemy jak wspomniana sprawa Paetza. Sprawa ta nigdy do końca nie została wyjaśnio. Wielu molestowanych ma złamane zycie, sprawiedliwy ks. Tomasz Węcławski odszedł z kapłaństwa, a główny „bohater” afery jako arcybiskup-senior żyje sobie w luksusie, będąc nadal osłaniany „parasolem ochronnym” przez pewne wpływowe osoby.

ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski

Za: Blog ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego | http://www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=8&nid=1803&PHPSESSID=93cc5bfcc3331505a583a71c2930416b

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content