S(wąd) Najwyższy – Jason Morgan

S(wąd) Najwyższy i upadek Andrzeja „katolika” Cuomo

Ostatnio w prasie pojawiła się lawina artykułów na temat, który obecny jest od czasu do czasu w mediach. Mianowicie: Czy Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych na swojej następnej sesji odrzuci sprawę Roe przeciwko Wade? Po raz pierwszy tego rodzaju spekulacje zaczęły się, przynajmniej z tego, co pamiętam, w sprawie Planned Parenthood przeciwko Casey (1992). City of Akron przeciwko Akron Center for Reproductive Health (1986) i Webster przeciwko Reproductive Health Services (1989) również były ważne, ale nie tak monumentalne jak sprawa Casey. Obrońcy życia mieli wielką nadzieję, że orzeczenie w sprawa Roe zostanie wtedy cofnięte. Jednakże Sąd Najwyższy orzekł w sprawie Planned Parenthood przeciwko Casey, że orzeczenie w sprawie Roe była zasadniczo uzasadnione, że Konstytucja Stanów Zjednoczonych, chociaż nigdzie w niej nie pojawia się słowo „aborcja”, gwarantowała prawo kobiety do „wyboru” zakończenia rozwijającego się w niej życia.

Jakby chcąc jeszcze bardziej podkreślić porażkę pro-liferów, opinię większości w sprawie Casey napisali trzej sędziowie mianowani przez prezydentów republikańskich.

Nawet przed orzeczeniem Planned Parenthood przeciwko Casey, które powinno działać jak sole trzeźwiące na każdego, kto wciąż żyje złudzeniem, że Sąd Najwyższy pewnego dnia zatrzyma ogólnonarodową formę spędzania wolnego czasu, polegającą na dzieciobójstwie; polityka aborcyjna SCOTUS [powszechny skrót oznaczający Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych – Supreme Court of the United States] była tak ohydna, jak wszystko w Waszyngtonie. W 1987 roku prezydent Ronald Reagan próbował nominować Roberta Borka do Sądu Najwyższego. Bork nie był zadeklarowanym zwolennikiem życia nienarodzonych, ale był zagorzałym krytykiem pokręconej logiki Roe v. Wade. Właściwie to wszystko, co powinien wiedzieć na ten temat „katolicki” senator z Massachusetts, Ted Kennedy. Senator Kennedy złorzeczył Borkowi w niesławnym przemówieniu sprzeciwiającym się jego nominacji, twierdząc, że sędzia Robert Bork w Sądzie Najwyższym doprowadziłby do „pokątnej aborcji” dla amerykańskich kobiet.

Cztery lata później Kongres osiągnął nowe dno, kiedy nominat George H.W. Busha do Sądu Najwyższego, wybitny sędzia i były przewodniczący Komisji Równych Szans Zatrudnienia Clarence Thomas, został ofiarą, jak to sam określił, „zaawansowanego technologicznie linczu” podczas procesu zatwierdzania Kongresie.

 

Thomas, ofiara „zaawansowanego technologicznie linczu? Joseph Robinette Biden „katolicki” „prezydent” USA?

Nawet po udanej nominacji Clarence’a Thomasa do Sądu Najwyższego, sprawa Roe nadal wbijała swoje pazury coraz głębiej w politykę rządu amerykańskiego. Za czasów administracji prezydenta Baracka Obamy możliwe było, aby „katolicki” sekretarz ds. zdrowia i opieki społecznej ścigał grupę sióstr zakonnych stojących w obronie życia, znanych jako Małe Siostry Ubogich (https://www.law. cornell.edu/supremecourt/text/14-1418) a mimo tego, jej szef otrzymał ponad połowę głosów katolickich w dniu wyborów (https://www.patheos.com/blogs/deaconsbench/2012/11/obama-wins). Stało się jasne, że Roe to nie sprawa sądowa, to cień padający na w cały nasz kraj.

Prawdę mówiąc, antyludzka ideologia, filozofia piekła, która odniosła zwycięstwo w sprawie Roe, była obecna na długo przedtem. Na przykład w sprawie z 1927 r. Buck przeciwko Bell, słynny sędzia Sądu Najwyższego Oliver Wendell Holmes, mówiąc o kobiecie o imieniu Carrie Buck, której zarzucano, że jest upośledzona umysłowo i która została w związku z tym wysterylizowana wbrew swojej woli z powodów eugenicznych, stwierdził, że „wystarczą trzy pokolenia imbecyli.”

Cały Sąd Najwyższy zgodził się z tą nienawistną i nieludzką deklaracją, z wyjątkiem jednego sędziego: Pierce’a Butlera, syna irlandzkich imigrantów. Butler został mianowany przez republikańskiego prezydenta Warrena G. Hardinga, pomimo hałaśliwej opozycji amerykańskich liberałów, w tym oczywiście KKK. (Demokratyczny Prezydent, Franklin D. RoosevelT, zrekompensował to niedopatrzenie, mianując Hugo Blacka, prawdziwego członka Klanu, do Sądu Najwyższego czternaście lat po tym, jak Butler otrzymał nominację. (https://chicagounbound.uchicago.edu/cgi/viewcontent.cgi? article=1000&context=crosskey_lectures)

Po Butlerze obecność katolików w Sądzie Najwyższym stała pod znakiem zapytania. Logika orzeczenia w sprawie Roe działała i rosła w siłę. Inni katoliccy sędziowie SCOTUS, tacy jak sędzia Thomas, sędzia Antonin Scalia i sędzia Samuel Alito, zajęli otwarte stanowisko przeciwko nieludzkiej alogiczności orzeczenia w sprawie Roe. Jednak byli także inni katoliccy sędziowie, tacy jak sędzia główny John Roberts, sędzia Anthony Kennedy (który napisał żałosną opinię większości w sprawie Planned Parenthood przeciwko Casey, nonsens, którego uczennica z liceum wstydziłaby się umieścić w swoim pamiętniku), i sędzia Sonia Sotomayor. Oni okazali się znacznie bardziej skłonni do pozostawienia orzeczenia w sprawie Roe w nienaruszonym stanie.

Dlatego właśnie w zeszłym roku, kiedy zwyczajowy kryzys związany z nominacją kogoś do Sądu Najwyższego rozbudził emocje wraz z mianowaniem Amy Coney Barrett przez prezydenta Donalda Trumpa, z całym szacunkiem odmówiłem wciągnięcia mnie w ten szum. „Wybierz ACB i zakończ Roe!” – podnoszono wrzawę. Być może. Ale będąc realistą, a może nie, zasugerowałem w artykule w The Remnant we wrześniu 2020 roku, że znacznie lepszym wyborem byłaby Katrina Jackson (https://remnantnewspaper.com/web/index.php/fetzen-fliegen/item/5064-please-nominate-katrina-jackson).

Dlaczego? Ponieważ, w przeciwieństwie do prawie każdego, kto mógłby zostać mianowany, była kongresmenka stanu Luizjana Jackson jest w rzeczywistości szczerą zwolenniczką życia nienarodzonego. Napisała ustawę dla Luizjany, którą Sąd Najwyższy uznał za niekonstytucyjną w orzeczeniu, June Medical Services, LLC przeciwko Russo. June Medical Services była jedną z ostatnich spraw, o których decydowała sędzia Ruth Bader Ginsburg, zanim zmarła we wrześniu 2020 r., co z kolei wywołało szaleństwo związane z wyborem jej zastępcy. Pomyślałem, że znacznie bezpieczniej byłoby wysłać do Sądu Najwyższego kogoś, kto sprzeciwił się prawie całej jej partii politycznej – Katrina Jackson jest demokratką – w celu poparcia stanowiska w obronie życia, niż wysłać tam osobę dobrze umocowaną, „ konserwatywną katoliczkę” z rodowodem z katolickiego uniwersytetu Notre Dame. Niestety, deklaracja bycia katolikiem w dzisiejszych czasach jest najmniej wiarygodnym wskaźnikiem tego, czy dany sędzia obroni ludzkie życie.

Jednak teraz, gdy znowu jesteśmy w fazie prognoz SCOTUS dotyczących losu sprawy Roe, jestem jeszcze bardziej cyniczny co do szans na unieważnienie tej decyzji niż w zeszłym roku. Być może również padłem ofiarą tego, co zacząłem nazywać „S(wąd) Najwyższy”.

„S(wąd) Najwyższy” był dla mnie na początku sposobem na opisanie sobie frustracji odnoszącej się do Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych. Obrońcy życia raz po raz walczyli z nienawiścią do życia, unikając wszelkiej złośliwości, inwektyw i faktycznej przemocy, rzucanej w nas przez stronę „za wyborem”, gdy próbowaliśmy przeforsować kolejnego białego rycerza lub Joannę d’Arc do SCOTUS. Bez względu na to, co zrobimy, wydaje się, że strona śmierci wciąż wygrywa. Poćwiartowane ciała są wrzucane do śmietników, a te, dzień po dniu wywożone na wysypiska śmieci. Przyszłe cywilizacje przejrzą te nasze sterty śmieci i odnajdą dziesiątki milionów szczątków płodowych i potępią nas, jeśli będzie wtedy jakaś sprawiedliwość, za bycie całkowicie zdeprawowanym i barbarzyńskim narodem. Obrońcy życia próbują powstrzymać zabijanie od prawie pięćdziesięciu lat. Proceder trwa, a w każdej nowej sprawie Sąd Najwyższy wydaje się potwierdzać orzeczenie w sprawie Roe nie tylko jako decyzję, ale także jako stanowisko pewne –  episteme. Doszedłem do wniosku, że sensem rządu amerykańskiego jest śmierć. Bez satysfakcji zacząłem uważać, że cały establishment, a nie tylko Sąd Najwyższy, jest pod wpływem kultury śmierci.

Doszedłem do wniosku, że sensem rządu amerykańskiego jest śmierć.

To potępienie Waszyngtonu – napędzanego przez elity kultury śmierci, które rządzą nie tylko naszym krajem, ale, dzięki Klausowi Schwabowi i jego marionetkom, praktycznie całym światem – jest tym, co teraz nazywam „S(wądem) Najwyższym”. Nasz świat jest chory, zepsuty na wskroś. Śmierć króluje też tu, na dole.

Oczywiście zawsze tak było. Miasto Boże św. Augustyna jest istotną lekcją historii dla każdego, kto chciałby gloryfikować przeszłość jako czas większej moralności niż nasza własna. Ale tym razem jest inaczej. Wydaje się, że diabeł otrzymał teraz znacznie większą swobodę niż kiedykolwiek wcześniej. Być może dlatego, że powódź łaski, którą sprowadza Msza łacińska, została ograniczona do strumyka po Soborze Watykańskim II. W tej godzinie niepewności, jakkolwiek analizujemy przyczynę, mamy tylko śmierć, a każda droga, która wydaje się prowadzić nas z powrotem do światła życia, prowadzi również do śmierci.

Tak więc, kiedy opowiadałem się za Katriną Jackson, aby została następną sędzią SCOTUS, może byłem tak samo zwiedziony jak wszyscy inni. Być może kongresmenka Jackson mogła wezwać Sąd Najwyższy do obalenia orzeczenia w sprawie Roe. Ale nawet gdyby to zrobiła, czy kraj naprawdę by tego  posłuchał? Czy naród, który został sparaliżowany „materialną dziewczyną”, krypto-marksizmem „Madonny”, półludzkim krwawym sportem „mieszanych sztuk walki”, wygibasami  Britney Spears i Cardi B naprawdę mógłby żyć bez kultury śmierci? Czy jedno orzeczenie SCOTUSA – zakładając, że nie zostałoby ono natychmiast obalone przez „prezydenta” Bidena, obsadzającego sąd pięćdziesięcioma dodatkowymi sędziami z szeregów Fundacji Clintona – naprawdę wyrwałoby Amerykę z długiego romansu z samym diabłem?

 

Rozważmy  przypadek Andrew Cuomo, aby zorientować się, jak bardzo upadliśmy.

Rozważmy  przypadek Andrew Cuomo, aby zorientować się, jak bardzo upadliśmy. W styczniu 2019 r. ówczesny gubernator Nowego Jorku podpisał ustawę o zdrowiu reprodukcyjnym, jeden z najbardziej krwiożerczych aktów prawnych od czasu „Ustawy o zapobieganiu potomstwu z chorobami dziedzicznymi” (https://www.ushmm.org/learn/timeline-of-events/1933-1938/law-for-the-prevention-of-offspring-with-hereditary-diseases). Gubernator Cuomo następnie podświetlił najbardziej znane budynki w całym Nowym Jorku, by uczcić ustawę, która na nowo zdefiniowała znaczenie „osoby”, aby umożliwić dzieciom podróżującym kanałem rodnym pocięcie na kawałki i wyrzucenie na śmietnik.

(Gubernator Wirginii Ralph Northam, miłośnik rasistowskich gagów z czarnymi twarzami, podpisał podobne przepisy w kwietniu 2020 r,  podwyższając nawet stawkę, aby chronić tych, którzy mordują dzieci, które już się urodziły.)

Kiedy w 2019 r. wybuchła pandemia chińskiego koronawirusa, gubernator Cuomo przekształcił się w empatycznego humanitarystę, testując sztuczki PR, które wyraźnie planował wykorzystać w zbliżających się wyborach prezydenckich. W międzyczasie Cuomo popełniał masowe zabójstwa w domach opieki w Nowym Jorku, być może starając się wzmocnić swój arkusz kalkulacyjny, dodając ubój starszych mieszkańców Nowego Jorku do już wykazanego rachunku w zabijaniu najmniejszych mieszkańców Nowego Jorku.

To przerażająca lista przypadków bezwzględnej, a nawet dumnej pogardy dla ludzkiego życia. A jednak, pomimo tych oficjalnych działań, które nawet Nerona skłoniłyby do robienia notatek, upadek Andrew Cuomo w zeszłym tygodniu nie był spowodowany żadnym z powyższych powodów. Cuomo został w końcu obalony ze względu na jego clintonowski zwyczaj obmacywania i molestowania każdej kobiety w jego zasięgu. Jest to horror sam w sobie, a odważne kobiety, które wystąpiły i pokonały lubieżnego potwora, powinny być za to nagrodzone. Można by przypuszczać, że wampiryczne prawa, ogłaszające otwarty sezon na polowanie na niemowlęta w łonie matki wystarczyłyby, aby założyć Cuomo kaftan bezpieczeństwa i umieścić go w wyściełanej celi.

Bynajmniej. Amerykanie nauczyli się żyć ze śmiercią. Wygląda na to, że Amerykanie potrzebują śmierci i muszą mieć jej coraz więcej przez cały czas. Kultura śmierci wkroczyła w nasz „amerykański styl życia”, tak że nasz sposób życia jest teraz oparty na nieskrępowanym dostępie do ofiar z ludzi. Molestowanie seksualne – lub, w przypadku Cuomo, coś, co wydaje się być znacznie bliższe seryjnej napaści na tle seksualnym – jest przestępstwem, które wywraca żołądek. Czy jednak ruch #MeToo nie praktykuje odrobiny selektywności w swoim oburzeniu? Nie chcę sugerować tutaj, że jeden z głównych rywali „wiceprezydenta” Kamali Harris w wyborach 2024 jest teraz przetrącony i wyeliminowany. Mam na myśli raczej: Dlaczego zwolennicy #MeToo słusznie protestują, gdy Andrew Cuomo obmacuje kobiety, ale wspierają go, gdy zapala zielone światło aborcjonistkom dla zeskrobywania ich macic i zabijania głównie kobiecej części populacji Nowego Jorku? Gdyby płody miały telefony komórkowe i konta na Twitterze, czy #MeToo nie oznaczałoby czegoś zupełnie innego – „Uratuj mnie od skalpela i lampy próżniowej”?

W swojej książce z 2018 roku Dlaczego liberalizm się nie udał, Patrick Deneen przedstawia swoją krytykę ideologii liberalizmu. „Z trzech dominujących ideologii XX wieku — faszyzmu, komunizmu i liberalizmu — mówi o książce wydawca Deneena — pozostaje tylko ta ostatnia. Stworzyło to osobliwą sytuację, w której zwolennicy liberalizmu zapominają, że jest to ideologia, a nie naturalny stan końcowy ludzkiej ewolucji politycznej”. (https://yalebooks.yale.edu/book/9780300223446/why-liberalism-failed) Ale czy możemy powiedzieć, że sytuacja zmieniła się w ciągu zaledwie trzech krótkich lat, odkąd książka Deneena stała się głównym tematem przeintelektualizowanych rozmów o stanie Ameryki? Myślę, że opuściliśmy całkowicie przestrzeń ideologii i weszliśmy w czas demonów, kiedy świat jest nagi w niewoli diabła. Ideologia nie oddaje nic z wrogości, tępej nienawiści obecnej sytuacji. Eksperci wydają teraz książki o zagrożeniach „amerykańskiego marksizmu”, ale nie sądzę, by „marksizm” był właściwym narzędziem wyjaśnienia zła, które się rozprzestrzenia. Spójrzmy za siebie, na Sodomę i Gomorę i zrozummy , że od wieków ten sam zły duch kierował tym, co kiedyś uważaliśmy za czysto ludzkie wydarzenia. Marksizm, liberalizm, eugenika, rasizm, nazizm, komunizm, socjalizm, „fuzjonizm”, wszystkie ideologie wszystkich czasów były tylko odskoczniami do demonicznego szaleństwa 2021 roku.

To S(wąd) Najwyższy, którego mamy nieszczęście być dzisiaj świadkami. Śmierć rządzi wszystkim. Reguły piekła wyparły ludzkie instytucje, które niegdyś przygotowywały społeczeństwo do nieustannych ataków diabła. Jedynym przewodnikiem po tym sabacie czarownic jest Stary Testament. Ideologia podobna jest do postrzępionej pajęczyny i uchwytuje tylko częściowo naszą obecną sytuację. Otwórzmy strony dawnych proroków, przeczytajmy Eliasza, Jeremiasza, Ezechiela i Hioba. Nie będziemy już mieć fałszywego luksusu przekonywania samych siebie, że rozumiemy nasz świat po ludzku, że kategorie, które narzucamy społeczeństwu, ujawniają prawdę o tym, co się wokół nas dzieje. Każdy, kto ma oczy do patrzenia, może wiedzieć, że „krytyczna teoria rasy”, perwersje drapieżników LGBT w naszych szkołach, neofaszyzm samozwańczych lordów technologii, znakowanie przez satanistyczne bestie szczepionkami z komórek płodowych i próby używania tych szczepionek do kontrolowania ludzi jak bydła i prześladowania wiernych chrześcijan i żydów nie mają nic wspólnego z „ideologią”. Fałszywy grymas uśmiechu przed kamerą też nie. Nikt już nie zadaje sobie trudu, by chować się za wymyślnymi słowami i niedopieczonymi ideami ideologów.

Wzór na skrzydłach szatana jest mapą świata, którym on teraz kieruje. Pamiętajmy, że Nowy Jork stał się pod rządami gubernatora Cuomo i jego „rywala”, burmistrza Billa de Blasio, siedliskiem antysemickiej nienawiści. To jest Swąd Najwyższy. Na poziomie politycznym mamy wybór między pokręconym mizoginem w gabinecie gubernatora a tępym, żądnym chwały kabotynem jako burmistrzem. Spierają się publicznie i obrażają się nawzajem, wiwatując, gdy drugi cierpi i zwija się z bólu… Obaj jednak dość otwarcie służą temu samemu mistrzowi, Swędowi Najwyższemu. Kultura śmierci stała się tkanką, z której utkana jest codzienna niegodziwość tego świata.

W sytuacji gdy Stany Zjednoczone – państwo, który narzuca aborcję i sodomię słabszym narodom i które przeprowadziło zamach stanu przeciwko prezydentowi, który rzeczywiście miał odwagę stawić czoła reżimowi Roe – tonie pod falami tyranii, zrezygnowałem z odzyskania Sądu Najwyższego. Obawiam się, że teraz nie ma to znaczenia. Nasz rząd i znaczna część naszego społeczeństwa rozwinęły w pełni uzależnienie od zadawania cierpienia i mordowania dzieci oraz straszliwej samotności i blizn psychicznych, które towarzyszą ich matkom oraz od tysięcy innych nienawistnych i antyludzkich rozrywek. Tak jak w samym piekle, na walucie Waszyngtonu  wybite jest okrucieństwo i wizerunek  kłamstwa. Swąd Najwyższy.

Jason Morgan

 

„…Wiedzieliśmy, że świat nie będzie taki sam. Kilka osób się śmiało, kilka osób płakało, większość milczała. Przypomniałem sobie wers z  hinduskiej pieśni, Bhagavad-Gity. Wisznu próbuje przekonać Księcia, że powinien wypełnić swój obowiązek i zaimponować mu, przybiera swoją wieloręką postać i mówi: „Teraz stałem się Śmiercią, niszczycielem światów”. Przypuszczam, że wszyscy tak myśleliśmy…

J. Robert Oppenheimer

Tłum. Sławomir Soja

Źródło: The Remnant (August 12, 2021) – „Supreme Mort and the Fall of Andrew ‘The Catholic’ Cuomo”

 


 

KOMENTARZ BIBUŁY: Odniesiemy się tylko do jednego nieszczęsnego akapitu: „Pamiętajmy: Nowy Jork stał się pod rządami gubernatora Cuomo i jego „rywala”, burmistrza Billa de Blasio, siedliskiem antysemickiej nienawiści.” Niestety, w całkiem zdrowej analizie wtłoczenie na koniec takiej konstatacji, jest jakimś blamażem. Bo to, że w połowie roku w Nowym Jorku miały miejsce antyizraelskie demonstracje przeciwko eskalacji działań militarnych Izraela i dokonywanych aktów ludobójstwa przez te siły na Bliskim Wschodzie, a w czasie tych demontracji młodzieńcy starli się ze sobą i kilku osobnikom strącono z głów jarmułki, trudno nazwać „siedliskiem antysemickiej nienawiści”. Widocznie autor zbyt dużo oglądał w tym czasie telewizji i czytał raportów Ligi Antydefamacyjnej (w sumie, jedno i to samo źródło dezinformacji) i trochę zagalopował się. Pamiętajmy również, że kto od co najmniej 70 lat sieje wiatr, zbiera burzę.

Acha, i jeszcze jedno: przypisywanie byłemu (?) prezydentowi Donaldowi Trumpowi jakiejś nadzwyczajnej odwagi w walce z aborcją, jest lekkim nadużyciem. Owszem, trzeba przyznać, że był (jest?) nielicznym prezydentem, który wypowiadał się publicznie w tej sprawie, że nawet zaszczycił swą obecnością Marsz w obronie Życia, ale z drugiej strony pamiętajmy, że z taką samą troską podpisywał pro-sodomskie akty. Politycznie dbał o prawicowy elektorat, jednocześnie sprzyjał kontynuowaniu wielu destrukcyjnych tendencji. Jak to wszystko łączył to w swojej duszy, nie nam się wypowiadać.

 


 

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content