Zbrodnia bez kary

Aktualizacja: 2012-05-7 10:17 am

Dziś mija 35 lat od tragicznej śmierci Stanisława Pyjasa. 7 maja 1977 r. działacz opozycyjny, student filologii polskiej i filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego został zamordowany przez Służbę Bezpieczeństwa.

Pomimo upływu czasu śmierć Pyjasa pozostaje jedną z wielu tajemnic okresu PRL-u. Według oficjalnych wersji przyczyną śmierci młodego opozycjonisty miał być upadek ze schodów. Przeczą temu jednak ustalenia przyjaciół i dziennikarzy. – Niedługo może się okazać, że ks. Jerzy Popiełuszko też sam się zabił – mówi „Codziennej” Bronisław Wildstein, przyjaciel Pyjasa.

W 1977 r. śmierć Pyjasa wywołała demonstracje. To, że miała ona miejsce tuż przed juwenaliami, spowodował wezwania do ich bojkotu. 15 maja 1977 r. powołano Studencki Komitet Solidarności. Była to pierwsza tego typu organizacja w bloku sowieckim.

Po upadku komunizmu śledztwo w sprawie śmierci Stanisława Pyjasa wznowiono. Ustalenia wykazały, że został on śmiertelnie pobity. Z powodu niewykrycia sprawców umorzono je w 1999 r. Co istotne, jeszcze w 2009 r. biegły sądowy prof. Zdzisław Marek utrzymywał, że student zmarł w wyniku upadku ze schodów. Jednocześnie ten sam biegły na początku lat 90. w nieautoryzowanej rozmowie powiedział, że „ktoś Pyjasowi dał po mordzie”.

W 2010 r. dokonano ekshumacji zwłok Pyjasa. Śledztwo prowadził Instytut Pamięci Narodowej. Pierwsze oględziny wykazały obrażenia nieopisane ani w 1977 r., ani w 1991 r. Kolejne badania przeprowadzone już przez medyków sądowych potwierdziły jednak ustalenia mówiące o nieszczęśliwym wypadku. W momencie śmierci młody opozycjonista miał być również pod wpływem alkoholu.

Do śledztwa IPN-u sceptycznie podchodzi Bronisław Wildstein. Tuż po śmierci opozycjonisty brał on udział w oględzinach zwłok, podając się za członka rodziny. Wtedy to miał widzieć na jego ciele wyraźne ślady pobicia.
– Wydawało się, że po upadku komunizmu sprawa śmierci Staszka będzie jedną z pierwszych, która zostanie wyjaśniona. Okazało się inaczej – mówi „Codziennej” Bronisław Wildstein. – Śledztwo blokowano nawet na szczeblach ministerialnych. Jednak dzięki dziennikarzom i przyjaciołom Staszka wiemy na tyle dużo, że sprawa nie została zamieciona pod dywan. Jestem coraz bardziej przekonany, że było to morderstwo na zlecenie, a nie przypadkowa śmierć w wyniku pobicia – dodaje.

Śmierć Stanisława Pyjasa była również tematem kilku filmów, m.in. „Trzech kumpli” w reżyserii Anny Ferens i Ewy Stankiewicz. W filmie postawiono tezę, że sprawa miała związek z Lesławem Maleszką, oprócz Bronisława Wildsteina najbliższym przyjacielem Pyjasa. Jak okazało się po latach, był on w okresie PRL-u szczególnie aktywnym konfidentem komunistycznej bezpieki. Według autorek filmu Pyjas mógł się tego domyślać, a jego śmierć miała zapobiec ujawnieniu tego faktu. Po emisji filmu Maleszka został zwolniony z pracy w „Gazecie Wyborczej”, gdzie przez lata pracował i dał się poznać jako zagorzały przeciwnik lustracji.

21 września 2006 r. Stanisław Pyjas został pośmiertnie odznaczony przez śp. prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

Autor: Wojciech Mucha, | Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Ciszej nie będzie – 35 lat temu zamordowano Stanisława Pyjasa

7 maja 1977 roku w krakowskiej kamienicy przy ul. Szewskiej 7 znaleziono ciało Stanisława Pyjasa – zaangażowanego aktywnie w działalność opozycyjną studenta filologii polskiej i filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Minęło 35 lat od jego śmierci i nadal nie znamy bezpośrednich sprawców mordu. Tej jak i innych tajemniczych śmierci, m.in. studenta Stanisława Pietraszki, który sporządził portret pamięciowy osoby, z którą jako ostatni widział swego przyjaciela Staszka.

Fakt, że nie odnaleziono sprawców jest zasługą Służby Bezpieczeństwa. Perfekcyjnie o to zadbała, aby zatrzeć wszystkie ślady, a śledztwo skierować na fałszywe tory, za co zresztą funkcjonariusze bezpieki zostali skazani prawomocnym wyrokiem przed ponad 10 laty. Po 1989 roku III RP nie była skłonna angażować swojego aparatu do wyjaśnienia zarówno tej zbrodni, jak i innych, jakie pozostawiła w spadku PRL. „Okrągłostołowi partnerzy” zadbali o bezkarność swoją i swych podwładnych. To, że poznaliśmy dotąd część prawdy to zasługa pojedynczych osób, m.in. prokuratora Krzysztofa Urbaniaka, wspieranego przez śp. Zbigniewa Wassermanna, a przede wszystkim dziennikarskich śledztw Ewy Stankiewicz i Anny Ferens oraz ich kapitalnego filmu „Trzech kumpli”, czy Piotra Litki.

Tydzień po tragicznej śmierci krakowskim studentom udało się zorganizować bojkot juwenaliów, a w niedzielę 15 maja 1977 roku na ulice, pod czarnymi flagami, wyszły tysiące młodych ludzi. Były to największe opozycyjne manifestacje w mieście od marca 1968 roku. Wieczorem na wiecu pod Wawelem powołano Studencki Komitet Solidarności. Jednym z jego głównych celów było utworzenie autentycznej organizacji akademickiej przełamującej ideologiczny monopol Socjalistycznego Związku Studentów Polskich (SZSP). Z tych doświadczeń, po sierpniowych strajkach 1980 roku, wyrosło Niezależne Zrzeszenie Studentów.

Zamordowanie Pyjasa dla wielu było przełomem. Sumienia nie pozwoliły już im pozostać biernymi. Trzeba było wyraźnie się opowiedzieć, po której jest się stronie. Ze wzrostu studenckiej aktywności zdawały sobie sprawę również komunistyczne władze i dlatego rozpoczęły w środkach masowego przekazu wzmożone działania propagandowe oraz dezinformujące. Ich celem było zniesławienie zamordowanego studenta oraz atak na wszystkich tych, którzy nie zamierzali o tym zapomnieć. Pojawiły się oskarżenia o „polityczne wykorzystywanie żałoby”.

Już 9 i 11 maja w „Gazecie Południowej” i „Dzienniku Polskim” ukazały się krótkie notatki o śmierci Pyjasa. Informowały one, iż nastąpiła [ona] w wyniku upadku ze schodów (…). U denata stwierdzono także 2,6 promile alkoholu we krwi. Dochodzenie prowadzi prokuratura. Autorem był sam szef krakowskiej bezpieki. Kilka dni później na łamach „Dziennika Polskiego” wydrukowano niepodpisany artykuł pt. „Zakończyły się już Juwenalia”, opisujący „nocną eskapadę” studenta oraz stwierdzający, iż znaleźli się ludzie, którzy nie czekając na wyniki śledztwa ani na orzeczenie lekarskie, nie mając do tego absolutnie żadnych postaw ani faktów usiłują rozpętać akcję, która jest zarówno prowokacją polityczną, jak i zawstydzającym przykładem zasady, że cel uświęca każde środki. Jeszcze ciało zmarłego nie ostygło….

W odpowiedzi pełnomocnik rodziny śp. Stanisława Pyjasa, mecenas Andrzej Rozmarynowicz, złożył w redakcji „Dziennika Polskiego” zapytanie: Ponieważ ‘wstępne oględziny lekarskie i wstępne wyniki śledztwa’ nie mogą niczego przesądzić – chyba że Redakcja posiada dodatkowe nieujawnione dotychczas dowody (…). Byłbym więc ogromnie zobowiązany, gdybym z Redakcji otrzymał konkretne dane, na których oparto informacje…. List pozostał bez odpowiedzi.

Pod koniec maja na łamach tygodnika „Polityka” głos zabrał redaktor naczelny Mieczysław F. Rakowski: Przyjmiemy jednak na chwilę hipotezę, że Pyjasowi umyślnie zadano śmierć gwałtowną, a jej podłoże jest polityczne. Pierwsze klasyczne pytanie, jakie w takiej sytuacji zadaje i polityk, i prawnik brzmi: cui prodest? Komu taka zbrodnia mogła przynieść korzyść? Chyba tylko komuś pragnącemu skierować emocje ludzkie przeciwko władzom. Zbrodnia nie jest w Polsce instrumentem polityki z niczyjej strony, ale gdyby tak było, Pyjasa mógłby zabić tylko prowokator konfliktu z władzą ludową, wszystko jedno z jakich kół by się wywodził. (…) Jeżeli tragiczną śmierć człowieka próbuje się wykorzystać do ulicznych manifestacji politycznych, rzucając nie mające podstaw w dowodach oskarżenie wobec organów władzy państwowej – to ci, którzy tak czynią, godzą w polityczny klimat współżycia politycznego w Polsce, świadomie sprowokować chcą jego zaostrzenie. (…) – czytamy w tekście Rakowskiego pt. „Pod rozwagę” i dalej „o hamowaniu demokratyzacji” przez „wszelkie demonstracje uliczne”.

Nazajutrz w „Źyciu Literackim” wydrukowano tekst znanego „utrwalacza władzy ludowej”, redaktora naczelnego Władysława Machejka pt. „Ciszej nad tą trumną”. Rzucając gromy we wszystkich, którzy pragnęli wyjaśnienia śmierci studenta, sięgnął po swoisty styl: Ostatnio popróbowano pchnąć się do starych czasów na trumnie Stanisława Pyjasa. Zamiast kadzidłem – przez eter posypuje się trumnę ogniem. Och, chciałoby się, iżby nikt ognia nie opanował. (…) Hałas nad tą trumną trwa, hałas wywołany, sprowokowany i podsycany przez zachodnią propagandę typu „Wolnej Europy” i jej intendentów z CIA. Świat się zmienia, ale idee się nie zmieniają, ich też. Walka klasowa trwa, w ideologii. Tragiczna śmierć stała się nieważna wobec spodziewanych zysków politycznych opozycji. Wobec uciechy antypolskich ośrodków z prób siania różnic między Polakami. Hałas nad tragiczną trumną nie ustaje, albowiem nie zamilkła komenda z „Wolnej Europy” itp. Jakże ustanie, skoro nie chodzi im o kojenie żałoby. Za coś innego mają płacone… Przy tym powołują się na miłość do wolności i do Polski. Zimnowojenni podżegacze mają tyle wspólnego z miłością do nas, co syfilis z miłością. Dlatego nie do gangsterów należy apelować – byłoby to śmiesznie naiwne – żeby ciszej nad tą trumną… lecz do jątrzonych kolegów Stanisława Pyjasa, którzy – ze względu na przywilej wieku – poddają się słodkiej truciźnie. Ciszej nad tą trumną, albowiem hałas służy nie okrzyczanej obronie praw człowieka, lecz odwróceniu uwagi od prawdy.

We wszystkich artykułach dotyczących tego morderstwa powtarza się również jeden z wątków. Podjął go Jerzy Kochański, autor korespondencji „Interpressu”: Widać jak na dłoni całe to awanturnictwo, jego istotę, sens i cele. Za dużo mamy spraw do rozwiązania, za dużo mamy przed sobą pracy dla siebie, żebyśmy się mogli godzić z różnego pokroju mącicielami. Zawsze, ale dziś szczególnie, potrzebny jest po prostu spokój. Właśnie ten społeczny i polityczny spokój. Właśnie ten społeczny i polityczny spokój do pracy, który również jest wielką zdobyczą lat powojennych.

Opluwani w ten sposób w gazetach studenci mieli jednak potężne oparcie. Dawał im je Kościół katolicki, a szczególnie krakowski kard. Karol Wojtyła. Już podczas porannej Mszy św. w kościele Dominikanów poprzedzającej „czarny marsz” o. Joachim Badeni mówił do kilkutysięcznej rzeszy przybyłych: Pyjas walczył o sprawiedliwość, o prawo, o prawdę, o wolność. Przyszliście tutaj, aby wokół ołtarza utworzyć mur z kamieni. Jesteście murem obronnym z żywych kamieni. Śmierć Stanisława Pyjasa odnawia życie.

Niespełna miesiąc później, podczas procesji Bożego Ciała w czerwcu 1977 roku, ks. kard. Karol Wojtyła powiedział, iż myśli o młodzieży studenckiej, tej „dojrzałej, samodzielnej” i wraca do 15 maja 1977 roku: Trzeba jednak dobrze odczytać znaczenie takiego faktu, że młodzież akademicka Krakowa, zebrawszy się wieczorem u stóp Wawelu, śpiewała: ‘Jeszcze Polska nie zginęła’.  No trudno, żeby śpiewali inaczej, bo to przecież od nich zależy. I że śpiewała ta młodzież: ‘Boże coś Polskę’. To ma swoją wymowę. I swoją wymowę ma też fakt, że ta młodzież wybrała. Wybrała w tym dniu raczej skupienie, ciszę, a nie hałas corocznych juwenaliów. To także ma swoją wymowę, to świadczy, że młodzi – jest ich przecież w Krakowie, studentów – dziesiątki tysięcy, że młodzi zdolni są myśleć także o sprawach zasadniczych. O wielkiej tajemnicy śmierci człowieka, która czasem już spotka młodego, i że są również zdolni myśleć o sprawach zasadniczych, takich jak sprawiedliwość społeczna i pokój, jak prawa człowieka, jak prawa osoby ludzkiej, prawa Narodu, odpowiedzialność za wielkie dziedzictwo naszego Narodu. Tę odpowiedzialność wszyscy czujemy. (…) I jeżeli następnego dnia przeczytają w gazetach coś innego niż to, co było naprawdę, to oni z tego powodu są rozgoryczeni: że żyją w jakimś zakłamaniu, że się fałszuje prawdę o nich. I lękają się, żeby nie zafałszowano po prostu prawdy o nas wszystkich: o Polakach, o naszych dziejach i naszym światopoglądzie. Bo jeżeliby ktoś na przykład wiedzę o Polsce oparł na lekturze codziennej naszej prasy, tej prasy, która jest, jak się gdzieś wyrażono – narzędziem panowania – więc gdyby na tym oparł swoją opinię o Polsce i Polakach naszych czasów, to mógłby się bardzo zdziwić, znajdując się dzisiaj tutaj na procesji Bożego Ciała: skąd to jeszcze wszystko wobec tego, co w prasie się pisze?

 Minęło 35 lat, zmienił się system, wyrosło nowe pokolenie, ale jakże niepokojąco aktualnie brzmią słowa krakowskiego kardynała. A pod tablicą przy ul. Szewskiej 7 w Krakowie 7 maja 2012 roku kolejne już pokolenie studentów składa kwiaty i pali świece, a nad trumną Stanisława Pyjasa ciszej nie będzie, dopóki prawda o jego śmierci nie zostanie wyjaśniona.

Jarosław Szarek

Za: Polonia Christiana – pch24.pl (2012-05-07)

Tags: , ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=56379 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]