„Kora” z konopi

Pisałem niedawno w tym miejscu o międzynarodowej inicjatywie na rzecz legalizacji „miękkich” narkotyków, do której dołączył Aleksander Kwaśniewski, a zainicjował ją George Soros. Inicjatywę tę nagłośniła u nas „Gazeta Wyborcza” piórem swego wicenaczelnego Piotra Pacewicza. I oto tenże Pacewicz tak skomentował niedawne zatrzymanie „Kory”, czyli Olgi Jackowskiej, za posiadanie marihuany: „Kora jest artystką i celebrytką, która nie poddaje się wzorcom popkultury, lecz rzeźbi swoje życie, jak chce. (…) Korze, mam nadzieję, nic nie grozi, bo nawet prokuratorzy wyczuwają granice śmieszności. Już zresztą została potraktowana ulgowo. (…) Casus Kory z punktu widzenia opinii publicznej ma (przepraszam artystkę) wielką zaletę. Jak na dłoni widać tu paradę słoni – prawny absurd, a przecież prawo nie powinno być śmieszne”.

Oto przykład faryzeizmu rodem z „Wyborczej”: najpierw nieudolna próba obrony „celebrytki”, która złamała prawo, a potem uczynienie z niej sztandaru walki o zmianę tego prawa. Trudno się zresztą dziwić redaktorom „GW” – w końcu „Kora” to nie byle kto. Warto przypomnieć jej obecność na pamiętnym spotkaniu komitetu honorowego Bronisława Komorowskiego w warszawskich Łazienkach, gdy Wajda, Bartoszewski i inne „autorytety” bez pardonu opluwały prezesa PiS, który kilka tygodni wcześniej stracił brata i bratową. Nic dziwnego, że pani Jackowska dostała już od prezydenta Komorowskiego Order Odrodzenia Polski (podobnie zresztą, jak redaktor Pacewicz i jego żona!), a w ostatnich wyborach znów ujrzeliśmy ją w komitecie honorowym – tym razem całej Platformy Obywatelskiej.

„Kora” może więc i pali skręty, a nawet „nie poddaje się wzorcom popkultury”, ale komu trzeba się podlizywać – wie doskonale. Dlatego może dziś liczyć na wsparcie wiadomej gazety, która robi z niej sztandar walki o „wolne konopie”. Bo jednak błazeński politykier Palikot to za słaba „twarz” dla tak poważnej sprawy, w którą zaangażował się sam George Soros – jeden z prawdziwych ojców III RP i ważna postać żydomasońskiej międzynarodówki rządzącej zachodnim światem.

A sprawa naprawdę wydaje się poważna – i dla nich, i dla nas. Dla nich legalizacja narkotyków (na początek „miękkich”) to – w perspektywie bieżącej – dobry sposób na odwrócenie uwagi od globalnego kryzysu gospodarki opartej na finansowej spekulacji, zaś docelowo – skuteczna metoda sprawowania władzy, bo ludźmi uzależnionymi od środków odurzających rządzi się nieporównanie łatwiej niż trzeźwymi i myślącymi.
I właśnie z tego powodu powinna to być bardzo poważna sprawa także dla nas. Propagowane przez Sorosa „społeczeństwo otwarte” tylko z pozoru ma wszystkim dać wolność. W rzeczywistości chodzi o to, byśmy przestali być narodami złożonymi z rodzin, wierzącymi w Boga i wychowującymi swoje dzieci według zasad chrześcijańskiej moralności. Mamy być zatomizowanymi jednostkami, które wierzą tylko w „kasę” (choć i jej tak nigdy nie zdobędą w większej ilości) oraz kopulację bez rozmnażania się (a to najlepiej gwarantują rozmaite zboczenia). To idealny materiał nie tylko na wyborców, lecz w ogóle na poddanych – bo przecież nie obywateli – którymi łatwo manipulować z gabinetów szefów wielkich mediów, banków i fundacji.

Dlatego opór wobec „wolnych konopi” – tak samo, jak wobec promocji zboczeń czy feminizmu – jest dziś po prostu konieczny. To nie jest jakaś „wojna religijna” czy „walka ideologiczna”, którą straszą politycy i publicyści „umiarkowani”, czyli po prostu tchórzliwi. To jest obrona ostatnich redut normalnego świata, które mamy obowiązek utrzymać dla następnych pokoleń.

Paweł Siergiejczyk


Artykuł ukazał się w najnowszym numerze tygodnika „Nasza Polska” Nr 25 (868) z 19 czerwca 2012 r.

Za: Nasza Polska | http://www.naszapolska.pl/index.php/component/content/article/53-absurdy-postpu/3132-kora-z-konopi

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content