Antysemita, ale nasz – Krzysztof Baliński

28 kwietnia ulicami Kijowa przeszedł marsz. Potępił go ambasador Izraela, ale ust nie otworzył ambasador Polski. Wody w usta nabrał także minister Rau. Milczał strachliwie polski Sejm, polski Senat i polski IPN. Milczała „Wyborcza”, Biały Dom i lobby żydowskie w Waszyngtonie. Rzecznik Departament Stanu ograniczył się do komunikatu: „odrzucamy rosyjską kampanię dezinformacyjną, która łączy poparcie dla ukraińskiej suwerenności z poparciem dla neonazistowskich i faszystowskich ideologii”. Nie wyjaśnił jednak, jaki związek z Rosją i rosyjską dezinformacją ma marsz neonazistów ku czci dywizji SS Galizien.

Media rozpisywały się o jego korzeniach i korzeniach ojczyma, który przeżył holokaust. Tymczasem Antony Blinken, gdy po raz pierwszy po objęciu urzędu zabrał publicznie głos na temat holokaustu, za współudział w zagładzie Żydów potępił… Amerykanów. Przypomniał, że to antysemici z departamentu, na czele którego stoi, sprzeciwiali się przyjęciu uchodźców żydowskich z Europy. Dostało się też Polakom – w liście do WJRO zapewnił o priorytetowym traktowaniu restytucji mienia z czasów Holocaustu. Nic natomiast nie powiedział o Niemcach i ich kolaborantach. Błędu nie naprawił w tydzień później, podczas wizyty w Kijowie. Nie dokonał też inspekcji kilkudziesięciu pomników poświęconych SS Galizien i przemianowanych na Banderę ulic.

W lutym 2010 r. z ulgą przyjęli zwycięstwo Wiktora Janukowycza. Szczególnie zadowoleni byli Żydzi mieszkający na zachodzie kraju. W Izraelu głos na niego oddało 72% imigrantów z Ukrainy. I nic dziwnego – jego poprzednik podpisał dekret nadający UPA status bojowników o wolność; nadał pośmiertnie Banderze tytułu bohatera i uznał, że „może być chwalebnym przykładem dla wielu politycznych i społecznych sił Ukrainy”; szefem IPN zrobił Wołodymyra Wiatrowycza (który z archiwów usuwał materiały o pogromach Żydów); zezwolił zwoływanie w Kijowie parad, na których wznoszono okrzyki „Bij żyda”. Obowiązkową lekturą stał się poemat „Hajdamacy”, w którym Taras Szewczenko wzywa do mordowania Żydów, i w którym przeczytać można, że Żyd to „świnia i parch”, a dzieci w szkołach uczyły się z „Podręcznika małego banderowca” (w którym UPA to ruch wyzwoleńczy spod „polskiej okupacji”). Janukowycz zerwał z taką polityką, dekrety anulował, ale nic mu to nie pomogło.

W tym miejscu przypomnijmy – Majdan został w znacznej mierze wywołany przez lobby żydowskie w Waszyngtonie. Czynny udział wzięła w nim Victoria Nuland vel Nudelman, dziś prawa ręka Blinkena, która nie zwracała uwagi na to, że na Majdanie wznoszono transparenty sławiące sprawców okropieństw wymierzonych w jej ziomków, że demokratycznie wybranego prezydenta obalają neonazistowskie oddziały szturmowe, że ideologia i sposoby działania partii Swoboda są nazistowskie. Ignorowała też głosy mediów izraelskich, alarmujących z przerażeniem, że czcicieli Bandery jest pełno w partii mera Lwowa oraz formacjach Tymoszenki, Jaceniuka i Poroszenki. Nie przeszkadzało jej, że pomajdaniarski rząd przystąpił do wybielania kolaborantów Hitlera na szczeblu państwowym.

„Po raz pierwszy od zakończenia wojny do władzy dochodzi partia, która otwarcie solidaryzuje się ze zbrodniarzami nazistowskimi” – ogłosiło izraelskie radio Głos Rosji. „Nie tylko Swoboda, której przewodzi syn osławionego mordercy Polaków, ale wiele innych organizacji ma długą historię antysemityzmu. Nie tylko cytują Goebbelsa, ale wzywają do rozliczenia ‘moskiewsko-żydowskiej mafii’ rządzącej Ukrainą” – alarmowały żydowskie gazety. Głośnym stał się burmistrz Użhoroda, po tym jak nazwał Arsenija Jeceniuka „bezczelnym Żydem, który służył złodziejom i próbuje zostać prezydentem za pieniądze kryminalistów. Wydaje mu się, że wybory odbywają się w jakimś kibucu”. A mówił o ówczesnym premierze, który na początku lat 90., mając zaledwie 18 lat, był właścicielem firmy Yurek Ltd, specjalizującej się w obsłudze prawnej żydowskich oligarchów prywatyzujących fabryki, banki i media.

Protesty skończyły się jak rękę odjął, gdy w tym umocowanym w psyche Żydów kraju antysemitów i pogromów, premierem został Wołodymyr Grojsman. Te same media podkreślać zaczęły nagle, że żydowskie pochodzenie Grojsmana nie odegrało żadnej roli, „bo na Ukrainie antysemityzm nie jest tak powszechny jak w Polsce, gdzie Żydzi często kojarzeni są z komunizmem”, a w niepodległej Ukrainie „antysemityzm został zmarginalizowany”. „Znaczące jest, że nikt nie sprzeciwiał się, aby Żyd został premierem” – zauważył prof. David Fishman z centralnej jesziwy N. Jorku. Wg „Jewish Week” nie było antysemityzmu wymierzonego w Grojsmana, mimo że wielu daje posłuch plotkom o kraju rządzonym przez żydowską kabałę, mimo że prawdziwe nazwisko Poroszenki to Walcman (a używane jest nazwiskiem jego matki), mimo że biuro prasowe prezydenta zwróciło się z prośbą do magazynu „Forbes”, aby usunął nazwisko Poroszenki z Listy najbogatszych Żydów świata, i mimo że matka Grojsmana użyła publicznie słowa „żydo-banderowszczyzna”.

Gdy 25 maja 2016 parlament uczcił chwilą ciszy Symona Petlurę, oskarżanego o wymordowanie 50 tysięcy Żydów, naczelny rabin Zissels oświadczył: „Zajmowanie się tym tematem prowadzi do niepotrzebnego stygmatyzowania Ukraińców. Mianowanie na premiera ukraińskiego Żyda jest dowodem na to, że antysemityzmu na Ukrainie nie ma”. „Żydzi też wyrządzili Ukraińcom straszne rzeczy. Nikt na Ukrainie nie chwali nacjonalistów, dlatego że mordowali Żydów, ale dlatego że walczyli o niepodległą Ukrainę” – inny rabin stwierdził dla „Wall Street Journal”. Usprawiedliwiając ukraińskich policjantów i strażników w obozach koncentracyjnych uciekł się do logiki: „ZSRR prześladowała Ukraińców, a Żydzi byli częścią sowieckiego aparatu przemocy i było całkiem naturalne, że gdy nadarzyła się okazja wzięli na nich rewanż”. I pomyśleć, że wcześniej w Kongresie tenże Zissels głosił: „Większość Żydów uznaje Banderę i ukraińskich nacjonalistów za odpowiedzialnych za dziesiątki pogromów”.

Wyobraźmy sobie Żyda, który wychodzi rano do piekarni po chałkę i konstatuje, że ulicę za rogiem przemianowano w nocy na Adolfa Eichmanna, a zmianę nazwy poparł miejscowy rabin. A to dzieje się na Ukrainie – władze Kijowa nazwały jeden z bulwarów imieniem Bandery. Doszło też do unikalnego w skali świata fenomenu – Ukraiński Kongres Żydów poświadczył, że na Ukrainie nie ma antysemityzmu, czyli że jest jedynym państwem na świecie (oprócz Birobidżanu), którego nie trapi takowa przypadłość. I tak, z dnia na dzień, w propagandzie za Oceanem i za Wzgórzami Golan zaczął dominować wątek – Ukraina to najbardziej przyjazne Żydom miejsce na ziemi, a jakąkolwiek wzmiankę o zbrodniach UPA kontrowano argumentem, że Ukraina ma żydowskiego premiera i że to Rosja jest kolebką antysemityzmu oraz rajem neonazistów. Nie trzeba dodawać, że był to dar niebios dla zwolenników Bandery – oskarżenia o gloryfikowanie kolaborantów Hitlera zaczęli odrzucać jako kłamstwa Moskwy, podnoszących je uznawać za marionetki Kremla i zgodnie działać pod hasłem „Lepsza Ukraina banderowska niż sowiecka”. 

W czasie Majdanu imigranci z ZSRR zainicjowali kampanię wymierzoną w finansującego rewoltę Ihora Kołomojskiego, w celu pozbawienia go obywatelstwa Izraela. Zarzucali mu finansowanie Prawego Sektora. W petycji do Knesetu pisali: „Żyd nie może być faszystą, te pojęcia są sprzeczne genetycznie“. Zdradzali przy tym, że robi to nie dlatego, że jest ukraińskim patriotą, lecz dla swego prywatnego biznesu, bo boi się, że gdyby nad Dnieprem zapanował model władzy Putina, mógłby powtórzyć los Bierezowskiego, stracić majątek, a nawet życie. Dziś popierają Kijów, gdyż „stara się być częścią tego samego sojuszu co Izrael” i uważają, że oskarżenia o antysemityzm oraz wiązanie rewolucji na Majdanie z faszystowskim przewrotem służą Rosji. W liście otwarty do Putina odrzucili tezę o szerzącym się w kraju antysemityzmie. „Musiał pomylić Ukrainę z Rosją i próbuje straszyć ‘faszystami’, którzy rzekomo chcą przejąć władzę (…) zdajemy sobie sprawę, że na opozycję polityczną składają się różne grupy, w tym nacjonaliści, ale są kontrolowani przez nowy ukraiński rząd, czego nie można powiedzieć o neonazistach w Rosji”. Władimirze Władimirowiczu, cenimy sobie troskę o prawa mniejszości na Ukrainie, nie chcemy jednak, byś nas chroniłI – czytamy w liście. 

Na czele kijowskiego marszu, przebrany w mundur oficera SS, szedł Wołodymyr Prawosudow, który w 2015 r. odebrał nagrodę Człowieka Roku „Gazety Polskiej”. W Donbasie walczył w batalionie Ajdar, który w grudniu 2014 odwiedziła Małgorzata Gosiewska. To z tej wizyty pochodzą fotki Gosiewskiej ściskającej się z Prawosudowem. Problem w tym, że Ajdar oskarżony został przez Amnesty International o zbrodnie wojenne i że wśród jego żołnierzy roi się od antysemitów. Żadnych wątpliwości nie pozostawia symbolika batalionu – Wolfsangel (wilczy hak), w III Rzeszy emblemat jednostek Waffen SS i dywizji pancernej „Das Reich”. Wg jednego z dowódców batalionu, posłannictwem Ukrainy jest krucjata przeciw podludziom, na czele których stoją Semici, a Putin to parszywy Żyd udający Ruskiego. „Będę walczył z Żydami i Rosjanami na śmierć i życie, dopóki krew płynie w moich żyłach – tak odgrażał się publicznie, z kałasznikowem na ramieniu, inny bojowiec. Ale oni to mały pikuś w porównaniu z Olehem Tiahnybokiem (spod pachy którego Jarosław wydał na Majdanie kabotyński okrzyk „Gierojom sława”).

Gosiewska to jedna z brzydszych twarzy PiS. Rzadko się zdarza, żeby ktoś tak niekompetentny zachodził tak wysoko. Jej zawodowe CV to: księgowa w biurze poselskim Ludwika Dorna i ślub z asystentem Lecha Kaczyńskiego. W Sejmie postanowiła zająć się polityką zagraniczną. Szczególnie upodobała sobie Ukrainę, którą wspiera w walce z „rosyjską agresją”. Jej polityczne credo to: „Nasze poparcie dla Ukrainy jest bezwarunkowe i nie zależy od naszego dialogu historycznego”. Czyli – nie poruszać tematu zbrodni UPA, bo Ukrainę napadła Rosja. Na przekór Gosiewskiej oraz kolejnych transz pomocy dla Ukrainy, kult Bandery nie tylko nie słabnie, ale wręcz przybiera na sile. Ukraińcy nie tylko udają, że się nic nie dzieje, ale tego samego oczekują od Polski, a nawet mają czelność rozliczania polskich elit z tej polityki. Krótko mówiąc – głupota i frajerstwo albo zdrada (lub jedno i drugie).

Banderowców wybielają też redaktorzy „Wyborczej”, czyli trzecie pokolenie żydokomuny, pielęgnujące pamięć braterstwa broni bojówek terrorystycznych KPZU z OUN. Pamiętajmy, że we wrześniu ‘39 Rzeczpospolita padła nie tylko ofiarą Niemców i Sowietów, ale także nigdy nieukaranej zdrady ze strony mniejszości ukraińskiej i żydowskiej. Mimo świadomości, iż ofiarami było kilkadziesiąt tysięcy jej ziomków, dyspensę ukraińskiemu nacjonalizmowi udzieliła Anne Applebaum. Pisała: „Ukraina potrzebuje więcej, a nie mniej nacjonalizmu”. Do narracji takiej przyłączył się Bronisław Komorowski, dla którego nacjonalizm nie jest zły, jeśli nie jest nacjonalizmem polskim, a jeśli jest antypolski, to wspaniale. Przypomnijmy też, że „Wyborcza”, piórem Marcina Wojciechowskiego, potępiła europosłów, którzy poparli rezolucję wyrażającą ubolewanie z powodu dekretu nadającego pośmiertnie Banderze tytuł bohatera. „Bandera bywa demonizowany ponad miarę, zwłaszcza przez środowiska kresowe, a zwolennicy Bandery mają świetny argument, by głosić, że Polska wtrąca się w wewnętrzne sprawy sąsiada. Zamiast temat Bandery wyciszyć i zamknąć z korzyścią dla stosunków polsko-ukraińskich, podjęto go na nowo. Komu jest to na rękę, nie trzeba wyjaśniać. Ile razy trzeba to jeszcze powtarzać? Temat Bandery umarł. Nie ma sensu eksploatować go na forum publicznym, zwłaszcza międzynarodowym” – grzmiał.

Gdy Kresowiacy manifestowali pod Sejmem, elita wysmażyła „Apel do Polaków i Ukraińców”. Wśród sygnatariuszy, oprócz redaktorów „Wyborczej”, byli Achinger, Boni, Pitera, Szejnfeld z PO. PiS reprezentował Łopiński i Naimski. Były też podpisy Moniki Krawczyk z Fundacji Ochrony Dziedzictwa Żydowskiego, Piotra Kadlčika b. przewodniczącego Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich oraz Ukraińców: Wołodymyra Wiatrowycza, Dmytro Jarosza (wodza Prawego Sektora) i Wołodymyra Prawosudowa. Przypomnijmy, że z okazji 70 rocznicy wyzwolenia Auschwitz makabrycznym żartem zabłysnął Schetyna, mówiąc o Ukraińcach wyzwolicielach obozu (a nie strażnikach obozowych i dywizji SS Galizien). Wykorzystał to prezydent Ukrainy i poszedł dalej – porównał dzisiejszą sytuację do Europy lat 30., strasząc powtórką holocaustu. I nie miał na myśli ukraińskich neonazistów, ale Putina. To był klasyczny przykład funkcjonowania nieformalnego układu PO-PiS, kiedy spór nie toczy się o interes narodowy, ale o to, kto lepiej ma rządzić Polakami w interesie kosmopolitycznego układu.

Dla zwolenników mitycznego partnerstwa polsko-ukraińskiego zaskoczeniem była „ukraińska zdrada” przy nowelizacji ustawy o IPN. Idiotom dyplomatycznym wydawało się, że w sporze z Izraelem Kijów opowie się po stronie polityków bredzących o zagrożeniu demokracji na Ukrainie ze strony Putina. Ryszard Terlecki zawodził: wpędził nas w to ruch Kukiz’15, który stale parł do zaostrzenia przepisów dotyczących Ukrainy, nie godząc się na żadne złagodzenie sformułowań. Co do Kukiza przypomnijmy – zarzucił PiS, iż nie jest zdolne do współpracy z polskimi środowiskami narodowymi i konserwatywnymi, ale podejmuje ją z radykalnymi nacjonalistami ukraińskimi i żydowskimi. Gdy Episkopat poparł deklarację premierów RP i Izraela, ks. Isakowicz-Zalewski zareagował: „Gdyby Kościół w Polsce choć część energii, którą wkłada w relacje z Żydami i Izraelem, poświęcił polskim katolikom na Ukrainie, to może część parafii odzyskałaby swoje kościoły, a kości ofiar UPA zostałyby wreszcie pochowane”.

Prezydent, czyli Duda, zapala świece chanukowe. Imprezę organizuje sekta Chabad-Lubawicz, która za największych wrogów uważa katolików. Ideologia sekty to: Żydzi ponad wszystko, a Chabad ponad Żydami; Bóg stworzył świat wyłącznie dla Żydów; Żydzi posiadają boską duszę, natomiast goje dusze zwierzęce. W „Jewish Week” rabin Yitzhak Ginsburg wyznał: „Dusze nie-Żydów są całkowicie diabelskie. Żydzi są ludem wybranym, a wszyscy inni to śmiecie i odpady”. Założyciel sekty Menachem Schneerson, w swych religijnych traktatach głosił: „Cywilizacja gojów powinna zniknąć z powierzchni ziemi; Żydzi to namiestnicy Boga i przeznaczeniem pozostałych ludzi jest służenie Żydom”. Przy innej okazji napisał: „Słowiańskie bydło wypędzimy daleko na północ”. I jeszcze jedno – gdy w Tarnopolu przemianowano tamtejszy stadion na Romana Szuchewycza, wywołało to protesty Izraela, ale milczał prezydent Ukrainy. Milczał też Ihor Kołomojski, główny sponsor sekty Chabad-Lubawicz. À propos Dudy – w czasie święta chanuki w sposób szczególny traktowane są żydowskie kobiety na pamiątkę bohaterskiej Judyty, która podstępnie uwiodła wodza Asyryjczyków, a kiedy ten spał pijany, obcięła mu głowę.

Kult zbrodniarzy rozwija się w najlepsze, wspierany mocno przez światowe żydostwo. To prawdziwa semantyczna rewolucja – naziści są akceptowani przez Żydów, jeśli akceptują rządy żydowskiego komika osadzonego w pałacu prezydenckim przez żydowskiego oligarchę. Okazuje się, że antysemici mogą być dobrzy i źli. Roosevelt mówił o latynoskim dyktatorze: „może jest sukinsynem, ale to nasz sukinsyn”. Dziś jego następcy mówią o zwolennikach Bandery: może są antysemitami, ale to nasi antysemici”.  Jaki może być inny powód, że rabini nie biją na alarm, a wprost przeciwnie popierają tych, których jeszcze niedawno winili za nazistowskie okropieństwa? A może chodzi o coś całkiem prozaicznego – z polskiego doświadczenia wiemy, że gdy chodzi o biznes Żydzi nie mają żadnych skrupułów i gotowi są nawet na kolaborację ze swoimi katami? A może tłumaczy to handełes z przedwojennej anegdoty: Mosze, karcony przez swego rabina za handel antysemickimi broszurami, odpowiada: Jakie one antysemickie, kiedy od każdej sprzedanej sztuki mam 20 groszy!

Po marszu ku czci dywizji SS Galizien (która składała się z ukraińskich ochotników, podlegała Waffen SS i odpowiadała za wymordowanie tysięcy Polaków, w tym spalenie żywcem polskich chłopów w Hucie Pieniackiej) w Polsce zapanowała złowroga cisza. Skąd ten strach? Przed czym? Przed kim? W co gra polski rząd? Kto w tej grze rozdaje karty? Polacy mają prawo to wiedzieć! Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło – może do Polaków dotarło, że w całej miłości PiS do Ukrainy nie chodzi o Rosję, nie chodzi też o banderowców, bo to nie oni rządzą Ukrainą, ale o żydowskich oligarchów, z których najbardziej wpływowy jest Ihor Kołomojski, i których łączy jedno – przed świętem chanuki gremialnie udają się prywatnymi odrzutowcami do Izraela. No i jeszcze jedno – na Ukrainie Żydzi nie pieszczą się z idiotami i prezydentem zrobili żydowskiego komika.

Krzysztof Baliński

Za: Na podstawie nadesłanych do Redakcji materiałów autorskich

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content