Zbicie sceptycyzmu – ks. prof. Franciszek Kwiatkowski

Powiedzieliśmy, że prawda znajduje się przede wszystkim w sądzie. Czy więc zdolni jesteśmy do tworzenia sądów prawdziwych? Czy możemy odróżnić sądy prawdziwe od fałszywych, czy mamy jaki probierz prawdy? W każdym sądzie można wyróżnić przede wszystkim dwa składniki: 1) pojęcia podmiotu i orzeczenia, 2) ich łączenie lub rozdzielanie. Poznamy prawdę namysłowo, wyraźnie, świadomie, skoro zdamy sobie sprawę z wartości przedmiotowej pojęć podmiotu i orzeczenia oraz z wartości dokonywanej w sądzie ich syntezy. Stąd zagadnienie probierza prawdy dzieli się na badanie przedmiotowości pojęć i przedmiotowości dokonywanej syntezy. Choćby pojęcia nasze były wrodzone, choćby były konstrukcja czysto podmiotowa naszego ducha, to jeszcze pozostawałoby pytanie czy łączymy je ze sobą (w zdaniu twierdzącym), względnie rozłączamy (w zdaniu przeczącym), na ślepo, na mocy jakiejś bliżej nam nieznanej konieczności wewnętrznej, podmiotowej, czy też czynimy to na podstawie poznanej racji przedmiotowej, dlaczego mamy te pojęcia (podmiotu i orzeczenia) raczej łączyć niż rozłączać.

Weźmy za przykład sąd: dwa a dwa jest cztery. Mogę nie wiedzieć, skąd mam pojecie dwójki i czwórki, a jednak zdawać sobie sprawę z tego, dlaczego dwie dwójki łączę w czwórkę. Cała jednak prawdę poznam dopiero, gdy sobie zdam sprawę namysłowo także z wartości samych łączonych pojęć, czy one są czysto podmiotowa konstrukcja mej myśli, czy też mają wartość od niej niezależną, wartość przedmiotowa. Zajmiemy się nasamprzód, w ślad za kard. Mercierem, zagadnieniem przedmiotowości naszych syntez sądowych, potem przedmiotowością naszych pojęć.


1. Zdanie Sceptyków


W możliwość skuteczności tego badania wątpia tzw. sceptycy. Ziarna sceptycyzmu rzucili Sofiści, właściwymi sceptykami byli Pyrron, Enezydem i Sekstus Empiryk; półsceptykami: Arkesilaos z drugiej i Karneades z trzeciej Akademii platońskiej. W czasach Odrodzenia: Montaigne, Charron i Sanchez, potem Dawid Hume, a w naszych czasach wszyscy idealistyczni czy pozytywistyczni agnostycy, uczący, że nie poznajemy rzeczy w sobie, lecz tylko ich pojawy.

Sceptycy przyjmują z nami fakt naszych doznań samorzutnych, przeczą tylko możliwości skutecznego poznania namysłowego. Oto jak sprawę te przedstawia w swych „Zarysach Pirrońskich” ostatni ze sceptyków starożytnych, Sekstus Empiryk (ok. 200 po Chr.): „Jedni z filozofów twierdza, że znaleźli prawdę. Tak Arystoteles, Epikur, Stoicy, inni. To dogmatycy. Inni twierdza, że jej nie można uchwycić. Tak Klejtomach, Karneades, inni. To akademicy. Inni wreszcie wciąż jej szukają. To sceptycy. Ci nie orzekają niczego, wstrzymują sąd swój o wszystkim, a głównym tego powodem: niezgoda szkól filozoficznych, wskazująca na to, że każdemu twierdzeniu jednych filozofów można przeciwstawić twierdzenie innych filozofów, a niepodobna rozsądzić, które z nich prawdziwe. Skąd zatem wziąć równowagę umysłu, niezakłócony spokój wewnętrzny, do którego tęskni każdy człowiek, zwłaszcza filozof? Lepiej nic nie uważać za pewne, lepiej ćwiczyć się w powściągliwości w wydawaniu sądów (co się nazywa po grecku: epoche) o istocie rzeczy. Lepiej nie dogmatyzować.”

„Mówiąc, że sceptyk nie dogmatyzuje – pisze Sekstus w ks. l, § 13 – nie mówimy w tym znaczeniu, w jakim niektórzy nazywają dogmatem uznawanie jakiejkolwiek rzeczy; albowiem sceptyk uznaje narzucone mu uczucia wyobrażeniowe i nie powie np. kiedy czuje gorąco, względnie zimno, jakoby mu się wydawało, iż nie czuje gorąca, względnie zimna; lecz mó-wimy, że nie dogmatyzuje w tym znaczeniu, w jakim nazywa się dogmatem stanowcze uznanie jakiejś z rzeczy niejawnych (tj. nieoczywistych), poszukiwanych w różnych dziedzinach wiedzy, gdyż pirrończyk nie przytwierdza żadnej z rzeczy niejawnych… Wygłaszając owe powiedzenia (sceptyczne: „tak mi się wydaje” itd.) mówi to, co mu się wydaje i donosi o swoim doraźnym doznaniu, bez żadnej przymieszki stanowienia, albowiem – nie wyrokuje zgoła o zewnętrznych przedmiotach” (§ 15).

„Ci, którzy mówią – dodaje Sekstus tamże w § 19 – jakoby sceptycy uchylali fenomeny, nie słyszeli chyba naszych własnych słów. Kiedy dociekamy, czy przedmiot jest taki w sobie, jak się jawi, to przyznając to, że się jawi, dociekamy nie zjawiska, lecz tego, co się o nim orzeka; jest zaś to co innego, niż dociekanie zjawiska. Wydaje nam się np. że miód jest słodki. Godzimy się na to, albowiem mamy zmysłowe wrażenia słodyczy; dociekamy zaś, czy nim jest także w znaczeniu wysłowienia (tj. orzekania), co się wiąże nie ze zjawiskiem, lecz z orzeczeniem o zjawisku. Nawet wtedy, kiedy wytaczamy zarzuty wprost przeciwko fenomenom, wytaczamy je nie w tym celu, aby obalać fenomeny, lecz chcemy tylko uprzytomnić przedwczesna gorączkę dogmatyków”.

Twierdzą zatem sceptycy, że przy namysłowym badaniu naszych doznań samorzutnych nie zdołamy dojść do poznania prawdy. Stanowisko ich staje się jeszcze jaśniejszym, kiedy rozważymy zajmujące zestawienie Sekstusa sceptycyzmu z innymi systemami filozoficznymi (ks. l, § 210 nn.): Heraklit orzeka dogmatycznie o wielu rzeczach niejawnych, a my nie. Sceptyk zarzuca wszystkim orzeczeniom Heraklita, że są przedwcześnie wydane. – Demokryt też jest dogmatykiem. Z tego bowiem, że miód wydaje się jednym słodkim, a innym gorzkim, wyrozumował, iż nie jest ani słodki ani gorzki. Sceptyk zaś mówi: Nie wiem, czy coś jest takie i takie, jak się uzmysławia,

Cyrenaicy orzekają o istocie rzeczy zewnętrznych, jakoby miały nieuchwytna naturę. My zaś powstrzymujemy się od wyrokowania o istocie zewnętrznych przedmiotów. – Protagoras chce, by „człowiek był miara wszelkich wartości, istniejących, że istnieją, a nieistniejących, że nie istnieją”. Dlatego uznaje tylko to, co się każdemu jawi i w ten sposób wprowadza względność poznania. Orzeka więc dogmatycznie o płynności naszych wyobrażeń. My się zaś od tego powstrzymujemy.”

Inni utożsamiają sceptycyzm z filozofia akademicka. Atoli niesłusznie. Kiedy bowiem Platon orzeka o ideach, o istnieniu opatrzności, o życiu cnotliwym, to dogmatyzuje. Jeśli się przychyla do nich tylko jako do godniejszych wiary czyli prawdopodobniejszych, to daleko odbiega od sceptycznego szlaku. I to bowiem jest nam obce. – Nowi znowu Akademicy mówią wprawdzie, że „wszystko jest nieuchwytne”, ale wygłaszają to w sposób stanowczy, a sceptyk dopuszcza myśl, że pewne rzeczy może i dają się uchwycić. Skoro Karneades, Klejtomachos i ich towarzysze powiadają, że wierzą i gwałtownie przychylają się do tego, że istnieje jakaś wiarygodność (tj. prawdopodobieństwo), to my ustępujemy tylko po prostu życiu i przyjmujemy zjawy tylko dlatego, by uniknąć wszelkiej bezczynności umysłu. Arkezilaos znowu ma bardzo dużo wspólnego z pirrońskimi wywodami, bo ani nie orzeka o bycie czy też niebycie niczego, lecz powstrzymuje się w każdym wypadku od wyrokowania. Jest on jednak tylko pozornym pirrończykiem. Używa bowiem wątpienia tylko jako metody, przy pomocy której pragnie wtajemniczyć ucznia w naukę Platona.

Zestawienie to Sekstusa jest bardzo pouczające. Właściwy sceptycyzm pragnie się rzekomo tylko przeciwstawić „karkołomnemu pośpiechowi” – „zbytniemu cwałowaniu” dogmatyków. Nie odrzuca zjaw, fenomenów, zaleca tylko ostrożność w wyrokowaniu o „istocie rzeczy”, o rzeczach, jak one są „w sobie”. Z tej strony wzięty sceptycyzm jest nawet sympatyczny. Atoli przebiegając w ks. 2 logikę, w ks. 3 fizykę i etykę, Sekstus przeciwstawia każdemu twierdzeniu jednych filozofów przeciwne twierdzenie innych filozofów i wnioskuje: więc lepiej wstrzymać sąd o wszystkim, a przez to sieje ziarna myślowego nihilizmu. Stąd sceptycyzm powszechny, będący ostatecznym wynikiem badania namyslowego prawdy, zawiera w sobie ogromne niebezpieczeństwo, jak i nowoczesny agnostycyzm. Płoszowski mówi w Sienkiewiczowskim „Bez dogmatu”: „Dawniej twierdziło się, że nie ma Boga, duszy, wieczności. Dziś wstrząsa się ramionami i oświadcza: „Nie wiem”. A to „Nie wiem” jest równoznaczne: „Nie troszczę się o to” – „Nic mnie to nie obchodzi”!

W sprawie samego probierza prawdy tak rozumuje Sekstus (ks. 2, § 80 nn.): „Ponieważ filozofowie nie zgadzają się co do samego pojęcia prawdy, jakże mogą wyrokować o jej istnieniu? A choćby istniała prawda, nie możnaby jej poznać. Na. to bowiem potrzeba by probierza prawdy, kryterium prawdy. Ono zaś jest niemożliwe. Albowiem „pośród tych, którzy się zajmowali sprawa kryterium orzekli jedni, jako to stoicy i jeszcze inni, że ono jest, – drudzy, że go nie ma, jak prócz innych Ksenias z Koryntu i Ksenofanes z Kolofonu, – my zaś powstrzymaliśmy się od zawyrokowania, czy ono jest czy go nie ma” (ks. 2, § 18). Nie mamy wiec powszechnie przyjętego kryterium. I mieć go nie można. Bo czy to kryterium prawdziwe, trzeba by osądzić przez inne kryterium, to zaś inne przez dalsze kryterium i tak w nieskończoność. Skoro zaś trzeba dowodzić prawdziwości kryterium, dowód zaś wymaga udowodnionego wprzód kryterium, popadamy w błędne koło (§ 20).

Nadto kto ma osadzić, czyje zdanie w sprawie kryterium jest prawdziwe a czyje fałszywe? Czy wszyscy ludzie? Kto się ich dopyta? – Czy tylko mędrcy? Kto ich oceni? – Czy zapytamy o to wszystkich czy tylko niektórych? A kto ich obejdzie i jakim prawem pytać będziemy tylko niektórych? (ks. 1, § 87-112). Wiec to rzecz niemożliwa znaleźć probierz prawdy.

Czy ta sprawa przedstawia się rzeczywiście tak rozpaczliwie? Czy rzeczywiście wynik badania namysłowego nad probierzem prawdy musi być tak ujemny i nie pozostaje nic, jak tylko sceptyczne powstrzymanie sądu o wszystkim? – powszechne zwątpienie? Mówi nam nasz zdrowy rozsądek, że nie, że gdzieś musi tkwić błąd w rozumowaniach sceptycznej szkoły.


Zbicie sceptycyzmu.


Sceptycyzm można rozpatrywać jako fakt i jako system filozoficzny. Zachodzi nasamprzód pytanie: Czy można faktycznie wątpić o wszystkim? Czy człowiek może dokazać tego? Należy odpowiedzieć, że to rzecz niemożliwa. Są bowiem pewne prawdy tak jasno stojące przed naszym umysłem, że umysł nie może się ani chwili wahać co do ich poznania. Są to tzw. prawdy bezpośrednio oczywiste, tak porządku idealnego, jak i realnego. Tak np. nie trzeba długich wywodów, by zrozumieć, że jeden a jeden może być tylko dwa, że byt nie może być zarazem niebytem itd. Oto prawdy porządku idealnego. Nie można też wątpić ani na chwile o prawdziwości naszych bezpośrednich doniesień świadomościowych, jakimi są fakta, że myślę, chce, cierpię itd. Oto prawdy porządku realnego.

Już św. Augustyn na początku swego nawrócenia napisał trzy księgi przeciw platońskim Akademikom, w których zbijał ich wątpienie powszechne. W innych dziełach wracał do myśli tam wyrażonych. Pisze np: ,,O tym, że jestem, że wiem o tym i lubię to, jestem najpewniejszy, bez żadnego złudnego wyobrażania sobie obrazów czy widziadeł. Co do tych prawd nie ma żadnej obawy wobec takich zarzutów Akademików, gdy pytają: A cóż to będzie, jeśli się mylisz? – Jeśli się mylę, to dowód, że jestem (Dubito, fallor, ergo sum). Ten, co nie istnieje, nie może się mylić. Skoro się wiec mylę, istnieje. Jeśli tedy jestem, skoro się mylę, to jakże mogę się mylić co do tego, że jestem, skoro pewnym jest, że istnieje, gdy się mylę? Ponieważ wiec byłbym, gdybym się mylił, to choćbym się i mylił, to niewątpliwie nie mylę się co do tego, iż wiem, że jestem. Stad wynika, że i co do tej mojej świadomości, iż jestem, nie mylę się. Tak bowiem, jak wiem to, iż jestem, tak samo również i to, że wiem o tym”.

I dodaje: „Jak dalece natura ludzka miłuje świadomość prawdy, a nienawidzi złudy, można choćby z tego wyrozumieć, że każdy woli nawet płakać przy zdrowym rozumie, niż cieszyć się w obłąkaniu. Tej wielkiej i dziwnej mocy żadne żyjące i śmiertelne stworzenie nie posiada, oprócz człowieka. I jakkolwiek wiele spośród tamtych stworzeń posiada silniejszy zmysł wzroku do widzenia światła cielesnego, dosięgnąć one nie mogą owego światła niecielesnego, którym promieniuje myśl nasza, byśmy o tych wszystkich rzeczach dobrze sadzić mogli… Przez ów zmysł (niecielesny) jestem pewien, że jestem i że o tym wiem, iż jestem. Przez ten zmysł miłuje to, iż jestem, i to, że wiem o tym. I równie pewien jestem tego, że miłuję”.

Za nowszych czasów Kartezjusz rozumuje podobnie. Przebiega myślą wszystkie swoje dotychczasowe przekonania i odrzuca je. Aż wreszcie reflektuje się, że czyniąc to, myśli. Toteż woła: „Myślę, wiec jestem”. Posłuchajmy jego własnych słów: „Będę powątpiewał nie tylko o tym, czy istniejesz na świecie, czy istnieje ziemia, czy istnieje słońce, ale także o tym, czy ja mam oczy, czy ja mam uszy, czy ja mam ciało, a nawet czy ja mówię do ciebie, czy ty rozmawiasz ze mną, krótko mówiąc będę wątpił we wszystko”.

Kończy jednak to powątpiewanie o wszystkim nie tylko zawołaniem: „Myślę, wiec jestem – Cogito, ergo sum”, lecz i augustyńskini: „Wątpię, wiec jestem – Dubito, ergo sum”. Oto co pisze: „Skoro nie możesz zaprzeczyć, iż wątpisz, lecz przeciwnie jest rzeczą pewną, że wątpisz, i to tak dalece pewna, że nie możesz w to wątpić, w takim razie jest prawda, że ty, który wątpisz, istniejesz, a to jest tak dalece prawdziwe, że już nie możesz w to wątpić… Istniejesz więc i wiesz, że istniejesz, a o tym wiesz dlatego, że wątpisz”.

Już w czasie swych studiów w kolegium jezuickim w La Fleche zauważył Kartezjusz pewność nauk matematycznych, a niepewność, a przynajmniej tylko prawdopodobieństwo, nauk filozoficznych. Tezy filozoficzne, porównywane pod względem pewności z prawdami matematycznymi, okazywały się – chwiejne i wątpliwe. Trwają ciągłe spory o nie. Arytmetyka i geometria stawia twierdzenia, na które zgadzają się wszyscy. Łatwo je wyłożyć i przekonać drugich o ich oczywistości. Tymczasem twierdzenia filozoficzne nie mają tej jasności i tyle jest o nich sprzecznych mniemań. To zniechęciło Kartezjusza chwilowo do filozofii, a gdy się zabrał do niej później, postanowił zostać w tej dziedzinie całkowitym nowatorem. Zapragnął z tablicy umysłu zmazać obraz dawnych zapatrywań, a na jego miejsce nakreślić całkiem nowy, zburzyć dawny dom, a wybudować nowy. Niestety w swym burzeniu poszedł za daleko. Przy swym powątpiewaniu o wszystkim czytał źle w swej świadomości. Nie podobna wątpić o wszystkim. Nie tylko prawda: Wątpię, wiec jestem – jest bezpośrednio oczywista, ale i wiele innych. Kto wątpi na serio o tamtych prawdach bezpośrednio oczywistych, powinien wątpić i o prawdzie: Myślę, wiec jestem. Tylko przez niekonsekwencje wydobywa się z morza powszechnego zwątpienia rzeczywistego.

Jeśli zaś kto twierdzi, że nie jest pewny ani tego, czy byt może być równocześnie niebytem, ani tego, czy on sam istnieje i myśli, nie trzeba mu wierzyć. Już św. Tomasz powtarzał za Arystotelesem: „Nie ma nic tak prawdziwego, czego by nie można zaprzeczyć słowami. Bo i tę zasadę, że byt nie może być niebytem zaprzeczyli niektórzy ustami. Niektóre jednak rzeczy są tak pewne, że ich przeciwieństwa nie można pojąć rozumem. Dlatego nie można im się sprzeciwić wewnętrznie, lecz tylko zewnętrznie, tj. słowami”.

To samo oświadcza św. Augustyn: „Nie wiem, czy z takimi winniśmy mówić, którzy nie wiedzą o tym, czy obecnie żyją, a nawet mówią, że nie wiedzą tego, czego nie mogą nie wiedzieć. Albowiem nikomu nie dozwolono nie wiedzieć, że żyje, skoro jeśli nie żyje, nie może w ogóle niczego nie wiedzieć; ponieważ nie tylko co wiedzieć, ale i nic nie wiedzieć jest właściwością żyjącego. Ale widocznie przez nieuznawanie tego, że żyją, zdaje im się tylko, że zabezpieczają się przed błędem, gdyż nawet błądząc otrzymują dowody, że żyją, ponieważ kto nie żyje, nie może błądzić. Jak więc to, że żyjemy, jest nie tylko prawdą, lecz nawet pewnością, tak prawdami i pewnikami jest wiele rzeczy, których nie uznawać, bynajmniej nie można nazwać mądrością, lecz raczej bezmyślnością”. Kto zatem na serio twierdzi, że wątpi o wszystkim, szkoda z nim gadać, bo to nie człowiek. Jest on, jak się wyraża Arystoteles, podobny do pnia (fyto homoios). To nie materiał na filozofa. On się raczej przekomarza, by się przekomarzać. Filozof żydowski, Saadija Fajjumi z X wieku, w dziele swym „Nauka wiary a filozofia”, radzi takich morzyć głodem i bić rózgami tak długo, aż przyznają, że odczuwają świadomie i na pewno głód i ból. Zaiste skuteczny środek, by ich przyprowadzić do opamiętania.

Stąd wynika również wewnętrzna sprzeczność sceptycyzmu jako systemu. Sceptyk systematyczny twierdzi – już po rozważeniu całego problemu kryteriologicznego – że najlepszym systemem jest jego system i przytacza na to dowody, jak niezgodność filozofów, jak niemożliwość znalezienia kryterium prawdy itd. Otóż te swoje twierdzenia podaje za prawdziwe lub za fałszywe lub za wątpliwe. Jeśli za prawdziwe lub za fałszywe, to już nie jest sceptykiem; jeśli za wątpliwe tylko, to przynajmniej to jest prawdziwe i pewne, że nic nie ma pewnego. A zatem istnieje przynajmniej ta pewność, że nie ma nic pewnego. Ktokolwiek zatem twierdzi cośkolwiek, zdradza tym samym dążność naszego umysłu do poznania prawdy i pewności, tym bardziej jeśli zbija innych i przytacza dowody na prawdziwość swego stanowiska.

Rzekome dowody sceptyków zawierają w sobie niejedną przesadę i niejedno nieporozumienie. Gdy np. twierdzą, że ludzie w ogóle, a filozofowie w szczególności nie zgadzają się ze sobą (quot capita, tot sensus – co głowa, to rozum), jawnie przesadzają. Istnieje bowiem miedzy ludźmi niezgoda, co do wielu zapatrywań, ale nie co do wszystkich, zwłaszcza w rzeczach prostych. A i co dorzeczy zawiłych dochodzą po badaniu do porozumień pod niejednym względem, np. w prawdach matematycznych. A to już wystarcza do zbicia sceptycyzmu powszechnego. Sceptycyzm zaś częściowy, dotyczący rzeczy nieoczywistych, jest nawet zbawienny, gdyż umysł ludzki nie przyjmie niczego za prawdę, aż zobaczy, że tak jest a inaczej być nie może. Co znowu przemawia za tym, że ze swej natury szuka on tylko prawdy, wstydzi się zaś fałszu i unika go i chętnie odrzuca zapatrywania, które uznał za błędne.

ks. prof. Franciszek Kwiatkowski

Za: Filozofia wieczysta w zarysie, tom I, ss.295-303


Za: Organizacja Monarchistów Polskich | http://www.omp.lublin.pl/lektury.php?autor=33&artykul=2

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content