Aktualizacja strony została wstrzymana

Granica przyzwoitości – Aleksander Ścios

Gdy na początku lipca 2010 roku prezes PiS zadeklarował – „Nie będę współpracował z nikim, kto był nie w porządku wobec mojego brata i innych poległych. Bo zachowania wobec nich były haniebne, one politycznie i moralnie wykluczają współpracę” – słowa te wyrażały nie tylko sprzeciw wobec postaw ludzi z grupy rządzącej, ale wydawały się wytyczać granice moralnego konsensusu. Późniejsze hasło PiS-u – „Polacy zasługują na więcej” zawierało obietnicę działań pozwalających odróżnić skuteczną politykę od populistycznego politykierstwa. Stawiało partii opozycyjnej wysokie wymagania, a jej wyborcom miało zagwarantować, że nie będą zmuszani do dokonywania wyboru między dżumą a cholerą.

Co zmieniło się od czasu tych deklaracji, skoro Jarosław Kaczyński w „atmosferze, która sprzyjała wymianie zdań” spotyka się w warszawskiej knajpie z Waldemarem Pawlakiem, a przed wyborcami PiS-u ukrywa się treści  rozmów i intencje rozmówców?

To spotkanie oraz wcześniejsze oświadczenia posła Hofmana o gotowości „koalicji z rządem fachowców” i prowadzenia rozmów z Pawlakiem, sprawia, że kategoria ludzi, którzy „nie byli w porządku” zaczyna się wyraźnie przesuwać, a zasady, jakimi kieruje się partia opozycyjna stają się dla wyborców kompletnie nieczytelne.

Mamy do czynienia z działaniem, które wolno nazwać aktem politycznej schizofrenii i cynicznego relatywizmu. Działaniem całkowicie niezrozumiałym i  – jak sądzę – nieakceptowanym przez ogromną rzeszę wyborców Prawa i Sprawiedliwości. Fakt, że do niego doszło może świadczyć, że politycy PiS-u nie tylko odmiennie oceniają partię Pawlaka i wprowadzają gradację na „lepszych” i „gorszych” ludzi reżimu, ale wykazują zabobonną wiarę w „mechanizmy demokracji” i efektywność politycznego pragmatyzmu.

Sankcjonują przy tym jedno z kardynalnych kłamstw III RP  – jakoby formacja Pawlaka, pozostająca zwykle na obrzeżach spektakularnych zdarzeń, miała być grupą mniej szkodliwą od pozostałych partii układu rządzącego. To przekonanie budowane jest na amnezji i politycznym analfabetyzmie Polaków, skoro pozwala zapomnieć, że mamy do czynienia z postkomunistyczną grupą – satelitą PZPR-u, która w III RP wykonuje zadania identyczne jak w czasach reżimu komunistycznego. Ludzie PSL uczestniczyli w zamachu na rząd Jana Olszewskiego, a przez następne lata wspierali i konserwowali esbecko-agenturalny układ. Jako wyraz autentycznej mentalności środowiska PSL, można wskazać obronę gen. Jaruzelskiego przez lidera „ludowców”. Gdy w lutym 2010 roku Trybunał Konstytucyjny badał ustawę dezubekizacyjną, Pawlak apelował do sędziów, by „dokładniej przyjrzeli się ustawie” i perorował, że  „nie ma powodu kierować się względem Jaruzelskiego mściwością, bo może on nie odkupił swoich win, ale doprowadził do pozytywnych zmian„. 

Od czasu powołania obecnego rządu, grupa „ludowców” jest beneficjantem zysków płynących z zawłaszczania kolejnych dziedzin życia publicznego i gorliwie uczestniczy w ich rozdziale. Waldemar Pawlak – jako główny negocjator, wicepremier i minister gospodarki  ponosi zaś osobistą odpowiedzialność za zawarcie haniebnej umowy gazowej z Rosją. Stała się ona jednym z podstawowych elementów uzależnienia Polski i na trwałe związała naszą gospodarkę z potrzebami kremlowskich kagebistów.

Sprzeciw wobec tej umowy wielokrotnie wyrażał prezydent Lech Kaczyński, a kilka tygodni przed tragedią smoleńską rozważał prawne możliwości zablokowania porozumień z Gazpromem. 26 marca 2010 roku w Belwederze doszło w tej sprawie do spotkania ekspertów. Wywołało ono histerię grupy rządzącej i spowodowało ataki medialne na prezydenta, zaś obecni na spotkaniu przedstawiciele strony rządowej opuścili salę obrad. Z przedstawionego wówczas tzw. raportu Naimskiego wynikało, że umowa z Rosją jest skrajnie niekorzystna dla Polski i zagraża naszemu bezpieczeństwu. Ujawniono także, iż zapewnienia Pawlaka, jakoby poza Gazpromem Polska nie miała alternatywy dla dostaw gazu, były kłamstwem. Przebieg tego spotkania musiał uprzytomnić Rosjanom, że Lech Kaczyński jest najsilniejszym przeciwnikiem porozumienia gazowego i posiada pełną wiedzę o zagrożeniach, jakie kontrakt ten niesie dla Polski. Trzeba pamiętać, że tylko prezydent miał wówczas realne możliwość zablokowania umowy, wykorzystując w tym celu m.in. postępowanie toczące się przed Komisją Europejską. Śmierć w Smoleńsku przecięła te rachuby, a wynegocjowana przez Pawlaka umowa pozostanie symbolem wasalnych stosunków łączących grupę rządzącą z reżimem Putina. Za jej polityczne i ekonomiczne skutki, zapłacą kolejne pokolenia Polaków. 

Warto przypomnieć, że w grudniu 2009 roku, PiS deklarował, że jeśli dojdzie do podpisania kontraktu gazowego – Pawlak i Tusk staną przed Trybunałem Stanu.

Partia Waldemara Pawlaka ponosi również pełną odpowiedzialność za tragedię smoleńską i w równym stopniu jest winna kampanii kłamstw i dezinformacji. Rzeczywisty stosunek  „ludowców” wobec narodowej tragedii możemy ocenić po wynikach sejmowych głosowań dotyczących śledztwa smoleńskiego. Począwszy od pierwszej rezolucji „w sprawie wezwania prezesa Rady Ministrów do wystąpienia do władz Federacji Rosyjskiej o przekazanie stronie polskiej prowadzenia postępowania w sprawie katastrofy samolotu TU-154”,  zgłoszonej przez PiS w dniu 6 maja 2010 roku, politycy PSL głosują przeciwko uchwaleniu jakikolwiek aktów prawnych mogących zagrozić rosyjskiej wersji wydarzeń. Również ostatnia ze zgłoszonych przez PiS uchwał –  o zażądaniu od Rosji zwrotu wraku Tu-154, została odrzucona zgodnymi głosami „ludowców”.

Skoro partia opozycyjna uznaje Waldemara Pawlaka za godnego rozmówcę i omawia z nim „możliwy zakres współpracy w sprawach sprzyjających rozwojowi kraju”(jak podano w oficjalnym komunikacie) – musi brać pod uwagę, że ma do czynienia z przedstawicielem formacji, która odpowiada za setki afer towarzyszących rządom PO-PSL, za niszczenie polskiej gospodarki, a przede wszystkim za  dopuszczenie do tragedii smoleńskiej i ukrywanie prawdy o tym wydarzeniu.  W sensie moralnym i politycznym, paktowanie z PSL-em jest równoznaczne z nawiązaniem współpracy z grupą rządzącą i żadna kazuistyka nie zmieni faktu, że pozostający od pięciu lat w koalicji z Platformą, „ludowcy”, ponoszą pełną odpowiedzialności za stan państwa. W przypadku Pawlaka, o którym mówi się, że nie ma ochoty iść na dno wraz z Tuskiem,  może chodzić nie tylko o polityczne alibi, ale wręcz o uzyskanie gwarancji bezkarności.

Jakkolwiek po tym wydarzeniu nasuwa się szereg ważkich pytań – nie próbuję ich nawet zadawać. By uzyskać odpowiedź, musielibyśmy zmienić nie tylko mentalność „naszych” mediów, ale skłonić partię opozycyjną do poważnego traktowania wyborców.

W wielu wystąpieniach Jarosława Kaczyńskiego pojawiała się zapowiedź wyjaśnienia prawdziwych okoliczności tragedii smoleńskiej, osądzenia winnych śmierci polskiej elity oraz rozliczenia okresu katastrofalnych rządów PO-PSL. Tę deklarację, brat polskiego prezydenta uznał za imperatyw moralny, od którego nie istnieją żadne odstępstwa. Takie zapewnienia słyszymy również podczas kolejnych miesięcznic i manifestacji.

Dotychczas mieliśmy prawo sądzić, że w kwestii oceny obecnego rządu oraz ustaleń dotyczących Smoleńska istnieje granica, której nie wolno rewidować. Nawet w imię partyjnego pragmatyzmu lub za cenę mamideł demokracji. Ta granica została ostatnio podkreślona, gdy poznaliśmy makabryczną prawdę o sposobie traktowania ofiar tragedii i błędach w identyfikacji zwłok.  

Jeśli zatem partia opozycyjna chce dzielić grupę rządzącą na jej „lepszych” i „gorszych” przedstawicieli oraz układać „plany rozwoju kraju” z postaciami pokroju Pawlaka – niech przynajmniej ma odwagę  wyznać, jak dalece zamierza przesunąć granicę przyzwoitości.

Aleksander Ścios

Tekst opublikowany w Warszawskiej Gazecie.

Za: Aleksander Ścios – Bez Dekretu (12 października 2012) | http://bezdekretu.blogspot.com/2012/10/granice-przyzwoitosci.html