Jeść, pić, tańcować…! – Stanisław Michalkiewicz

Nieprawdopodobne, jak bardzo zmienił się Pan Bóg w ciągu ostatnich 50 lat! Z pozoru wygląda to na rzecz absolutnie niemożliwą, bo Pan Bóg istnieje poza czasem, więc już choćby z tej przyczyny zmieniać się nie może, zwłaszcza w ciągu zaledwie 50 lat. Z drugiej jednak strony wiemy, że na świecie, to znaczy na tym świecie, a skoro na tym, to pewnie i na tamtym, dzieją się rzeczy, które nie śniły się filozofom. Jak wiadomo, logika jest częścią filozofii – zatem… Z trzeciej wreszcie strony Pan Bóg, jak wiadomo, może wszystko, więc dlaczego nie mógłby się zmieniać w zależności od tak zwanego społecznego albo nawet – politycznego zapotrzebowania na przykład – potrzeb politycznej poprawności?

Oto akurat w momencie, gdy po zdjęciu przez Benedykta XVI ekskomuniki z członków Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X, środowiska żydowskie i tzw. postępowe , czyli – mówiąc w skrócie – żydokomuna podniosła straszliwy klangor, w kościołach, wśród lekcji mszalnych, odczytywany był fragment Księgi Jonasza ze Starego Testamentu, traktujący o wydanym przez Pana Boga Jonaszowi poleceniu, by udał się do Niniwy, upominając jej mieszkańców by się opamiętali, bo w przeciwnym razie, dla ich zagadkowych występków, miasto w czterdzieści dni zostanie zburzone. Pod wpływem perswazji Jonasza wszyscy mieszkańcy, nie wyłączając króla i najwyższych niniwskich dygnitarzy, zaczęli pościć i pokutować. W rezultacie Pan Bóg się udobruchał i – patrzcie Państwo! – odstąpił od zburzenia Niniwy. Podobnych wypadków było zresztą więcej, chociaż nie wszystkie skończyły się tak dobrze. Jak pamiętamy, Abraham nawet targował się z Panem Bogiem o ocalenie Sodomy i Gomory, ale gdy okazało się, że wśród tamtejszych sodomitów i gomorytów nie ma nawet dziesięciu normalnych ludzi, już nie miał śmiałości dalej oponować i w tej sytuacji Pan Bóg zniszczył obydwa miasta ogniem z nieba. Krótko mówiąc, w tamtych czasach Pan Bóg nie tylko normalnie rozmawiał z rozmaitymi ludźmi, ale również elastycznie reagował na ich zachowanie, dzięki czemu w czasach późniejszych Ojcowie Kościoła katolickiego mogli sformułować drugą prawdę wiary, że „Pan Bóg jest Sędzią Sprawiedliwym, który za dobre wynagradza, a za złe karze”.

Tymczasem, zanim jeszcze ucichł klangor wywołany zdjęciem przez Benedykta XVI-go ekskomuniki z Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X, papież mianował księdza Gerharda Marię Wagnera biskupem pomocniczym Linzu. Klangor wzbił się aż ku niebiosom, ale nie tyle ze strony żydokomuny, co ze strony Episkopatu Austrii, który podniósł przeciwko nowo mianowanemu biskupowi pomocniczemu kilka zarzutów. Po pierwsze – że jest „homofobem”, co w przełożeniu na język ludzki oznacza, że sprzeciwia się narzucaniu przez sodomitów swoich seksualnych upodobań nie tylko jako, jeśli nie obowiązującej, to w każdym razie – zalecanej normy zachowania, ale również – w charakterze kryterium moralnej oceny wszystkich ludzi. Po drugie – że krytykował książkę o Harrym Potterze, dopatrując się w niej elementów satanistycznych. I wreszcie po trzecie – że „zastanawiał się”, czy „katastrofa naturalna” w postaci huraganu „Katrina”, który spustoszył Nowy Orlean, nie była aby następstwem „katastrofy duchowej”, krótko mówiąc – że nie wykluczał w tym wydarzeniu znamion kary Bożej.

Te zarzuty więcej mówią o Episkopacie Austrii, niż o biskupie Gerhardzie Marii Wagnerze. Najwyraźniej Episkopat Austrii uważa, że sprzeciwianie się sodomitom jest w najlepszym razie niestosowne, a w najgorszym – kto wie, czy nie grzeszne. Być może świadczy to o zakresie wpływów, jakimi środowisko sodomitów cieszy się w Episkopacie Austrii, ale może aż tak źle nie jest, a kapitulanckie wobec sodomitów stanowisko Episkopatu Austrii może wynikać stąd, że tamtejsi biskupi nie wierzą już w Jezusa Chrystusa, tylko w robiącego ostatnio szaloną konkietę bożka, który nazywa się Święty Spokój. Oczywiście ze względów oportunistycznych, m. in. w obawie utraty grubej renty, jaką ciągną z udawania biskupów katolickich (to Kościół katolicki, a nie, dajmy na to, Stowarzyszenie Czcicieli Phallusa Uskrzydlonego, jest właścicielem licznych nieruchomości, nie tylko zresztą w Austrii), na razie do tej konwersji się nie przyznają, ale wiadomo, że czyny więcej mówią, niż deklaracje. Drugi zarzut podniesiony wobec biskupa Wagnera zdaje się te przypuszczenia potwierdzać, bo książka o Harrym Potterze traktuje między innymi o magii, która z satanizmem przecież się zazębia. Czynienie z tego spostrzeżenia zarzutu dowodzi, że Episkopat Austrii uważa, że magia nie ma nic wspólnego z satanizmem, albo nawet – że satanizm to w gruncie rzeczy nic złego. Na pierwszy rzut oka takie podejrzenie może wydać się szokujące, ale jeśli prawdą jest, że biskupi oddają się kultowi Świętego Spokoju, to wszystko się zgadza. Kult Świętego Spokoju polega bowiem na tym, aby zdrowo wypić i smacznie zakąsić, unikając wszystkiego, co mogłoby zakłócić procesy trawienne, a więc – duchowych rozterek, religijnych lub ideowych sporów, skandali itp. Słowem – grunt, aby zdrowie było! Wreszcie zarzut trzeci oznacza, iż biskupi austriaccy nie dopuszczają myśli, że Pan Bóg mógłby kogokolwiek za cokolwiek ukarać. Jeśli oddają się kultowi Świętego Spokoju, to tego rodzaju przekonanie musi podpowiadać im instynkt samozachowawczy – ten sam, który skłonił ich, podobnie jak inne episkopaty europejskie, do wstąpienia do COMECE – takiego profsojuza europejskich biskupów, będącego transmisją do katolickich mas postanowień i decyzji kręcącego Unią Europejską sanhedrynu, złożonego z Wielkiego Wschodu i „socjaldemokracji”.

Mamy zatem dwie możliwości: albo rację ma Episkopat Austrii, którego klangor, nawiasem mówiąc, spowodował ustąpienie biskupa Wagnera ze swego stanowiska, albo – nie ma racji. Gdyby miał rację, oznaczałoby to, że w ciągu ostatnich 50 lat, jakie upłynęły od zakończenia II Soboru Watykańskiego, Pan Bóg zmienił się nie do poznania. Źe nie jest już Sędzią Sprawiedliwym, który za dobre wynagradza, ale za złe karze, tylko rodzajem Maszyny do Nagradzania Każdego, zgodnie z zasadą, że wszyscy wygrali i każdemu należy się pierwsza nagroda. Ciekawe, że taki wizerunek Pana Boga nakreślił na łożu śmierci niemiecki poeta żydowskiego pochodzenia Henryk Heine, który na propozycję pojednania się z Bogiem odpowiedział: „Dieu me pardonnera. C’est son metier!” tzn. Bóg mi wybaczy. To jego zawód! Taki Pan Bóg to sam cymes; nic, tylko wierzyć i niczym się nie przejmować, zwłaszcza, że – jak sugeruje nasz ksiądz Hryniewicz – piekła również nie ma. A skoro piekła – to i szatanów! No jasne – bo i po co? W takim razie – „jeść, pić, tańcować!” Natomiast jeśli Episkopat Austrii nie ma racji, to rezygnację biskupa Wagnera można uznać za nową, krwawiącą ranę w mistycznym ciele Chrystusa.

Ostatnie wydarzenia na polskiej scenie politycznej dowodzą, że również większość naszych mężyków stanu skłania się do kultu Świętego Spokoju. Trudno zresztą inaczej, skoro mogą oni już tylko energicznie kiwać palcem w bucie. Toteż debata nad tak zwanym kryzysem w gruncie rzeczy sprowadziła się do tego, kto zaproponuje lepszy bajer. Na razie prowadzi poseł Palikot, który w charakterze najskuteczniejszego instrumentum walki z kryzysem zaproponował hasło „damy radę!” No, nie ulega wątpliwości, że poseł Palikot, podobnie jak mężykowie stanu jeszcze drobniejszego niż on płazu, rozmaitych rad mają na pęczki. Włączając się w czynie społecznym do walki z kryzysem, podsuwam premieru Tusku w charakterze skutecznego instrumentum jeszcze przyjemniejszą radę: „jeść, pić, tańcować, kryzys musi sfolgować!


Stanisław Michalkiewicz


Felieton  ·  tygodnik „Najwyższy Czas!”  ·  2009-02-27  |  www.michalkiewicz.pl


Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.


Skip to content