Turan – Październik – Ukraina – Konrad Rękas

Kapitalna jest ta różnica perspektywy. I jakże zabawnie brzmią te wiwaty a to dla opuszczenia Rosji przez McDonaldsa, a to dla blokady SWIFTa, a to wreszcie dla wszystkich tych wstrętów, które załamałyby samym swym cieniem każdego polityka, lokującego swój kraj w obrębie systemu zachodniego. I jakże cieszących wszystkich, chcących swą ojczyznę poza zasięg Zachód wyprowadzić. Bo przecież im bardziej Zachód będzie się od Rosji odcinał – tym lepiej dla niej. Tym łatwiejsza będzie jej transformacja i odrzucenie pozostałości uzależnienia, zapadnickich skłonności, wpływów i sentymentów.

 

Najlepsza rzecz, jaka Rosję spotkała od Zachodu

Nie będzie fast foodów? Będą zdrowsi i szczuplejsi. Obrażenie się FB i jemu podobnych? Ochrona młodzieży przed podprogową propagandą wroga. Zachodnie fabryki? Do nacjonalizacji. Blokowanie transferów wiedzy? Wypowiedzenie Konwencji Paryskiej, darmowe leki i bezkosztowe pozyskiwanie technologii. Odcięcie możliwości rozliczeń dolarowych? Zaduszenie kapitalizmu nadwyżką walutową i podkręcenie inflacji na Zachodzie – wspólny koszyk juanowo-rublowo-rupiowo-rialowo na Wschodzie i Południu. Jeśli Rosja wreszcie zadecyduje, że nie chce być częścią Zachodu – niczego już Zachód nie może jej zrobić. Oczywiście poza atomowym starciem na gołe klaty, a wtedy to już ryzyk-fizyk…

Budując nową Żelazną Kurtynę – Zachód robi Rosji prezent, niemal na miarę rewolucji październikowej i najazdu mongolskiego. To przecież dzięki osławionemu „Jarzmu” – tej części Rusi udało się uniknąć westernizacji, a co za tym idzie i opóźnić procesy peryferyzacyjne, którym (ochotniczo) poddała się m.in. Polska. Z kolei rewolucja i bolszewicy katechonicznie przerwali proces liberalizacji Rosji, wciągania jej w sferę wielkiego kapitału. Wojna ukraińska, sądząc po determinacji Moskwy zupełnie świadomie – jest trzecią taką wielką szansą naszych wschodnich pobratymców. Szansą, której możemy im, niestety, tylko pozazdrościć.

 

Demacdonaldyzacja

Oczywiście, na razie to tylko gesty, na symbolicznym poziomie odpowiadające demacdonaldyzacji Rosji. W każdej chwili procesy te mogą zostać przerwane i Zachód powróci do prób geokulturowego i geoekonomicznego podporządkowania wschodniego wroga. Wojna wywołała jednak zakłócenie, utrudnienie tej cywilizacyjnej inwazji i teraz tylko od Rosjan zależy czy moment ten wykorzystają. Rzecz jasna – sankcje mogą być bardziej niż uciążliwe dla pojedynczego państwa z syndromem oblężonej-twierdzy, co obserwujemy na przykładzie Iranu. Z drugiej jednak strony i co najważniejsze – samoograniczenie mechanizmów zniewolenia zewnętrznego znakomicie w takich sytuacjach kumuluje wolność wewnętrzną, co przekonująco na przykładzie irańskim opisał choćby Antonio Negri, a ja wielokrotnie widziałem na własne oczy. Tylko społeczeństwo doskonale wyzwolone od wpływów zewnętrznych – jest w stanie cieszyć się, celebrować, a przede wszystkim korzystać z własnej odrębności. Nawet, jeśli biednej. Nawet, jeśli niedoskonałej, poddanym wewnętrznym uwarunkowaniom, układom czy nawet oligarchiom. Ale swoim – a więc i z nadzieją wewnętrznego uzdrowienia. Zwłaszcza zaś, jeśli tym razem wykluczone nie zostanie tylko jedno państwo, ale cały blok geopolityczny i geoekonomiczny i to być może nawet transkontynentalny.

 

Uśmiech Aleksandra Gielewicza

Wyłączenie Rosji, a za nią być może i Chin poza współczesny system-świat byłoby zdarzeniem bez precedensu, nigdy bowiem dotąd liberalny kapitalizm dobrowolnie nie pozwalał tak znaczącym obszarom znaleźć się poza swą bezpośrednią strefą oddziaływania, a mówiąc dosadniej – akumulacji, czyli nażerania się. Ba, Chiny były wręcz widziane jako nowe centrum globalnego kapitału. Wbrew pozorom więc rozpaczliwe ruchy Waszyngtonu i Londynu mogą okazać się histeryczną obroną schyłkowych centrów przeciw nadchodzącej zmianie, dość wyraźnie policentrycznej i zbudowanej na gruzach dolarowej dominacji jednego ośrodka. Odcinanie Rosji jawi się więc opóźnianiem nieuchronnego – schyłku globalnej hegemonii i zmiany światowego układu sił. I tylko zabawnym paradoksem byłoby, gdyby dzieła tego dopełniła w gruncie rzeczy zawsze zapatrzona w Zachód i niechętna wszelkim cywilizacyjnym treściom technokratyczna prezydentura Władymira Putina.

Stary zapadnik Putin nagle wkładający walonki i rubaszkę Dugina musi budzić uśmiech – choć bez wątpienia uśmiech życzliwości, bo też i jest to moment znienacka odwracający wrażenie kto w Rosji okazał się realistą, a kto (zbyt długo) wierzył we własne marzenia i nadzieje. Prezydent Federacji Rosyjskiej nie jest wszak ani Aleksandrem Newskim, ani Iwanem Groźnym, ni Leninem, ani tym bardziej Stalinem – a jednak pragmatycznie stara się udźwignąć to, co dla dzisiejszej, a zwłaszcza przyszłej Rosji jest po prostu koniecznością: kolejne oparcie się Zachodowi. Jak niegdyś Kawalerom Mieczowym, Rzymowi działającemu (niestety) polskimi rękoma, liberalizmowi używającemu Napoleona, a potem februarystów i interwentów, wreszcie Hitlerowi i dalej amerykańskiemu imperializmowi.

 

Błąd fatimski

A że jest to wojna naprawdę cywilizacyjna, świadczy też niestety postawa Watykanu. Niepotrzebnie ciesząca niektórych tradycjonalistów katolickich decyzja papieża Franciszka o poświęceniu Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi – to polityczna deklaracja dużej wagi i ogromnej wręcz szkodliwości. Krok ten jest bowiem przez prawosławnych chrześcijan odbierany jako pobłogosławienie remake’u IV krucjaty, z Moskwą w roli zdobywanego przez zachodnich antykrzyżowców Konstantynopola. Dla dowolnego prawosławnego brzmi to tak:

Biskup Rzymu (który sam odrzucił własny tytuł Patriarchy Zachodu) poświęca obszar spoza swojej jurysdykcji kanonicznej dogmatowi, który nie został ogłoszony przez Sobór Powszechny. Politycznie zaś dla prawosławnych to wezwanie „Uczyńcie Rosję rzymską, błogosławię wam”. Dowcip polega zaś tylko na tym, że przecież ewentualna inwazja na Rosję nie będzie się dokonywać pod sztandarem markizów Monferratu, tylko bezpośrednio neo-Wenecji. I to występującej jawnie i bez rzymsko-katolickiego sztafażu. Mówiąc zaś prościej – na Wschodzie brzmi to tak: Kościół Rzymski dołącza do NATO i McDonaldsa.

Czyli, mówiąc nieco bardziej politologicznie – oba główne nurty ideologiczne Zachodu, liberalizm i konserwatyzm (bo tak odbierany i rozumiany jest Kościół katolicki, czegokolwiek margines reakcyjny nie myślałby o obecnym papieżu) jednoczą się przeciw Rosji. Cóż, różne można było sobie wymyślić projekty na zachęcenie naszych rosyjskich krewniaków do kolejnej Wielkiej Wojny Ojczyźnianej – ale muszę przyznać, że jak dotąd wykorzystano już niemal wszystkie. Niestety, ale różnym już wojskom katoliccy biskupi błogosławili różańce, gdy te szły przeciw Rosji – i nigdy się to jakoś dobrze nie kończyło. Zwłaszcza dla katolicyzmu…

 

Za płotem historii

Prezydent Putin nigdy nie chciał powtarzać Lodowego Cmentarzyska, to nie ten typ charakterologiczny. Współcześnie Rosjanie też by pewnie mieli w nosie czy jedzą rozdeptanego ćwierćfunciaka, czy pilaw. Czasem jednak wybór przychodzi z zewnątrz. Wraz z hordą tatarską, zorganizowaną grupą ideologicznych fanatyków – albo narzuconą przez wroga wojną, która widać musiała wybuchnąć, skoro właśnie wybuchła. Cóż, szkoda więc tylko, że w tej nowej sytuacji, jako Polacy, jeśli nawet nie zaszkodzimy sobie jeszcze bardziej – to zostaniemy w przeznaczonym nam miejscu historii. Za płotem.

Konrad Rękas

Za: konserwatyzm.pl (20 marca 2022) | https://konserwatyzm.pl/rekas-turan-pazdziernik-ukraina/ | Rękas: Turan – Październik – Ukraina

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content