Kościół posoborowo-katolicki na Teneryfie

Stali czytelnicy Kroniki Novus Ordo nie znajdą tu żadnych bulwersujących skandali. Piszę to jedynie po to, by dać świadectwo „widziałem na własne oczy”.

Na pierwszy rzut oka posoborowy katolicyzm na największej z Wysp Kanaryjskich nie wygląda najgorzej. Może jest mniej Mszy niedzielnych niż w Polsce, ale kościoły są na nich pełne. Z rozkładu jazdy umieszczanego w gablotkach parafjalnych wynika, że podtrzymywane są też inne nabożeństwa, jakieś nieszpory i adoracje.

Kościół w miejscowości, w której mieszkałem – Los Christianos – zbudowany lub zmodernizowany był w czasach posoborowej „odnowy”. Z zewnątrz ładny, w środku dotknięty „kikoizmem”. Zobaczcie zresztą sami: stół z 3 stron otoczony przez siedzących, galeryjka na piętrze jak w synagodze, dziwaczny Pan Jezus w nawie głównej – forma przejściowa między zdjętym z krzyża a zmartwychwstałym, a z boku rzeźba patronki kościoła Matki Bożej z Góry Karmel.

Co do samego niedzielnego NOMu, to był dość typowy jak na polską wrażliwość. Oczywiście 80% będących w kościele idzie do Komunji a 80% spośród nich bierze ją do ręki. Prócz dwu koncelebransów są też świeccy szafarze. Jeden z nich prowadzi w dnie powszednie nabożeństwo adoracji Najświętszego Sakramentu. Stoi przy tym cały czas z 2 strony stołu, zapewne nie chce psuć wiernym widoku zasłaniając monstrancję plecami. Co wtenczas robi kapłan, nie wiem. Nie wszedłem w trakcie nabożeństwa do świątyni z uwagi na brak adekwatnego stroju.

Drugiego NOMu wysłuchałem w stolicy Teneryfy, w zwykłej parafji w Santa Cruz. Był to NOM zdziecinniały. W zdemolowanym posoborowo kościele zgromadziło się niewielu ludzi, zasadniczo tylko rodzice z dziećmi. Rozdano kartki ze śpiewami, wszedł jakiś podstarzały gitarzysta i ubogacił liturgję. Na początek, by rozruszać zmarznięte dzieci (na dworze tylko +18) zapodano jakiś utwór, do którego można było klaskać. NOM przebiegał spokojnie, na kazaniu celebrans wyszedł na kościół i zrobił klasyczny talk show z pytaniami skierowanemi do dzieci. Znamy to z naszych kościołów. Szczytem liturgji był znak pokoju – chyba wszystkie dzieci podeszły wówczas do „wujka” po buziaka. Serdecznościom nie było końca. Potem oczywiście Komunja na stojaka i na rękę. Jednak ważna modyfikacja – udzielali jej tylko wyświęceni kapłani. Świecki jedynie podtrzymywał bardzo sędziwego kapłana, który służył wcześniej w konfesjonale.

Dodam, że na Teneryfie zanikł zwyczaj klękania przed Najświętszym Sakramentem, który zwykle ostał się w głównej nawie. Ludzie po prostu przechodzą skłaniając głowę. Zanikła też znajomość części stałych. Większość ludzi posiłkuje się rozdawanemi kartkami. Jak widać, zmiana języka z łaciny na narodowy nic tu długofalowo nie pomogła.

Wniosek jest prosty: wprawdzie Teneryfa jest bardziej niż Polska zaawansowana na drodze „odnowy posoborowej”, ale i to „opóźnienie” możemy łatwo nadrobić, jeśli nie pozbędziemy się „sfabrykowanego przy biurku banalnego produktu chwili”, jak nazwał NOM JE Józef kard. Ratzinger. Póki co, normalność powoli wkracza na Teneryfę. Według moich danych jest tam odprawiana tylko jedna Msza Św. trydencka, w miejscowości La Matanza na północy wyspy.

Krusejder

Za: Krusejder | http://www.fronda.pl/krusejder/blog/

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content