Sankcje – prawdziwy cel

Tak więc zakrojone na szeroką skalę sankcje nałożone na Rosję przez Zachód, rzekomo w odpowiedzi na inwazję na Ukrainę, nie mają na celu zdemolowania rosyjskiej gospodarki, ale wywołują wzrost cen ropy, tworząc potencjalne niedobory energii i żywności na Zachodzie i zaostrzając kryzys „kosztów życia” wywołany przez „pandemię”.

−∗−

W menu na dziś danie (oby nie) głodowe. Ogłaszane coraz to nowsze sankcje gospodarcze związane z konfliktem rosyjsko-ukraińskim, teoretycznie mają wywrzeć ujemny wpływ na kondycję ekonomiczną Rosji. Ale po bliższym przyjrzeniu się szczegółom wiele wskazuje na to, że ich skutek może być zgoła odmienny. Analiza autorstwa Kit Knightly.

Zapraszam do lektury.

Autor: AlterCabrio
31 marca 2022

___________ *** ___________

 

Czy Rosja jest PRAWDZIWYM celem zachodnich sankcji?

Gwałtownie rosnące ceny ropy, energetyczne i żywnościowe kryzysy na horyzoncie… czy to możliwe, że PRAWDZIWYM celem tej wojny gospodarczej jesteśmy my?

Pierwszy tweet, jaki zobaczyłem dziś rano, kiedy sprawdziłem swoją oś czasu, pochodził od analityka polityki zagranicznej Clinta Ehlircha, wskazującego, że rosyjski rubel zaczął już odrabiać straty po dołku spowodowanym przez zachodnie sankcje i jest prawie na poziomie przedwojennym:

Rubel rosyjski zbliża się do wartości sprzed inwazji.

Sankcje miały na celu obniżenie jego wartości. Nie udało się im. pic.twitter.com/OLmVIsS34E

— Clint Ehrlich (@ClintEhrlich) 29 marca 2022r.

Ehrlich stwierdza, że ​​„sankcje miały na celu obniżenie wartości rubla lecz zawiodły”.

…na co jedyną reakcją może być: czy faktycznie „taki był cel”?

…a może, co ważniejsze, „czy rzeczywiście zawiodły”?

Bo tak naprawdę to raczej na to nie wygląda, prawda?

Jeśli już, to można uznać, że sankcje są w najlepszym razie nieudolne, a w najgorszym, zdumiewająco nieproduktywne.

To nie tak, że USA/UE/NATO nie wiedzą, jak okaleczyć gospodarki. Mają za sobą lata praktyki głodzenia mieszkańców Kuby, Iraku, Wenezueli i wielu innych, zbyt wielu by je tu wymienić.

Teraz można argumentować, że Rosja jest większą, bardziej rozwiniętą gospodarką niż tamte kraje i to jest prawda, ale USA i ich sojusznicy już wcześniej zdołali zaszkodzić rosyjskiej gospodarce dość drastycznie.

Jeszcze w 2014 roku, po „aneksji” Krymu, zachodnie sankcje były łagodne w porównaniu z niedawnymi bezprecedensowymi środkami, ale co najważniejsze, Stany Zjednoczone znacznie zwiększyły własną produkcję ropy naftowej, a następnie w tym samym roku (po wizycie sekretarza stanu USA Johna Kerry’ego)  Arabia Saudyjska zrobiła to samo.

Mimo sprzeciwu innych członków OPEC – głównie Wenezueli i Iranu – Saudyjczycy zalali rynek ropą.

Rezultatem tych ruchów był największy od dziesięcioleci spadek cen ropy naftowej – ze 109 dolarów za baryłkę w czerwcu 2014 roku do 44 dolarów w styczniu 2015 roku.

To wepchnęło Rosję w pełną recesję i po raz pierwszy spowodowało spadek PKB Rosji pod przywództwem Putina.

I znów, zaledwie dwa lata temu, rzekomo w ramach rywalizacji z Rosją o udział w rynku ropy, Arabia Saudyjska po raz kolejny zalała rynek tanią ropą.

Tak więc Zachód wie, jak zaszkodzić Rosji, jeśli naprawdę tego chce – po prostu zwiększając produkcję ropy, zalewając rynek i zbijając ceny.

Ale czy tym razem Stany Zjednoczone zwiększyły produkcję ropy? Czy wsparli się na sojusznikach z Zatoki Perskiej, by ci zrobili to samo?

Absolutnie nie.

W rzeczywistości, w pięknie zsynchronizowanej narracji, Stany Zjednoczone twierdzą, że „nie są w stanie” zwiększyć produkcji ropy z powodu „braków w personelu” spowodowanych czymś, z czym wciąż się zmagamy, czyli Covidem.

Podobnie Arabia Saudyjska nie demoluje rynku ropy, ale celowo podnosi ceny.

Tak, teraz, gdy zachodni sojusznicy są uwikłani w rzekomą wojnę gospodarczą z Rosją, cena ropy gwałtownie rośnie i nadal może rosnąć.

To dobra wiadomość dla rosyjskiej gospodarki, która może nawet zrekompensować sobie szkody wyrządzone brutalnymi sankcjami.

Wysoka cena ropy i konieczność „niepolegania na gazie Putina” lub „odrusyfikowaniu” naszych dostaw energii bez wątpienia spowodują, że miliony zostaną przelane na tzw. „zieloną” technologię.

Te zachodnie sankcje są również wymierzone w inne części rosyjskiego eksportu, w tym eksport zboża i żywności w ogóle.

Rosja jest eksporterem netto, co oznacza, że ​​więcej żywności eksportuje niż importuje. I odwrotnie, wiele krajów Europy Zachodniej polega na importowanej żywności, w tym Wielka Brytania, która importuje ponad 48% swojej podaży żywności.

Jeśli Europa odmawia kupowania rosyjskiej żywności, efektem netto jest to, że Rosja ma żywność… a Zachód nie.

I, podobnie jak w przypadku ropy, wzrost cen żywności raczej pomoże, niż zaszkodzi rosyjskiej gospodarce.

Weźmy na przykład pszenicę, której Rosja jest największym eksporterem na świecie. Zdecydowana większość tej pszenicy nie jest nawet sprzedawana do krajów zachodnich – lecz do Chin, Kazachstanu, Egiptu, Nigerii i Pakistanu – a więc nawet nie podlega sankcjom.

Niemniej jednak sankcje i wojna spowodowały, że ceny pszenicy wzrosły o prawie 30%.

A to akurat jest dobre dla rosyjskiej gospodarki.

Tymczasem, według CNN, USA do 2023r. prawdopodobnie wejdą w recesję, Francja już rozważa bony żywnościowe, a kraje na całym świecie mają zacząć racjonować paliwo.

Tak więc zakrojone na szeroką skalę sankcje nałożone na Rosję przez Zachód, rzekomo w odpowiedzi na inwazję na Ukrainę, nie mają na celu zdemolowania rosyjskiej gospodarki, ale wywołują wzrost cen ropy, tworząc potencjalne niedobory energii i żywności na Zachodzie i zaostrzając kryzys „kosztów życia” wywołany przez „pandemię”.

Należy zawsze uważać na każdego – osobę lub instytucję – kogo działania przypadkowo osiągają dokładne przeciwieństwo zamierzonego celu. To prosta zasada, według której należy żyć.

Przypomnijcie sobie, jak Orwell opisał ewolucję koncepcji wojny w “Roku 1984” roku:

Jak widać, wojna jest teraz sprawą czysto wewnętrzną. W przeszłości grupy rządzące wszystkich krajów, choć mogły uznać swój wspólny interes, a tym samym ograniczyć niszczycielskie skutki wojny, walczyły ze sobą, a zwycięzca zawsze plądrował zwyciężonych. W naszych czasach już ze sobą nie walczą. Wojna jest prowadzona przez każdą grupę rządzącą przeciwko własnym poddanym, a celem wojny nie jest dokonywanie lub zapobieganie podbojom terytoriów, ale utrzymanie nienaruszonej struktury społeczeństwa.

Przypomnijmy, że w wyniku Covid przewidywano „najgorsze niedobory żywności od pięćdziesięciu lat”. Ale one nigdy się nie zmaterializowały.

Podobnie mieliśmy doświadczyć przerw w dostawach energii i prądu związanych z Covid. Poza niewypałem z „kryzysem paliwowym” w Wielkiej Brytanii, nigdy tak naprawdę nie wystąpiły.

Ale teraz wreszcie nadchodzą – bo wojna i sankcje.

Wzrost cen żywności, zmniejszenie zużycia paliw kopalnych, obniżenie poziomu życia, przelanie publicznych pieniędzy na „odnawialne źródła energii”. To wszystko jest częścią dobrze znanego planu, prawda?

Niezależnie od tego, co myślisz o Putinie, Żełeńskim, wojnie w ogóle czy ukraińskich nazistach, czas wreszcie stawić temu czoła.

Musimy zadać sobie pytanie: jaki dokładnie jest prawdziwy cel tych sankcji? I dlaczego tak doskonale wpasowują się w Wielki Reset?

Kit Knightly

___________

[Źródło:] Is Russia the REAL target of Western sanctions?, Kit Knightly, Mar 30, 2022

Za: Legion św. Ekspedyta – ekspedyt.org (31 marca 2022)

 

 


 

KOMENTARZ BIBUŁY: Kilka informacji znalezionych w ciągu ostatnich minut: 1) Amerykańskie zasoby strategiczne zostaną użyte, skierowując na rynek milion baryłek dziennie przez pół roku. Już na samą tą wiadomość cena ropy kontraktu futures spadła. 2) Putin podpisał rozporządzenie na wstrzymanie dostaw gazu w przypadku gdy opłata nie będzie regulowana w rublach.

No i jeszcze skutki wywołanej przez Stany Zjednoczone wojny, będącej wygodną przykrywką na wszelkie niedostatki, a w pierwszym rzędzie wynikające z załamania się systemu finansowego oraz wprowadzonych restrykcji kowidowych, w tym wyszczepienia społeczeństwa (co spowodowało liczne choroby, zgony i brak rąk do pracy): jak podjae Bloomberg, w 2022 roku inflacja Bidena spowoduje wzrost towarów i usług, w kwocie $5200 na osobę, czyli około $433 na miesiąc dodatkowo będzie musiał przeciętny Amerykanin wyłożyć z kieszeni. Oczywiście to są teoretyczne wyliczenia, bo w praktyce każdy widzi, że już teraz musi w zwykłym sklepie spożywczym zapłacić o tyle więcej niż płacił. A pamiętamy czasy gdy jabłka kosztowały 5 centów za funt, a teraz jedna sztuka jabłka kosztuje nawet dolara i więcej… Ale i tak trzeba się cieszyć z tego dolarowego jabłka, bo za rok może kosztować z pięć dolarów/sztuka. Trzeba sadzić drzewa i siać samemu…

 


 

Skip to content