Musimy wrócić do aktywnej roli w Europie Wschodniej – rozmowa z prof. Andrzejem Nowakiem

Pojawiły się nowe możliwości w naszym regionie. Wiążą się one z rezultatami wyborów na Węgrzech, w Czechach, na Słowacji. Mamy też korzystną z naszego punktu widzenia sytuację w Rumunii. Razem kraje te tworzą pewną potencjalną siłę wewnątrz Unii Europejskiej – Mówi Andrzej Nowak w rozmowie z portalem Kresy.pl


Kiedy pięć lat temu toczyła się prezydencka kampania wyborcza dwaj główni kandydaci właściwie nie różnili się zasadniczo w zakresie polityki wschodniej. W bieżącej kampanii ostateczny pojedynek rozgrywa się znów między kandydatem Platformy Obywatelskiej a kandydatem Prawa i Sprawiedliwości. Tym razem jednak mamy do czynienia z dwiema odmiennymi koncepcjami polityki wschodniej. Skąd ta zmiana?

W latach 2003-2005 konsensus, o którym pan mówi, był znacznie szerszy. Obejmował praktycznie wszystkie polskie partie polityczne. Włącznie z SLD i prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim, którego rola w pomarańczowej rewolucji była spośród polityków polskich największa. Jego stosunki z Rosją Władimira Putina były w tamtym czasie tak samo złe jak stosunki, które Rosja Putina narzuciła Polsce pod rządami PiS. A wynikało to ze sprzeczności między neoimperialną wizją Europy Wschodniej, jaką konsekwentnie realizuje Rosja Putina, a interesami Polski. Otóż konsensus w polityce wschodniej został złamany przez PO z powodów wewnętrznej walki z PiS. To są powody najgorsze z możliwych. Z takich powodów nigdy nie można zmieniać polityki zagranicznej rozumianej jako troska o interes narodowy. Stało się to natychmiast po przejęciu rządów przez Platformę, gdy zadeklarowała ona: „Rosja najpierw, Ukraina na bok”. Jedyną motywacją tej wolty było udowodnienie, że PiS nie umiało rozmawiać z Rosją, a PO umie.

Może pan przywołać jakieś fakty?

Przypomnijmy wizytę ministra Radosława Sikorskiego w Moskwie w styczniu 2008 roku, której celem było przygotowanie wizyty premiera Donalda Tuska. Miała ona miejsce dzień wcześniej niż wizyta premier Ukrainy Julii Tymoszenko. Działo się to w sytuacji, w której Rosja szantażowała Ukrainę wstrzymaniem dostaw gazu. Wizyta ministra Sikorskiego była więc pewną manifestacją zdrady dotychczasowej polskiej polityki wschodniej. W dodatku późniejsza wizyta premiera Tuska odbyła się w trakcie kampanii przed wyborami prezydenckimi w Rosji, a więc wtedy, kiedy żaden poważny polityk nie przyjeżdża do kraju, w którym taka kampania się toczy.

Ale może zwrot, jaki nastąpił, podyktowany był właśnie racją stanu? Może mieliśmy już wtedy inną sytuację geopolityczną i geoekonomiczną niż w okresie pomarańczowej rewolucji?

To w takim razie warto sobie zadać pytanie: co dostaliśmy w zamian? Dostaliśmy tyle, że natychmiast popsuły się stosunki z Ukrainą. Ukraińskim elitom politycznym wysłany został sygnał, że Polska na głównego partnera wschodniego wybiera Rosję Putina, a Ukraina nie może liczyć na wsparcie Polski w swoich dążeniach prozachodnich, w tym w staraniach o członkostwo NATO. Tym samym obóz pomarańczowy stracił wobec społeczeństwa ukraińskiego argumenty na rzecz integracji z Zachodem, co otworzyło w tym kraju drogę do władzy siłom prorosyjskim. Politycy PO przy różnych okazjach w skrajnie niegodny sposób ośmieszali politykę wschodnią prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Celował w tym zwłaszcza marszałek Bronisław Komorowski, który w niestosownych żartach kpił sobie z zamachu na prezydenta Polski w Gruzji. Były to działania nieodpowiedzialne, bez żadnych zysków dla polskiego interesu narodowego, a z samymi dla niego stratami. Taka wewnętrznie sprzeczna polityka państwa polskiego obniżała jego wiarygodność na arenie międzynarodowej. Oczywiście nasza pozycja w świecie jest uzależniona też od czynników zewnętrznych. Półtora roku temu zmieniła się administracja w Waszyngtonie. Barack Obama ma inne priorytety niż jego poprzednik. Tak więc możliwości Polski w Europie Wschodniej zmniejszyły się również z przyczyn obiektywnych.

Spróbujmy zatem skoncentrować się na dniu dzisiejszym abstrahując od negatywnych rzeczy, jakie miały miejsce w przeszłości. Dobrze, że pan mówi o koniunkturze międzynarodowej – tutaj zresztą chodzi nie tylko o nową administrację amerykańską i zwrot polityczny na Ukrainie, ale także o kryzys polityczny, finansowy, wreszcie tożsamościowy Unii Europejskiej. Czy koncepcja polityki wschodniej prezentowana przez Platformę nie jest w obecnych okolicznościach bardziej realistyczna od koncepcji PiS?

To jest kwestia wyboru między brakiem polityki wschodniej a polityką wschodnią. Premier Tusk wybiera brak polityki wschodniej, cedując ją wyłącznie na Unię Europejską. Tak jak by z położenia geopolitycznego Polski nie wynikały szczególne i obowiązki i możliwości na wschodniej flance Unii. Wbrew pozorom wola kontynuowania polskiej polityki wschodniej wcale nie musi zawisnąć w próżni. Pojawiły się nowe możliwości w naszym regionie związane ze zmianami nie tylko negatywnymi. Wiążą się one z rezultatami wyborów parlamentarnych na Węgrzech, w Czechach, na Słowacji. Mamy też stabilnie korzystną z naszego punktu widzenia sytuację w Rumunii. Razem kraje te tworzą pewną potencjalną siłę wewnątrz Unii Europejskiej. Można zrobić z niej użytek po osłabieniu lobby prorosyjskiego, które długo dominowało w wymienionych trzech krajach przed wyborami. Węgry i Słowacja były od Rosji uzależnione nie tylko energetycznie, ale i coraz bardziej politycznie. Nowe rządy będą więc szukać w Europie sojuszników, aby odwrócić dotychczasową tendencję. Z pewnością nie znajdą takiego sojusznika w rządzie Donalda Tuska – rządzie, który konsekwentnie wybiera Moskwę nie uzyskując nic w zamian. Ale mogłyby znaleźć sojusznika, gdyby Polska wybrała powrót do aktywnej roli w Europie Wschodniej.

Rozmawiał: Filip Memches

Andrzej Nowak – historyk, publicysta, sowietolog, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, redaktor naczelny dwumiesięcznika „Arcana”

Za: Kresy.pl | http://www.kresy.pl/idee?zobacz/musimy-wrocic-do-aktywnej-roli-w-europie-wschodniej | Musimy wrócić do aktywnej roli w Europie Wschodniej

Skip to content