W jego oczach już tylko STRACH – Mirosław Kokoszkiewicz

Aktualizacja: 2011-02-21 12:24 pm

Przed dwoma tygodniami zastanawialiśmy się wspólnie nad pytaniem, co by było „Gdyby to nie był zamach?”. Po publikacji, artykuł przemierzył również opiniotwórcze portale internetowe .

Mogę z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że przytłaczająca większość czytelników zaakceptowała zaproponowaną w tekście logikę wywodu i zgodziła się ze mną w twierdzeniu, że gdyby to, co stało się 10 kwietnia pod Smoleńskiem nie było zamachem to Kreml zareagowałby zupełnie inaczej.

Teraz zastanówmy się nad tym całym ciągiem ustępstw, zaniechań, przemilczeń czy trudno zrozumiałej impotencji decyzyjnej polskiej strony.

Zauważmy, że upominanie się o zabezpieczenie jednego z kluczowych dowodów, czyli wraku samolotu, nastąpiło dopiero pod naciskiem oburzonej opinii publicznej. Zwróćmy uwagę, na zadziwiającą i śmiało można powiedzieć zerową reakcję Tuska na niezbite dowody dotyczące niszczenia z premedytacją dowodów w sprawie przez ruskich. Cała polska widziała przecież wybijanie szyb, przecinanie przewodów hydraulicznych i cięcie wraku.

Zastanówmy się nad upokarzającym dla nas wszystkich przestrzeganiem przez stronę Polską ruskiego zakazu otwierania zaplombowanych trumien. Spróbujmy zastanowić się, dlaczego prokuratura gra na zwłokę i wyraźnie przeciąga moment wydania decyzji o ekshumacji zwłok, oczekując miesiąca kwietnia, do którego to według polskiego prawa można ekshumację przeprowadzać.

Właściwie sekcje zwłok powinny być przeprowadzone niezwłocznie po przytransportowaniu ciał ofiar do naszego kraju.

Polskie prawo przecież mówi jasno, że autopsja powinna być przeprowadzona w każdym przypadku śmierci nagłej. Zakładając, co mówiąc szczerze przychodzi mi z trudem, że mieliśmy do czynienia z zamachem i politycznym mordem, a Donald Tusk nie miał z tym nic wspólnego, to nasuwa mi się tylko jeden powód takiego, a nie innego zachowania się strony polskiej.

10 kwietnia doszło, bowiem moim zdaniem do przełomowego momentu w politycznej karierze Donalda Tuska. Podłączony pod kompresory zainstalowane na Czerskiej i Wiertniczej polityk klasy „C” zrozumiał, że stał się tylko nic nieznaczącym trybikiem w grze zimnego czekisty Putina, nadymanym przez media i salon ponad wytrzymałość materiału, z którego został stworzony.

Pompowanie go do tak niebotycznych rozmiarów, aby napis „mąż stanu” był widoczny od Bałtyku do Tatr, musiało się skończyć tak jak się skończyło.

W ten kwietniowy tragiczny poranek balon pękł i jego strzępy wędrują bez żadnej kontroli uderzając raz to w sufit raz to waląc w podłogę. Jest tylko kwestią czasu, kiedy na ziemi wyląduje nieruchomy bezkształtny flak.

Gdyby Tusk wiedział, że na lotnisku w Siewiernyj doszło do tragicznej, ale jednak zwyczajnej katastrofy lotniczej nie wahałby się uczestniczyć czynnie w śledztwie, stawiać warunki, domagać się polskiej własności, jaką jest wrak i czarne skrzynki. Nie miałby oporów, aby wbrew kremlowskiemu zakazowi rozlutować trumny i wykonać sekcje zwłok. Wszak to jedyny sposób na polską próbę dotarcia do prawdy, czyli przyczyn tragicznego, ale jednak nieszczęśliwego wypadku.

Oprócz ciał ofiar przecież nic innego nadającego się do badań od ruskich nie otrzymaliśmy.

Dlatego też jestem pewien na podstawie zachowań Donalda Tuska i przyjmując z wielkim trudem i oporem, że nie maczał on palców w „zamachu na Polskę”, iż jego zachowanie świadczy o tym, że premier jest przekonany o dokonaniu przez Putina 10 kwietnia 2010 roku politycznego mordu.

Jego niezrozumiała uległość i trwający upokarzający spacer na krótkiej smyczy Putina powodowany jest tylko jednym uczuciem. Jest nim paraliżujący Tuska STRACH.

Myślę, że owo uczucie nie jest obce po 10 kwietnia również wielu innym europejskim politykom. Wiadomo, bowiem od dawna, że we wszechpanującej w dzisiejszym świecie mediokracji nie jest możliwe, aby na czele państw stawali prawdziwi mądrzy i odważni mężowie stanu.

Tabuny speców od sprzedaży opon czy podpasek wsparte odpowiednikami naszych „Mistewiczów” i „Tymochowiczów” pracują dzień i noc nad produkcją pięknych opakowań dla wybrakowanych towarów i kompozycji zapachowych, które skutecznie zabiją nieświeży zapach bijący od ich pryncypałów.

Bezczelność i pewność siebie Putina nie ujawniła się dopiero 10 kwietnia. Myślę, że wcielając w życie swoją pracę doktorską z 1997 roku, której tematem było wykorzystanie bogactw naturalnych Rosji celem umacniania jej strategicznej pozycji, wzbogacił ją o czynnik psychologicznego nacisku poprzez STRACH.

Widząc miałkość, słabość i zniewieścienie europejskich elit mógł sobie pozwolić na spektakle ich zastraszania.

Politkowska, zatem zginęła od strzału w głowę dokładnie w dniu jego urodzin, a Litwinienko umierał na oczach całego świata, bo tak właśnie miało być, zaś samolot z polskim prezydentem rozbił się nieprzypadkowo w drodze na uroczystości zbrodni katyńskiej.

I tak rosyjska maszynka do korumpowania polityków o nazwie GAZPROM plus ruska agentura, którą Europa jest nafaszerowana jak dobry keks orzechami i bakaliami oraz paraliżujący europejskich mężyków stanu STRACH wystarczą, aby despota bijący swoją bezwzględnością na głowę Łukaszenkę mógł brylować na europejskich salonach.

Unii Europejskiej zaś pozostało tylko krytykować i dyscyplinować Białoruś, bo to taki kraj w sam raz na prezentowanie swojego umiłowania dla demokracji przez różnych „bohaterskich” Buzków i Barroso.

Jak to się wszystko skończy?

Nie tak dawno w historii mieliśmy przykład olbrzymiej głupoty, słabości i lekkomyślności politycznych elit, którym również towarzyszył, jako doradca STRACH. Prowadziło to do polityki ciągłych ustępstw, która to polityka i tak nie zapobiegła tragedii, jaką była druga wojna światowa.

Pamiętajmy, że nie istnieje w historii świata coś takiego jak „wieczny pokój”. Są tylko dłuższe lub krótsze pauzy strategiczne i na mój węch właśnie taka długa pauza dobiega końca.

Całe nieszczęście w tym, że na takie trudne czasy wybraliśmy sobie rodacy polityków, w których oczach nie ma żadnej wizji, jak nam wmawiają telewizyjne gadające mądre głowy. W ich oczach pozostał tylko STRACH.

Wspierają zaś ich ludzie, mali, podli i odczłowieczeni do tego stopnia, że ich wrażliwość jest na poziomie sowieckiego żołdaka.

Oto przykład:

Janina Paradowska (“Polityka”) w TOK FM 10.02.2011

„Ja w ogóle nie wiem po co komu ten wrak. Ja rozumiem, że ten wrak został przebadany i że do Polski ma przyjechać tylko, jako relikwia. Bo przecież ma zostać rozebrany, żeby w ołtarzach i pomnikach być. (…)Przecież ci Polacy nie badali tego wraku? No na litość boską! Dlatego on jest na relikwie potrzebny! Minister Sikorski chciał, żeby to był pomnik w ogóle. Ja tak zrozumiałam, bo już jeden kawałek jest na Jasnej Górze, a wie Pan ile kościołów trzeba obsłużyć?”

Mirosław Kokoszkiewicz

Artykuł opublikowany w Warszawskiej Gazecie (7/2011)

Tags: , ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=33024 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]