Były właściciel „Wprost” wyleciał z tygodnika, bo źle napisał o Michniku i Wajdzie

Tydzień temu Marek Król napisał w swoim cotygodniowym felietonie, że mimo nieustannego poniżania prezydenta Kaczyńskiego przez Komorowskiego, Niesiołowskiego, Palikota i Tuska, doczekał się on wdzięczności i szacunku Polaków. Ponadto Król napisał, że to Michnik zadzwonił do Wajdy, by ten „zdewawelizował Kaczora”.

Już sam tytuł felietonu z 19 kwietnia jest wymowny: „Nie polezie orzeł w GWna”.

Na początku red. Król przypomniał hasło „wajdalizm”, które oznacza niechęć do romantycznych kart naszej historii. „Mijały lata i wydawać by się mogło, że wajdalizm rósł w siłę. Wizja Polski jako brzydkiej panny na arenie międzynarodowej, niezbyt lubianego członka rodziny europejskiej, zdominowała, wydawało się, serca i umysły Polaków. Katastrofa, w której zginął prezydent Lech Kaczyński i znacząca część elit przeciwstawiająca się takiej wizji Polski zdegradowanej, ich tragiczna śmierć, mogła ostatecznie pogrzebać ducha Wernyhory. Ku zaskoczeniu salonu i jego autorytetów tysiące, a może setki tysięcy Polaków w ostatnim tygodniu noc i dzień składało hołd prezydentowi i jego żonie Marii, pierwszej parze najjaśniejszej Rzeczypospolitej” – napisał Król w swoim ostatnim felietonie dla „Wprost”.

„Mimo że wcześniej sam Donald Tusk zdegradował prezydenturę do żyrandola i czerwonego dywanu, powtarzając, że prezydent nie jest mu do niczego potrzebny, mimo nieustannego poniżania prezydenta przez Komorowskiego, Niesiołowskiego i Palikota, mimo tego wszystkiego Lech Kaczyński doczekał się wdzięczności i szacunku Polaków. Był z nich dumny i jako pierwszy obywatel kochał, szanował i wierzył w wielkość swoich rodaków. I dlatego, choć poniżany i niedoceniany za życia, po tragicznej śmierci stał się wielkim symbolem dumnej Polski. A symbole w Polsce są bardzo niebezpieczne, bo mogą zniszczyć wieloletni dorobek postępowych polskich Europejczyków, ukrywających brzydką pannę w kątach salonów Brukseli, Paryża czy Berlina” – kontynuował.

Czarę goryczy wśród salonowej elity przelała informacja, że prezydent Kaczyński wraz z małżonką spoczną na Wawelu. „Bezideowe palikmioty nie mogły na coś takiego pozwolić” – napisał były redaktor naczelny „Wprost”. „Redaktor Adam chwycił zdenerwowany za telefon i zadzwonił do Andrzeja do Krakowa. „A… a… Aaandrzej naa… na… napisz list. Zde… zde… zdewaweluj Kaczora. Ty ma… ma… masz sukces z ty… tym „Katyniem”, to… tobie wolno. A my w… w… w „Gazecie” cię po… po… poprzemy”. Trudno odmówić racjonalności działaniu redaktora, który pokochał jak nikt inny organizacyjną funkcję prasy. Niestety, poparcie było niewielkie, bo Polacy nie dorośli do poziomu wajdalizmu historii” – napisał.

To było już za dużo, jak na „mainstreemowy” tygodnik. W niedzielę 25 kwietnia Platforma Mediowa Point Group, nowy wydawca tygodnika „Wprost”, poinformowała, „że miejsce, które do tej pory zajmowały felietony byłego właściciela oraz wieloletniego redaktora naczelnego „Wprost” Pana Marka Króla, począwszy od następnego wydania tygodnika, oddane zostanie redakcji i współpracującym z nią Autorom”. Dalej, „wydawca pragnie przeprosić wszystkich Szanownych Czytelników oraz Szanownych Autorów, którzy poczuli się dotknięci treścią ostatnich felietonów Pana Marka Króla, a w szczególności formą ostatniego utworu tegoż felietonisty (…)”.

Na koniec listu „wydawca podziela pogląd Czytelników i także uważa, że tygodnik opinii nie jest właściwym miejscem na rozpowszechnianie i propagowanie tego typu treści”.

W tym tygodniu felietonu Króla we „Wproście” już nie ma. Nie znaczy to jednak, że nic nie napisał. „(…) Tyle pracy zawodowych prasowych zabijaków, oddanych cyngli Gazety poszło na marne. Mało tego, okazało się ze cała praca ideowo-wychowawcza postępowego salonu nad nierządem dusz polskich nie przyniosła oczekiwanych owoców. Polacy zademonstrowali wspólnotę narodową, szacunek do państwa w taki sposób jakby czytali tylko Rzeczpospolitą, Gościa Niedzielnego, Gazetę Polska i oglądali TVP. Moherowy naród znów pokazał postępowym mediom gest Kozakiewicza. Po raz kolejny udowodnił, ze nie dorósł do poziomu europolaków. Zmartwiło to chorążego postępowego dziennikarstwa Grzegorza Miecugowa, który tak, jak postępowy Kutz, obawia się, że żałoba może wywołać demona polskiego patriotyzmu. Oprócz znanych z literatury demonów zniszczenia, seksu, zła Miecugow dołożył demona polskiego patriotyzmu. Rodzisz się Polakiem, dostajesz obywatelstwo polskie i już masz problem z demonem – ostrzega Grzegorz M., demon internacjonalizmu (…)” – można przeczyatć na portalu blogpress.pl.

MaRo

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content