Nocne porozumienie prokuratorów – Anita Gargas

Aktualizacja: 2010-10-14 10:38 pm

MAK przejmuje śledztwo

W przypadku katastrofy smoleńskiej istnieje zbyt wiele poszlak, by przed ich stuprocentowym wykluczeniem twierdzić, że mamy do czynienia jedynie z – jak to określa „Gazeta Wyborcza” – typowym wypadkiem lotniczym. Tymczasem przedstawiciele naszej prokuratury już kilkanaście godzin po zdarzeniu biernie zgodzili się ze stroną rosyjską, że nie trzeba domagać się zbadania czegoś więcej niż ewentualne błędy pilotów i obsługi naziemnej, pogoda i stan techniczny samolotu. Podpisali nawet stosowny dokument.

W nocy z 10 na 11 kwietnia, po tym, jak premierzy Donald Tusk i Władimir Putin złożyli kwiaty na miejscu tragedii, polscy i rosyjscy prokuratorzy zasiedli do roboczego spotkania dotyczącego „organizacji przedsięwzięć śledczych na pierwszym etapie czynności”.

Wojskowi oddają „czarne skrzynki”

W obradach, które rozpoczęły się przed północą, stronę polską reprezentowali m.in. płk Krzysztof Parulski i płk Ireneusz Szeląg; rosyjską – wierchuszka prokuratury. Zastępca prokuratora generalnego Rosji Aleksandr Bastrykin od razu obwieścił, że podstawowymi wersjami przyczyn tragedii są ewentualny zły stan techniczny tupolewa, złe warunki pogodowe oraz ewentualne „niewłaściwe działania załogi samolotu i pracowników naziemnych lotniska”. Jak wynika z protokołu spotkania, polscy prokuratorzy przyjęli stwierdzenie Rosjan biernie, bez odpowiedzi, nie wskazując, że należy brać też pod uwagę inne czynniki, takie jak na przykład zamach. W związku z tym stwierdzenie Bastrykina w protokole przybrało postać stwierdzenia obu stron.

Dalej uzgodniono, że należy „zabezpieczyć przeszukanie terenu, przechowanie i przekazanie rosyjskiemu Międzypaństwowemu Komitetowi Lotniczemu (MAK) wszystkich posiadanych samopisów pokładowych, próbek paliwa i dokumentacji lotu”.

Ale kwestia przekazania MAK-owi dowodów to nie wszystko, co uzgodniono podczas nocnej narady prokuratorów. Strona polska miała mieć prawo, po złożeniu stosownego wniosku, do uczestnictwa w prowadzonych czynnościach śledczych (oględziny, przesłuchania świadków). Jak wynika z informacji przekazywanych dotąd mediom, prokuratura wojskowa korzystała z tej możliwości tylko w pierwszym okresie – obecnie musi każdorazowo zwracać się o przesłuchanie świadka i czekać na wyznaczenie terminu, zamiast brać udział w przesłuchaniu przeprowadzanym przez Rosjan.

Minister dzwoni do konsula

Protokół zatwierdzający zawarte po pierwszej w nocy uzgodnienia podpisali płk Ireneusz Szeląg i Aleksandr Bastrykin. Nie wiemy, kto wydał zgodę bądź polecenie na podpisanie takiego porozumienia; zapytany o to rzecznik Naczelnej Prokuratury Wojskowej płk Zbigniew Rzepa do momentu zamknięcia tego wydania „GP” nie odpowiedział na żadne nasze pytania.

Nocne uzgodnienia prokuratorów oddawały kontrolę nad śledztwem w ręce MAK – m.in. dzięki zgodzie, by do MAK trafiły czarne skrzynki.

Tymczasem, jak wynika z materiału dowodowego, jeszcze w ciągu dnia minister obrony Bogdan Klich wydawał w sprawie czarnych skrzynek nieco odmienne instrukcje. Minister połączył się telefonicznie z obecnym na lotnisku Siewiernyj konsulem Michałem Greczyłą i wydał mu polecenie, by przekazał stronie rosyjskiej prośbę o nierozpoczynanie badania czarnych skrzynek bez udziału strony polskiej. Prośba została przekazana szefowi pracujących już przy katastrofie Rosjan, który odparł, że sprawę trzeba załatwić na wyższym szczeblu.

Co i skąd wyciekło

Fakt podpisania niekorzystnego dla nas porozumienia prokuratorów ujawnił zespół parlamentarny, któremu szefuje Antoni Macierewicz. Nie była to jedyna rewelacja przekazana opinii publicznej przez zespół.

Kolejna to sprawa tajemniczego wycieku, który pojawił się parę godzin przed wylotem prezydenta na uroczystości w Katyniu.

Część mediów wyśmiała ujawniony wyciek, zanim na dobre przyjrzała się dowodom. Zapoznajmy się więc z tym, co zeznali technicy, którzy przygotowywali rządowego Tu-154 do wylotu z prezydentem.

Przygotowania maszyny rozpoczęły się jeszcze w nocy. O czwartej nad ranem zbadano „zawartość wody w paliwie, tzn. czy paliwo zatankowane w samolocie zawiera wodę”. Świadek zeznał, że wynik był negatywny, czyli paliwo nie było chrzczone. Następnie sprawdzano silniki, m.in. czy wewnątrz nie ma ciał obcych, czy nie ma uszkodzeń i podcieków. W tym celu jeden z techników po kolei zdejmował osłony silników. Po sprawdzeniu silników technik zabrał się za sprawdzanie dalszych części samolotu. Najpierw tzw. nosa – dzień wcześniej ptak uderzył w tupolewa uszkadzając go. Nos umyto, a uszkodzenie zostało naprawione jeszcze tego samego dnia. Technik nie miał zastrzeżeń do wykonanej naprawy.

Wreszcie sprawdzano, czy nie ma uszkodzeń i wycieków pod skrzydłami. Maszyna została na koniec podholowana z hangaru na płaszczyznę lotniska, gdzie miał nastąpić rozruch silnika.

„Nie stwierdziłem nieprawidłowości, które uniemożliwiłyby dopuszczenie samolotu do lotu” – zapewniał jeden techników. Podobnie zeznawali pozostali, z drobnym uzupełnieniem. Inny świadek dodawał, że pierwsze uruchomienie silników zostało przerwane, bo wystąpił wyciek „prawdopodobnie wody” spod środkowego silnika.

Kolejny także przyznał, że podczas rozruchu silnika zauważył podciek. Silnik wyłączono i wtedy przekonał się, że jest to woda. Jak twierdzi, woda znalazła się na osłonie po tym, jak samolot umyto po zderzeniu z ptakiem. Wodę wytarto, po czym kontynuowano rozruch.   

Jednak po lekturze zeznań członków technicznej obsługi naziemnej nie wszystko jest jasne, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że mogą dążyć do minimalizowania swoich ewentualnych niedopatrzeń. Choćby takiego, że o wycieku, nawet najbardziej błahym, powinni powiadomić pilotów.

Jak nam powiedział jeden z byłych członków Komisji Badania Wypadków Lotniczych, samolotów nie myje się tak często jak limuzyny. Zwykle myte są miejscowo, w zależności od potrzeby. Jeśli samolot po zderzeniu z ptakiem był myty na nosie, czyli z przodu, to nie jest jasne, dlaczego woda znalazła się na osłonie silnika, czyli w części tylnej.

Anita Gargas

Tags: ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=27400 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]