Wojna krymska i przełom w mediach

„Amerykańskie okręty wojenne wpływają na Morze Czarne!” – kiedy wczoraj usłyszałem w TVN24 te słowa naszego przejętego europosła Saryusza-Wolskiego parsknąłem śmiechem widząc jego śmiertelnie poważną minę. Cóż, jego postawa trafnie ilustrowała poczciwe i poniekąd komiczne myślenie życzeniowe naszego światka medialno-politycznego. Nie wie on z reguły, że wojna krymska, ta prawdziwa (1853-1856), z udziałem zachodniej koalicji, stanowiła niezwykły przełom w mediach, co sprawiło, ze została szczególnie zapamiętana. Była to ciekawa wojna: Zachód ją wygrał, ale… przegrał.

Koalicja francusko-brytyjska, do której należeli też Turcy i – nie wiadomo dlaczego – żołnierze Królestwa Sardynii, zaatakowała Rosję na Krymie we wrześniu 1854 r. Desant był udany, a Zachód miał miażdżącą przewagę technologiczną (ich broń raziła na dystans 6 razy dłuższy, niż karabiny rosyjskie), więc pierwsza bitwa (nad Almą) była formalnością. Wkrótce sprawy się nieco skomplikowały, gdyż Anglicy i Francuzi musieli ograniczyć swój jadłospis do lokalnej, żylastej baraniny, co z miejsca powodowało u nich ostrą biegunkę. Co z tego, że podeszli pod Sewastopol, kiedy cholera i szkorbut uśmiercały żołnierzy wielokrotnie częściej niż rosyjskie kule. Oblężenie twierdzy trwało 11 miesięcy, aż we wrześniu 1855 roku marszałek Francji Patrice de Mac Mahon przeprowadził decydujący szturm słaniających się duchów na równie wykończonych Rosjan. Zginęło w sumie 95 tysięcy Francuzów (z czego 75 tysięcy od chorób) i tylko 25 tysięcy spryciarzy Anglików, którzy mieli rzeczywisty powód do wojny (chcieli utrzymać przy życiu upadłe już od korupcji Imperium Osmańskie, które im zapewniało wolną drogę do azjatyckich kolonii przez Bliski Wschód).

Po upadku Sewastopola rosyjski cesarz Aleksander II zgodził się podpisać pokój, na którym niewiele stracił, i odzyskał Krym, z którego z wielką ulgą wyjechali zdziesiątkowani najeźdźcy. Rosjanie ponieśli porażkę, ale na Zachodzie nikt się specjalnie nie cieszył.

Wojna krymska stanowiła wielki przełom medialny w historii ludzkości. Powstał wtedy pierwszy komiks, narysowany przed wielkiego francuskiego grafika Gustave’a Doré, pod znamiennym tytułem Rosjanie – była to wojenna propaganda prawdę mówiąc, potępienie carskiego despotyzmu, ale zupełnie nowego typu. Mało tego, w Anglii nastąpiła światowa premiera wojennej fotografii prasowej – pierwszym fotoreporterem był Roger Fenton, autor ponad 360 zdjęć. Oczywiście nie mógł nosić swego aparatu na szyi, nawet na plecach się nie mieścił. Urządzenie zajmowało cały wóz ciągnięty przez konie. Utrwalenie obrazu nie ograniczało się wówczas do pstryknięcia, więc jego kadry nie były dynamiczne. I już wówczas próbowały przedstawić „czystą wojnę” – bez śmierci, bez rannych i chorych, jak to w propagandzie, ale ich druk w gazetach i tak wywołał wielkie poruszenie. Było w nich czasem coś mocnego – to wtedy narodziła się opinia publiczna, tak, jak ją dziś rozumiemy.

To oczywiście w żaden sposób nie zatrzymało późniejszych wojen, ale Krym powtórnie zaatakowała dopiero koalicja niemiecko-rumuńska w latach 1941-42 i też wiele miesięcy męczyła się z zacięcie bronionym Sewastopolem. Krym został w końcu zdobyty, ale wiadomo jak to się skończyło. Niemcy nie mieli wcześniej w swej zbiorowej pamięci wygrano-przegranej wojny krymskiej, ale Francuzi i Anglicy przeczuwali jak to będzie. Rosjanie szczególnie pamiętali tę wojnę nie tylko ze względu na Opowiadania sewastopolskie Tołstoja. Ich pierwszy długometrażowy film z 1911r., premierowo wyświetlony specjalnie dla Mikołaja II, to Obrona Sewastopola – można powiedzieć, że pamiętna wojna o Krym miała szczególny wpływ na nowe media…

Dziś nie wiem, czy warto je oglądać. Komiksowe spojrzenie dziennikarzy, parę fotek i przekazy filmowe – mamy to u nas w nadmiarze, ale pamięć nie ta sama, co na Zachodzie. Nikt stamtąd nie kiwnie palcem w sprawie Krymu.

Jerzy Szygiel

Za: Jerzy Szygiel blog (02/03/2014) | http://blog.wirtualnemedia.pl/jerzy-szygiel/post/wojna-krymska-i-przelom-w-mediach

Skip to content