Lis znowu w propagandowej akcji. Tylko na Białorusi i w Rosji w telewizjach rządowych tak się rozmawia z politykami opozycji

Aktualizacja: 2011-10-3 9:24 pm

Do poniedziałkowego wieczoru można było sądzić, że opowieści o tym jak to w obozie prorządowym zapanowała panika, że dominują obawy przegrania wyborów, są przesadzone. Jednak to co zaprezentował w swojej audycji w TVP 2 w rozmowie z prezesem Prawa i Sprawiedliwości Jarosławem Kaczyńskim  Tomasz Lis, pozwala stwierdzić, iż faktycznie wszystko możliwe. Bo jeśli sięga się po ten poziom agresji, przerywania i manipulacji, to znaczy, iż rzuca się na szale wszystkie, nawet te ostatnie, zasoby.

Lis zaczął spokojnie. Zapytał o program gospodarczy i oszczędności wymuszone kryzysem. Wątek ten zajął kilka minut. A potem już zaczęła się jazda bez trzymanki. Można jeszcze zrozumieć dociskanie o to kto będzie ministrem finansów. I czy będzie to profesor Zyta Gilowska. Ale to co nastąpiło później, jest już manipulacją:

Wiedzieliśmy to cztery lata temu, dlaczego teraz miałoby być inaczej?

– pytał Lis. Nie mówił prawdy. Cztery lata temu wszyscy sądzili, że ministrem finansów zostanie Zbigniew Chlebowski, nazwisko Jacka Rostowskiego mało kto w ogóle kojarzył.

Lis dowodził też, że rządy PiS w latach 2005-2007 to była katastrofa gospodarcza. I dorzucał, zaskakujące w obliczu chwalstwa ekipy PO, twierdzenie:

Przyzna pan, że była to w dużym stopniu zasługa pana poprzednika.

Ten spór miał jeszcze jakieś elementy merytoryczne. Potem było już tylko o Ojcu Rydzyku, pistoleciku Kaczyńskiego i pięknych dziewczynach w PiS. Prowadzący program za wszelką cenę próbował wyprowadzić lidera opozycji z równowagi. Przygotował więc listę wszystkiego co uważa za najgorsze w jego partii. I jechał. Kiedy przegrywał – przerywał i zmieniał wątek, wystrzeliwując nowe pociski.

Pan mówi o trosce o biednych, ale kiedy pan był premierem troszczył się pan głównie o bogatych Polaków

– dowodził, przekonując przewrotnie, że dowodem jest fakt iż obniżenie składki rentowej w 2007 roku dało wszystkim proporcjonalne do zarobków oszczędności, a więc najbardziej zyskali najbogatsi.

Kaczyński próbował dowodzić, że jego rząd tak kierował transfery finansowe by więcej trafiało do mniej zarabiających. Lis zażądał konkretów. Gdy były premier zaczął je wymieniać, Lis po trzecim przerwał.

Panie premierze podatki pan podniósł… obniżył…

– pomylił się.

Niech się pan zdecyduje

– zażartował Kaczyński. Twarz Lisa zastygła. Od tej chwili wydawał się wyprowadzony z równowagi, nie kontrolujący swoich emocji.  Wyciąga Kaczyńskiemu, że ten powiedział kilka tygodni temu iż w rządzie widziałby Zbigniewa Ziobro i być może Antoniego Macierewicza. Przedstawia to w tonie jakiegoś strasznego odkrycia.

Kaczyński: Nie warto tego wątku kontynuować. To było 2 września, dziś sytuacja jest inna.
Lis: Im bliżej wyborów tym mniej pan wie o składzie rządu?
Kaczyński: Tym więcej, ale tym mniej mówię.
Lis: Myśli pan, że Antoni Macierewicz w rządzie to dobry pomysł?
Kaczyński: Panie redaktorze, może się co do jednej sprawy umówmy. Źe mamy po prostu inne poglądy. Ja czytuję pańskie pismo….
Lis: Moje poglądy nikogo nie interesują. Ja nie chcę rządzić 40 milionowym krajem.
Kaczyński: Ale miał pan takie ambicje.

Potem Lis wchodzi w język “kosztów raportu z likwidacji WSI dla nas wszystkich podatników. Prezes PiS odpowiada:

Nie wiem, ale wiem, ze formacja która była polską częścią sowieckiego GRU została zlikwidowana. Już samo to zapewnia Antoniemu Macierewiczowi miejsce w historii.

Za chwilę Lis ujawnia – to 497 tysięcy złotych! A więc kilka weekendowych przelotów premiera Tuska nad morze i z powrotem.

Kaczyński przekonuje, że koszty działania WSI dla kraju to miliardy złotych strat. I że Polska byłaby dziś bogatszym krajem gdyby WSI zlikwidowano w latach 1990-1991 a nie po latach.

Potem wątek Angeli Merkel o której Kaczyński w swojej książce napisał, że nie sądzi by jej kanclerstwo było wynikiem czystego zbiegu okoliczności, a resztę zostawia historykom. Co to znaczy? Kaczyński dowodzi, że było wynikiem także zjednoczenia Niemiec i potrzebna była osoba ze wschodniej części.
Lis: Pobrzmiewa w tym zdaniu ton insynuacyjny, który człowiekowi chcącemu być premierem Polski nie przystoi.

Kaczyński: Tak pan uważa?
Lis: Tak.
Kaczyński: A ja uważam, że stanie na baczność przed inną niż Warszawa stolicą nie przystoi polskiemu premierowi. Polski premier nie powinien się uważać kanclerza Niemiec ani premiera Rosji. Nie może być państwo degradowane przez własne kierownictwo.
Lis: Takie słowa ułatwią nam kontakty z sąsiadem za zachodnią granicą?
Kaczyński:  Nie. Z całą pewnością nie. To punkt wyjścia do poważnych rozmów z panią Merkel. Ale pan się czegoś straszliwie obawia? Źal mi pana bardzo. Pan należy do pewnej formacji, która jest w Polsce spotykana często, szkodzi Polsce. Ciągle są przytłoczeni ta historią, wyzwólmy się z tego.

Dalej Lis zapędził się wyraźnie – zaczął dopytywać czy Kaczyński chciałby wyeliminować z polityki Erikę Steinbach, która wielokrotnie Polaków obrażała. A tego akurat chciał kiedyś także i Donald Tusk.

Potem Lis wracał do zgranych taśm – odwołanie szczytu Trójkąta Weimarskiego po ohydnym tekście w niemieckiej brukowej gazecie. Tu Kaczyński zanotował największa wpadkę  w tej rozmowie, bo stwierdził iż doniesienie do prokuratury złożyli w tej sprawie “jacyś ludzie”, a Lis przypomniał, ze Anna Fotyga i śp. Przemysław Gosiewski.

Kaczyński skomentował ton Lisa:

Pana ironia mi się nie podoba, polski publicysta powinien mieć poważny stosunek do własnego narodu.

Następnie pojawia się wątek debaty z Donaldem Tuskiem, gdzie usłyszeliśmy już argumentację Kaczyńskiego o “oparach absurdu:

Kaczyński: Nie da się dyskutować, że 20 lat temu miałem rzekomo grozić Tuskowi pistoletem. No tak się rozmawiać nie da. Jak ktoś tak kłamie, to trudno z nim dyskutować.
Kaczyński: Ale miał pan ten pistolet?
Lis: Miałem czy nie miałem to nie był pistolet na Donalda Tuska.
Lis: Ale miał pan broń? To ja przeczytam panu prezesowi…

I czyta rozmowę z 31 grudnia 1991 roku gdzie Kaczyński przyznaje, że miał kiedyś broń.

Kaczyński: To był nie pistolet a pistolecik.

I tak dalej. Źenujący wątek, żenująca rozmowa. Tydzień przed wyborami. Jak z magla.

I tak już do końca. Lis wyciąga jeszcze kwestię nagranej potajemnie przez jednego ze studentów wypowiedzi ojca Tadeusza Rydzyka gdzie nazwał śp. Marię Kaczyńską “czarownicą”. Kaczyński odpowiada, że ojciec Tadeusz Rydzyk sprawę już wyjaśnił, a odkupił po 10 kwietnia 2010 roku kiedy stanął po stronie prawdy.

Przypomina słowa Bronisława Komorowskiego po zamachu na śp. Lecha Kaczyńskiego w Gruzji w 2008 roku.  Mówi, że po słowach o ślepym snajperze, który nie trafił z 30 metrów, skąd ślepy by trafił, żaden polityk np. we Francji by nie utrzymał się na stanowisku przewodniczącego parlamentu.
Kaczyński: Ale poproszę o pytanie może dotyczące ważnych dla Polaków spraw?

Lis daje więc kolejne – o kibiców i o panie na pisowskich plakatach. Domaga się wymienienia ich nazwisk. Kaczyński wymienia wszystkie siedem. To Lis myli się co miejsca jednej z kandydatek. Ale nie ustępuje – narzeka na zbyt niskie ich miejsca na listach.

Z całej rozmowy nie zostaje zbyt wiele. Ot, kolejna pyskówka. Ot, kolejny wywiad Lisa w którym nie pada jedno pytanie o dorobek obecnego rządu. I ton, tak drastycznie różny od wywiadów z politykami Platformy.

W pewnym momencie Lis dowodził, że są tylko dwa kraje gdzie nie ma debat przed wyborami – Rosja i Białoruś. Odkładając fakt, że w Polsce też nie zawsze one były, warto dodać, że także tylko na Białorusi i w Rosji w telewizjach rządowych tak się rozmawia z politykami opozycji.

kam

Kaczyński vs Lis: reakcje blogerów

Debata Tomasza Lisa z Jarosławem Kaczyńskim, a raczej atak dziennikarza na prezesa PiS, wywołał wiele emocji w blogosferze i na portalach społecznościowych. Oto najciekawsze komentarze, w tym także autorstwa zagorzałych wrogów prezesa PiS:

Koniec dziennikarstwa zbliża się wielkimi krokami. Tomasz Lis złamał wszelkie możliwe zasady tego zawodu.
Igor Janke, Twitter

Kaczyński uczynił ze spotkania w TVP2 coś w rodzaju prywatnej rozmowy – rozmowy, podczas której zgniótł dziennikarza. Lis został srogo ukarany za swoją jawną nienawiść.
Rybitzky, salon24.pl 

Od jakiegoś czasu dość krytycznie wypowiadam się na temat PiS i Jarosława Kaczyńskiego, przy mnóstwie swoich zastrzeżeń to dziś muszę przyznać, że Jarosław Kaczyński w programie Tomasza Lisa wypadł naprawdę wyśmienicie. Tomasz Lis próbował “rozstrzelać” Jarosława Kaczyńskiego, co mu się nie udało, a cała jego agresja wypisana na twarzy, w gestach, ogólnie mowa ciała, pokazywały jego zapiekłą nienawiść do Kaczyńskiego. Ba powiem więcej Lis dawał się wyprowadzać z równowagi, a całą dyskusję sprowadził do zupełnego magla politycznego, bez żadnych naprawdę istotnych dla przyszłości Polski pytań.
Mariovan, salon24.pl

Od samego początku rozmowy Lisa z Kaczyńskim widać było niebywałe napięcie naczelnego „Wprost” oraz wyreżyserowane wyluzowanie Kaczyńskiego, który kilkakrotnie w błyskotliwy sposób gasił dziennikarza. Zresztą widok twarzy Lisa, który ledwo powstrzymywał wybuch furii, był bezcenny. 
Łukasz Adamski, fronda.pl

Przedziwny fenomen w świecie łowiectwa: Lis upolował się sam! (…) W historii pojedynków Kaczyński-Lis wynik od dziś wynosi 2:0. Prezes nie dał się sprowokować, a na zaczepki odpowiadał spokojnie i z klasą.
Jonasz Rewiński (kandydat do Sejmu z warszawskiej listy PiS), facebook

Mówiąc kolokwialnie, Lis przerżnął niecnie, a pokonała go własna pycha. Jego metody, tak ograne i nudne, nie sprawdziły się. Odurzony niczym Sikorski Radek własną nieomylnością i egotyzmem nie dał rady w starciu.
PELIKAN, salon24.pl

Nie jest przyjemne, kiedy dobry dziennikarz przegrywa starcie na słowa z pewnym siebie politykiem, choćby ta pewność wynikała tylko z fałszywej samooceny.
Paweł Smoleński, “Gazeta Wyborcza”

Jarosław Kaczyński nie jest bohaterem “z mojej bajki”. Nie zamierzam go bronić. Ten wpis nie będzie poparciem dla Jarosława Kaczyńskiego. Będzie krytyką “dziennikarza” Tomasza Lisa.
Krytyka będzie krótka – inni zapewne zrobią to lepiej i bardziej szczegółowo ode mnie. (…) Osobiście oceniam, że tym razem to Kaczyński zniszczył Lisa. Źenujące było powoływanie się Lisa co chwilę na kilka milionów widzów, jego płytkie ataki w sprawach zupełnie błahych. Kompromitacji Lisa dopełniła próba zdyskredytowania Kaczyńskiego w końcówce w sprawie kobiet z billboardu – oto poziom pytań “dziennikarza” i “publicysty” rozmawiającego tydzień przed wyborami z – chcąc nie chcąc – jednym z dwóch najpoważniejszych kandydatów na premiera.

El Filozof, salon24.pl

Lis dramatycznie słaby.
Sławomir Nowak (poseł PO), Twitter

Lis, gdyby mógł, rzuciłby się Jarosławowi do gardła. Miło było patrzeć na jego wściekłość i bezradność.
Maciej Wąsik (kandydat do Sejmu z listy PiS w Płocku), Facebook

Na koniec Lis pytał, czy szef PiS zna wszystkie kobiety (nazywane aniołkami prezesa), które występują na partyjnym billboardzie. Poprosił też wymienianie ich nazwisk i okręgów, z których startują. Zarzucił też Kaczyńskiemu, że nie zna miejsca kandydowania jednej z nich, twierdząc, że to Bydgoszcz, a nie Płock, jak mówił szef PiS. – Założymy się? – zapytał Kaczyński. – Nie – odparł Lis. W tej sprawie dziennikarz nie miał racji. Ilona Klejnocka startuje z Płocka. 
gazeta.pl

Pan Tomasz Lis w rozmowie z prezesem Kaczyńskim właśnie oświadczył, że Ilona Klejnowska startuje z 6. miejsca w Bydgoszczy… Proszę Państwa – Źuraw! 4. miejsce… Co za poziom… 
Magdalena Źuraw (kandydatka do Sejmu z bydgoskiej listy PiS), Facebook

Opinia po obejrzeniu ,,debaty” red. Lisa z Jarosławem Kaczyńskim jest jedna. Tomasz Lis został w dotkliwy sposób znokautowany przez Kaczyńskiego. Trafne punktowanie i opanowanie przy chamskich docinkach Lisa dało miażdżące zwycięstwo Kaczyńskiemu.
Mieczyslaw.K, salon24.pl

Za: niezalezna.pl (2011-10-04)

 

Słów parę o brzytwach Tomasza Lisa, którymi się sam pociął

Przyznaję, nie oglądam telewizji za często, bo szkoda czasu i nerwów. Ale z racji na zbliżające się wybory parlamentarne (w poczuciu patriotycznego obowiązku, rzecz jasna i czystej “ludzkiej ciekawości”) telewizor włączyłem, by obejrzeć “Tomasza Lisa. Na żywo”, który zaprosił do studia Prezesa PiSu Jarosława Kaczyńskiego, największy postrach Rzeczpospolitej, którym partia rządząca straszy Polaków od lat kilku. No więc zasiadłem wygodnie w fotelu, leci czołówka programu, rozluźniam mięśnie… no i się zaczyna. Patrzę, oglądam, słucham i…. nici z rozluźnienia mięśni. I nie Kaczyński mnie zirytował (choć byłem na to gotów) tylko pan Lis, jego dziennikarski szczękościsk, grobowa mina, brak przygotowania do merytorycznej dyskusji, wreszcie… PeOwska stronniczość. Lis poległ całkowicie. A Kaczyński?… Jak Kaczyński. Nihil novi.

Staliśmy się wczoraj świadkami dramatycznej sceny, w której dziennikarz (uważany przez wielu za “guru” polskiej publicystyki) tonął w odmętach swoich mocno nadszarganych i nieopanowanych emocji. Znany ze swojego wstrętu do PiSu, sięgnął po miecz, od którego nie sposób zginąć w świecie merytorycznej publicystyki i dziennikarstwa. Tym mieczem jest “subiektywizacja”, pan Lis mianowicie zapomniał totalnie, że siedzi w studiu telewizji publicznej, że ogląda go milion Polaków i że istnieje coś takiego jak ethos dziennikarstwa i obiektywizm w spojrzeniu na rzeczywistość. W połowie programu już nie miałem wątpliwości a wręcz dopadło mnie iluzoryczne zupełnie (ale pan Lis mnie tak zahipnotyzował) przeświadczenie, że  w studio zasiadł kandydat na posła z listy PO, który próbuje przy pomocy historyjek o pistolecie i o czarownicy o. Rydzyka dokopać kolesiowi z PiSu. Zapomniał pan Lis też o tym, że siedzi przed nim doświadczony polityk, były premier i człowiek, który tępy nie jest, wręcz przeciwnie, człowiek, który świetnie orientuje się w sprawach politycznych, społecznych i gospodarczych, co też udowodnił panu Lisowi w pierwszych minutach rozmowy. Być może dlatego Lis zaczął tonąć i chwytać się brzytw przeróżnych, które suma sumarum pocięły go dotkliwie. Piotr Zaremba znakomicie komentuje “dziennikarską agonię” Tomasza Lisa:

“Lis przegrywał nawet tam, gdzie Kaczyński nie miał mocnych kart. Flirt części PiS z kibolami jest dwuznaczny. Ale nazywanie człowieka nieskazanego wyrokiem sądu „bandziorem” to naruszenie reguł, których wiele razy bronili tacy dziennikarze jak Lis. Niewątpliwie też prezes PiS niepotrzebnie wdał się w swojej książce w niejasne aluzje na temat Angeli Merkel. Ale zręcznie tę kwestię objaśnił, a niegrzeczny ton wściekłego Lisa pozwolił mu wystąpić w roli ofiary. Nieprzygotowany Lis, próbując złapać Kaczyńskiego na nieznajomości kandydatek z list PiS, sam się pomylił – Ilona Klejnowska naprawdę kandyduje w Płocku. Ale najgorsze, że fundując prezesowi PiS tor przeszkód, nie poruszył prawie żadnego tematu ważnego dla Polski, dla nas. Było o pistolecie sprzed 20 lat, ojcu Rydzyku i zasadach savoir vivre’u. Kaczyński, wyluzowany, a pod koniec lekko poirytowany, nie musiał w efekcie zdawać egzaminu. A zjedzony przez nerwy polityk Tomasz Lis oblał z kretesem”.

Po wczorajszym programie wiem jedno.. I doprawdy “smutno mi, Boże”… Źe Rzeczpospolita, ojczyzna moja i ziemia moja, święta i sercu memu bliska, musi to wszystko znosić, bo jeśli ona to i my… Co znosić? Warcholstwo dziennikarskie w TVP i innych stacjach, brak obiektywizmu i jakiegokolwiek ethosu w dziennikarstwie… Po wczorajszym programie pozostał we mnie niesmak i gorycz. Podsumuję wczorajszego “Tomasza Lisa. Na żywo” bardzo krótko: nigdy więcej takich lisów w telewizji. Tego nie da się oglądać…

A moje mięśnie, o których pisałem na początku? Rozluźniły się w końcu… Na modlitwie wieczornej, w której prosiłem gorliwie Pana… o mądrość i pokorę dla polskich dziennikarzy i naczelnych polskich tygodników opiniotwórczych. Pan wysłuchał… Chyba, bo na dobry początek moje mięśnie się rozluźniły. I wierzę w to, że szczękościsk (także ten ideologiczny) pana Lisa też kiedyś puści. A brzytwy “subiektywizmu” już nie będą cięły tak ostro, na własne życzenie. Panu Tomaszowi Lisowi (po wczorajszym nokaucie z własnych rękawic bokserskich)  życzę szybkiego powrotu na ring publicystyki… Zdrowej, obiektywnej i merytorycznej, bez ciosów poniżej pasa…

Ks. Rafał J. Sorkowicz SChr

Za: sorkovitz (4 października 2011)

Tags: , , ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=44852 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]