Patologia w patomorfologii

Rosyjska medycyna sądowa jest w stadium agonalnym – taką ocenę jeszcze w sierpniu sformułował były szef moskiewskiego Centrum Ekspertyz Medycyny Sądowej Wiktor Kołkutin. Ten sam, który na łamach „Newsweeka” zarzuca dziś bliskim ofiar katastrofy smoleńskiej patologiczny szok i broni swoich kolegów po fachu.

Po jednoznacznych dowodach błędów, zaniedbań i celowego lekceważenia ofiar katastrofy smoleńskiej przez rosyjskich lekarzy sądowych ich środowisko „przemówiło”. Rosyjskie ministerstwo zdrowia konsekwentnie odmawia wypowiedzi na temat sekcji zwłok i identyfikacji ciał ofiar katastrofy z 10 kwietnia 2010 roku. W najnowszym „Newsweeku” ukazał się natomiast wywiad z byłym dyrektorem rosyjskiego Centrum Ekspertyz Medycyny Sądowej, instytucji zajmującej się badaniami naukowymi, szkoleniem, nadzorem i tworzeniem standardów dla ekspertów patomorfologii w całym kraju. Wiktor Kołkutin broni swoich kolegów, kpi z polskich lekarzy, którzy jakoby „nie wyrywali się do bohaterskich czynów”, zarzuca bliskim ofiar brak współpracy, popisuje się jednocześnie protekcjonalną analizą ich rzekomo patologicznego szoku. A odpowiedzialność za zamiany ciał stara się przerzucić na stronę polską, bo przecież „nie odprowadzaliśmy trumien do mogił”.

Jak ustalił „Nasz Dziennik”, ten sam Kołkutin w sierpniu tego roku udzielił wywiadu portalowi PublicPost. Można w nim przeczytać o pożałowania godnym stanie medycyny sądowej w Rosji. Tekst opatrzony jest wymownym tytułem: „Rosyjska medycyna sądowa nie choruje, ona jest w agonii”. W rozmowie z dziennikarką Marią Ejsmont ekspert Kołkutin za najważniejszą bolączkę swojej profesji uważa ignorancję połączoną z podatnością na naciski. – Profesjonalizm nie polega tylko na tym, że się umie przelewać prawidłowo z próbki do menzurki, ale na zrozumieniu swojej pozycji zawodowej. Polega ona na niezależności eksperta, której trzeba bronić. Jeżeli się tego nie umie, nie chce albo się boi, to znaczy, że nie jest się właściwym człowiekiem do sprawowania tej funkcji – stwierdza. Rzeczywistość wygląda jednak zupełnie inaczej, czego Kołkutin zna aż za wiele przykładów.

Procesy o ekspertyzy

Ukończył Wojskową Akademię Medyczną im. Kirowa. W 1997 r. został głównym ekspertem medycyny sądowej ministerstwa obrony. Prowadził znane sprawy, m.in. wybuchu na cmentarzu Kotlakowskim (podczas pogrzebu pewnego przedsiębiorcy o niejasnych powiązaniach zginęło 14 jego bliskich współpracowników), głośnych zabójstw jak gen. Lwa Rochlina (przewodniczącego komisji ds. obrony narodowej Dumy Państwowej) czy korespondenta wojennego „Moskowskiego Komsomolca” Dmitrija Chołodowa. Był wzywany jako ekspert także za granicę, gdy badał na przykład okoliczności śmierci jugosłowiańskiego dyktatora Slobodana MilosË™evicia. Kilka razy sądził się z różnymi gazetami w związku z zarzutami o błędne wyniki ekspertyz. „Moskowskij Komsomolec” miał zupełnie inne zdanie w kwestii tragicznej śmierci swojego kolegi. Natomiast „Nowaja Gazieta” dowodziła błędów w określeniu chwili śmierci marynarzy „Kurska”, atomowego okrętu podwodnego, który zatonął 12 sierpnia 2000 r. wraz ze 118 osobami na pokładzie. Zdaniem komisji kierowanej przez Kołkutina, zgon ostatnich ocalałych z wybuchu marynarzy nastąpił po kilku godzinach od awarii. Gdyby tak było, wszelka akcja ratownicza nie przyniosłaby efektu. Jednak jeszcze przez prawie dwie doby odbierano nadawane z okrętu sygnały SOS. Musieli je wysyłać żywi ludzie, których świadomie nie ratowano. Kołkutin broni się jednak przed zarzutem działania na zamówienie. Twierdzi, że sam prezydent Władimir Putin żądał rzetelnego śledztwa, więc nie mogło ono być inne. Zna za to wiele przypadków, gdy to jego koledzy ulegali naciskom i wpisywali do raportów to, co chcieli zamawiający.

Dymisja za nepotyzm

Do swojego życiorysu zawodowego Kołkutin wpisuje oczywiście ofiary katastrofy smoleńskiej. Jego udział w badaniu Polaków był marginalny. W 2009 r. przeszedł z wojska na analogiczne stanowisko cywilne. Został dyrektorem Centrum Ekspertyz Medycyny Sądowej przy Ministerstwie Zdrowia i w kwietniu 2010 r. uczestniczył w czynnościach wykonywanych przez podległe mu Biuro Ekspertyz Medycyny Sądowej miasta Moskwy. Był dla jego personelu doradcą i nadzorcą. Jeden z jego zastępców był już 10 kwietnia w Smoleńsku i uczestniczył w nocnej sekcji zwłok prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Wkrótce po tej sprawie skonfliktował się z minister zdrowia Tatianą Golikową. Zarzucono mu zatrudnianie krewnych i marnotrawstwo. Kołkutin przyznał się tylko do pierwszego zarzutu. Musiał odejść ze stanowiska. Teraz występuje jako „niezależny ekspert” i krytyk systemu, którym kierował. Według niego zanika zawodowy etos, elitarność zawodu eksperta medycyny sądowej. Następuje odpływ najlepszych kadr do medycyny prywatnej – tam, gdzie są duże pieniądze, czyli chirurgii plastycznej, stomatologii i ginekologii. Zdaniem Kołkutina, powolne staczanie się całej gałęzi trwa w Rosji od 40 lat. A obecnie jest w położeniu tragicznym. – Ona nie choruje, ona jest w agonii, umiera. Jeśli nie zdarzy się jakiś cud, to wkrótce rozpadnie się na „drobne księstwa”, które zostaną sprywatyzowane – uważa Kołkutin. Krytykuje też próby uzdrowienia sytuacji podejmowane przez władze. Polegają one jego zdaniem na kosztownych i niezrozumiałych przekształceniach strukturalnych.

Ekspert opowiada o ignorancji niektórych swoich kolegów po fachu. – Był biegły, twierdzący, że ktoś mógł umrzeć wskutek uduszenia trzy i pół godziny po samym uduszeniu, a wcześniej potrafił normalnie chodzić i rozmawiać. Natomiast nie zwrócił uwagi na śmiertelną zawartość alkoholu we krwi i obecność wymiocin w płucach. Po ponownym rozpatrzeniu sprawy oskarżonemu o uduszenie… zmniejszono wyrok z 10 do 6 lat – relacjonował.

Naciski na ekspertów

W wywiadzie najwięcej miejsca zajmują przypadki podatności ekspertów na naciski. Kiedy Kołkutin pracował jeszcze w resorcie obrony, presja najczęściej polegała na tym, że oficerowie ministerstwa albo sztabu generalnego chcieli, żeby w wynikach sekcji nie odnotowywać informacji o alkoholu u zmarłego kolegi. Były jednak przypadki znacznie poważniejsze. Po pierwsze, sprawa szeregowego Syczewa. Był on brutalnie przesłuchiwany i torturowany, w wyniku czego m.in. stracił nogi. Naciskano na Kołkutina, aby wyniki prowadzonych obdukcji były korzystne dla resortu. – Źegnałem się już nie tylko ze stanowiskiem, ale i z innymi atrybutami tego życia – wyznaje. Sugerowano, że urazy nie są wynikiem stosowanej przemocy, a wcześniejszych chorób i predyspozycji do trombofilii (tworzenia się zakrzepów naczyniowych). Ta predyspozycja u Syczewa rzeczywiście była. – Ale równie dobrze można napisać, że każdy żywy człowiek ma predyspozycję do śmierci – komentuje Kołkutin. Uporu eksperta, by jednak napisać prawdę, nie rozumiał jego ówczesny bezpośredni przełożony, szef Głównego Zarządu Medycyny Wojskowej gen. Igor Bykow. Mówił, że ma „narwanego podwładnego”. Kołkutinowi tłumaczono, że dopóki nosi mundur, najważniejszy dla niego powinien być interes służby, że kiedy ktoś zajmuje takie stanowisko, to musi rozumieć sytuację polityczną. Nieznany generał z bliskiego otoczenia ministra (wówczas był nim Siergiej Iwanow, obecny szef administracji prezydenta) kazał „przestać się nadymać” i przyznać rację „mądrzejszym”. Naciskał też osobiście generalny prokurator, późniejszy minister sprawiedliwości Władimir Ustinow.

Przypadek Syczewa Kołkutin opisał szczegółowo, gdyż zakończył się on podpisaniem raportu z rzetelnymi wynikami badań. W rozmowie z Marią Ejsmont lekarz wspomina o jeszcze dwóch przypadkach bardzo silnej presji. Ale pomimo dopytywania nie chce podać szczegółów. Może wtedy jednak się ugiął?

„Bańka z pająkami”

Światek sędziów, prokuratorów, śledczych i biegłych rządzi się w Rosji szczególnymi prawami. Kołkutin uważa, że jest wielkim siedliskiem patologii – „bańką z pająkami”. Jeśli pojawiają się sprzeczne ekspertyzy, sądy przyjmują zupełnie dowolnie tę, która potwierdza winę oskarżonego. – Kiedy w innych państwach ujawnia się jakaś nowa okoliczność, która wywraca rdzeń oskarżenia i podsądnego, siedzącego już „pod gilotyną” uniewinnia, wszyscy się cieszą, że Bóg nie pozwolił na wydanie niesprawiedliwego wyroku. U nas, w Rosji, gdy się coś takiego zdarzy, to sędziego – mówiąc obrazowo – na noszach się wynosi z sali sądowej. Im nie wypada wydawać wyroków uniewinniających – zauważa Kołkutin. Opisuje przypadek, gdy przypuszczano, że śmierć pewnego człowieka miała miejsce wskutek urazu czaszkowo-mózgowego. Jednak dokładne badanie wskazało, że przyczyną zgonu było utonięcie. Kołkutin, wówczas młody ekspert patomorfologii, wręczył protokół sędziemu. Ten przeczytał i zdenerwowany rzucił papierami. – A mnie bardziej odpowiada, że on umarł od urazu czaszkowo-mózgowego – wykrzyczał. Działo się to na sali sądowej w obecności oskarżonego i jego obrońcy. Dowód został przez sąd odrzucony.

Piotr Falkowski

Za: Nasz Dziennik, Wtorek, 16 października 2012, Nr 242 (4477) | http://www.naszdziennik.pl/wp/12494,patologia-w-patomorfologii.html

Skip to content