„Borusewicz jak Chruszczow” – wywiad z ks. Wiśniewskim

– Piękne klimaty o jakich wspomniał Marszałek Borusewicz mogą wzruszać gdy się ma możliwość je wybierać i zmieniać kiedy się zechce, ale tym ludziom nie dano szansy na repatriacje ani w latach 20., kiedy wielu Polaków opuściło Rosję ani w latach 50. Jak żyli w nędzy tak żyją nadal – powiedział ks. Jarosław Wiśniewski z Taszkientu, misjonarz, wyrzucony z putinowskiej Rosji w 2002 r.

Co Ksiądz myśli o słowach Marszałka Borusewicza do Polaków w Wierszynie na Syberii? Marszałek powiedział: „Drodzy rodacy, gdzie wasi przodkowie zajechali, prawie na koniec świata (…) ale faktycznie wybrali piękne miejsce, urodziwe, takie gdzie chce się mieszkać i przyjeżdżać.”

Znam tę wypowiedź. Słowa marszałka Borusewicza od razu przypomniały mi sytuację związaną ze zdarzeniem jakie przytrafiło się na Sachalinie Sekretarzowi Komunistycznej Partii ZSRR Nikicie Chruszczowowi. Mieszkańcy Sachalinu żeby się czymś pochwalić i zachwycić „Genseka” (Sekretarza Generalnego) przynieśli mu na stół wyhodowane w daleko-wschodnim klimacie karłowate arbuzy. Pan Nikita, który pochodził z Ukrainy, wiedział, że arbuzy rosną w gorącym klimacie. Miedzy innymi hoduje się je na Krymie. Wiedział też, że wszyscy mieszkańcy Syberii mają podwójne zapłaty za „szkodliwość mroźnego klimatu” w jakim żyją. Gdy zobaczył, że na Sachalinie rośnie roślina typowa dla ciepłych kurortów wydał zarządzenie, by zniesiono życzliwym mieszkańcom Sachalinu wszystkie „syberyjskie dodatki” do płacy i zadowolony wyjechał. Czy marszałkowi Borusewiczowi wypowiedzią o pięknie Syberii chodziło o to by „umyć ręce” od odpowiedzialności i zaniechać troskę o Polonię? Nie wiem, ale jego zachowanie przypomina mi zachowanie Nikity Chruszczowa i niech się marszałek nie gniewa, że w moich oczach do takiego właśnie typka nagle się upodobnił. Osoby publiczne powinny dobierać słowa w sposób bardziej wyważony, by nie ranić pokrzywdzonych losem ludzi.

W swojej pracy misyjnej dotarł ksiądz do syberyjskiej Wierszyny?

Ludzi z Wierszyny poznałem 12 lat temu. Odwiedzałem parafię razem z dziekanem ks. Ignacym Pawlusiem. Naszym kierowcą był młody człowiek z neokatechumenatu o imieniu Igor. Jechaliśmy starym zielonym samochodzikiem z łysymi oponami, Zaporożcem lub „Ładą kopiejką”. Imponował mi entuzjazm i troska o kościół młodego Sybiraka, który przyszedł do kościoła od zera po śladach małżonki, która miała polskie pochodzenie. Nie raz się przekonałem, że ci neofici którzy trafili do kościoła z powodu zmieszanych małżeństw czują się w nim nie gorzej niż autentyczni Polacy. Ktoś spyta dlaczego? Polacy poza obecnością księży rodaków w odradzanych parafiach nie korzystają z żadnych szczególnych przywilejów. Jeśli do parafii przychodzi osoba innej niż polska narodowości jest traktowana podobnie, bo w podobnym stopniu wszystkie sowieckie ludy były zrusyfikowane. Od lat 30-tych na terenie ZSRR nie funkcjonowały żadne polskie szkoły. Wyjątkiem było Wilno i Lwów, ale na pewno nie Wierszyna. Czego można się spodziewać po ludziach, których za wpis do paszportu „Polak” traktowano gorzej, nie przyjmowano na studia, posyłano na gorsze roboty, zsyłano czy zabijano jak to się działo w 1937 r. Z Wierszyny  zapamiętałem ze sto domów, wszystkie podobne do siebie. Odległość od Irkucka ponad 100 km. Droga zasypana śniegiem więc nie wiem czy to asfalt czy raczej trakt polny, ruch minimalny. Ta wioska leżała na terenie Buriackiego Rejonu Autonomicznego i co chwila spotykaliśmy obwieszane szamańskimi kolorowymi wstążkami „święte drzewa”. Dreszcz po plecach biegał, bo to robiło wrażenie jak sceny z indiańskich filmów. Choć Buriaci są buddystami to akurat w tej okolicy raczej nie. Czysty szamanizm. Kościółek przetrwał od czasów rewolucji, bo pełnił role klubu a kluby obecnie w Rosji plajtują i ze zwrotem kościoła w tym wyjątkowym wypadku chyba nie było kłopotu.

Marszałek Borusewicz zrobił z Polaków na Syberii w Wierszynie niemal turystów, którzy udali się tam podziwiać piękne krajobrazy…

Wyjątkowość Wierszyny polega na tym, że jej mieszkańcy nie są zesłańcami. Są to ofiary parszywej agitacji władz imperialnej Rosji, która biednym chłopom z Kongresówki obiecała przywileje i wielkie działki ziemi. Częściowo obietnica została spełniona, ale naiwność chłopów z Kieleckiego polegała na tym, ze nie odczuli oni prawidłowo kaprysów rosyjskiej władzy, która z każdym zakrętem historii zmienia to co naobiecywali poprzednicy. Komuniści uczynili ich na nowo niewolnikami i jak łatwo się przekonać odwiedzając Wierszynę tam na końcu świata nikt z nich kariery nie zrobił. Piękne klimaty o jakich wspomniał Marszałek Borusewicz mogą wzruszać gdy się ma możliwość je wybierać i zmieniać kiedy się zechce, ale tym ludziom nie dano szansy na repatriacje ani w latach 20., kiedy wielu Polaków opuściło Rosję ani w latach 50. Jak żyli w nędzy tak żyją nadal. Wierszyna dla Kościoła katolickiego na Syberii i dla Polskości to wyjątkowe miejsce i trzeba o tym pamiętać. Ale nie tylko Wierszyna. Nawet Irkuck nie odgrywa takiej roli w polskiej pamięci jak należy. Tam wystarczy rzucić kamieniem by trafić w Polaka. Ustalenie trasy turystycznej czy nawet pielgrzymkowej nie byłoby trudne. Panowie senatorowie czy posłowie mogliby wziąć przykład z kardynała Glempa, który jeszcze na początku lat 90. odwiedził wszystko co się da w Kazachstanie, Rosji i na Białorusi. Są takie miasteczka jak Usole Syberyjskie, Aleksandrowsk Sachalinski czy Bolszereck na Kamczatce, które Polacy po prostu powinni odwiedzać, bo odwiedzali je z rożnych powodów św. Rafał Kalinowski, obaj bracia Piłsudscy, czy pan Beniowski znany w Rosji jako August Polak uciekinier z Kamczatki i wicekról Madagaskaru. Podobne miejsca  czekają na popularyzacje w Kazachstanie. Choćby szlakiem Sługi Bożego Władysława Bukowińskiego (Astana, Oziornoje, Karaganda). Czekają na swych apologetów cmentarze Andersa rozsiane po stepach Uzbekistanu i Kirgizji. Wierszyna jest również wyjątkowa poprzez to, że mieszkał w niej w 1992 r. pewien wędrujący z krzyżem diakon z USA. Doniósł go przez Alaskę aż do Jerozolimy wędrując po Syberii. W czasach gdy krzyż jest opluwany w Warszawie to może by jakiś diakon zaniósł go właśnie do Wierszyny lub do Taszkientu. Tam pośród szamanów czy muzułmanów by się krzyżowi nic nie stało. Ponadto w Wierszynie razem ze wspomnianym diakonem proboszczował znany proboszcz z Bielan ksiądz Wojtek Drozdowicz i w Wierszynie właśnie zrodził się pomysł katolickiej telewizji na Syberii, która razem z ks. Wojtkiem przewędrowała w roku następnym do Krasnojarska a od 1994 rezyduje w Nowosybirsku i ma się świetnie. To ewenement jakiś, bo w Polsce katolickie studia TV maja się dużo gorzej niż na Syberii.

Marszałek Borusewicz zapewniał, że polska pamięta o swoich rodakach na wschodzie. Stowarzyszenie „Wspólnota Polska” przekazuje środki dla Polaków w Wierszynie. Ksiądz od lat pracuje z Polakami na terenach Rosji, a obecnie Uzbekistanu. Czy rząd faktycznie o nich pamięta?

O tym że rząd pamięta o rodakach na wschodzie pisałem w dzień śmierci pary prezydenckiej. Był taki jeden rząd, który o Polonii pamiętał i był to rząd Jarosława Kaczyńskiego. Jeśli mam mówić o sobie to właśnie w trakcie pobytu na Ukrainie w latach 2003-2008 otrzymałem jedyne realne wsparcie na remont „polskiej klasy” na terenie plebanii na wniosek miejscowej Polonii Donbasu. Owszem „Wspólnota Polska” robi wiele dla Polonusów, ale zawsze było tak, że wniosek musiał iść od organizacji polonijnych. Kiedy o coś prosił kapłan to było wielce prawdopodobne, że nic nie dostanie. Jakiś czas działał tzw. CODN, który wysyłał na krańce świata polskich nauczycieli, ale ostatnio słyszałem, że tę instytucję zlikwidowano. Pewien polonus opowiadał mi jak wypiwszy kilka głębszych z panem Cimoszewiczem został poinstruowany jak ma działać by otrzymać finansowanie: „Trzymaj się z dala od księży i będziesz miał kasę”. Choć to wypowiedź z dawnych czasów i to z kuluarów to domyślam się, że jest prawdziwa i aktualna do dzisiaj.

Czy polskość przetrwa na wschodzie?

Polskość na wschodzie ma małe szanse na przetrwanie w formie jaka nam się marzy. Starsze i średnie pokolenie nie jest w stanie nauczyć się języka ze względów oczywistych. Troska o rzeczy przyziemne i słabsza pamięć zniechęca wielu do nauki. Perspektywa odwiedzenia ojczyzny jest dla większości poza horyzontem marzeń. Fundusze w wielu wypadkach rozdzielane są w wąskim kręgu a władze polskich organizacji to ludzie nie zawsze pewni w sensie czystości intencji. Zdarzają się koniunkturalne persony, które traktują Polskość jak biznes. Owszem, dużym bodźcem jest „Karta Polaka”, ale w wielu wypadkach otrzymanie Karty może właśnie stać się bodźcem do wyjazdu na stałe i tym bardziej diaspora się zmniejszy. Nie, nie krytykuje inicjatywy, każdy ma prawo na powrót, ale może warto promować też tych biznesmenów, którzy dla Polonii mają jakąś ofertę pracy na wschodzie bez „wędrówki ludów”. Państwo niemieckie wiele zrobiło w tym kierunku. Pod Odessą na przykład powstały wielkie osiedla zbudowane dla ludzi z niemieckim pochodzeniem z wszelkimi wygodami. Niewielu skorzystało, ale idea szlachetna. Wielokroć nasi Polonusi zadawali mi pytania czemu Polska o nas zapomniała podczas gdy Niemcy o swoich się tak bardzo troszczą. Troszczą się Żydzi o swoich, pamiętają Koreańczycy,. Rumuni dają ukraińskim i mołdawskim rodakom paszporty etc., Istnieje sporo przykładów jak to robią inni i jak my na tym tle robimy mało.

Co mówią o sytuacji w kraju nasi rodacy, których dramatyczne koleje losu rzuciły na wschód, tysiące kilometrów od ojczyzny?

Często jest tak, że rodacy na wschodzie ze względu na to, ze są mocno zasymilowani i zrusyfikowani nie wygłaszają żadnych patriotycznych myśli. Większość napotkanych polonusów powtarza dyrdymały zasłyszane w moskiewskiej telewizji i bardzo wielu nie wierzy np. w to, że w Katyniu było jakieś przestępstwo. Mówię to ze smutkiem. Polonusi na Donbasie zwykle popierali ideologicznie obcego polskości i katolicyzmowi Janukowycza (ogłosił się publicznie „prawosławnym prezydentem”). Podobnie zresztą prorosyjska była latami Polonia na Litwie.

W Rosji Putin ogłosił księdza personą non grata. Nie ma tam dla księdza miejsca. A jak czuł się ksiądz w Polsce, którą ostatnio ksiądz miał okazję odwiedzić?

Odpowiem słowami wyrzuconego podobnie jak ja księdza Biskupa Mazura, który przez 4 lata opiekował się największa diecezją świata na terenie której znajduje się Wierszyna. Został nie wpuszczony do Irkucka 18 kwietnia 2002 r. Cały rok czekał na zmianę decyzji władz rosyjskich i nigdy nie pozwolił sobie na ostre słowa ani pod adresem Rosji ani swej ojczyzny, która mogłaby lepiej zadbać o jego status pośród Polonii na Zabajkalu. Prywatnie rzekł do mnie, w listopadzie 2002 r. gdyśmy się spotkali w domu zakonnym Werbistów w pod białostockim Kleosinie, że czuje się upokorzony. Upokorzony obojętnością środowisk, do których się zwracał o wstawiennictwo. Chodziło zarówno o świat polityki jak i kręgi kościelne. Wiele osób wolało przyjąć pozycje Moskwy głoszącej, że jesteśmy jacyś nienormalni. Źeśmy się nazbyt pchali do polityki, biznesu i innych amoralnych sytuacji nie licujących ze statusem kapłana. Prości ludzie nie potrzebowali z naszej strony żadnych wyjaśnień, ale wielcy tego świata zadowolili się tym co im powiedziano. Rosja do dziś obraża Polaków w biały dzień i nie ma mocnych w polskim rządzie ani w hierarchii kościelnej, którzy by wyrzekli ostre słowa, bo tylko takie są w Kremlu słyszane. Grzeczność i poprawność polityczna jest tam (w Moskwie) traktowana jako wyraz słabości. To stara szkoła „realnej polityki”, która swe tradycje czerpie z czasów imperialnej Rosji a w czasach sowieckich traktowanie spraw polskich się nie zmieniło. Ponadto w Polsce księża ze wschodu czują się z jednej strony jak bohaterzy aż do przesady a z drugiej jak pariasi. Jest grupa osób patriotycznie nastawionych, którzy nas gloryfikują i istnieje ogromna rzesza obojętnych, których długo trzeba przekonywać o tym, że my nie jesteśmy wielbłądami. Każdy z nas na czole ma napisane podobnie jak i polonusi „daj” i za każdym razem muszę się tłumaczyć z tego, że ja też mam coś do dania. Staram się dużo pisać by o tym przekonać i wielokroć moje odwiedziny w parafiach i szkołach polegają na tym, ze ja „namawiam ludzi” by te broszurki misyjne wzięli i jak już wezmą za „co łaska”, żeby przynajmniej czytali. Nasi księża też kiedyś jeździli do Niemiec, Włoch i USA prosić o wsparcie na budowę kościołów, seminariów. Nie jest to lekki chleb i wielu już się wycofało z misji tylko dlatego, że nie mieli już dokąd jeździć „na żebry”. Brak zrozumienia dla sprawy misyjnej wyczuwa się też w kręgu rodzinnym. Często słyszę od życzliwych ludzi: „Wracaj, w Polsce ci będzie lepiej”. Pytam czy na pewno lepiej i czy o to chodziło, by kapłan szukał gdzie mu lepiej? Może jednak jak mówi Pismo, szukajmy zagubionej owcy wspólnie. Staram się w swoich kazaniach prosić o co innego, żeby Polacy prócz wypadów na Wyspy Kanaryjskie czy do Egiptu nie wstydzili się odwiedzać Syberię, zwłaszcza Irkuck i Kamczatkę. Przyjeżdżajcie również do Astany i Taszkientu. Są już przetarte szlaki katyńskie. Ma swe polonijne szlaki Litwa, Białoruś i Ukraina. Warto by odważni turyści ruszyli na podbój Katorżniczej Syberii. To dużo taniej i dużo piękniej. Apeluje też, by w umysłach zagościła myśl, zwłaszcza w tych głowach, które jakiś czas mogły posłużyć dla misji intelektem z braku finansów. A czemu to cały czas na misje jeżdżą tylko kapłani i zakonnice? Czemu nie ma na misjach dziennikarzy, kierowców, kucharek, katechetów i organistów? Mamy tak wielu bezrobotnych teologów. Owszem jest jakaś liczba nauczycieli polskiego i chwała im za to, ale polskość o czym zapominamy zwłaszcza na wschodzie to również Kościół katolicki. Nie przypadkiem w całej Rosji a nawet w Dalekim Taszkiencie nawet Uzbecy na naszą świątynię mówią „polska cerkiew”.

Dziękuję za rozmowę, a właściwie: Bóg zapłać!

Rozmawiał Robert Wit Wyrostkiewicz
Wywiad (w skróconej wersji) ukazał się w tygodniku „Nasza Polska” Nr 37 (776) z 14 września 2010 r. (fot. Ks. Wiśniewski z matką ks. Popiełuszki)

 


 

Borusewicz o pięknej dla Polaków Syberii… – Robert Wit Wyrostkiewicz

SKANDAL! Marszałek Senatu Bogdan Borusewicz na obchodach 100. rocznicy założenia Wierszyny, największej polskiej wsi na Syberii, powiedział: „Drodzy rodacy, gdzie wasi przodkowie zajechali, prawie na koniec świata (…) ale faktycznie wybrali piękne miejsce, urodziwe, takie gdzie chce się mieszkać i przyjeżdżać.” Czy Borusewicz, który z urzędu powinien zajmować się Polonią, nie zna historii i losu Polaków z Wierszyny? Czy nie wie, że przez lata Syberia była dla nich miejscem biedy, niespełnionych marzeń i represji z powodu polskości, na których końcu niejednokrotnie czekała na nich śmierć zadawana przez bolszewików?

– Polska o rodakach na Syberii nigdy nie zapomniała i zawsze będzie wspierać, abyście zachowali nadal polskie korzenie – tymi pięknymi słowami zwrócił się 4 września do Polaków w Wierszynie, tzw. „małej Polsce” na syberyjskiej ziemi marszałek Senatu Bogdan Borusewicz. Zapewnił też naszych rodaków, że „Polska o was nie zapomniała, Polska o was pamięta i będzie pamiętała.” A wszystko po to, by podsumować ich losy fatalnym i haniebnym stwierdzeniem: „Drodzy rodacy, gdzie wasi przodkowie zajechali, prawie na koniec świata (…) ale faktycznie wybrali piękne miejsce, urodziwe, takie gdzie chce się mieszkać i przyjeżdżać.” Stwierdzenie to padło podczas uroczystości obchodów 100. rocznicy założenia Wierszyny, w której miał wziąć udział gubernator obwodu irkuckiego Dmitrij Mieziencew i pewnie tylko dlatego władze lokalne utwardziły 15-kilometrowy odcinek jedynej drogi prowadzącej do polskiej osady.

Jak poinformowała PAP  dzisiejsi mieszkańcy Wierszyny, a jest ich około 500 to „w większości potomkowie emigrantów polskich z terenów małopolski oraz Śląska Dąbrowskiego, którzy w 1910 roku zdecydowali się rozpocząć „nowe życie” z dala od ojczyzny”. Agencja nie wspomniała o tym, że Polaków zwabiły płonne obietnice carskiej Rosji, która chcąc przeciwstawić się rosnącej fali emigracyjnej Polaków do Europy Zachodniej i Ameryki, starała się odwrócić ją na wschód. Nie napisano też o tym, że po przejęciu władzy przez komunistów nie tylko na siłę rusyfikowano naszych rodaków, ale także prześladowano, więziono i mordowano. Polakom nie dano szansy na powrót do kraju i to zapewne dla wielu był powód do pozostania na syberyjskiej zsyłce, a nie – jak ujął to marszałek Borusewicz – piękno krajobrazu „gdzie chce się mieszkać i przyjeżdżać”. Nie chciało się tam zapewne mieszkać Polakom, którym po rewolucji bolszewickiej, w 1929 roku komsomolcy próbowali zdewastowali kościół. W 1934 r. zakazano uczyć dzieci języka polskiego, a w 1935 wieś zmieniła się w kołchoz „Czerwona Wierszyna”. W 1937 roku NKWD wywiozło 31 światlejszych mieszkańców, którzy nigdy nie wrócili do domów i do dziś nie udało się ustalić, gdzie zostali zgładzeni. (O rzeczywistości syberyjskiej Polaków w Wierszynie czytaj obok wywiad z ks. Jarosławem Wiśniewskim z Taszkientu).

W Wierszynie funkcjonuje Dom Polski, utrzymywany ze środków Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”, przy którym skupia się życie kulturalne i oświatowe tamtejszej Polonii zorganizowanej przy Stowarzyszeniu „Wisła” oraz zespole wokalno-tanecznym „Jarząbek”. Od ubiegłego roku w miejscowym kościele pod wezwaniem św. Stanisława jest na stałe proboszcz z Polski, emerytowany ojciec Karol Lipiński. „Nasza Polska” dowiedziała się jaką kwotą „Wspólnota Polska” dowodzona przez Longina Komołowskiego wspiera Wierszynę, wieś będącą ewenementem w skali światowej, ponieważ w chwili obecnej jest to jedyna miejscowość poza granicami Polski, gdzie wszyscy mieszkańcy do dziś mówią po polsku co jest zasługą działającej we wsi szkoły (jedyna placówka oświatowa na Syberii, gdzie uczniowie uczą się wszystkich przedmiotów w języku polskim).  – „Wspólnota Polska” przekazuje środki na utrzymanie Domu Polskiego i planowane programy – powiedział „Naszej Polsce” Andzrej Grzeszczuk, kierownik Działu Informacyjnego „Wspólnoty Polskiej”. – W tym roku jest to kwota 24 tys. zł. W zasadzie realizujemy w całości prośby stowarzyszenia z Wierszyny. Dofinansowanie realizujemy z dotacji Kancelarii Senatu przeznaczonej na cele polonijne – dodał Grzeszczuk. A więc „mała Polska”, miejsce szczególne dla Polaków na Syberii, warte jest dla nas 24 tys. zł. rocznie, a ze słów przedstawiciela „Wspólnoty Polskiej” wynika, że jest to tylko realizowanie potrzeb już zasygnalizowanych, a nie własna inicjatywa strony polskiej! Nie trzeba dodawać, że faktycznie Wierszyna jest ewenementem, bo polskość jest tam wciąż wyraźnie odczuwalna. Ale trzeba dodać też, że Polska od lat realizuje politykę zapominania o Polakach na wschodzie, o ich martyrologii, potrzebach, sprawach codziennych. Przykładem takiego beztroskiego podejścia jest m.in. sielankowa wypowiedź Borusewicza i jego „hojne” dary (marszałek Senatu przebył setki kilometrów do Wierszyny i ofiarował polskiej szkole dwa komputery, laptopa i projektor multimedialny).

Robert Wit Wyrostkiewicz

Artykuł ukazał się w tygodniku „Nasza Polska” Nr 37 (776) z 14 września 2010 r.

 


 

Za: Nasza Polska | http://www.naszapolska.pl/index.php/component/content/article/42-gowne/1552-qborusewicz-jak-chruszczowq-wywiad-z-ks-winiewskim

Skip to content