Kłuszyn a Grunwald

200 lat po znanej każdemu Polakowi bitwie grunwaldzkiej 1410 roku, doszło do batalii, która przewyższała ją pod każdym względem. Mimo to, nie jest ona aż tak znana jak Grunwald.

Bitwa pod Kłuszynem stoczona około 160 kilometrów na zachód od Moskwy, 4 lipca 1610 roku, z połączoną armią szwedzko – rosyjską, stanowi szczytowe osiągnięcie staropolskiej sztuki wojennej. Jej stopień trudności daleko przewyższał to, z czym miało do czynienia polskie rycerstwo pod Grunwaldem.

Siły walczących stron

Spójrzmy na początek na dysproporcję sił. Pod Grunwaldem, mniej więcej 30 000 Polaków, Litwinów i Tatarów, pobiło o połowę mniejszą (około 15 000) armię Zakonu. Tymczasem pod Kłuszynem, armia polska była około 11 razy mniej liczna niż ta spod Grunwaldu (hetman Stanisław Źółkiewski dowodził zaledwie 2700 żołnierzami), a przeciwnik był liczniejszy (około 18 300 żołnierzy) niż pod Grunwaldem. Nie dość tego. Jeśli uwzględnić wszystkich ludzi po stronie nieprzyjaciela, czyli także uzbrojonych chłopów i czeladź, to jego siły można szacować na aż 38 000 – 48 000! W tym przypadku, na 1 Polaka, przypadało nawet do 18 nieprzyjaciół!

Przepaść technologiczno – taktyczna

Rycerze polscy pod Kłuszynem, mieli o wiele trudniejsze zadanie, nie tylko dlatego, że na każdego z nich przypadało znacznie więcej nieprzyjaciół, niż na ich przodków walczących pod Grunwaldem. Obie bitwy dzielą 2 stulecia. Dwa stulecia rozwoju sztuki i techniki wojennej. Pod Grunwaldem kawaleria szarżowała na kawalerię. Będąca w powijakach artyleria, nie odegrała żadnej roli. Od tego czasu, przez 200 następnych lat, broń palna bardzo się rozwinęła. A piechota, tak dzięki niej, jak i pikom, nauczyła się stawiać czoła noszącym zbroje jeźdźcom. Husaria pod Kłuszynem musiała więc nie tylko szarżować na odzianych w zbroje kirasjerów, ale także nacierać na piechotę, która chroniąc się za przeszkodami (płoty i kobylice), dysponowała i długimi spisami, i ręczną bronią palną, z bliskiej odległości zdolną przebić każdą zbroję. Oprócz tego, armia rosyjsko-szwedzka pod Kłuszynem miała łącznie 15 dział, które w stosunku do grunwaldzkich bombard były, jak mercedesy przy „maluchach”.

Łamanie płotów i pik

Jak wielką determinację wykazała husaria pod Kłuszynem obrazuje to, w jaki sposób nacierała na piechotę. W zachodniej Europie uważano, że pika jest bronią, na którą koń nie jest w stanie natrzeć. Naturalny strach rumaka przed nadzianiem się na ostry przedmiot, miał być większy niż wola jego jeźdźca, który go na tę pikę kierował. W tych też czasach zalecano piechocie, aby stawała za różnymi przeszkodami, by szanse na zwycięstwo kawalerii zredukować do zera. Tak też postąpiła piechota pikiniersko-muszkieterska pod Kłuszynem. Zdawałoby się, że rycerstwo polskie nie ma żadnych szans. Tymczasem husarze, piersiami swych rumaków nacierali na płoty, obalali je i szarżując dalej, uderzali na piechotę. Część koni nadziewała się na piki, łamiąc je. A to wszystko w obliczu nieprzyjaciela, który strzelał z tak bliskiego dystansu, że „ledwo nie w bok muszkiety naszym [husarzom] kładł”.

Skrzydlata jazda

Trzon armii polskiej pod Kłuszynem, bo aż 3 na 4 żołnierzy, stanowili husarze. Tak, jak ich przodkowie spod Grunwaldu, tak i oni nazywali się rycerzami. Tak, jak i rycerze z XV wieku, tak i husarze byli odzianymi w zbroje kopijnikami. Było jednak sporo różnic między nimi. Husarze  używali kopii znacznie dłuższych (do 6,2 metra) niż piętnastowieczni rycerze. To pozwalało nacierać nawet na pikinierów z ich długimi (do 6 metrów) spisami. W przeciwieństwie do swych przodków, husarze troczyli przy siodłach skrzydła, a na plecy zarzucali skóry drapieżników. Wszystko po to, aby płoszyć nieprzyzwyczajone do takiego widoku konie nieprzyjaciela. Skrzydlata jazda wyróżniała się czymś jeszcze na tle piętnastowiecznego rycerstwa. Część husarzy malowała swoje konie. Zwyczaj ten, nazywano „farbowaniem w bród”. A używano do tego wywaru brezylii czerwonej z ałunem.

Husaria była bez wątpienia najlepszą jazdą ówczesnego świata. W Europie nie miała sobie równych, o czym świadczy szereg starć z różnorodnym przeciwnikiem – tak ze wschodu, jak i z zachodu, tak z północy, jak i z południa, tak z piechotą, jak i z jazdą. A na świecie? Zaprawiona w bojach kawaleria samurajów, w bitwie pod Nagashino 1575 roku, postawiona w analogicznej sytuacji (konieczność szarżowania na nieprzyjaciela używającego broni palnej i długich pik, chronionego przez bambusowe płoty) skapitulowała. I to, mimo że dysproporcja sił była znacznie korzystniejsza dla niej, niż dla husarzy pod Kłuszynem. Nie bez powodu husarze byli niesłychanie pewni siebie. Z XVII wieku pochodzi pewna anegdota, przekazana nam przez francuskiego dworzanina Jana III Sobieskiego. Pisał on:

„Historia Polski obejmuje szczegół, że gdy pewien król pragnął się cofnąć przed nieprzyjacielem, następującym nań z przemagającą siłą, husarze przeszkodzili temu, oświadczywszy wyniośle, że nie ma powodu obawiać się, kiedy jest pod ich osłoną, gdyż jeżeliby niebiosa zapaść się miały, toby je podtrzymano na ostrzach kopii.”

Z takimi to ludźmi ruszył Stanisław Źółkiewski na nieprzyjaciela, o którym sądzono, że jest 13-krotnie liczniejszy od sił własnych. I decyzja ta nie wywołała żadnego sprzeciwu jego rycerzy.

Samospełniająca się przepowiednia?

Nie tylko jakość żołnierzy, którymi dysponował hetman, skłoniła go do tak ryzykownej decyzji. Jego prawnuk (Jan III Sobieski), po latach pisał o swoim pradziadku:

„[…] jeszcze w młodym wieku przejeżdżając wieś pewną, Świńczą zwaną, pod Rzeszowem, […] tam mu jakaś stara białogłowa, odwiódłszy go na stronę, a przypatrując mu się pilnie – wszystkie jego szczęścia i śmierć opowiedzieć miała. Słyszeliśmy to nieraz z ust tych, którzy pod ten czas żyli, a byli domowymi i familiares jego.”

Wydaje się, że przepowiednia staruszki mogła wpłynąć na decyzję hetmana o zaatakowaniu nieprzyjaciela, pomimo tak kolosalnej dysproporcji sił.

Słaby opór Moskali

Uczciwie trzeba jednak przyznać, że nie cała armia przeciwnika była tak wysokiej jakości, jak armia szwedzka, która złożona była z żołnierzy różnorodnych nacji (Finów, Szwedów, Anglików, Szkotów, Francuzów, Flamandów, Hiszpanów, Niemców). Armia rosyjska nie stanowiła naówczas wielkiego wyzwania dla Polaków. Choć ceniono ją za niesłychanie twardy opór, stawiany w obronie umocnień, o tyle w otwartym polu, w obliczu husarii, nie miała wielkich szans. Mimo więc olbrzymiej przewagi liczebnej, którą dysponowała:

„Naszym, którzy na moskiewskie hufy przyszli, łacniejsza była sprawa, bo Moskwa [tak zwano Rosjan] nie strzymała razu [uderzenia], jęli uciekać, nasi gonić.”

Rosjanie uciekli do swojego obozu, pozostawiając na pastwę losu sojuszników, którzy dzielnie stawiali opór Polakom. To właśnie przeciwko nim, a nie jak do tej pory uważano przeciwko Moskalom, musiała husaria szarżować aż po 8 a nawet 10 razy.

Morderczy wysiłek

Zanim rycerstwo polskie pod Grunwaldem ruszyło do boju, miało okazję przez kilka godzin odpocząć w przyjemnym cieniu drzew. W tym samym czasie, lipcowe słońce dokuczało stojącym w polu Krzyżakom. 

Rycerze Źółkiewskiego, opuścili swój obóz i wyruszyli na Kłuszyn jeszcze przed zmrokiem 3 lipca. Maszerowali całą noc, przybywając na pole bitwy o świcie 4 lipca. W kilkugodzinnej bitwie z wypoczętym przeciwnikiem (Szwedzi i Rosjanie nocowali w obozach, pod które podeszło wojsko koronne) musiało szarżować aż po 8 – 10 razy. Brało też udział w pościgach za rozbitym nieprzyjacielem. W ich trakcie, niektóre chorągwie zapędzały się aż 20 km od pola bitwy. Po czym, jeszcze tego samego dnia, Polacy powrócili do własnego obozu, oddalonego w linii prostej o około 27 km od pola bitwy. Łącznie, niektóre roty w tym dniu, przebyły nawet 120 km! I dokonała tego kawaleria nosząca na karku zbroje, w lipcowy dzień (i noc). Zaiste morderczy wysiłek tak dla ludzi, jak i koni. Nic dziwnego, że jeden z husarzy napisał później:

„siły ustawały […] konie też już na poły zemdlone mając, bo od świtania dnia letniego, aże po obiad godzin 5 pewną z nimi bez przystanku czyniąc, już i siłę, z ochotą zegnali, nad naturę ludzką robiąc.”

Znaczenie bitew

Bitwa pod Grunwaldem złamała kręgosłup państwa zakonnego. Zmieniła balans sił w regionie. Połączone unią państwo polsko – litewskie weszło na ścieżkę prowadzącą do dominacji w tej części Europy.

Bitwa pod Kłuszynem otworzyła wojskom polskim drogę na Kreml. Rzeczpospolita Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego była u szczytu powodzenia. Królewicz polski Władysław Waza, został obrany carem Rosji. Z tytułu tego zrezygnował dopiero po 25 latach. Wojska Rzeczypospolitej wkroczyły do Moskwy i pozostały tam przez dwa kolejne lata. Warto więc, aby w zbiorowej świadomości Polaków, bitwa kłuszyńska zajęła w pełni zasłużone miejsce – obok Grunwaldu i Wiednia.

dr Radosław Sikora

Za: Kresy.pl (11 grudnia 2012) | http://www.kresy.pl/kresopedia,historia,rzeczpospolita?zobacz/kluszyn-a-grunwald

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content