Covidowy patyk w dupie – Katarzyna TS

Minął już rok koronawirusowej szajby i nic nie wskazuje, że to wariactwo kiedykolwiek się skończy. Miała je zakończyć szczepionka, ale już wiemy, że były to opowieści dla „ciemnego ludu”. Osoby, które poddały się szczepionkowemu eksperymentowi medycznemu, nadal muszą chodzić w maskach oraz zachowywać dystans społeczny. Tzw. autorytety ogłaszają wszem wobec, że nic nie zwalnia z przestrzegania reżimu sanitarnego i nie należy liczyć na to, że wrócimy do życia sprzed pandemii. Ma być „nowa normalność” i basta!

Oczywiście pandemię można zakończyć w jednej chwili. Wystarczy zaprzestać robienia testów. Ale nie po to grube ryby robią biznesy na korona-cyrku, żeby z niego rezygnować. Nie po to władza gania ludzi z kąta w kąt, żeby im nagle łaskawie odpuścić. Wprost przeciwnie. Korona-hucpa jest tak doskonałym narzędziem do tresowania ludzi, że bez naprawdę poważnej awantury nie zostanie zakończona nigdy. Będą natomiast pojawiać się kolejne, coraz bardziej upokarzające metody gnojenia ludzi. Oto jedna z nich: analny test na obecność wirusa. Polega on na włożeniu patyka z wacikiem do odbytu na głębokość 3-5 centymetrów i kilkukrotnym jego przekręceniu. Instrukcja wykonywania takich testów została już w styczniu opublikowana w Internecie.

To nie jest żart. Grzebanie covidowym patykiem w dupie to najnowszy pomysł Chińczyków, którzy najpierw wprowadzili taką formę testowania dla swoich obywateli, a następnie zdecydowali, że ma być to obowiązkowe badanie dla cudzoziemców przylatujących do ich kraju. – Wymazy z odbytu są lepsze, ponieważ ślady wirusa pozostają dłużej w próbkach kału niż w nosie lub gardle – oświadczył Li Tongzeng, specjalista od chorób układu oddechowego. Zapewnił, że takie testy mogą być szczególnie przydatne do identyfikacji choroby w łagodnych lub bezobjawowych przypadkach.

Chiński pomysł nie spodobał się Japończykom, którzy jako pierwsi padli ofiarą tego „lepszego wymazu”. – Niektórzy Japończycy zgłosili do naszej ambasady w Chinach, że zostali poddani testom wymazów z odbytu, co spowodowało wielki ból psychiczny – mówił na konferencji prasowej Katsunobu Kato, sekretarz rządu Japonii. W związku z tym Japonia poprosiła Chiny o zaprzestanie takiej metody testowania, ale rzecznik chińskiego MSZ, Wang Wenbin, stwierdził, że decyzja o wprowadzeniu testów analnych oparta jest o naukowe dowody, a testy są zgodne ze zmianami sytuacji epidemicznej oraz właściwymi przepisami i regulacjami.

Czy metoda przyjmie się w Europie, Kanadzie, Australii i w Stanach Zjednoczonych? A dlaczego nie? Skoro ludzie zgodzili się na to, żeby robić z siebie idiotów chodzących w przyłbicach, maskach, rękawiczkach oraz psikających wszystko wokół płynem do dezynfekcji, to zgodzą się również na testy analne. Z czasem sami będą grzebać sobie w tyłkach zapewniając, że robią to z szacunku do innych. W Wielkiej Brytanii już jest zwolenniczka tych testów przekonująca o ich wyższości nad wymazami z nosogardzieli. To Joanne Santini, profesor mikrobiologii na University College London.

W rozmowie z „Business Insider” prof. Santini wyjaśniła, że wirus przyłącza się do organizmu człowieka za pomocą receptora o nazwie ACE2, a w jelitach znajduje się wiele receptorów ACE2. Ilość wydalanego wirusa może być również wyższa w kale, zwłaszcza jeśli ktoś cierpi na problemy żołądkowo-jelitowe spowodowane koronawirusem. Wydalanie wirusa z kałem może trwać dłużej niż z plwociną. – Istnieją dowody na to, że SARS-CoV-2 w kale jest zakaźny, podobnie jak inne wirusy – stwierdziła prof. Santini. Wskazała, że zamiast robić wymaz, można by pobrać próbkę odchodów, gdyż jest to mniej inwazyjne i można zrobić to samodzielnie. A do tego łatwiej w ten sposób testować dzieci.

Witajcie w świecie nowego i lepszego testowania. Nie będą zdziwiona, jeśli za jakiś czas każdy będzie musiał raz na tydzień przekazać do badania próbkę kału, żeby dostać certyfikat umożliwiający wyjście z domu. Myślicie, że przesadzam? A dlaczego? Przecież to byłby wspaniały sposób walki z pandemią. O ile wymaz z nosogardzieli wymaga zaangażowania przeszkolonego personelu, o tyle pobranie próbki kału nie jest wyczynem przerastającym możliwości zwykłego śmiertelnika.

A co z kosztami? Przecież takie cotygodniowe testowanie wszystkich obywateli byłoby związane z ogromnymi wydatkami. No i co z tego! Walka z pandemią wymaga nakładów i nie ma takiej ceny, której władza nie byłaby gotowa zapłacić, aby pokonać wirusa. Najwyżej zabierze się pieniądze przeznaczane na inne cele. Po co zajmować się jakimiś chorobami współistniejącymi, na które przecież nikt nie umiera. Wszyscy umierają na covid, albo na ukryty covid, więc furda z onkologią, kardiologią, chirurgią i innymi, nikomu niepotrzebnymi dziedzinami medycyny. Najpierw trzeba pokonać pandemię! Dlatego najważniejsze jest wytropienie każdego przypadku wirusa i jego izolacja.

Cotygodniowe badanie całej populacji to cudowny środek, dzięki któremu będziemy mogli normalnie spędzić kolejne święta. Nie bądź samolubny. Pamiętaj o pobraniu próbki kału. Zrób to dla rodziców, dziadków, rodzeństwa i dzieci.  Bądź odpowiedzialny! Noś maseczkę! Noś pieluchę! Dlaczego pieluchę? Dlatego, że puszczenie bąka jest śmiertelnym zagrożeniem dla innych. Pamiętaj o badaniu nawet jeśli zostałeś zaszczepiony. Zainstaluj w telefonie program, dzięki któremu odbierzesz wynik bez konieczności wychodzenia z domu. Jeśli wynik będzie pozytywny, telefon natychmiast powiadomi o tym odpowiednie służby, które dopilnują przestrzegania kwarantanny. Nie lekceważ poleceń władzy. To wszystko dla twojego dobra. Pamiętaj o corocznym szczepieniu. Stosuj DDM. Wsadź sobie patyk w dupę. Razem pokonamy pandemię. Miłego dnia.

Katarzyna Treter-Sierpińska

Za: wprawo.pl (Mar 5, 2021)

 


 

CZYTAJ:

 


 

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content