Prezydent odznaczył esbeków. To pomyłka?

Lech Kaczyński odznaczył kilkunastu byłych milicjantów i funkcjonariuszy SB, którzy w swych biogramach chwalą się „rozwalaniem PRL-u od środka”. Jednak, gdy poszuka się dalej niż w ich oficjalnych dosier, okazuje się, że ludzie ci mogą mieć na swoim koncie także inne „zasługi”.

Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski dostał Wiktor Mikusiński. Informacje na jego temat – którymi osobiście powinien zainteresować się prezydent, bo pośrednio dotyczą jego osoby – są zawarte w książce Pawła Rabieja i Ingi Rosińskiej (tej samej, która była korespondentką TVN24, a teraz jest rzeczniczką Jerzego Buzka).

W fragmentach „Drogi Cienia”, które można znaleźć w internecie, czytamy, że Mikusiński miał być człowiekiem Mieczysława Wachowskiego, szefa gabinetu Lecha Wałęsy. To Mikusiński – według autorów publikacji – już jako szef Komendy Stołecznej Policji miał na początku lat 90. „ochraniać” Wachowskiego m.in. przed walczącymi z nim braćmi Kaczyńskimi.

Komendant miał być w grupie urzędników MSW, którzy uprawiali medialną dezinformację w celu „wybielania” Wachowskiego. W publikacji podpisanej przez Rosińską i Rabieja czytamy, że Mikusiński podsuwał redakcjom TVP materiały, które nawet fałszowały telewizyjny przekaz.


Z publikacji wynika, że Mikusiński przekazał w 1993 roku telewizyjnym „Wiadomościom” informację, że w „marszu na Belweder” (była to wielka manifestacja zorganizowana przez Porozumienie Centrum) uczestniczyło od kilkuset do 2 tysięcy ludzi. Tymczasem w marszu miało uczestniczyć nawet 30 tysięcy osób. Dokonano ponoć także manipulacji przy montażu z relacji tego wydarzenia w „Expresie Reporterów”, gdzie manifestantów pokazano jako tłum agresywnych osób.

Z internetowego skrótu książki dowiadujemy się też, że Mikusiński mógł znać Wachowskiego jeszcze z lat 70., bo – według autorów publikacji – razem mieli uczestniczyć w kursie oficerskim Akademii Spraw Wewnętrznych w Świdrze w 1975 roku.

Ciekawe, czy Lech Kaczyński lub ktoś z jego kancelarii zapoznał się z artykułami na temat odznaczonych funkcjonariuszy SB, które opublikowała „Dolnośląska Solidarność”. Wprawdzie o zasługach odznaczonego Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski kapitana SB Mariana Charukiewicza można było wiele przeczytać m.in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Polityce”, czy „Gazecie Wyborczej”, ale nie wszyscy podzielają opinię o bohaterstwie esbeków „rozwalających PRL od środka”.

Marian Radke, który w solidarnościowym periodyku opisał wrocławską bezpiekę, sprawdził w IPN notatki kapitana Charukiewicza. Ten ostatni sam zgłosił się do służby w SB do departamentu zajmującego się Kosciołem. Dlaczego? Jak napisał w podaniu „z uwagi na zainteresowanie zagadnieniem kleru i religioznawstwa (…), co wykorzystałem również w pracy społecznej jako prelegent Komitetu PZPR Wrocław-Psie Pole oraz w celu krzewienia światopoglądu marksistowskiego”.


Charukiewicz miał być zwolniony ze służby dopiero 15 sierpnia 1982 roku. Miał bronić się wówczas takimi słowami: „Nigdy nie rozpowszechniałem żadnych materiałów antysocjalistycznych lub antyradzieckich. (…) Jestem stałym czytelnikiem dziennika radzieckiego <Czerwony Sztandar>”.

Jeszcze mocniej bronił się inny odznaczony dziś przez prezydenta funkcjonariusz SB, porucznik Janusz Łoziński, który także pracował w IV departamencie (od inwigilacji Kościoła). „Nadmieniam, że w okresach trudnych dla naszego kraju, tj. 1970-1976 oraz 1980, wypełniałem bez zarzutu czynności służbowe (…). Bezpośrednio brałem udział w zatrzymaniu członków Konfederacji Polski Niepodległej” – czytamy w notatce, którą cytuje „Dolnośląska Solidarność”.

mp

Za: Dziennik.pl | http://www.dziennik.pl/wydarzenia/article420834/Prezydent_odznaczyl_esbekow_Przez_pomylke_.html

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content