Kawa z Łagiewnik – nowy biznes „Sanktuarium Bożego Miłosierdzia”

„Sanktuarium Bożego Miłosierdzia” zmaga się z problemami finansowymi wynikającymi ze spadku liczby pielgrzymów o 80 procent. Sposobem na przetrwanie jest rozkręcenie biznesu sprzedaży kawy…

Jak wyjaśnia ks. Mateusz Wyrobkiewicz, dyrektor domu duszpasterskiego, który działa przy sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach, pochodzące z Wietnamu ziarna są wypalane i pakowane w Krakowie w ekologiczne opakowania specjalnie dla Łagiewnik. 

– „Kawa z Łagiewnik” to nasz pomysł na przetrwanie. Gdy pielgrzymów jest mniej, my nie przestajemy pracować i inspirować innych. U nas cały czas się coś dzieje i w sferze duchowej, i materialnej. Kawy można napić się w naszej restauracji Agape, ale i zabrać ją do siebie. Jeśli jednak ktoś nie może do nas przyjechać, może ją zakupić i skosztować w swoim domu, dzielić się tym wspaniałym smakiem z innymi, myśląc o Łagiewnikach i mając świadomość, że w ten sposób dołożyło się swoje ziarenko na wsparcie utrzymania miejsc pracy dla osób zaangażowanych od kilkunastu lat w funkcjonowanie sanktuarium Bożego Miłosierdzia – podkreśla ks. Wyrobkiewicz.

Więcej informacji na stronie www.milosierdzie.pl

Oprac. www.bibula.com na podstawie: Fronda.pl (21.10.20)

 


 

KOMENTARZ BIBUŁY: Był kiedyś taki ksiądz-prałat w Gdańsku, który promował swoje wino Monsignore i który zamierzał upijać polską młodzież swoim piwem. Wszystko było pobłogosławione i koszer, bo jeśli wino czy piwo pochodziło z prywatnego „kościelnego” browaru, to nikomu nie zaszkodzi, nikogo nie zgorszy, nikt nie upije się…

Myślenie niektórych biznesmenów w sutannach jednak wcale nie zaskakuje, bo okazuje się, że cel ma uświęcać środki. Owszem, kawa to nie piwo, lecz nie w tym rzecz. Tu rozchodzi się o principia, tu chodzi o to, aby nie próbować łatania dziur nieodpowiednimi metodami, bo wtedy i dziury będą się powiekszały a metody staną się coraz bardziej niewysublimowane. Dzisiaj kawa, jutro wino, piwo, sieci komórkowe, hotele, hazard na giełdzie finansowej funduszami kościelnymi… Lista będzie rosła w miarę łatania dziur i rosnącego apetytu. Gdy wierni wrócą (?), to i tak biznes na tyle rozkręci się, że nie sposób będzie go ukrócić, a sam pomysł kawowy już nie wystarczy i rozbudzi chęć zysku. Wszystko to było już w planach niektórych kościelnych biznesmenów, a Kościół i instytucje kościelne nie są od szukania sposobów biznesowych na łatanie dziur.

 


 

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content