Komorowski gorzej od szefa FBI

Cała Polska oburza się na słowa wypowiedziane przez szefa FBI, nazywającego Polaków współpracownikami nazistów w trakcie Holocaustu. W pierwszym szeregu obrońców polskiego honoru stanął… Bronisław Komorowski. To o tyle dziwne, że prezydent u progu swej kadencji popisał się wypowiedzią po stokroć ohydniejszą, szkalując własny naród. Dotyczyło to także zagłady Żydów.

Oznaki rozzłoszczenia Polaków po kompromitujących słowach szefa FBI Jamesa Coneya rozpychają się w nadwiślańskich mediach. Wśród tytułów nadanych przez redaktorów TVN24 materiałom wideo dominują tego typu nagłówki: Burza po słowach szefa FBI. „Ambasador USA reprezentuje tego durnia, powinien przeprosić”, Słowa szefa FBI są nieakceptowalne, Bartoszewski: szef FBI zajmuje się tyle samo sprawami żydowskimi, ile ja Kolumbią, Czy Amerykanie oficjalnie przeproszą za skandaliczne słowa szefa FBI?, „Dyrektor FBI powinien osobiście przeprosić”. Ta opiniotwórcza stacja telewizyjna wydaje się wręcz rozpalona oburzeniem.

Emocjonalnie zareagowali również premier i prezydent. Ewa Kopacz stwierdziła, że „słowa szefa FBI są nieakceptowalne dla żadnego Polaka”, przypomniała także, iż „Polska nie była sprawcą, ale ofiarą II wojny światowej”. Bronisław Komorowski natomiast słowa Jamesa Coneya określił mianem „jątrzących i obraźliwych”.

W obozie władzy i wśród mediów z nim sympatyzujących doszło więc do swoistego rozdwojenia jaźni, którego szczególnym przypadkiem jest prezydent – zarówno jemu, pani premier jak i dziennikarzom przychylnie nastawionym do III RP przypomnijmy więc sytuację sprzed czterech zaledwie lat.

W 2011 roku odbyły się uroczystości związane z 70. rocznicą mordu w Jedwabnym. Dziesięć lat wcześniej, mimo lichych poszlak, Aleksander Kwaśniewski uznał, że to Polacy wymordowali tamtejszą społeczność żydowską. Bronisław Komorowski, już jako prezydent, nie dotarł do Jedwabnego na ponury jubileusz, ale wysłał list. Co można było w nim przeczytać?

Naród ofiar musiał uznać tę niełatwą prawdę, że bywał także sprawcą. Długo trwało zanim zrozumieliśmy, że przyznanie się do tej winy nie przekreśla polskiej martyrologii i polskiego bohaterstwa w walce z niemieckim i sowieckim okupantem, że nie oznacza relatywizacji win i wywrócenia proporcji w ocenie historycznych zasług i grzechów” – pisał Bronisław Komorowski.

Zerknijmy raz jeszcze na wypowiedź szefa FBI sprzed kilku dni. James Coney powiedział: „w ich mniemaniu, mordercy i ich wspólnicy z Niemiec, Polski, Węgier i wielu, wielu innych miejsc nie zrobili czegoś złego. Przekonali siebie do tego, że uczynili to, co było słuszne, to, co musieli zrobić”.

Która z tych dwóch kłamliwych wypowiedzi pozostaje bardziej obraźliwa względem Polaków i naszej historii? Ta sugerująca, że byliśmy wspólnikami nazistów, czy może bełkot nazywający nas „narodem sprawców”? Czy Bronisław Komorowski nie odczuwa żadnego wstydu rugając Coneya za znacznie łagodniejsze potraktowanie Polaków? Można wszak powiedzieć, że szef FBI jedynie trawestował słowa formalnego szefa III RP.

A co cztery lata temu, gdy Komorowski pisał do uczestników uroczystości w Jedwabnem, słyszeliśmy oglądając TVN24? Wściekli dziś na szefa FBI dziennikarze z radością donosili wówczas, że oto „kolejny prezydent prosi o wybaczenie za Jedwabne”.

No to jak, miłośnicy promocji „Pokłosia” budujący pomniki dla „Idy” – kiedy wasz idol, Bronisław Komorowski, miał rację? Mówiąc o „narodzie sprawców” w rok po wyborach prezydenckich, czy rugając Amerykanina na dwa tygodnie przed kolejnymi?

Krystian Kratiuk

Za: PoloniaChristiana - pch24.pl (2015-04-21) | http://www.pch24.pl/komorowski-gorzej-od-szefa-fbi,35275,i.html

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content