Dla kogo pracuje Edmund Klich?

Aktualizacja: 2012-01-29 10:52 am

Edmund Klich jest postacią już dawno skompromitowaną. Nie będzie jednak dziwne, jeśli najgorszego dowiemy się o nim dopiero niebawem.

Podane przez „Newsweek” informacje brzmią niewyobrażalnie.

Pułkownik Edmund Klich, jedyny Polak mający tak bliski dostęp do rosyjskiej komisji badającej narodową polską tragedię rozmawia z kimś o podsłuchiwaniu.

Słyszy: – Niebezpieczna sytuacja i trzeba podsłuchiwać.

Odpowiada: – Trzeba, trzeba. Ja wiem, że nad wszystkim trzeba mieć kontrolę. Nie może się wymknąć. Rację musimy mieć my.

Nie tylko w interesie pułkownika jest wyjaśnienie tej rozmowy. Szybko powinniśmy się dowiedzieć, z kim w taki sposób Klich rozmawiał oraz kto kogo podsłuchiwał.

Choć to wielu osobom nie na rękę. Ale nie ma takiego kontekstu, który obroniłby wypowiadane zdania.

Sprawa jego nagrań może być największym skandalem przy wyjaśnianiu smoleńskiej katastrofy.

Z kim zrobiła się „niebezpieczna sytuacja”? Z Rosjanami, z którymi tak świetnie nam się współpracowało i do dziś współpracuje? Czy z którąś częścią polskiego establishmentu, który prowadził sprawę katastrofy tak, żeby jak najmniej zaszkodzić sobie?

Kto nie może się wymknąć?

Kim jest druga strona, która chce mieć rację?

Dlaczego chodzi o rację, zamiast o prawdę?

I dla kogo pracuje Edmund Klich?

Sprawa wymaga wyjaśnienia przez organy nadzorujące polskie służby specjalne. Jeśli oczywiście takowe istnieją, bo ostatnie cztery lata pokazały, że kontroli nad służbami praktycznie nie ma. Sejmowa speckomisja? Premier? Kolegium ds. służb specjalnych? Teraz minister spraw wewnętrznych? Trudno liczyć na wiele. Ale muszą paść odpowiedzi na pytania o działanie polskiego kontrwywiadu, który pozwolił Klichowi na tak wiele – nagrywanie ministra obrony, być może innych ministrów, szefa rządu, najważniejszych prokuratorów? Pozwolił też Klichowi na obstrukcję w Smoleńsku – niedopuszczenie do pracy w Rosji innych akredytowanych, niedopuszczenie do zbadania przez Polaków wraku (to opinia 13 z 15 członków Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych kierowanej przez Klicha, którzy poskarżyli się na to ministrowi infrastruktury) i niekończące się gry medialne służące zaciemnianiu obrazu katastrofy.

Niezależnie od tego, co Klich wygadywałby w sprawie Smoleńska, jak bardzo by się kompromitował i jak niska byłaby jego wiarygodność, jest jednym z ulubionych ekspertów większości mediów. Pyta się go o obiektywną prawdę o katastrofie. Zamiast tego, pytania powinna zadawać mu prokuratora.

Choć z tekstu w „Newsweeku” wynika, że z jej strony też nie możemy liczyć na wiele. Odmówiła bowiem wszczęcia śledztwa w sprawie nagrań. Nie badała jednak, czy Klich nagrywał najważniejszych ludzi w państwie i gdzie są zapisy ich rozmów. Skupiła się wyłącznie na sprawdzeniu czy Klich miał prawo zrzucić pliki na służbowy komputer. Uznała, że tak.

Prokurator generalny ma kolejny powód do interwencji ws. Smoleńska.

Marek Pyza

Tags:

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=50951 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]