Do Jerzego Roberta Nowaka i Krzysztofa Kawęckiego raz jeszcze – Ludwik Skurzak

Źle się stało, że przed wyborami do PE nie udało się stworzyć konkurencyjnej dla PiS silnej listy autentycznie prawicowej.

Jest jeszcze za wcześnie by upubliczniać informacje jak do tego doszło i kto za to odpowiada. Niech wystarcza powiedzieć tyle, że dużym zainteresowaniem obserwowaliśmy, jaka linia będzie realizowana na antenie Radia Maryja.

Spodziewaliśmy się tej co zwykle – tzn. popieranie kandydatów z różnych list, czyli de facto osób a nie partii. Okazało się inaczej. Wystąpiła bardzo ostra retoryka propisowska i wręcz agresywne atakowanie innych komitetów, szczególnie Libertas.

Od początku konstrukcja była niestabilna. U samego zarania kampanii wystąpił Tomasz Poręba, kandydujący z pierwszego miejsca na Podkarpaciu. Człowieka tego nie widziano wcześniej przy jakichkolwiek działaniach politycznych w Rzeszowie, Przemyślu czy Krośnie. Była więc to nominacja Jarosława Kaczyńskiego wychodzącego z założenia, iż na Podkarpaciu na pierwsze miejsce można dać nawet krowę i mandat powinna wziąć. Jednak do Radia Maryja Tomasz Poręba pasował średnio biorąc pod uwagę, że w swojej karierze był asystentem Leona Kieresa, szefa IPN zapamiętanego przede wszystkim ze sprawy Jedwabnego.

Dalej wszytko przebiegało w podobnym rytmie, więc pozostawało nam tylko czekać, aż główny frontman RM w tych wyborach – prof. Jerzy Robert Nowak – stanie w takiej sytuacji, gdy dłużej PiS-u po prostu popierać nie będzie mógł bo propaganda z faktami rozjedzie się zbyt szeroko.

Doczekaliśmy się tego wkrótce, gdy w toruńskiej rozgłośni wystąpił Jarosław Kaczyński twierdząc, iż Traktat Lizboński to w gruncie rzeczy nic złego. Spokojnie zadzwoniliśmy więc do Jerzego Roberta Nowaka prosząc o komentarz dla konserwatyzm.pl. Zgodnie z oczekiwaniami był on krytyczny. Natomiast ku naszemu szczeremu zdziwieniu następnego dnia autor znowu był w radio i piał z zachwytu nad PiS.

Próbując wykazać absurdalność tej linii, zaapelowaliśmy do Jerzego Roberta Nowaka i towarzyszącego w tym przedsięwzięciu Krzysztofa Kawęckiego by odpowiedzieli na pytanie, czy ich poparcie dla PiS ma oznaczać, że w przyszłorocznych wyborach prezydenckich są gotowi popierać Lecha Kaczyńskiego. Dla nas przynajmniej było oczywistym, że jeżeli ktoś popiera przy wyborach do PE partię braci Kaczyńskich, to konsekwencja musi być właśnie taka. Na to spotkaliśmy się z furią w eterze, pod pretekstem tego, że do redakcyjnych tekstów na naszym portalu dopisywane są różne komentarze. Komentarze te zazwyczaj idą we wszystkich możliwych kierunkach. Są miłośnicy PiS-u, wrogowie, a nawet wypowiedzi osób z ewidentnymi problemami psychicznymi. W każdym razie – każdy jako tako obznajomiony z mediami wie, że materiały takie nie są traktowane jako odredakcyjne i nie należy ich przypisywać autorom tekstów pod którymi się znajdują.

Piszę to wszystko po to, by przypomnieć niezbędne fakty dla zadania Krzysztofowi Kawęckiemu i Jerzemu Robertowi Nowakowi kolejnego pytania. Czy Panowie na pewno wiecie, o co wam właściwie chodzi, jeżeli w tych dniach ogłaszacie, że przeprowadzicie w Bydgoszczy wielkie spotkanie organizacyjne dla przygotowań do wyborów samorządowych? Teraz nagle mówicie, że chcecie wystawić listę niezależną od pisowskiej. Czy przez przypadek nie wychodzi na to, że przy wyborach do PE w pocie czoła kopaliście wały i okopy, które sami teraz będziecie szturmować?

Inna alternatywa jest taka, że służąc PiS-owi przy wyborach, a teraz grożąc wystawieniem alternatywnego komitetu, chcecie w istocie prośbą a potem groźbą skłonić Jarosława Kaczyńskiego, by wpuścił was na swoje listy. Prezes PiS musi być tym serdecznie ubawiony.

Nasze środowisko nie zdecydowało się wejść do PiS w 2002 roku wraz z Przymierzem Prawicy. Mówiliśmy wówczas Markowi Jurkowi i innym kolegom, że budowanie frakcji katolicko-konserwatywnej w PiS to fikcja i trzeba raczej tworzyć ugrupowanie o takim charakterze z tymi, którzy do sejmu weszli z list LPR. Potem ci nasi ex-koledzy z PiS oczywiście wyfrunęli, pojawiali się inni naiwni. Finalnie – nikomu taka sztuka się nie udała. Ludzie o naszych poglądach są jedynie tolerowani na obrzeżach PiS wyłącznie w celu wizerunkowym – dla utrzymania elektoratu.

Jeżeli nawet popieranie PiS w 2005 roku było koniecznym /bo jak słusznie zauważył Jan Łopuszański – było to najmniej złe rozwiązanie/, to dziś już nic z tych uwarunkowań nie zostało. Lech Kaczyński praktycznie nie ma szans na reelekcję, a trwanie przy nim spowoduje, że cała prawica może się pogrążyć w odmętach podobnych, jak w 1993 roku. Panów rozgrywka walnie się do tego przyczyni. Nam niestety nie pozostaje nic, poza ostrzeganiem.

Ludwik Skurzak

Za: konserwatyzm.pl | http://www.konserwatyzm.pl/publicystyka.php/Artykul/3308/ | Ludwik Skurzak: "Do Jerzego Roberta Nowaka i Krzysztofa Kawęckiego raz jeszcze"

Skip to content