Jak powstawały służby specjalne po 1989

Aktualizacja: 2011-01-18 1:41 pm

Polskie służby rodziły się w niekorzystnych warunkach. Stacjonująca w Polsce Armia Czerwona utrzymywała w swoich bazach oficerów odpowiedzialnych za wywiad. Liczny sztab rosyjskich wojskowych, niebędący pod żadną kontrolą ze strony Polski, stacjonował pod Warszawą i mając odpowiedni sprzęt mógł kontrolować to, o czym mówi się w stolicy Polski. Radzieckie wojska zabezpieczały odwrót Armii Czerwonej z byłej NRD jednak ich liczba była stanowczo za duża w stosunku do potrzeb przy tego typu operacjach wojskowych. Jak stwierdził dyrektor biura ministra ON Grzegorz Kostrzewa- Zorba: „W Rembertowie pod Warszawą stacjonuje olbrzymia rosyjska jednostka łączności. Piętnaście kilometrów od centralnych instytucji władzy RP! A doprawdy Rembertów nie leży na żadnym szlaku tranzytowym”. Jak twierdził w różnych wywiadach Kozłowski: „Poprzednik Kiszczaka, minister Milewski, wpuścił STASI do Polski, zezwalając na pracę operacyjną, czyli tworzenie agentury w Polsce. Bez kontroli, co jest wbrew zasadom sztuki”.W lutym 1990 roku ORMO zostało zastąpione przez Stowarzyszenie Wspierania Porządku Publicznego, które od razu dostało pozwolenie MSW na handel bronią, a niektóre mieszkania operacyjne oddano Stowarzyszeniu. Pozostałością po systemie komunistycznym była również siatka tajnych współpracowników, których badacz PRL szacuje na 79 tys.

Nie wszyscy tak negatywnie patrzą na początku prac służb specjalnych w Polsce. Dla Janusza Zemke wycofywanie się wojsk rosyjskich stwarzało możliwości werbunkowe. Jako specjalista od spraw służb specjalnych stwierdził: „Byliśmy w dość dobrej sytuacji na początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy to kilkaset żołnierzy i oficerów rosyjskich wycofywało się z Europy Środkowej i Wschodniej do Rosji. Byli wtedy w dużym stopniu niepewni przyszłego bytu, dolar miał swoją wartość i ma tam na całe szczęście dalej. Jestem przekonany, że nasze służby to wykorzystały”.

Pierwszymi ludźmi, którym pozwolono przeglądać akta Służby Bezpieczeństwa często byli tajnymi współpracownikami. W 1990 tak zwana komisja Michnika uzyskała pozwolenie na wgląd do dokumentów SB. Jednym z jej członków był prof. Jezy Holzer. W 2005 roku wyszła na jaw notatka, według której „w styczniu 1965 r. Departament I MSW pozyskał J. Holzera na zasadzie dobrowolności na TW”. Profesor tłumaczył, iż był „konsultantem” w bezpiece w sprawach niemieckich

Oprócz tego, zgodnie z ustawa o UOP, wraz z przyjęciem do Urzędu byli funkcjonariusze SB utrzymali ciągłość w stażu pracy, a co za tym idzie i przywileje. Niestety mimo ciągłości w zatrudnieniu byli funkcjonariusze nie zabrali ze sobą dokumentów SB. W przygotowanym przez Wydział Studiów MSW dla premiera Olszewskiego raporcie możemy przeczytać: „Według wiarygodnych zeznań funkcjonariuszy, przed zniszczeniem akt operacyjnych w Wydziale XI Departamentu I MSW, sporządzono ich streszczenia, a następnie ukształtowane w ten sposób informacje przelano na dyskietki komputerowe i oddano przełożonym. Nie wiadomo, kto obecnie dysponuje zmagazynowaną na dyskietkach wiedzą. Gen. Jaruzelski, Kiszczak, Pożoga, Buła, a może również KGB i GRU?. Wydziałowi Studiów znane są nazwiska oficerów Zarządu Wywiadu UOP, posiadających wiedzę o dalszych losach dyskietek. Wszyscy uchylają się od udzielenia jakichkolwiek informacji na ten temat.”

Operacja niszczenia akt nie miało charakteru chaotycznego. Jak powiedział poseł Okrzesik: „Niszczenie akt wojskowych i policyjnych służb specjalnych zaczęło się na terenie całego bloku wschodniego mniej i więcej w tym samym czasie. Można podejrzewać, że w sensie ogólnym operację i tę nadzorowało KGB. Dysponujemy informacjami, że przed zniszczeniem akta były mikrofilmowane. Wiele wskazuje, że mogą znajdować się poza granicami kraju. Niewykluczone, że gdzieś tam istnieje kompletne archiwum WSW, do którego nie mamy dostępu. Znajdują się w nim m.in. teczki wszystkich informatorów kontrwywiadu wojskowego. Nie potrzebuję wyjaśniać, co może to oznaczać punkty widzenia bezpieczeństwa państwa”. Raport Wydziału Studiów MSW zaznacza, iż: „Likwidowano przede wszystkim:

-dokumenty dotyczące ludzi i środowisk bezpośrednio związanych z kontraktem „okrągłego stołu” (tzw. konstruktywna opozycja),

-materiały dotyczące Kościoła katolickiego,

-materiały mogące naprowadzić na ślad wartościowej agentury, uplasowanej wysoko w strukturach opozycji,

-materiały dotyczące spraw szczególnie kompromitujących dla dawnego kierownictwa MSW i PRL, świadczących o ich przestępczej działalności,

-wszelkie dokumenty z akt personalnych funkcjonariuszy MSW, które mogłyby uchodzić za kompromitujące w oczach nowego kierownictwa”.

Sprawa tajnych agentów działających w życiu publicznym będzie się ciągła przez cały czas trwania UOP. Jest duże prawdopodobieństwo, iż ma to związek z tajną misją, jaką wykonał szef KGB Kriuczkow, do premiera Mazowieckiego. Był on pierwszym cudzoziemcem rozmawiającym z solidarnościowym premierem. Jarosław Kaczyński później tak opisywał zachowanie Mazowieckiego po spotkaniu: „Po rozmowie z Kriuczkowem zapytałem Mazowieckiego o jej przebieg, a on mi odpowiedział, że opowie to bezpośrednio Wałęsie. Ambroziak powiedział mi potem, że z rozmowy Mazowiecki wyszedł cały spocony i zaraz poszedł na długi spacer”. Zybertowicz w tej sprawie pytanie czy zadaniem Kriuczkowa było tylko zbadanie gruntu, czy raczej postawił on stronie solidarnościowej warunki. Powołując się na środowisko KPN-owskie z Torunia, Zybertowicz uważa, iż Kriuczkow żądał od Mazowieckiego, aby ten nie podejmował żadnych działań przeciw rosyjskim agentom.

Podległoś SB wobec Moskwy wynikała między innymi z faktu przynależności do systemu SOUD. Był to „połączony system rozpoznania przeciwnika. Jego centralą była Moskwa. Gromadzono tam i opracowywano dane dotyczące wszystkiego, co kwalifikowano jako zagrożenie dla systemu”.O istnieniu takiego systemu wspomina również raport Wydziału Studiów MSW dla premiera Olszewskiego, gdzie czytamy: „Jaskrawym przykładem, świadczącym o spełnianiu podrzędnej roli tajnych służb PRL w stosunku do służb sowieckich także po 1956 r., jest tzw. Połączony System Ewidencji Danych o przeciwniku (PSED) – komputerowy system zbierania informacji o osobach (cudzoziemcach i własnych obywatelach) oraz organizacjach uznanych za wrogie dla obozu państw komunistycznych, pozostających w sferze zainteresowań jednostek operacyjnych. Sygnatariusze porozumienia PSED zobligowani byli do przekazywania danych do centrali w Moskwie raz na dwa tygodnie. Chodziło tu o informacje, które przez służby państw niepodległych są szczególnie chronione. W systemie PSED rejestrowano także osoby zajmujące się działalnością opozycyjną. Informacje o rejestrowanej osobie przekazywane do Moskwy, charakteryzowały się wysokim stopniem szczegółowości. Oprócz danych personalnych zawierały także charakterystyki psychologiczne, opis stanu majątkowego i szczegółowe informacje o rodzinie. System działał od 1978 r”.

Minister spraw wewnętrznych Kiszczak, przed powołaniem UOP, wydał specjalne zarządzenie nr 00102 z 9 grudnia 1989 roku. Minister określił w nim zakres działalności operacyjnej SB, w którym jest mowa o tym, iż SB „zajmuje się ochroną konstytucyjną porządku prawnego Państwa.” SB mogło również podjąć czynności operacyjek wobec osób, „co, do których istnieje prawdopodobieństwo, że mogą podjąć działalność godzącą w konstytucyjny porządek państwa”. Zapis ten zastąpił pochodzący jeszcze z 1970 roku zarządzenie. W nowym zastąpiono osobowe źródła informacji z „tajny współpracownik” na „osoba informująca” i „konsultant”. Warto wspomnieć o tym dokumencie, bowiem w pierwszym okresie działalności UOP, to właśnie on stanowił podstawę jego działania.

Zanim nastąpiła weryfikacja funkcjonariuszy SB, kierownictwo resortu dokonało reorganizacji SB, w celu zmniejszenia stanu liczebnego przed czyhającymi ich reformą. Z blisko 24 tys. funkcjonariuszy SB w połowie 89 roku liczba za zmniejszyła się w przeciągu pół roku do 3, 5 tys. Zmieniające się realia w Polsce skłoniły niektórych funkcjonariuszy do zmiany miejsca pracy. Na przykład gen. Zbigniew Pudysz, wiceminister SW, odszedł na stanowisko adwokata. Nie zawsze jednak były to decyzje indywidualne. Specjalny Zespól Analiz MSW doradzał ministrowi „skierowanie – w szerszym niż dotychczas zakresie- funkcjonariuszy SB na niejawne straty np. w organach finansowo-skarbowych, ważnych gałęziach przemysłu i niektórych organach administracji państwowej”. Nie jest dokładnie znana liczba tego typu skierowań. Niemniej jednak możemy wysunąć kilka spostrzeżeń na podstawie obserwacji. Według publicysty Piotra Bączka 90 % banków polskich bezpośrednio kontrolują ludzie związani komunistycznym aparatem władzy. W wywiadzie udzielonym w 1992 roku Bączek mówił: „Do chwili obecnej najważniejsza organizacja finansjery, Związek Banków Polskich, znajduje się w rękach komunistów, prezesem jest Marian Krzak [ minister finansów w latach 1980 – ’82. Zmarł w ’96 roku. Jego imieniem jest przyznawana nagroda ZBP- przyp. MK]. Właśnie w oparciu o ZBP powstaje centrum szkolnictwa bankowego. W proces ten zaangażowany jest także Władysław Baka, który był poprzednikiem na stanowisku prezesa NBP aresztowanego Grzegorza Wójtowicza. Jest on przewodniczącym Rady Programowej Katowickiej Szkoły Bankowej. ZBP jest również mecenasem właśnie powstającej Warszawskiej Szkoły Bankowej. Dobrym duchem tego przedsięwzięcia jest m.in. Stanisław Kociołek, osławiony I sekretarz gdańskiego KW PZPR. (…) Wielu funkcjonariuszy KC tuż przed rozwiązaniem PZPR nagle zostało skierowanych do pracy w NBP, teraz po odbyciu „odpowiedniego” stażu mogą rozpocząć indywidualną karierę w bankowości. Komuniści opanowując szkolnictwo bankowe umożliwiają swoim ludziom „wypranie” swoich życiorysów. Absolwenci szybkich kursów zorganizowanych przez te szkoły, w której wykładowcami będą pracownicy renomowanych uniwersytetów i firm zachodnich, dostaną podkładkę na dalszą pracę resorcie finansów państwa”. Jak przyznał jeden z byłych funkcjonariuszy SB: „Nie słyszałem, by ktoś, kto odchodził z firmy, miał jakiekolwiek trudności ze znalezieniem pracy. Jak ktoś potrafił zwerbować księdza, to wszędzie sobie da radę”. Niemniej jak przyznaje, w tym samym artykule, historyk IPN Sławomir Cenckiewicz” „Nie wszyscy zrobili karierę. Im niższą pozycję zajmował funkcjonariusz bezpieki w hierarchii SB, tym gorszy los czekał go po 1989 roku w porównaniu z czołówką. Część funkcjonariuszy po prostu się stoczyła, popadła w alkoholizm. W ostatnim czasie słyszałem o śmierci jednego z czołowych esbeków od Solidarności. Podobno zapił się na śmierć.
Większość ma się jednak dobrze”.

6 kwietnia Sejm uchwalił trzy ustawy: o Policji Państwowej, Urzędzie Ochrony Państwa oraz o Urzędzie Ministra Spraw Wewnętrznych. Nowo powołany szef UOP stwierdziło na wstępie: „odchodzimy raz na zawsze od inwigilacji partii politycznych, stowarzyszeń, klubów i ruchów politycznych, związków zawodowych. UOP będzie interesował się zagrożeniem realnym, a nie- urojonym”. Przyjęcia do UOP odbywały się po weryfikacji dotychczasowych funkcjonariuszy SB. Na podstawie uchwały Rady Ministrów taka weryfikację miały przeprowadzić trzy komisje: wojewódzka, centralna i odwoławcza pod przewodnictwem szefa UOP, w której zasiadali także czterej posłowie, trzej przedstawiciele Politycznego Komitetu Doradczego przy MSW oraz zastępca komendanta głównego policji. W skład wojewódzkich komisji weryfikacyjnych wchodzili: jeden senator, dwóch posłów, działacze „Solidarności” oraz przedstawiciele szefa UOP, komendanta głównego policji oraz związku zawodowego policjantów. Początkowo proces weryfikacji natrafiał na trudności, gdyż znaczna liczba posłów uchylała się od uczestnictwa w tych komisjach. Dopiero pod koniec lipca udało się rozpocząć działalność komisji weryfikacyjnych. Owe komisje oceniały funkcjonariuszy SB pod kątem ich kwalifikacji moralnych do pełnienia służby w niepodległej Polsce. Innym istotnym warunkiem dopuszczenia ich do nowej służby było zbadanie czy w trakcie dotychczasowej pracy dopuszczali się łamania prawa. Komisje orzekały w blisko 14 tys. przypadkach. Tych spośród byłych funkcjonariuszy, którzy przekroczyli 55. rok życia odesłano na wcześniejszą emeryturę, zaś ci którzy pracowali w archiwum lub w weryfikacji w ogóle nie podlegali tej procedurze. Ogólny bilans jest taki, że weryfikacji poddało się dobrowolnie tylko 40 % byłych pracowników Służby Bezpieczeństwa. Prawie w całości pozytywnie weryfikację przeszli oficerowie pracujący w wywiadzie i kontrwywiadzie MSW. Natomiast najwięcej negatywnych opinii udzielono funkcjonariuszom z byłego III Departamentu, zajmującego się inwigilacją opozycji; IV zajmującego się Kościołem i związkami wyznaniowym; V, którego zainteresowaniem była gospodarka i VI rolnictwo. Warto przytoczyć w tym miejscu dość interesujące dane. Otóż w Gdańsku, kolebce Solidarności negatywnie oceniono 34 z 439, zaś np. w Suwałkach z 136 esbeków nie przyjęto do służby 104. Centralna Komisja Weryfikacyjna, w której zasiadali między innymi Kozłowski i Milczanowski rozpatrywała 4,5 tys. odwołań oficerów negatywnie zweryfikowanych przez komisję wojewódzkie. Z tej liczby pozytywnie rozpatrzono 1,8 tys. Jak podaje historyk Antoni Dudek w sumie negatywnie rozpatrzono 3,5 tys. oficerów SB, a ponad 10 tyś mogło liczyć na dalszą prace w organach wewnętrznych niepodległej Polski.

Członkiem jednej z takich komisji weryfikacyjnej był Jacek Merkel, w późniejszych latach członek Politycznego Komitetu Doradczego przy MSW. Jego zdaniem weryfikacja nie polegała tylko na wyrzuceniu komunistów: „Przede wszystkim to nie jest tak, że były świetne służby, które myśmy rozmontowali W PRL służby były nastawione głównie na działania wewnętrzne”. Przy okazji sprawy Oleksego, pierwszy szef UOP, Kozłowski tak odniósł się do weryfikacji i ewentualnego powrotu do służby funkcjonariuszy wówczas negatywnie zweryfikowanych: „Byłoby to całkowicie bezprawne. Natomiast na pewno zgłoszą się ludzie, których nie przyjęliśmy, mimo pozytywnej weryfikacji. Uważałem, że wolno mi było wówczas powiedzieć, kogo chcę przyjąć, a kogo nie”.

Na łamach tygodnika „Przekrój” możemy przeczytać taką wypowiedz byłego pracownika SB:„W resorcie nigdy nie było poczucia zagrożenia, nawet wtedy, gdy kończyły się rozmowy Okrągłego Stołu. Mieliśmy łagodnie przejść z jednej rzeczywistości do drugiej. Nawet ludzie z opozycji nas uspokajali. Kiszczak był naszą gwarancją. O nim mówiło się, że będzie w drugiej rzeczywistości prezydentem, a jeśli nie, to na pewno premierem. Widać było, że to on rozdaje karty. (…)Dlatego było duże zdziwienie, gdy Kozłowski zaczął przejmować resort. Wtedy pierwszy raz padło to złowieszcze słowo: weryfikacja. Kierownictwo tonowało te niepokojące informacje, ale jednocześnie sugerowano tym, którzy mieli coś na sumieniu, by się oddelegowali ze służby. Byli to najczęściej koledzy ze stażem jeszcze z UB. Nikt nie przypuszczał, że pójdzie to tak daleko”.

Zybertowicz stwierdza, że w momencie upadku komunizmu wielu oficerów służb bezpieczeństwa przyjęło zasadę „ratuj się, kto może”. Znaczna część pracowników podjęła współpracę z zagranicznymi mocodawcami, inni skierowali materiały operacyjne na tak zwany rynek wtórny dostępny dla innych specsłużb. Podobnie rzecz się miała w RFN, który przejął NDR wraz z inwentarzem STASI. Jak pisze „Wprost” koordynator zachodnioniemieckich służb specjalnych Lutz Stavenhagen, poinformował, że z 4 tys. agentów NDR- oskiego wywiadu KGB przejęła 2 tys. „Wiele dokumentów zniknęło, nie sposób więc określić, kto pracował jedynie dla swojego kraju, kto miał podwójnych mocodawców”- zapewne sytuacja w Polsce nie odbiegała od tej w byłej NRD.

Jak stwierdza szef sejmowej komisja ds. zbadania działalności MSW Jan Rokita: „Wiele dokumentów, które mogą służyć do szantażowania przeszło w prywatne ręce. No, bo co pooznacza, że do Widackiego (a wcześniej do Kozłowskiego) zgłaszają się byli esbecy i mówią, że w zamian z przyjęcie do resortu udostępnią na przykład listę konfidentów w bydgoskiem?”. Przeciwnicy z rozmów Okrągłego Stołu patrzą na to podobnie. Doradca Kiszczaka Krzysztof Dubiński tak to opisuje: „Rozwiązanie SB (…), procedura weryfikacyjna i tworzenie Urzędu Ochrony Państwa, otworzyło kilkutygodniowy okres całkowitej dezintegracji służb specjalnych. Na plan odległy zszedł interes państwa, rozpadły się wszelkie mechanizmy solidarności grupowej. W gmachu przy ul. Rakowieckiej nastąpiło całkowite rozprzężenie dyscypliny i poczucia obowiązku. Jedyna zasada, jaka wówczas obowiązywała, to zasada: ratuj się, kto może”. Procedurę weryfikacji zagraniczni komentatorzy oceniają różnie. Amy Knight uważa, że byli oficerowie komunistycznych służb trudno będzie się przestawić na nową rzeczywistość. Na ich niekorzyść przemawia fakt, że Rosjanie znają ich bardo dobrze i mogą niektórych kusić pieniędzmi. Z drugiej strony, co Knight zalicza do pozytywów, jest to jasna sytuacja, w której wiadomo, kto może stanowić ewentualne zagrożenie zarówno dla krajowych jak i zagranicznych służb kontrwywiadowczych. Jest to zdaniem autorki lepsza sytuacja niż nieznani i lepiej zakamuflowani szpiedzy, którzy często występują jako biznesmeni.

W tym samym dniu, kiedy Tadeusz Mazowiecki został wybrany na premiera, minister SW Kiszczak wydał zarządzenie nr 075/89, w którym dokonał reorganizacji w podległych mu strukturach. I tak zlikwidował Departamenty III, IV, V, i VI jak również Główny Inspektorat Ochrony Przemysłu i Biuro Studiów przy ministrze SW. Wcześniej Kiszczak zlikwidował Biuro „W” zajmujące się kontrola korespondencji. Oczywiście zmiany te nie wpłynęły na likwidacje etatów i zwolnieniu oficerów z SB. Zostali oni bowiem przesunięcie do innych Departamentów. Cała ta reorganizacja jest wątpliwa pod względem prawnym. Zgodnie ze sławną ustawą o urzędzie ministra spraw wewnętrznych z 83 roku to Rada Ministrów określa strukturę ministerstwa. Wprawdzie Kiszczak powołał się na uchwałę RM z 22 sierpnia, a więc na dwa dni przed powołaniem Mazowieckiego, w której RM upoważniła ministra SW do podjęcia reorganizacji w resorcie. Z nowa władzą dawni oficerowie SB zajmujący się inwigilacją Kościoła i opozycji wchodzili jako fachowcy zajmujący się kontrwywiadem. Ciekawy i znamienny przykład takiej fachowości podaje B. Wildstein w swojej książce „Długi cień PRL-u”. Działaczka opozycyjna Ewa Kulik opublikowała list otwarty w „Gazecie Wyborczej”, w którym oskarża pułkownika UOP Dębca o to, że w 1986 roku jako major SB nie pozwolił jej uczestniczyć w pogrzebie zmarłego tragicznie brata. Major Dębiec poinformował zatrzymaną Kulik, że brat zginął z jego rozkazu i to samo może spotkać jej matkę w razie odmowy współpracy z SB. W 1999 roku opublikowana tajny materiał rzeszowskiej SB pochodzące w czerwca ‘89, a więc w trakcie trwanie obrad Okrągłego Stołu. Dokument ten zawierał listę osób przewidzianych do internowania w razie wprowadzenia stanu wojennego.

Minister ON Siwicki rozwiązał Wojskowe Służby Wewnętrzne 18 kwietnia 1990 roku. Na jej bazie powstała Źandarmeria Wojskowa, resztę zaś podporządkowano II Zarządowi Sztabu Generalnego WP. Pierwsza parlamentarna komisja badającą działalność WSW powstała dopiero na jesieni ‘90 roku. Nieznane są bliżej efekty jej pracy. Ostatecznie związany z Wałęsą minister ON Kołodziejczyk rozwiązał II Zarząd i 22 sierpnia 1991 powołał Wojskowe Służby Informacyjne. Zmiana ta, poza nazwą, w niewielkim stopniu wpłynęła na pracę i działalność wojskowych służb.

Wspomniana wyżej komisja sejmowa tzw. Komisja Okrzesika, która odbyła 4 spotkania wykryła szereg nieprawidłowości w działaniach służb specjalnych. Miedzy innymi ustaliła, że jeszcze w styczniu 1990 roku, a więc w czasie, gdy rządu Mazowieckiego urzędował, przy Wojskowej Służbie Wewnętrznej funkcjonował oficjalny rezydent KGB. Bez żadnych przeszkód mógł on kontaktować się z każdym oficerem zatrudnionym w MSW. Zważywszy na trudną sytuacje polityczną oraz niejasną sytuacje w resorcie liczba osób, które zdecydowały się na podjecie z nim szerszej współpracy mogła być wysoka. Komisja miała również inne zastrzeżenia, dlatego też zwróciła się do NIK o dokonanie kontroli w WSW w obszarach:

– sposobu prowadzenia dokumentacji finansowej przez kontrolowanego

– sposobu korzystania z usług zakładów wojskowych przez oficerów WSW

– zasad, według jakich dokonano, rozdzielania asygnat samochodowych

– powiązania z przedsiębiorstwami polonijnymi, które mogły według komisji, brać udział w wyprowadzeniu części dochodów WSW poza granice Polski

– sposobu, w jaki korzystano ze środków pieniężnych pochodzących z działalności operacyjnej

– nieprawidłowości w dysponowaniu funduszem operacyjnym oraz mieszkaniami operacyjnymi.

Zdaniem publicysty „Wprost”: „Zachodni eksperci twierdzą jednak, iż po rozpadzie dawnego obozu socjalistycznego znaczna cześć dokumentów archiwalnych organów bezpieczeństwa z niedawnych „demoludów” przewieziona została do „centrali” w Moskwie…”.

Oddaję teraz głos pierwszemu szefowi UOP: „Wytypowaliśmy te struktury PRL-owskiego MSW, które były rzeczywiście szkodliwe, bo zajmowały się walką z polską inteligencją, z Kościołem, z „Solidarnością” czy z polskimi chłopami. Te zlikwidowaliśmy, bo ich „usługi” były nie tylko moralnie złe, ale i niepotrzebne demokratycznemu państwu. Uznaliśmy natomiast, że III RP potrzebny jest nadal wywiad i kontrwywiad – w tych pionach zarządziliśmy więc weryfikację pracowników. Tu użyliśmy dwóch kryteriów. Pierwszym był wiek.( …)Kryterium drugim – stosowanym już podczas weryfikacji- był przebieg służby. W służbach specjalnych RP nie miało być miejsca dla przestępców bądź ludzi szczególnie gorliwie zwalczających opozycję demokratyczną za PRL. W efekcie 10 tys. funkcjonariuszy SB w ogóle nie próbowało stanąć do weryfikacji – bo albo byli za starzy, albo pracowali w departamentach, które miały niedobrą przeszłość. Weryfikacja dotyczyła więc w praktyce jedynie oficerów wywiadu i kontrwywiadu PRL bądź służb pomocniczych. Było jednak jasne, że poza przeglądem kadr trzeba będzie przeprofilować kierunki pracy tych służb. Dotyczyło to zwłaszcza wywiadu, który w PRL operował wyłącznie na kierunku zachodnim. Teraz należało zadbać też o informacje na kierunku wschodnim, bo ten obszar stał się dla Polski najbardziej interesujący. Tymczasem nie mieliśmy tam żadnych aktywów i doświadczeń. Ale i odnośnie kierunku zachodniego było sporo do zrobienia. Wprawdzie wywiad PRL miał tam struktury i sporo sukcesów, ale jego działalność- a co za tym idzie metody- miała charakter agresywny i wrogi wobec krajów zachodnich. Nie ma się co dziwić, że nawet po 1989 r. były one nieufne wobec Polski. Przyglądały się naszym reformom, ale wciąż czuć było dystans. A my chcieliśmy, by uznały nas wreszcie za sojuszników.  Przełomem okazała się operacja iracka. Do niej Stany Zjednoczone uważały, że Polska wprawdzie wyszła już z orbity radzieckiej, ale nie znaczyło to, że jest wiarygodnym sojusznikiem.(…) Z kolei w przypadku kontrwywiadu pojawiła się wątpliwość, czy funkcjonariusze, którzy dotąd współpracowali, a często pośrednio podlegali, służbom radzieckim, będą w stanie teraz chronić Polskę przed służbami ZSRR, a później Rosji. (…) Ważne pytanie dotyczyło podporządkowania służb specjalnych. Nie sposób było oddać ich prezydentowi, którym był wówczas gen. Jaruzelski. Z innych względów nie wydawało się korzystne przekazanie ich pod zwierzchnictwo premiera: Tadeusz Mazowiecki miał ma głowie wielką reformę całego państwa, a na dodatek przejęcie przez niego zwierzchnictwa nad służbami specjalnymi oznaczało, że w razie wpadki pierwszy demokratyczny premier III RP ponosiłby za to bezpośrednią odpowiedzialność. Choć więc dostrzegaliśmy z Mazowieckim absurdalność dotychczasowych rozwiązań- zwłaszcza ulokowania wywiadu w strukturze ministerstwa spraw wewnętrznych – wspólnie uznaliśmy, że UOP należy pozostawić w gestii MSW. Dzięki temu gdyby, na przykład, naszym ludziom powinęła się noga w Iraku, premier mógłby stwierdzić: to Kozłowski jako minister i Milczanowski jako szef UOP przekroczyli swoje uprawnienia, i nas zdymisjonować. Rząd pozostałby czysty.(…) Przez 12 lat historii nie uchronił się przed presją prezydenta, premierów, niektórych ministrów spraw wewnętrznych, a później koordynatorów ds. służb specjalnych. Jest to największa porażka służb specjalnych III RP”.

Przykład Czech jest całkiem odmienny w stosunku do sytuacji w Polsce. Oto, bowiem już w 1991, a więc gdy jeszcze istniała Czechosłowacja przyjęto ustawę lustracyjną. Zaświadczeniem o braku współpracy z organami bezpieczeństwa komunistycznego państwa musieli wykazać się nie tylko osoby pragnące objąć ważne funkcje w administracji publicznej, ale również w sądownictwie i mediach publicznych. Od 1996 roku każdy obywatel może zajrzeć do teczki. A od 2002 roku listy zawierające nazwiska tajnych współpracowników zostały udostępnione w Internecie. Według szacunków z 1991 roku w CSRF współpracownikiem StB (Służby Bezpieczeństwa) był co siedemdziesiąty obywatel.

Reformę kontrwywiadu przeprowadzono w Czechach w zupełnie inny sposób niż u nas. Służby te zostały wydzielone z ministerstwa spraw wewnętrznych i zbudowane od zera. Jak twierdzą ludzie, którzy przeprowadzili tą reformę, była ona konieczna, bo w demokratycznym państwie tego typu służby są konieczne. Jednak budowanie ich w oparciu o nawyki komunistycznych służb było niebezpieczne. Nowa Informacyjna Służba Bezpieczeństwa w zasadzie nie uczestniczyła w bieżącej polityce i nie ma mocnych poszlak na powiązanie jej ze światem przestępczym. Odwrotnie niż w Polsce, gdzie nie ma afery, w której nie przewijałby się wątek służb specjalnych. Jeden z polskich posłów tak opisał sytuacje w Czechach: „Czesi powołali jednak od zera służby tajne. Rzeczpospolita by się nie rozpadła. Nie wiem, czy na spodniach da się piata łatę przyszyć. A myśmy tak zrobili. Łata na łacie. Trzeba było raczej kupić nowe portki”.

Z poglądem, iż w Czechach dobrze przeprowadzono rozliczenie z komunistycznym aparatem służb specjalnych nie zgada się Robert Walenciak, dziennikarz piszący w bardzo lewicowym „Przeglądzie”. Podaje on przykłady w krajach Europy środkowej, gdzie służby specjalne: „Na Słowacji porwały syna prezydenta, w Czechach podsłuchiwały polityków i podrzucały teczki z nazwiskami tajnych współpracowników, na Węgrzech również mieliśmy aferę teczkową. Co ciekawe, afery te miały miejsce niezależnie od tego, czy w służbach zastosowano „opcję zerową”, tzn. – tak jak w Czechach – rozwiązano starą StB i w jej miejsce powołano nową służbę z zupełnie nowymi ludźmi czy też postawiono na „starych” funkcjonariuszy”.

Nie będzie odkrywcze stwierdzenie, że wywiad rosyjski próbował, i nadal próbuje, wpływać na bieg wydarzeń, dlatego poświęcę mu trochę więcej uwagi w tym komentarzu. Bardzo ciekawy jest, moim zadaniem przykład pokazujący rolę rosyjskich służb, jeśli spojrzymy na wydarzenia na Kaukazie. Jak twierdzi Amy Knight Służba Wywiadu Zagranicznego próbowała zdyskredytować Zwiada Gamsahurdię, pierwszego prezydenta niepodległej Gruzji. W wyniku działań przeciw niemu Gamsahurdia musiał uciekać z Tbilisi, a jego następcą został ostatni radziecki minister sprawa zagranicznych – Eduard Szewardnadze, bliski przyjaciel szefa SWZ Primakowa. Sprawa oczywiście nie jest taka łatwa jak to wygląd wyżej, bowiem inny przyjaciel Primakowa- Igor Giorgadze, jako szef gruzińskiej służby bezpieczeństwa w 1995 roku wystąpił przeciw Szewardnadze. Dodatkowo sprawę komplikuję udział najbardziej poszukiwanego przez Rosjan człowieka – Szamila Basajewa. To właśnie Basajew w 1992 zorganizował zbrojny wypad do Abchazji walcząc przeciw wojskom Szewardnadze. Jego akcja spowodowała, że prezydent Szewardnadze musiał zwrócić się do Moskwy o pomoc. To oczywiście zapoczątkowało wojnę i długotrwały konflikt w Abchazji. Następnie Gamsahurdia znalazł schronienie w Groznym.

Przekształcenia rosyjskich służb specjalnych na początku lat 90 – tych były procesem skomplikowanym i obarczonym wewnętrznymi walkami między obozem prezydenckim i rządowym. Szczegóły likwidacji KGB i powstania na jej miejscu licznych agencji wywiadowczych, które de facto zatrudniały więcej funkcjonariuszy niż aparat wywiadowczy w czasach zimnej wojny, opisuje Andrzej Grajewski w książce „Tarcza i Miecz. Rosyjskie służby specjalne 1991-1998” oraz Amy Knight w „Szpiedzy bez maski. Spadkobiercy KGB”. Zwrócę uwagę tylko na jeden przykład przekształceń w rosyjskich służbach. Na mocy prezydenckiego dekretu z 3 kwietnia 1995 roku rosyjska służba FAPSI, powstała w wyniku reorganizacji KGB, zajmująca się miedzy innymi wywiadem elektronicznym uzyskała monopol na kontrolę elektronicznych środków baz danych. FAPSI był jednocześnie największym udziałowcem komercyjnego „Rostelkomu”, największego operator systemu telekomunikacyjnych. Rosyjski aparat wywiadowczy korzystał nie tylko z zaplecza dyplomatycznego. W 1992 roku ukazał się artykuł w „Moskowskich Nowostiach”, w którym autor przyznał, iż według jego rozeznania, co najmniej 1/3 zagranicznych korespondentów agencji informacyjnej TASS, to agencji służb specjalnych. Uważał on, że jest niemal stuprocentowa pewność, gdy spośród dwóch korespondentów w jednym kraju, jeden na pewno jest agentem. Sam przez 17 lat pracował w wywiadzie.

Podobnie jak z polskim WSI ma się sytuacja z rosyjskim GRU. Grajewski pisze wprost, że rosyjskie wojskowe służby specjalne nie zostały wcale zmienione. Nie zaglądała do nich żadna komisja parlamentarna, nie doszło do żadnych zmian kadrowych. Nawet prasa rosyjska chętnie opisująca afery związane z byłymi oficerami służ cywilnych ogranicza się w pisaniu na temat GRU.

Nie wdając się w szczegóły organizacyjne, zaprezentowane w wyżej wymienionych pozycjach książkowych, pragnę przytoczyć opinię jednego z najbardziej znanych opozycjonistów rosyjskich Władimira Bukowskiego na temat reformy KGB: „Bądźmy poważni. To są prawie ci sami ludzie. Oczywiście, starsi poszli już na emerytury, ale tradycja pozostała. Co uczynił Bakatin, to podzielił tę monstrualną instytucję na kilka części, mianowicie służby informacyjne zmieniono w FAPSI, ochrona granic została powierzona oddzielnej organizacji. To był duży błąd. Z każdej oddzielnej części narodziło się nowe KGB, jak u tego smoka z bajki, z każdej głowy wyrósł nowy smok. Bakatin myślał, że to osłabi siłę KGB. Tak się nie stało. Wywiad sam się oddzielił w 1991 roku, nie chcąc tracić reputacji, jaką wyrobił sobie pod starą nazwą. SWZ schowała się natychmiast za plecy prezydenta. Nigdy, żadna, nawet najmniejsza reforma, nie została tam przeprowadzona, nikt nie tknął tego palcem. W ten sposób służby unikały każdej reformy. W latach 1992-1993, kiedy prestiż służb specjalnych w Rosji był bardzo niski, wielu oficerów zaczęło się specjalnie wycofywać do nowych struktur ekonomicznych, zachowując jednak dawne kontakty”.

Według Bukowskiego Moskwa na pewno nie opracowała planu tylko na jeden kraj, gdyż kraje socjalistyczne były ze sobą ściśle związane: „Ów zamysł zmiany statusu Europy Wschodniej mógł zostać zrealizowany jedynie całościowo”. Kluczową rolę w tym planie odgrywały Niemcy, podobnie jak za czasów Stalina. Według niego aż do października 1990 roku Moskwa wierzyła, że uda jej się utrzymać imperium, dopiero po tym czasie zaczęli wywodzić do ZSRR materiały i ludzi związanych z aparatem bezpieczeństwa, jak np ,szef wywiadu STATI, Markus Wolf. Bukowski jest daleki od stwierdzenia, że plan był pomyślany przez jednego człowieka, jak sam mówi: „to była praca zbiorowa. Kształtowanie tej koncepcji rozpoczęło się jeszcze za Breżniewa. (…) Osoba szczególnie znaczącą, będąca prawdopodobnie jednym z głównych mózgów całej operacji, był Andropow”. Według niego głównymi kulisowymi aktorami było KBG oraz Departament Międzynarodowy Komitetu Centralnego. W wywiadzie dla „Wprost” szef KGB Władimir Kriuczkow przyznał nawet, że „z działalności Dzierżyńskiego wyciągnęliśmy przede wszystkim pozytywne wnioski. Szczycimy się, że jesteśmy jego kontynuatorami jego dzieła”.

W maju 1994, jak podaje Andrzej Grajewski, odbyła się konferencja zatytułowana „KGB: wczoraj, dzisiaj, jutro” podczas której wystąpił przedstawiciel prezydent Aleksiej Surkow. Poinformował on uczestników, że w lecie 1991, a więc przed puczem, kierownictwo KPZR podjęło działania mające na celu stworzenie niezależnych od państwa struktur gospodarczych. O wszystkim był informowany Gorbaczow i to on zadecydował, iż zadanie to zostanie wykonane między innymi przez KGB. Szef KGB Kriuczkow, późniejszy współorganizator puczu, jeszcze lipcu 1991 podpisał rozkaz umożliwiający finansowanie KPZR spoza budżetu. O transferze pieniędzy prowadzonym przez KGB ciekawie pisze Robert Friedman powołując się na źródła w wywiadzie amerykańskim. Uważa on, że w czasach rozpadu ZSRR KGB przeprowadziło operację polegającą na zakładaniu firm, ich liczbę szacuję się na ok. 2 tys., które przesłały za granicę 600 mld. $ w ciągu 11 lat. Aby tak gigantyczną operację można było przeprowadzić KGB musiało zwrócić się o pomoc do niewielkich grup przestępczych. Było to o tyle łatwe, że wcześniej duża liczba pracowników organów bezpieczeństwa przeszła do grup podziemnych. Sprawa ogromnych pieniędzy i powiązań rosyjskich służb specjalnych ze światem przestępczym stała się tematem konferencji zorganizowanej przez szefa UOP Czempińskiego w Magdalence. Na odcinku polskim wygląda to tak, że „przyjeżdża ich do Polski bardzo dużo. Założyli u nas ok. 800 spółek, w części będących „pralniami”. Rosjanie obracają ogromnymi pieniędzmi. Interesują nas m. in. przeprowadzane przez nich operacje bankowe. Badamy działalność mafii rosyjskiej w Polsce i polsko – rosyjskich grup przestępczych w Rosji zajmujących się narkotykami, przemytem broni i materiałów rozszczepialnych”. W lipcu 1994 roku minister Milczanowski mówił o przenikaniu wschodnich grup przestępczych do Polski. „Przybysze ci korzystają więc nie tylko z zaplecza w kraju pochodzenia, ale dzięki związkom z naszymi przestępcami uzyskali dobre rozeznanie, kontakty, wszelką pomoc prawną, techniczną w zbyciu łupów, możliwości zorganizowania ucieczek poza granice Polski”. Z tego powodu rok wcześniej w polskiej policji powstała specjalna grupa zajmująca się przestępcami pochodzącymi zza wschodniej granicy. Wówczas policja zajmował się ok. 50 zorganizowanymi grupami przestępczymi z tego 10 posiadał w swoich szeregach cudzoziemców.

Andrzej Grajewski w swojej książce przytacza artykuł, jaki ukazał się w prasie rosyjskiej napisany przez Konstantina Borowoja. Tekst zatytułowany „Od Kozyriewa do Primakowa- droga wstecz”, w którym autor twierdzi, że o wyborze szefa Służby Wywiadu Zagranicznego Primakowa na szefa MSZ miało zadecydować jego zapewnienia dane Jelcynowi, iż wywiad rosyjski posiada wpływ na Kwaśniewskiego, zatem stanowi to podstawę do zmiany polskiego stanowiska w sprawie integracji z NATO.

Andrzej Grajewski podaje, że w latach 1992 – 1995 ok. 30 tys. Rosjan stało się właścicielami mieszkań, rezydencji, zamków na całym świecie. Dane te podało rosyjskie MSW, a eksperci pochodzący z Europy przypuszczają, że znaczna część nabywców ma powiązania z rosyjskim wywiadem, co byłoby konsekwencją rozkazu szefa KGB Kriuczkowa dotyczącego transferu środków pieniężnych KPZR za granice.W Rosji pod koniec lat 90- tych, jak informował ówczesny szef MSW, ok. 270 dużych grup przestępczych miało swoje powiązania z zagranicznymi grupami. Stwierdzenie, że tego typu grupy są „wyhodowane” z znacznej części przez służby specjalne nie będzie odbiegało od prawdy.

Marek Biernacki, były minister spraw wewnętrznych, w swojej książce opisuje pracę wywiadu gospodarczego. Według jego opinii operujące na zachodzie rosyjskojęzyczne grupy, często mafijne, mają swoje korzenie w latach 80-tych, kiedy to prezydent Reagan wprowadził embargo na dostawy sprzętu dla ZSRR. Takie działanie wymusiło na ZSRR specjalistyczną penetrację rynków zachodnich w poszukiwaniu technologicznych informacji. Oznacza to również, że specjaliści doskonale poruszają się na międzynarodowych rynkach gospodarczych.

Jak twierdzi Jadwiga Staniszkis „władze komunistyczne uświadomiły sobie, „że warunkiem kontrolowania procesów realnych jest istnienie sfery niezależnej od rządzących-zewnętrznego, obiektywnego miernika sensu ich działania”. Według niej „elity komunistyczne dokonały reinterpretacji pojęcia „kontrola” i jej standardów, aby zwiększyć, a nie zmniejszyć swoje możliwości w tej materii. Innymi słowy zrezygnowano z totalnej władzy (…) dla uzyskania realnej władzy”. Według Staniszkis odejście od systemu komunistycznego zaczęło się w połowie lat 80 – tych poprzez tworzenie spółek nomenklaturowych”. Co więcej, wydaje się że służby te wiedziały bardzo wiele o zapaści systemu i nieuchronności jego końca. Idąc dalej można pokazać, jak przygotowywano się do nowej sytuacji, zastępując nomenklaturę ludźmi ze służb”.

Józef Darski podsumowują przekształcenia i dochodzenie do demokracji w krajach środkowoeuropejskich stwierdza: „reasumując: chociaż zmiana ustroju daleko wykroczyła poza planowany pierwotnie scenariusz – na skutek dynamiki własnej zapoczątkowanych procesów, lokalnej specyfiki układu sił i walk między nomenklaturowymi klanami – część nomenklatury udało się zachować wszędzie dominująca rolę, agentura zyskała uprzywilejowaną pozycję, natomiast grupy antykomunistyczne zostały w większości wypadków zmarginalizowanie i przynajmniej czasowo wyeliminowane z liczącego się życia politycznego”.

Publicysta „Tygodnika Solidarność” w 1991 oceniając pierwszy niekomunistyczny rząd dodaje: „gdybym chciał w jednym zdaniu ocenić politykę rządu Tadeusza Mazowieckiego – upraszczając jednostronnie – a być może i niesprawiedliwie, brzmiałoby ono: dał wolność tam gdzie ex – czerwoni są silni, ograniczył wolność tam, gdzie ludzie z ex – komunistycznym układem mogli wygrać”.

martinoff

Tags: , , , ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=30768 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]