Molestowanie i tuszowanie

Dr Wanda Półtawska przerwała milczenie i udzieliła wywiadu „Tygodnikowi Powszechnemu”. Tekst przeczytałem od deski do deski, więc moge powiedzieć, że w całości potwierdza on to, co o sprawie tuszowaniu afery z abpem Juliuszem Paetzem wiem od dłuższego czasu tak z kwerendy w archiwach, jak i z relacji różnych osób z Poznania i Łomży.

Nie wiedząc o planowanym wywiadzie pani Półtawskiej złożyłem do redakcji „Gazety Polskiej” swój felieton w tej sprawie, który pod tytułem „Nie pod dywan” publikowany jest w najnowszym numerze oraz na niniejszej stronie w dziale „Moje artykuły”. Oto tylko jeden  akapit, w którym po raz pierwszy cytuję fragmenty listów.

Wiem o tym dużo, bo po opublikowaniu książki „Księża wobec bezpieki”, w której opisałem inne postępowanie abp. Paetza, zarejestrowanego w aktach bezpieki jako KI „Fermo”, dostaję wiele listów z Łomży i Poznania. Niektóre relacje są wstrząsające. Jeden z ekskleryków napisał: „Do tej pory nie mogę się przełamać, aby przystąpić do spowiedzi i komunii św.”. Z kolei młody ksiądz napisał: „Jako chrześcijanin, który latami żył życiem duszpasterstwa przy podpoznańskiej parafii, nie mogłem i do dziś nie potrafię zrozumieć, jak bardzo TEN poznański i polski Kościół, który jest „domem” i „opoką” nie potrafił jasno powiedzieć, co jest prawdą, a co nie. Bo jak szukać z Nim siły, skoro sam nie potrafi opowiedzieć się za prawdą”. I kto tu działa na niekorzyść Kościoła? Ci, którzy przez lata walili głową w mur, aby bronić młodych ludzi, czy ci, którzy to wszystko tuszowali i tuszują nadal?

Z kolei warto też przeczytać fragment wspomnianego wywiadu. Przy okazji musze zaznaczyć, że w historii Kościoła bezprecedensowa jest sytuacja, że rektor seminarium duchownego w obronie molestowanych kandydatów do kapłaństwa bezpośrednio pisze do papieża, a pomocy szuka u świeckiej kobiety, gdyż wszystkie struktur kościelne, łącznie z nuncjuszem w Warszawie, kompletnie zawodzą.

I jak w takiej sytuacja ks. Kazimierz Sowa nie wstydzi się pisać swoich tekstów, rozmydlających cały dramat.

Ks. Adam Boniecki: Jednym z krytyków był kard. Stanisław Dziwisz…

Wanda Półtawska: Fakt, że Ksiądz Kardynał wysunął zastrzeżenia co do mojej książki, nie zdziwił mnie: żaden rozsądny autor nie spodziewa się, że jego książka spodoba się wszystkim, zresztą ja sama miałam zastrzeżenia co do książki Kardynała „Świadectwo” – z tym, że nie publikowałam tego w prasie.

W prasie pojawiły się opinie, że Pani Doktor niekiedy wpływała na decyzje Papieża w sprawach personalnych. Tak podobno miało być np. w przypadku sprawy abp. Paetza…

Tak, to jest prawda. Ale ja byłam listonoszem i niczym więcej. Niczym więcej. Ani nie rozmawiałam z Paetzem, ani z nikim. Był tylko list, który doręczył mi rektor seminarium w Poznaniu i który oddałam do rąk własnych, ponieważ wytłumaczyli mi, że pisali do różnych kościelnych urzędów i nic z tego nie wynikło. Dopiero kiedy zaniosłam list.


ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski


Nie pod dywanks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski (09-06-2009, 08:50)

Niewyjaśnione trudne sprawy zawsze wracają jak bumerang w najmniej odpowiednim momencie

Nie ma duchownego w Krakowie, który nie znałby dr Wandy Półtawskiej. Przez lata prowadziła ona bowiem w seminariach duchownych wykłady z medycyny pastoralnej, dotyczące metod naturalnego planowania rodziny i ochrony życia poczętego. Pamiętam je do dziś, bo były prowadzone ciekawie i z ogromną pasją, przez co bardzo różniły się od innych nudnawych wykładów. Pani profesor znana była ze swojego trudnego charakteru (który tłumaczono jej przejściami w obozie koncentracyjnym), a także z wpływów, jakie miała wśród naszych przełożonych. Doświadczył tego jeden z moich starszych kolegów, który jako diakon ostatniego, szóstego roku zakpił sobie na wykładzie z jednej ze wspomnianych metod. Kosztowało go to bardzo wiele, bo wykładowczyni poszła na skargę do rektora, w wyniku czego owemu koledze wstrzymano mające się odbyć za miesiąc święcenia kapłańskie. Wanda Półtawska była także, a może przede wszystkim, znana z przyjaźni z Karolem Wojtyłą, w której to przyjaźni jednak nikt nie doszukiwał się żadnych tzw. podtekstów. Te wzajemne relacje zaowocowały wieloma pozytywnymi sprawami. Pani profesor mówiła bowiem swemu przyjacielowi, nawet gdy został papieżem, bez ogródek pewne rzeczy, które ukrywało przed nim jego najbliższe otoczenie.

Klasycznym tego przykładem jest sprawa abp. Juliusza Paetza, o którego wybrykach ludzie sprawiedliwi pisali do nuncjusza Józefa Kowalczyka. Ten jednak wszystko tuszował. To samo czyniły niektóre osoby w Watykanie. Dopiero Wanda Półtawska, wzorem św. Katarzyny ze Sieny, powiedziała o tym papieżowi prosto w oczy. I dopiero po tej informacji powołana została komisja papieska, która pojechała do Poznania. Nawiasem mówiąc, o skłonnościach abp. Paetza wiedziało wiele osób, gdy jeszcze w latach 70. pracował jako prałat w Watykanie. Pomimo to został biskupem w Łomży, a następnie awansował na stanowisko metropolity poznańskiego. Jeżeli więc niektórzy obawiają się ujawnienia korespondencji pomiędzy papieżem a krakowską lekarką, to nie dlatego, że przyjaźń ta źle rzutowała na obraz kandydata na ołtarze, ale dlatego, że przy okazji mogą wyjść na światło dzienne inne skrywane problemy. Afera poznańska nigdy do końca nie została wyjaśniona. Wielu molestowanych ma złamane życie, sprawiedliwy ks. Tomasz Węcławski odszedł z kapłaństwa, a główny „bohater” żyje sobie spokojnie w luksusie. Za nic też ma ewangeliczną przestrogę o gorszeniu maluczkich, pokazując się wciąż publicznie na uroczystościach kościelnych, czy to na procesji św. Stanisława w Krakowie, czy też na ingresie we Lwowie.

Przy okazji dodam, że zawsze dziwili mnie duchowni, którzy stawali nie po stronie skrzywdzonych, lecz krzywdziciela. Dlatego też trudno mi zaakceptować wywody ks. Kazimierza Sowy, który w artykule pt. „Po co mieszać Paetza z Janem Pawłem II?” broni arcybiskupa, pomijając kompletnie cierpienia, jakich doznali młodzi ludzie. Autor artykułu działa tutaj jak komisja „Pamięć i Troska”, która zajmowała się dobrym samopoczuciem ludzi uwikłanych we współpracę z bezpieką, a nie dramatami osób skrzywdzonych. W sprawie abp. Paetza, wbrew temu, co sugeruje ks. Sowa, nie chodzi o orientację seksualną hierarchy, lecz o to, że ten człowiek, wykorzystując swoją władzę, krzywdził własnych podwładnych, co w Kościele, w którym obowiązuje bezwzględne posłuszeństwo, jest rzeczą straszną. Wiem o tym dużo, bo po opublikowaniu książki „Księża wobec bezpieki”, w której opisałem inne postępowanie abp. Paetza, zarejestrowanego w aktach bezpieki jako KI „Fermo”, dostaję wiele listów z Łomży i Poznania. Niektóre relacje są wstrząsające. Jeden z ekskleryków napisał: „Do tej pory nie mogę się przełamać, aby przystąpić do spowiedzi i komunii św.”. Z kolei młody ksiądz napisał: „Jako chrześcijanin, który latami żył życiem duszpasterstwa przy podpoznańskiej parafii, nie mogłem i do dziś nie potrafię zrozumieć, jak bardzo TEN poznański i polski Kościół, który jest „domem” i „opoką” nie potrafił jasno powiedzieć, co jest prawdą, a co nie. Bo jak szukać z Nim siły, skoro sam nie potrafi opowiedzieć się za prawdą”. I kto tu działa na niekorzyść Kościoła? Ci, którzy przez lata walili głową w mur, aby bronić młodych ludzi, czy ci, którzy to wszystko tuszowali i tuszują nadal?

A teraz o innej sprawie. Jak pisałem, rektor Uniwersytetu Wrocławskiego Marek Bojarski w arbitralny sposób, bez jakiejkolwiek wcześniejszej konsultacji z prelegentami, przesunął w „ruski kalendarz” konferencję o ludobójstwie dokonanym przez UPA. Dopiero po tygodniu od podjęcia decyzji rozesłał pisma do prelegentów, pisząc o sobie w liczbie mnogiej, czyli w formie „pluralis maiestaticus”, której dawniej używali monarchowie, a także b. patron UWr Bolesław Bierut. W piśmie tym nie ma słowa „przepraszam”. Inna sprawa, że w czerwcu na UWr odbył się panel pt. „Ukraina między Wschodem a Zachodem”. W tej samej auli i prawie dokładnie w tym samym czasie, co wspomniana konferencja, którą tak pospieszenie odwołano. Ta zbieżność dat i miejsca nie jest oczywiście przypadkowa.

Zapraszam na uroczystości ku czci pomordowanych na Kresach przez UPA, które odbędą się w piątek

11 bm. o g. 18 w kościele benedyktynek w Przemyślu i w niedzielę 14 bm. o g. 12 w Rotundzie w Zamościu. Zapraszam na moje prelekcje o ludobójstwie w środę 10 bm. do Ośrodka Kulturalnego przy ul. Miarki w Raciborzu, 15 bm. do Ostrowca Świętokrzyskiego i 19 bm. do Centrum Kultury w Złotoryi (początek zawsze o 17).

ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski

Gazeta Polska 10 czerwca 2009 r.

Za: Blog ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego | http://www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=8&nid=1834

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content