Sojusz UPA – (Ukraina, Polska, Anglia) przeciwko Rosji

„Burżuazja angielska nie lubi wojować własnymi rękami. Zawsze wolała prowadzić wojnę cudzymi rękami. I rzeczywiście niekiedy udawało się jej znaleźć durniów gotowych wyciągnąć dla niej kasztany z ognia.”  – Józef Stalin

 

30 stycznia rząd warszawskich renegatów dowiedział się z zachodnich mediów, a za nim polska opinia publiczna o powstaniu nowego aliansu polityczno – wojskowego, nazwanego w skrócie od pierwszych liter państw go tworzących, jako Sojusz UPA, czyli Ukraina, Polska, Anglia, skierowanego przeciwko Rosji. Sama nazwa tego tworu budzi grozę, albowiem nie przypadkiem  tworzy on nazwę najbardziej ludobójczej, kolaboranckiej wobec hitlerowskich Niemiec ukraińskiej formacji zagłady o tym samym brzmieniu, odpowiedzialnej za największe i najbardziej bestialskie ludobójstwo polskiej ludności Kresów Południowo – Wschodnich, dokonane w latach 1939 – 1951. I nawet przeciwko takiej nazwie tego nowego sojuszu, nierząd warszawskich renegatów nie zaprotestował nawet słowem, co raczej już nikogo nie dziwi, przeciwnie, wyraził wręcz ochoczą gotowość oddania banderowskiej Ukrainie dosłownie wszystkiego, czego samostijna sobie tylko zażyczy do swojej dyspozycji, z polskim wojskiem włącznie do wojny przeciwko Rosji, która jeśli do niej dojdzie, skończy się totalną zagładą narodu i państwa polskiego. 

Jako pierwsza o tym nowym sojuszu mówiła minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii Liz Truss już 21 stycznia w Australii, o czym poinformował serwis BBC. Według BBC to Ukraina zainicjowała nowy format współpracy na początku grudnia, o czym również nie poinformowała swoich polskich partnerów. Ma być to część strategii małych sojuszy, takich jak np. Trójkąt Lubelski (Polska, Litwa, Ukraina).

Tak więc Polacy o swoim uczestnictwie, wymierzonym przeciwko Rosji, tradycyjnie jak w przypadku tzw. Konferencji anty irańskiej, którą zorganizowały w Warszawie na początku 2019 roku USA i Izrael, nie informując wcześniej nawet o tym przedsięwzięciu swoich warszawskich lokai. Nie inaczej stało się i tym razem. Wiedzieli o powołaniu tego antyrosyjskiego aliansu wszyscy wokół, z wyjątkiem rządzących w Warszawie zdrajców i reszty Polaków, których znowu Albion, tak samo jak w 1939 roku pcha do kolejnej wojny w wyłącznie swoim własnym interesie, który nigdy nie był i nigdy nie będzie tożsamy z jakimikolwiek polskimi sprawami narodowymi.

Tymczasem, w ukraińskich i rosyjskich mediach dość powszechnie ten nowy sojusz jest określany jako UPA, lub UPA 2.0. Pochodzi to od pierwszych liter uczestników: Україна-Польща-Англія- УПА (Ukraina-Polska-Anglia – UPA). Stało się to już nawet tematem popularnych memów, ale jest też używane także w poważnych komentarzach dotyczących tej kwestii. Tradycyjnie ta nazwa nie razi i nie przeszkadza w dobrym samopoczuciu warszawskim renegatom.

W tym tygodniu może być ogłoszony nowy sojusz łączący Wielką Brytanię, Polskę i Ukrainę – informuje ukraińska redakcja BBC. Strony uzgadniają szczegóły umowy – podaje portal.

Będzie to nowy sojusz w dziedzinie bezpieczeństwa i polityki, łączący Wielką Brytanię, Polskę i Ukrainę. Źródła BBC podają, że do Kijowa może przybyć brytyjski premier Borys Johnson. We wtorek w ukraińskiej stolicy wizytę złoży z kolei polski premier Mateusz Morawiecki. BBC twierdzi, że może być to związane z ogłoszeniem powstania nowego sojuszu.

„Poważnie pracujemy nad tą opcją, ale rozmowy trwają, uzgadniamy szczegóły” – przekazało źródło w biurze prezydenta Ukrainy.

Głównym zadaniem jak głosi komunikat BBC, nowego układu ma być przeciwdziałanie rosyjskiemu zagrożeniu i wspólna praca na rzecz przyszłości europejskiego bezpieczeństwa. Nowy sojusz tworzony jest na tle zwiększonego zagrożenia na ukraińskich granicach i dostarczania broni na Ukrainę przez Wielką Brytanię – kontynuuje.

W Polsce, niewiele jest osób, które by nie pamiętały negatywnych następstw sojuszu, jaki Polska miała z Brytanią w roku 1939, w oparciu o który, nasz kraj wszedł do wojny, z wiadomymi skutkami. Najkrócej podsumowując następstwa tego sojuszu, to były one takie, że najpierw Brytania nie udzieliła nam żadnej pomocy militarnej w roku 1939, a potem już było tylko gorzej. Od roku 1943 zgadzała się ona na odebranie nam prawie połowy terytorium, a dodatkowo jeszcze zabiegała, na konferencji w Poczdamie, by ewentualna rekompensata na Zachodzie była dla nas jak najmniejsza. Gdy się ma takiego sojusznika to już żaden wróg nie jest potrzebny. Kto się z takimi zadaje sam sobie szkodzi.

Jak widać, Anglia znowu nie ma zamiaru, ani sił, by samej się zaangażować, ale za to, jak zawsze, usiłuje posłużyć się kimś innym by wyciągać gorące kasztany z ognia. Wszystkich przebił podsekretarz stanu w brytyjskim ministerstwie obrony, James Heappey. Pisząc do dziennika The Sun, pan Heappey porównuje obecną sytuację do roku 1939 i czuje dumę z ówczesnego zachowania Brytanii: „Bycie Brytyjczykiem oznacza pójście na pomoc i obronę tych, którzy nie mogą bronić się sami. Dlatego poszliśmy na pomoc Polsce w 1939 roku”. Jak widać dobre samopoczucie nie opuszcza Anglików, a nas chyba dalej mają za ostatnich durniów, skoro znowu chcą zaproponować podobny „sojusz”.

Jak natomiast wyglądała w rzeczywistości ta brytyjska pomoc dla Polski we wrześniu 1939 roku, o której to pomocy fantazjował  podsekretarz stanu w brytyjskim ministerstwie obrony, James Heappey? Ano tak! 12 września 1939 w miejscowości Abbeville, w północnej Francji odbyła się Konferencja Francusko – Brytyjskiej Najwyższej Rady Wojennej, w której to naradzie wzięli udział osobiście premierzy obu państw –  Edouard Daladier i Neville Chamberlain[1], zwolennicy polityki appeasementu, czyli wszelkich ustępstw wobec Adolfa Hitlera i III Rzeszy. Konferencja zakończyła się dosłownie tym samym postanowieniem, czym rok wcześniej podobna konferencja w Monachium, przypieczętowująca aneksję Czechosłowacji przez hitlerowskie Niemcy. Daladier i Chamberlein podpisując ostateczne wzajemne porozumienie, postanowili ostatecznie nie udzielać Polsce militarnego wsparcia, atakując zachodnią granicę Niemiec, oraz niepodejmować generalnej ofensywy lądowej na froncie zachodnim i działań powietrznych RAF nad Niemcami była złamaniem zobowiązań wynikających z umów sojuszniczych – konwencji wojskowej do sojuszu polsko-francuskiego (zobowiązującej sojusznika do ofensywy w ciągu piętnastu dni od ogłoszenia mobilizacji) i układu polsko – brytyjskiego z 25 sierpnia1939 roku. Było to ponadto sprzeczne z deklaracjami złożonymi przez Francuzów i Brytyjczyków polskiemu ministrowi spraw wojskowych Tadeuszowi Kasprzyckiemu podczas jego misji do Paryża i Londynu wiosną 1939 r. Była to zupełnie jawna i ostentacyjna wręcz w swoim wymiarze zdrada Polski, wobec której jej brytyjscy i francuscy alianci nie zamierzali nawet przez chwilę dotrzymywać jakichkolwiek zobowiązań, złożonych przez siebie, było nie było na piśmie.

Dedykuję to pod rozwagę panu prezydentowi Dudzie, który przy każdej nadarzającej się okazji, opowiada bez żadnego zastanowienia jakieś bzdury o tym, że my Polacy mamy rzekomo jakieś zobowiązania wobec naszych sojuszników, których musimy dotrzymać. Panie Duda, pańscy tzw. sojusznicy z NATO, czyli Amerykanie, Anglicy i Francuzi, jakoś nie przejęli się tym, że nigdy nie dotrzymali w stosunku do nas żadnego zadeklarowanego wobec nas przez siebie, i to na piśmie zobowiązania, dlatego my Polacy, nie mieliśmy, nie mamy i mieć nigdy nie będziemy jakichkolwiek zobowiązań wobec nich! Wynika to z prostej zasady wzajemności, o której najprawdopodobniej, nigdy pan chyba nie słyszał.

Jak jednak widać, na co wskazują zresztą wszystkie znaki na niebie i ziemi, architekci tego projektu, nie mylą się w swoich rachubach. Widzą bowiem doskonale, że Polacy ogłupieni prymitywną propagandą, nie wyciągnęli po dziś dzień żadnych wniosków z lekcji historii, jaką ta zafundowała im już raz 83 lata temu, i bezrefleksyjnie sami wyrażają tym sposobem zgodę na jej powtórzenie, co skończy się to dla nich jeszcze bardziej tragicznie, niż po 1 września 1939 roku.  

I tak samo jak wtedy, tak i dziś do rangi niemal półbogów wynoszą zwykłych zdrajców, kreując ich wbrew wszelkiej logice i zdrowemu rozsądkowi do roli największych narodowych bohaterów, z którymi te kreatury nigdy, nie miały nic wspólnego. Przypomnijmy taką postać, której kiedyś oczekiwano niemal jak Zbawiciela, że powróci do Polski na białym koniu i oswobodzi nas Polaków spod władzy żydokomuny, gdy tymczasem, co dziś wiadomo już na pewno, że był on zwykłą kanalią, bez cienia żenady wysługującą się swoim anglosaskim właścicielom i nawet gdy otwarcie napluli mu w twarz i nie kryli dlań swojej pogardy, mimo to nadal wysługiwał się im jak najgorszy kundel, gotów poświęcić im dosłownie wszystko, i zamerdać ogonem, gdyby ci choć przez chwilę okazali mu jakąkolwiek formę, choćby tylko chwilowego uznania, wiedząc jednocześnie bardzo dobrze, że i tak już niczego w ten sposób nie uzyska. I robił to, wiedząc, że sprawa Polska została już przegrana, bo jego Panowie otwarcie nawet oznajmili, że niczego, nigdy Polakom nie gwarantowali i gwarantować nie będą i że dla swoich własnych interesów, sprzedali nas dziobatemu Gruzinowi, bez cienia wahania, a mimo to człowiek ten wiedząc to wszystko, z pełną tego faktu świadomością nadal wytracał bezsensownie najlepszych polskich żołnierzy na zachodnim teatrze wojny dla niepolskich interesów. Najbardziej znanym z jego strony, przykładem aktu, zarazem haniebnej zdrady i pospolitego kundlizmu, była bitwa o…

Wzgórze Monte Cassino, które było integralnym elementem Linii Gustawa, na której broniła się niemiecka 10. Armia zagradzająca drogę aliantów do Rzymu. Przełamania niemieckich umocnień dokonał Francuski Korpus Ekspedycyjny i z obawy przed okrążeniem Niemcy musieli się wycofać. Straty wśród Polaków były ogromne – prawie 10% korpusu, czyli 4075 żołnierzy, w tym 932 zabitych. Dalsze walki również były krwawe, łącznie we Włoszech korpus stracił 11 379 żołnierzy w tym 2301 zabitych 

Los Polski został przesądzony na przełomie listopada i grudnia 1943 r., w trakcie konferencji przywódców światowych mocarstw w Teheranie. Zanim Józef Stalin zdążył zmarszczyć brwi, Winston Churchill oświadczył, że z powodu Lwowa „serce mu nie pęknie”, a Franklin Delano Roosevelt, który liczył na głosy Polonii amerykańskiej w kolejnych wyborach, prosił jedynie o utajnienie wspólnych postanowień. Dopiero z przemówienia Lwa Albionu, wygłoszonego w Izbie Gmin 22 lutego 1944 r., opinia publiczna dowiedziała się, że Polska zostanie „wyzwolona” przez Armię Czerwoną, a jej wschodnią granicą będzie linia Curzona. Nie okazując zażenowania, Churchill „przypomniał”, że Wielka Brytania nigdy nie gwarantowała Rzeczypospolitej „żadnej szczegółowej linii granicznej”, Nie mogę odnieść wrażenia, aby żądania Rosji zabezpieczenia jej granic zachodnich wykraczały poza obręb tego, co jest rozsądne i sprawiedliwe.”i obiecał Polakom „odszkodowanie kosztem Niemiec zarówno na północy, jak i na zachodzie”. Na koniec podkreślił, że nie odczuwa, aby sowieckie roszczenia terytorialne „wykraczały poza to, co rozsądne lub sprawiedliwe”.

Generał Anders 21 lutego 1945 r. spotkał się z Winstonem Churchillem, który pytał go:

Nie jest Pan zadowolony z konferencji jałtańskiej?

Anders odpowiedział:

Mało powiedzieć, że nie jestem zadowolony. Uważam że stało się wielkie nieszczęście. Na takie załatwienie sprawy naród polski nie zasłużył i my walczący tutaj nie mogliśmy tego oczekiwać. Polska pierwsza krwawiła w tej wojnie i poniosła ogromne straty. Była sojuszniczką Wielkiej Brytanii od początku i w najcięższych dla niej chwilach. Na obczyźnie zdobyliśmy się na największy wysiłek, na jaki stać było żołnierza, w powietrzu, na morzu i lądzie. W Kraju zorganizowaliśmy największy ruch oporu przeciwko Niemcom. Żołnierz walczył o Polskę, walczył o wolność swojego Narodu. Co dzisiaj, my dowódcy, mamy powiedzieć żołnierzowi?
Rosja sowiecka, która do roku 1941 była w ścisłym sojuszu z Niemcami, zabiera nam obecnie połowę naszego terytorium, a w pozostałej części chce ustanowić swoje rządy. Wiemy z doświadczenia, do czego to zmierza.

Churchill zareagował bardzo gwałtownie:

Wy sami jesteście temu winni. Już od dawna namawiałem was do załatwienia sprawy granic z Rosją sowiecką i oddania jej ziem na wschód od linii Curzona. Gdybyście mnie posłuchali, dzisiaj cała sprawa wyglądałaby inaczej. Myśmy wschodnich granic Polski nigdy nie gwarantowali. Mamy dzisiaj dosyć wojska i waszej pomocy nie potrzebujemy. Może Pan swoje dywizje zabrać. Obejdziemy się bez nich.

 

Jak widać, wiedząc to wszystko, że ich brytyjscy właściciele sprzedali nas Polaków za bezdurno i niczego już więcej nie uzyska, mimo to posłał polskich żołnierzy na bezsensowną rzeź, o nic nie znaczące już w dniu rozpoczęcia tej bitwy 5 maja 1944 roku Wzgórze Monte Cassino, gdyż drogę na Rzym kilka godzin wcześniej w innym miejscu, o kilka kilometrów dalej na zachód od tego miejsca, otworzyły wojska amerykańskie.

 

 Generał Anders, chłopiec na posyłki swoich brytyjskich panów. Na zdjęciu obok swojego angielskiego właściciela

 

Wracając jednak do kwestii angielskich gwarancji dla polskich granic, nieprawdą były słowa Churchilla, że Brytania nigdy takich obietnic Polsce nie składała. Było dokładnie odwrotnie, ale i tego pan Anders, nie miał odwagi przypomnieć zapijaczonemu Lwowi Albionu. Taki był z niego nieustraszony bohater, o czym jednak zakłamana, obecna historiografia Polinu i jej nadzorcy już wam nie powiedzą. Tym co jednak najbardziej poraża jest to, że pół wieku temu było bardzo wielu takich, którzy oczekiwali na tego pętaka, który miał przybyć na białym koniu w charakterze ,,wyzwoliciela i zbawiciela” spod panowania wrażej komuny, którą zainstalowali nad Wisłą jego brytyjscy właściciele. Więc niby w jaki sposób ta żałosna postać miałaby sprzeciwić się ich woli? Takiego pytania jednak ci naiwni ludzie, nigdy sobie nie zadali. Trudno ich jednak za to potępiać, gdyż na ich usprawiedliwienie przemawia fakt, że nie wiedzieli o tym wszystkim, o czym dziś wiemy my. Ale już nic nie usprawiedliwia obecnego pokolenia durniów, którzy mając całą tą wiedzę, powtarzają jeszcze dziś tamte brednie o Andersie przybywającym na białym koniu, by oswobodzić zniewoloną przez komunizm Polskę! I żeby było jeszcze śmieszniej nazwiskiem tego klauna, nazywa się dziś w Czeciej Erpe ulice, szkoły, licea i skwery, wmawiając prostaczkom, że Anders wielkim bohaterem był. I jak tu ma być normalnie, kiedy sprzedajną kreaturę wykreowano na bohatera, którym nigdy nie był?

Czy Anglia gwarantowała granice Polski? Tak jest – gwarantowała.  Czy gwarantowała wszystkie jednakowo? Wschodnią granicę tak samo, jak zachodnią? Tak jest – wschodnią granicę gwarantowała zupełnie tak samo, jak zachodnią. Jeśli ktoś mówi, że Anglia nie gwarantowała określonych granic Polski – to są to wykręty. Bowiem Anglia gwarantowała uroczyście  i wyraźnie znacznie więcej, niż granice wschodnie i zachodnie Polski. W traktacie polsko – angielskim z 25 sierpnia 1939 Anglia gwarantowała status quo, tzn. stan polskich granic, jaki istniał na ówczesny czas w Europie Środkowej i Wschodniej. Anglia w zapisie traktatu zobowiązywała się użyć całej swej potęgi militarnej przeciw temu, kto by ten status quo naruszył ze stratą dla Polski.

Wystrychnięto nas na dudków, a jeszcze musieliśmy opłacić dzierżawę używania sprzętu wojennego/w tym floty (przywłaszczyli też sobie Enigmę) Ciekawe na ile wycenilibyśmy krew Polaków, którzy zginęli w obronie UK? Churchill to tylko drobny oszust i wiarołomca! 

Potraktował Andersa jak śmiecia.. A ten jeszcze bez honoru faflunił się jak ostatni szmondak.. A przecież mógł zabrać dywizje i iść do Polski.. Jak by miał honor, ale wolał skamleć jak pies. Nie zdobył się na jakikolwiek sprzeciw, nie próbował stawiać warunków w zamian za zgodę na rozbrojenie wojska. Odwrotnie tłumił pojawiające się odruchy protestu i próby manifestacji antyangielskich w  szeregach wojska.

Ale i taka historia niczego nie nauczyła polaczków, bo jak wszystko na to wskazuje dalej będą nadstawiać łeb za czyjąś wolność, nie mającą nic wspólnego z ich własną.

,,Anglia będzie walczyć z Napoleonem, aż do ostatniego rosyjskiego żołnierza.” – William Pit – Młodszy, premier Anglii w przemówieniu przed parlamentem brytyjskim w 1806 roku.

 

 

Z tym angielskim dywersyjnym, wrogim nam gównem, tak jak jego sanacyjni poprzednicy w 1939 roku, ponownie zawarł takie samo ubliżające ludzkiemu rozumowi porozumienie Macierewicz. Był to pakt polityczno-wojskowy z 21 grudnia 2017 r. To angielskie gówno obejmuje patronat z poręki amerykańskiej nad terenami byłej II RP, by tradycyjnie mieszać na przedpolu rosyjskim, na bramie wiodącej do Bosforu, Suezu, Azji Centralnej i Chin. Anglosasi to nasz najzajadlejszy wróg i szkodnik. Więc PiS tylko po raz tysięczny potwierdza, że jest bandą antypolskich renegatów i zdrajców, a Trójporozumienie angielsko-ukraińsko-polskie to znak naszego całkowitego upadku. Symbol totalnego skundlenia. Anglia niczego poza destrukcją i dywersją tu nie zrobi. Za słaba i zbyt cyniczna, by budować (Rosja na nic takiego Londynowi nie pozwoli), wystarczająco jednak silna, by dla zabezpieczenia interesów USA, dewastować nasz region. Największym frajerem, który poniesie obecnie, ogromne straty w tym wszystkim będzie nasz kraj.

Jakże odwrotnie do bezmyślnej i antypolskiej polityki, prowadzonej przez bandę renegatów z Warszawy, zastanawiam się w czyim imieniu?, prowadzą państwa Poważne. Izrael zasygnalizował krajom bałtyckim, które zdecydowały się wysłać na Ukrainę amerykańską broń, że nie zgodzi się na przekazanie Ukraińcom żadnego uzbrojenia swojej produkcji – pisze serwis „Breaking Defense”.

W związku z tym pojawiły się pytania, jakie jeszcze systemy uzbrojenia mogą zostać przekazane Ukrainie. Serwis „Breaking Defense” pisze, że z potencjalnej listy można wykreślić broń produkcji izraelskiej. 

Węgry dysponują wystarczającą liczbą narodowych sił zbrojnych i rozmieszczanie dodatkowych jednostek NATO na terytorium kraju jest nieuzasadnione – powiedział węgierski minister obrony Tibor Benke.

Jednocześnie nasze stanowisko jest takie, że zgodnie z podstawowym założeniem Programu Rozwoju Obronności i Sił Zbrojnych Węgry stworzyły już takie siły narodowe, zbudowały taki potencjał narodowy, że w obecnej sytuacji nie ma potrzeby polegania na zagranicznych siłach zbrojnych i jednostkach. Podążamy dalej tą drogą, dlatego teraz, w obecnej sytuacji, nie uważamy za stosowne ani nie wymagamy rozmieszczenia tu dodatkowych sił NATO – powiedział Benke w węgierskim radiu InfoRádió.

O czymś takim na dzień dzisiejszy, my Polacy, możemy wyłącznie pomarzyć. Jak pisał Jan Kochanowski, jako naród nadal jesteśmy głupi przed szkodą i po szkodzie, gotowi popełnić zbiorowe samobójstwo dla nieswoich interesów.

____________________________________________________________ 

 

Informacja z dnia dzisiejszego 17 lutego 2022 r.

Sojusz UPA stał się faktem 

O powstaniu nowego formatu poinformowali w czwartek w Kijowie ministrowie spraw zagranicznych Ukrainy i Wielkiej Brytanii – Dmytro Kułeba i Liz Truss. Jak powiadomił Dmytro Kułeba, minister spraw zagranicznych RP Zbigniew Rau nie mógł być obecny w Kijowie z przyczyn „logistycznych”.

Treść oświadczenia została opublikowana na stronach internetowych ministerstw spraw zagranicznych trzech krajów.

,,W oświadczeniu stwierdzono m.in, że „Polskę, Ukrainę oraz Wielką Brytanię łączą… głębokie więzi historyczne, zbudowane w oparciu o wspólne wartości, przywiązanie do pokoju i bezpieczeństwa oraz wspólną historię powstrzymywania agresorów zagrażających wolności w Europie”.

Szczególnie ta część oświadczenia jest bezczelną obelgą rzuconą w twarz wszystkim Polakom, próbując w ten bezczelnie prymitywny sposób wmówić nam, że z Anglią i Ukrainą wiążą nas jakieś wspólne więzi historyczne, oparte o wspólne wartości, przywiązanie do pokoju, a szczególnie… wspólną historię powstrzymywania agresorów zagrażających wolności w Europie!!!

Zarówno z Anglią, jak i obecną banderowską Ukrainą nie łączyły i nie łączą nas absolutnie żadne więzi historyczne. No może poza tymi, że Anglia począwszy od panowania Ich królowej Elżbiety I, rudej psychopatki, lubującej się w najbardziej zwyrodniałych zbrodniach, aż po dziś dzień nie opuścili żadnej okazji do podkopywania istnienia polskiej państwowości, co czynili rękami protestanckich Prus, wywołanego i opłacanego przez siebie tzw. ,,powstania” Chmielnickiego w 1648 roku, aż po wspieranie wespół z amerykańskimi służbami specjalnymi band ukraińskich szowinistów z OUN – UPA, dokonujących bestialskiego ludobójstwa polskich mieszkańców Wołynia i Małopolski Wschodniej w latach 1943 – 1944.  

I takie same dokładnie więzi historyczne łączą nas Polaków z Ukraińcami, a mianowicie kolejne pasma masowych zbrodni ludobójstwa, dokonanych przez Ukraińców na Polakach, począwszy od buntu Chmielnickiego, przez Rzeź Humańską, po ludobójstwo naszych rodaków w latach 1918 – 1919 przez hajdamaków z Ukraińskiej Armii Halickiej na lwowskich Orlętach i polskich mieszkańcach Małopolski Wschodniej, a na kolejnym ukraińskim ludobójstwie Polaków w latach 1939 – 1951 kończąc.

To są te jedyne ,,więzi”, które ,,łączą” nas z tymi dwoma zwyrodniałymi nacjami, które odcisnęły się w naszej Polskiej historii w sposób szczególnie wrogi i zbrodniczy, za co nie tylko obie, nigdy nie wyraziły wobec nas Polaków, najmniejszej nawet skruchy, ale otwarcie deklarują, szczególnie Ukraińcy, że przy pierwszej nadarzającej się okazji, zrobią nam powtórkę z historii.

Nie mamy również jako Naród i Państwo, absolutnie żadnych wspólnych wartości zarówno Albionem, jak i Samostijną. Ich bowiem tzw. ,,wartości” oparte są o fundament nieustających zbrodniczych spisków, zdrad, najazdów, gwałtów i grabieży, zupełnie rozmijających się z naszymi polskimi wartościami, opartymi o chrześcijańskie zasady oraz prawa i zwyczaje cywilizacji łacińskiej. Jakże więc można wmawiać ludziom takie brednie, ubliżające inteligencji nawet niedawnego, średnio rozgarniętego gimnazjalisty, że nas Polaków łączą jakieś wspólne wartości i historyczne więzi z tymi dwoma, zupełnie wynaturzonymi tworami jak Anglia i Ukraina. Państwami z których pierwsze wspierało od początku ich istnienia, dwa najbardziej zbrodnicze totalitaryzmy dwudziestego wieku, czyli Związek Sowiecki i hitlerowskie Niemcy, a z kolei Ukraińcy dosłownie na kolanach, jak ostatni kundle wysługiwali się również Sowietom, a w sposób ary szczególny nazistowskim Niemcom. 

Wypisywanie więc ubliżających w sposób dosłownie chamski, wierutnych bredni i bezczelnych kłamstw, że Ukrainę i Anglię łączy z nami Polakami wspólne przywiązanie do pokoju i bezpieczeństwa oraz wspólna historia powstrzymywania agresorów zagrażających wolności w Europie, jest szyderczą kpiną rzuconą nam wszystkim dosłownie w twarz i dającą nam otwarcie do zrozumienia, że uważają nas za skończonych durniów, którym można wcisnąć dosłownie wszystko. W myśl zasady Lisa i Kurskiego, że ciemny lud kupi wszystko.

Jacek Boki – Elbląg

15 – 19 Luty 2022 r.

 

Źródła:

 

Za: Kresy we krwi (19 lutego 2022) | http://kresywekrwi.blogspot.com/2022/02/sojusz-upa-ukraina-polska-anglia.html?m=0

Skip to content