Spór o miliardy w Londynie – Antoni Zambrowski

Przed londyńskim sądem handlowym toczy się spór o krociowe sumy pomiędzy dwoma znanymi oligarchami rosyjskimi. Pozywającym jest mieszkający na stałe w Anglii były zausznik prezydenta Borisa Jelcyna Boris Bieriezowski, zaś pozwanym – mieszkający w Rosji gubernator Czukotki Roman Abramowicz.. Ten drugi jest osobą dobrze rozpoznawaną w Wielkiej Brytanii, gdyż przed kilku laty kupił sobie znany londyński klub piłki nożnej Chelsea.

Sąd w Londynie o rosyjskie pieniądze


Na uwagę zasługuje fakt, że spór o miliardy dolarów toczący się przed londyńskim sądem dotyczy pieniędzy zarobionych w Rosji w czasach, gdy obydwaj oligarchowie działali w owym kraju. Wyjaśnię tym czytelnikom, którzy słabo sobie kojarzą postać Borisa Bieriezowskiego, że za czasów prezydenta Jelcyna był on niezmiernie bogatym przemysłowcem i właścicielem prywatnej stacji telewizyjnej NTW, doradzającym tzw. rodzinie prezydenta. Odegrał on nawet istotną rolę w wylansowaniu kandydatury Władimira Putina najpierw na premiera rządu federalnego, a następnie prezydenta Federacji Rosyjskiej, ale popełnił błąd, usiłując podejmować za Putina decyzje wagi państwowej (w ten sam sposób, w jaki to czynił za jego poprzednika) i wkrótce musiał salwować się ucieczką do Wielkiej Brytanii, gdzie uzyskał azyl polityczny.
Roman Abramowicz jest znacznie młodszy od Bieriezowskiego i wiele mu zawdzięcza w swej karierze przemysłowej. Przez wiele lat przyjaźnili się, spędzając wspólnie urlopy zagraniczne, podróżując na jachcie jednego z nich wraz ze swymi żonami. Po ucieczce Bieriezowskiego Abramowicz pozostał lojalny wobec swego prezydenta, pomny zasady, iż pokorne ciele dwie matki ssie i za to został wynagrodzony stanowiskiem gubernatora położonej na dalekiej północy Czukotki. Rosja jest tradycyjnie krajem antysemickim i zwyczajni Rosjanie nie przepadają za bogatymi Żydami, ale o Abramowiczu jako gubernatorze jego podwładni mówili z uznaniem za jego starania na tym stanowisku. Rzeczywiście troszczył się o mieszkańców tej polarnej krainy.

Warto zwrócić uwagę na okoliczność, że rosyjscy magnaci finansowi wolą toczyć swe spory o pieniądze w sądzie londyńskim, a nie rosyjskim. Sąd angielski jest istotnie niezależny i bezstronny. Sędziowie w Rosji podlegają natomiast tzw. prawu telefonicznemu, które starsi wiekiem Polacy pamiętają z czasów PRL, kiedy instancje partyjne dyktowały składowi sędziowskiemu wyroki i ich uzasadnienia przez telefon. Źaden przytomny finansista rosyjski nie powierzy swego majątku rosyjskiemu sądowi, do którego nie ma za grosz zaufania. Proces pomiędzy Bieriezowskim a Abramowiczem nie jest zresztą jedynym sporem finansowym pomiędzy rosyjskimi oligarchami na wokandzie sądu londyńskiego. Jednym ze świadków Bieriezowskiego miał być były rosyjski przemysłowiec Michaił Czernoj, który wycofał się jednak z zeznawania w sądzie najwyraźniej z tego względu, by nie zaszkodzić swym roszczeniom finansowym wobec słynnego rosyjskiego przemysłowca Olega Dieripaski, które zamierza wywalczyć również w sądzie londyńskim. Czernoj od 1994 roku przebywa w Izraelu. Nie może on osobiście przybyć do Londynu, gdyż jest ścigany przez hiszpański wymiar sprawiedliwości międzynarodowym listem gończym. Państwo Izrael nie wydaje jak wiadomo swych obywateli obcym krajom, więc pan Czernoj czuje się tam bezpiecznie, zaś składać zeznania w sądzie miał przez wideo. Niestety, wycofał swój udział – jak podejrzewają obserwatorzy – ze względu na własny proces przeciwko Olegowi Dieripasce. Domaga się on od Dieripaski dwóch miliardów funtów rekompensaty za przekazane mu w 2001 roku udziały w kilku wielkich zakładach przemysłu aluminiowego. Pan Dieripaska neguje swój dług wobec Czernoja i na tym polega specyfika prowadzenia interesów w wyższych sferach finansowych w Rosji. Akcje otrzymał, miał zapłacić, ale nie płaci i twierdzi, że kontrahentowi nic się nie należy. Dawniej żartowano: pewne jak w ruskim banku: nie propadiot i nie połucisz (nie zginie, ale nie otrzymasz).

Rosyjska specyfika prowadzenia interesów

Na tej samej zasadzie oparte są roszczenia Bieriezowskiego wobec Abramowicza. Każda ze stron upiera się przy swoim, ale nie ma żadnych dowodów na papierze. Sąd musi wnioskować na podstawie zeznań świadków. Pan Bieriezowski (w odróżnieniu od swego przeciwnika Abramowicza) mówi swobodnie po angielsku, ale dla scharakteryzowania sytuacji musi używać terminów z rosyjskiej grypsery, w której porozumiewają się ludzie interesu. Wynika to ze splotu handlu, polityki oraz kryminału na szczytach życia polityczno-społecznego Rosji, na co zwracał w swoim czasie uwagę Władimir Bukowski. Najlepszym przykładem jest Władimir Putin – premier, prezydent i ponownie premier Federacji Rosyjskiej, który użył terminu z grypsery, zapowiadając co zrobi z czeczeńskimi partyzantami, których ma za bandytów: będzie ich „mocit’ w sortirie”, co dosłownie oznacza topić w kiblu, ale oznacza bezlitośnie mordować. Magnaci finansowi w Londynie też używają terminów z grypsery. Mówią: krysza (dosłownie dach), co oznacza opiekę polityczną wobec władz i nawet fizyczną przed roszczeniami kryminalnych band, kinut’ czyli porzucić, ale oznacza to podstawić partnerowi wbrew porozumieniu nogę, no i mocit’, czyli topić lub prościej – mordować. I są w tym biegli, w odróżnieniu ode mnie przed mym pierwszym uwięzieniem, gdyż podczas pierwszych tygodni pobytu w celi nie rozumiałem grypsery ani w ząb.

Pan Bieriezowski zarzuca Romanowi Abramowiczowi, że korzystając z niełaski politycznej swego partnera, zmusił go do przekazania mu swych udziałów w przemyśle naftowym i aluminiowym oraz w TV państwowej ORT praktycznie za pół ceny, grożąc nacjonalizacją ich przez Kreml. Dzięki rozprawie w sądzie wyszło na jaw, że Abramowicz konsultował przejęcie majątku Bieriezowskiego z prezydentem Putinem. Teraz Bieriezowski domaga się od niego rekompensaty w wysokości 2 mld funtów (4 – 5 mld USD). Abramowicz odpiera roszczenia, twierdząc, że to Bieriezowski pobierał od niego olbrzymie pieniądze za „kryszę”, czyli opiekę polityczną i fizyczną, i do tego sprowadzały się ich rozliczenia. Oleg Dieripaska – wybitny przemysłowiec rosyjski i partner handlowy Abramowicza potwierdza te zwyczaje. Składając zeznania w 2010 roku przed hiszpańskim wymiarem sprawiedliwości w sprawie prania brudnych pieniędzy rosyjskiej mafii, przyznał się, iż był zmuszony opłacać haracz za kryszę, czyli opiekę gangsterom ze znanej, izmajłowskiej kryminalnej bandy. Abramowicz twierdzi więc, że Bieriezowskiemu nic się nie należy i że nie ma on żadnych dokumentów potwierdzających jego roszczenia. Obie strony powołują z konieczności świadków, znających ich stosunki wzajemne i relacjonujących racje obydwu oligarchów.

Pozostaje współczuć angielskiemu sądowi, który musi szukać prawdy w tym galimatiasie. Korzyść odnosi natomiast cywilizowany świat, oglądający przedstawienie o prawdziwym życiu elity finansowej w putinowskiej Rosji.

Antoni Zambrowski

Za: Antysocjalistyczne Mazowsze (3, czerwca 2012 ) | http://www.asme.pl/133874016553524.shtml

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content