Gender mainstreaming w Kościele?

„Prof. Braun-Gałkowska: duszpasterze w Polsce dostrzegają przeważnie biologiczną, przede wszystkim macierzyńską rolę kobiet, zbyt mało czerpie się z nauczania papieży i dokumentów Soboru Watykańskiego II” – tak streścił na swoim facebookowym profilu „Gość Niedzielny” kolejne posiedzenie Krajowej Rady ds. Duszpasterstwa Kobiet.

Gdy z jednej strony polscy biskupi publikują list pasterski przestrzegający przed gender, okazuje się równocześnie, że gender mainstreaming, czyli dążenie do przejmowania męskich ról przez kobiety ma się w polskim Kościele świetnie. Nie dość, że terminologia notki została wzięta żywcem z gender studies, postulaty omówione w tekście w gruncie rzeczy także mają pro-genderowy charakter.

W sytuacji rzeczywiście wolnego wyboru kobiety przedkładają tworzenie domu i zajmowanie się dziećmi nad pracę zawodową, co wykazuje na przykład polskie badanie z roku 2012, zlecone przez pełnomocniczkę rządu ds. równego traktowania. Według raportu, aż 47 procent kobiet marzy o tradycyjnej rodzinie, gdzie mężczyzna zarabia pieniądze a kobieta może, nieobciążona koniecznością pracy zarobkowej, spokojnie zajmować się dziećmi. Jeszcze więcej kobiet, czyli 64 proc. jest przekonanych, że nie powinno się zmuszać do pracy zawodowej matek z małymi dziećmi (do trzeciego roku życia). Pani Braun-Gałkowska z kolei nawołuje, by „doceniać pracę zawodową kobiet, która jest wartością, a nie jedynie przymusem ekonomicznym” (cytat za KAI).

Z własnego doświadczenia powiem, że zdecydowanie wolałabym zajmować się wyłącznie moimi dziećmi, unikając dzielenia czasu między nie a pisanie książek, artykułów, wygłaszanie wykładów. Jak to kiedyś powiedział pewien mądry ksiądz: „Pani Bogno, lubię pani publikacje, jednak naprawdę szanuję za wychowanie dzieci. Buduje pani cztery katedry na chwałę Bożą.” Ma rację. Doskonale oddaje to, co myślę. Nie potrzebuję doceniania mojej pracy zawodowej. Potrzebuję świata, w którym mój mąż zarabia tyle, by spokojnie utrzymać wielodzietną rodzinę, a ja jestem prawdziwą Panią Domu, zajmującą się wychowaniem liczniejszej gromadki dzieci.

Inny problem, który generalnie dostrzegam w  nawoływaniu do większego przejmowania się przez Kościół nauczaniem papieży w kwestii kobiet, to fakt sprawnego omijania tych wypowiedzi papieskich, które przypominają o macierzyństwie jako podstawowym powołaniu mężatek. Jak chociażby słowa papieża  Piusa XI: „Jeżeli matka, prawdziwie chrześcijańska, to rozważy, pozna zaiste, że do niej odnosi się w wyższem i pełnem pociechy zrozumieniu słowo Zbawiciela: «Niewiasta… gdy porodzi dzieciątko, już nie pamięta uciśnienia dla radości, iż się człowiek na świat narodził» . Wyniesie się ponad wszystkie bóle powołania swego macierzyńskiego, ponad jego troski i ciężary i z większem i świętszem prawem, niż owa matrona rzymska, matka Grachów szczycić się będzie mogła w Bogu kwiecistym bardzo wieńcem swoich dziatek.” (Casti Connubi)

Genderowe postulaty idą jednak dalej. Pada propozycja zwiększenia udziału kobiet w gremiach decyzyjnych w Kościele. Nie wiem, czym ma to się różnić od feministycznych postulatów parytetu płci w zarządach firm.

Większy udział kobiet w ewangelizacji? Jestem za. Każda kobieta, która urodzi przynajmniej trójkę  dzieci ma ogromne pole do popisu w przekazywaniu żywej wiary katolickiej swoim dzieciom (piszę „trójkę” ponieważ wychowanie jednego lub dwójki dzieci da się rzeczywiście przeprowadzić dość harmonijnie godząc z pracą zawodową). Źadna zastępcza forma ewangelizacji nie dorówna tej szlachetnej misji. Zdaję sobie sprawę, że rośnie liczba kobiet samotnych, przez wieki odnajdywały jednak one miejsce w Kościele bez konieczności klerykalizacji ich roli. Może zatem zamiast gender mainstreamingu Krajowej Rady ds. Duszpasterstwa Kobiet mogłaby zająć się wypracowaniem pomocy dla kobiet, by bardziej mogły być żonami, matkami i nosicielkami żywej wiary katolickiej we własnych rodzinach?

Bogna Białecka

Za: Polonia Christiana - pch24.pl (2014-03-05) | http://www.pch24.pl/gender-mainstreaming-w-kosciele-,21525,i.html

Skip to content