Michał Drzymała roku 2012 – Stanisław Michalkiewicz

Zgodnie z zasadą Murphy’ego, jeśli coś złego może się stać, to na pewno się stanie. Właśnie rozpoczyna się rok 2012, w którym nasi okupanci gwoli zamydlenia oczu tłumowi urządzają mu igrzyska. Wybudowali w tym celu stadiony, na które trzeba będzie składać ciężkie pieniądze przez całe następne dziesięciolecia. Te stadiony są trochę podobne do potiomkinowskich wychodków, jakie przez wojną kazał budować po wsiach premier Sławoj Składkowski – i nawet urządzał konkursy. Kiedy dziennikarze przyjechali obejrzeć wychodek zbudowany przez zwycięzcę takiego konkursu, zastali obiekt zamknięty na cztery spusty. Zainterpelowany właściciel wyróżnionego obiektu wyjaśnił, że naturalnie, jakże by inaczej – w przeciwnym razie jeszcze ktoś by tam poszedł i nie daj Boże się załatwił!

Na razie okazało się, że warszawski stadion wcale nie jest taki drogi, jak twierdził poseł Jan Tomaszewski. Gdyby poseł Tomaszewski był z PO albo z SLD, czy Ruchu Palikota, to niewątpliwie miałby więcej racji, ale ponieważ jest z PiS, to wszystkie podane przez niego informacje są fałszywe. Stadion Narodowy w Warszawie wcale nie jest najdroższy, tylko przeciwnie – najtańszy. Jak tam było, tak tam było, zawsze jakoś było, a ile tam naprawdę kosztował – tego pewnie już nigdy się nie dowiemy, podobnie jak prawdy o katastrofie smoleńskiej. Salon uchwalił, że wierzy ruskim szachistom i komisji Millera, i teraz gdyby nawet ziemia się rozwarła i ofiary katastrofy złożyły zeznania zza grobu – ani „Gazeta Wyborcza”, ani inne organy prasowe półinteligentów, zdania swojego za nic nie zmienią. Zresztą – kto wie? – może taką właśnie rolę Siły Wyższe, których, jak wiadomo, „nie ma”, przeznaczyły im do odegrania?

Więc jeśli nasi okupanci postanowili nas wyżyłować, żeby urządzić tłumom igrzyska gwoli zamydlenia oczu, to nieomylny to znak, że pod osłoną tych igrzysk przygotowują nam jakiś psi figiel. O charakterze tego psiego figla świadczą rozmaite znaki, wśród których na plan pierwszy wybijają się inicjatywy pana prezydenta zmierzające do ograniczenia swobody zgromadzeń i manifestacji oraz pobożnego ministra Jarosława Gowina, by sądy nie dociekały już prawdy, a tylko rozstrzygały, czyja argumentacja jest lepsza. Może gdzieś na świecie taka zasada jest bezpieczna – ale na pewno nie u nas. Czyż ktokolwiek ma wątpliwości, że u nas najwyżej oceniana przez niezawisłe sądy będzie argumentacja dostarczona przez bezpieczniaków? Istnieje mnóstwo precedensów, które to potwierdzają, więc jeśli do inicjatywy pana prezydenta Komorowskiego dodamy inicjatywę pobożnego ministra Gowina i nieustanne gmeranie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych koło Internetu, to nie ulega wątpliwości, że mamy do czynienia z przygotowaniami do użycia gotowych już narzędzi terroru. Słowem – że 20-letni okres pieriedyszki dobiega końca i za sprawą naszych bezpieczniackich okupantów nadchodzi kolejne zlodowacenie, które potrwa – kto wie? – może nawet najbliższe 100 lat?

Zlodowacenie ma jednak to do siebie, że nie przychodzi z dnia na dzień. Zanim wszystko zostanie skute lodem, musi minąć trochę czasu – i to jest czas darowany. Uczestnicząc przed Świętami Bożego Narodzenia w opłatku w lokalu redakcji „Naszej Polski” dowiedziałem się, że władze Warszawy, a konkretnie – pan Bartelski – ten sam, który towarzystwu z „Krytyki Politycznej” sprezentował lokal na rogu Nowego Światu i Świętokrzyskiej, gdzie towarzystwo urządziło sobie knajpę z wyszynkiem pod nazwą „Nowy Wspaniały Świat” i kosi forsę aż miło – że pan Bartelski przykazał surowo redakcji „Naszej Polski” wyprowadzić się z zajmowanego lokalu przy ul. Dobrej 5. Nawiasem mówiąc, pod tym samym numerem mieszkał kiedyś Janusz Szpotański, autor „Towarzysza Szmaciaka” oraz „Carycy i zwierciadła” – nazywając kamienicę „hotelem” a siebie mianując jego „dyrektorem”. No a teraz – „Nasza Polska”. Jużci – „Nasza Polska” to nie „Krytyka Polityczna” i nie kombinuje, jakby tu nasz mniej wartościowy naród tubylczy uszczęśliwić komunizmem – tym razem oczywiście już na pewno „prawdziwym” – więc na żadne względy ze strony charyzmatycznie pobożnej pani prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz liczyć chyba nie może.

Zatem redakcja „Naszej Polski” znalazła się w sytuacji podobnej do Michała Drzymały, któremu funkcjonariusze państwa pruskiego czynili rozmaite szykany – oczywiście ubrane w kostium praworządności. Nikt chyba nie wątpi, że demokratyczne państwo prawne, zwłaszcza urzeczywistniające zasady sprawiedliwości społecznej, ma nieograniczone możliwości szykanowania i prześladowania własnych obywateli – a specjalnie takich, którzy podpadli nie tyle może rządowi, co okupującym nasz nieszczęśliwy kraj Siłom Wyższym w postaci dobranych w korcu maku bezpieczniackich watah. Ponieważ nic nie wskazuje na to, by sytuacja pod tym względem zmieniła się na lepsze, przeciwnie – wszystko wskazuje na nieubłagane zbliżanie się kolejnego zlodowacenia, to warto przypomnieć remedium, jakie Polacy zastosowali w przypadku Michała Drzymały. Ponieważ władze pruskie zabroniły mu budować dom, ze społecznych składek kupiono mu wóz mieszkalny i w ten sposób na jeden kruczek prawny odpowiedziano innym kruczkiem. W przypadku redakcji „Naszej Polski” takim wyjściem z sytuacji byłoby wykupienie od miasta dotychczasowego lokalu redakcyjnego na własność i następnie zawarcie przez nowego właściciela z wydawnictwem „Szaniec” wydającym „Naszą Polskę” umowy użyczenia lokalu. Umowa użyczenia jest czynnością prawną nieodpłatną, więc właściciel lokalu nie zostałby z tego tytułu obciążony przez fiskus – to znaczy – zgodnie z prawem – nie powinien.

Ponieważ pod władzą bezpieczniaków przewerbowanych do państw trzecich i pod firmą Stronnictwa Pruskiego państwo nasze staje się wobec Polaków coraz bardziej opresyjne, trzeba odkurzyć taktykę stosowaną w czasie „najdłuższej wojny nowoczesnej Europy” i zastosować rozpoznanie walką – jak w przypadku Michała Drzymały. Więc jak – spróbujemy?

Stanisław Michalkiewicz

Felieton    tygodnik „Nasza Polska”    3 stycznia 2012

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Nasza Polska”.

Za: michalkiewicz.pl | http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=2342

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content