Na wschodzie i na górze

Aktualizacja: 2014-09-1 12:19 pm

W czwartek 28 sierpnia premier ukraińskiego rządu Arszenik Jaceniuk zaalarmował świat wiadomością, że zimny rosyjski czekista Putin „wkroczył” na Ukrainę w związku z czym zebrać się ma Rada Bezpieczeństwa ONZ, w której, jak wiadomo, Rosja ma prawo weta. Inna sprawa, że zarówno premier Arszenik, jak i inni ukraińscy dygnitarze, za którymi, niczym za panią matką, powtarzają nie tylko nasi dygnitarze, ale również – niezależne media głównego nurtu – zachowywali się tak, jak ów pastuszek z bajki. Jak wiadomo, nie chcąc samotnie pilnować stad w nocy, co i rusz alarmował całą wieś okrzykiem: „wilki, wilki!”. Trwało to jakiś czas, aż wieśniacy doszli do wniosku, że można te fałszywe alarmy lekceważyć i kiedy wilki rzeczywiście zaatakowały, to mimo alarmu podniesionego przez pastuszka, nikt nie kiwnął nawet palcem. Ale teraz, kiedy zimny rosyjski czekista Putin po raz kolejny „wkroczył” na Ukrainę, podobnie jak „wkraczał” tam już od co najmniej 6 miesięcy, tak nie będzie. Świat na pewno kiwnie palcem, to znaczy – groźnie kiwnie palcem w bucie, bo oto pojawiło się nowe zmartwienie w postaci Kalifatu, którego panowanie rozszerza się z północnego Iraku i Syrii coraz dalej i dalej.

Prezydent Obama, który tego dżina nie tylko wyhodował, ale i wypuścił z butelki, a teraz gorączkowo pragnie wsadzić go tam z powrotem, zwłaszcza po owianej mgłą tajemnicy naradzie z ruskimi szachistami w Finlandii, najwyraźniej nie ma już głowy do tej całej Ukrainy, a w tej sytuacji inicjatywę ponownie przejmują strategiczni partnerzy, to znaczy – Nasza Złota Pani i zimny rosyjski czekista Putin. Objawiło się to podczas spotkania w Mińsku, gdzie pan prezydent Poroszenko wprawdzie przedstawił swój plan pokojowy, ale musiał też zapoznać się z korektami, jakie strategiczni partnerzy pragnęliby doń wprowadzić, a które sprowadzają się oczywiście do zaprowadzenia na Ukrainie pokoju, który nastąpiłby w rezultacie zawieszenia broni, to znaczy – zaprzestania ataków ukraińskiego wojska na separatystów, którzy w charakterze Wysokiej, Układającej się Strony, zasiedliby do rokowań z „władzami w Kijowie” nad autonomicznym statusem uprzemysłowionych, wschodnich obwodów Ukrainy. Nie ulega wątpliwości, że gwarantem tej autonomii byłby Kreml, który z tego tytułu – podobnie jak w XVIII wieku Katarzyna z tytułu protekcji nad dysydentami – miałby nie tylko pretekst do wtrącania się w sprawy Ukrainy, ale przede wszystkim zyskałby kontrolę nad przemysłowymi okręgami i przebiłby sobie korytarz do Krymu.

A teraz, jeśli przyjąć, że tym razem premier Arszenik Jaceniuk alarmuje o rosyjskim „wkroczeniu” zasadnie, wygląda na to, że zimny rosyjski czekista Putin wykorzystując zaabsorbowanie prezydenta Obamy wpychaniem straszliwego kalifackiego dżina z powrotem do butelki, wyrąbuje sobie korytarz do Krymu wzdłuż Morza Azowskiego. Na pewno spotkają go z tego tytułu nowe sankcje, jeszcze surowsze od poprzednich – i tak aż do ostatecznego zwycięstwa, o którym pan prezydent Poroszenko zapewnił swoich słuchaczy podczas obchodów Dnia Niepodległości w Kijowie.

Skoro tedy ostateczne zwycięstwo niewątpliwie przyjdzie, bo przecież nadejść musi i na razie tylko nie znamy jeszcze jego kształtu, możemy już spokojnie obrócić wzrok na nasz nieszczęśliwy kraj, w którym właśnie zakończyły się parlamentarne kanikuły. Zgodnie z buńczucznymi deklaracjami pana wicepremiera i ministra gospodarki Janusza Piechocińskiego z dysponującego stuprocentową zdolnością koalicyjną Polskiego Stronnictwa Ludowego, po zakończeniu letnich kanikuł miała zostać przedstawiona wyczerpująca informacja na temat afery podsłuchowej. Ale gdzieżby tam znowu! Niezależna prokuratura prowadzi śledztwo i prowadzi, bo nie bardzo chyba wie, co właściwie powinna wyśledzić, a w takiej sytuacji przewlekanie wydaje się niegłupim wyjściem tym bardziej, że oto pojawiają się w tej aferze coraz to nowe wątki; podsłuchana została ponoć rozmowa pana premiera Tuska z najbogatszym człowiekiem w Polsce panem Janem Kulczykiem. Może ona stanowić dobry kulczyk do naszej młodej demokracji, zwłaszcza że kelnerzy, czy może jeszcze ktoś inny, wziął i podsłuchał rozmowę pana premiera z marnotrawnym synem. Jakże tedy, bez skrupulatnej, a przede wszystkim – wszechstronnej, obejmującej również aspekty polityczne, analizy niezależna prokuratura ma wiedzieć, co właściwie powinna wyśledzić?

Tego wiedzieć niepodobna, zwłaszcza w tym momencie, kiedy gwałtownie reaktywowane Stronnictwo Amerykańsko-Żydowskie próbuje kosztem Stronnictwa Pruskiego i Stronnictwa Ruskiego odzyskać wpływy utracona w następstwie „resetu” dokonanego przez prezydenta Obamę w stosunkach z Rosją 17 września 2009 roku. Taki obraz sytuacji wyłania się z mojej ulubionej teorii spiskowej, według której punkt ciężkości władzy w Polsce spoczywa poza konstytucyjnymi organami państwa, wśród bezpieczniackich watah, które wysługują się państwom poważnym albo w ramach Stronnictwa Amerykańsko-Żydowskiego, albo Pruskiego, albo Ruskiego. Przypominam o tym dlatego, że teoria ta została właśnie nieoczekiwanie i w całej rozciągłości potwierdzona oficjalnie w tajnym raporcie Najwyższej Izby Kontroli dotyczącym służb specjalnych. Jest on, ma się rozumieć, tajny ale najważniejsze zostało ujawnione – że mianowicie służb specjalnych w naszym nieszczęśliwym kraju nie kontroluje NIKT. To oczywiście przesada; aż tak źle nie jest, bo panu prezesowi NIK, Krzysztofowi Kwiatkowskiemu chodziło tylko o to, że bezpieczniaków nie kontroluje pan premier, który teoretycznie miałby to robić.

Tę teorię możemy jednak spokojnie włożyć między bajki, bo jakże pan premier Tusk miałby kontrolować tajne służby, skoro to one zrobiły z niego premiera? Owszem, zdarza się, że ogon wywija psem, ale to tylko w Ameryce i w odniesieniu do Żydów, ale – po pierwsze – nie jesteśmy w Ameryce, a po drugie, – pan premier Tusk żadnym Żydem nie jest. Jeśli już, to raczej odwrotnie. Skoro jednak pan premier bezpieczniaków nie kontroluje, to przecież nie znaczy, że nie kontroluje ich nikt! Już tam Nasza Złota Pani potrafi skontrolować swoje watahy, podobnie jak zimny rosyjski czekista Putin – swoje. Jak jest w przypadku Amerykanów i Żydów – trudno powiedzieć, bo pustynna burza, która właśnie rozpętała się na Bliskim Wschodzie, pojawiła się przecież na skutek wymknięcia się amerykańskich protegees spod kontroli.

Tedy zamiast informacji o aferze podsłuchowej, Umiłowani Przywódcy musieli wysłuchać, a następnie skomentować przymilne ćwierkania premiera Tuska, który gwoli podlizania się wyborcom naobiecywał im złote góry, to znaczy – raczej pozłacane. Emerytom na przykład naobiecywał aż 36 złotych, a rodzinom wielodzietnym – nawet ponad 4 tysiące w formie odliczeń podatkowych – o ile, rzecz prosta, zapłacą takie podatki, że te 4 tysiące mogliby od nich odliczyć. To nie jest takie oczywiste, ale nie o to przecież chodzi, bo przez ostatnie siedem lat rządów premiera Tuska przekonaliśmy się, że kto wierzy w jego obiecanki, ten sam sobie szkodzi. Już za komuny mówiło się, że jeśli partia mówi, że da – to mówi – a ta prawidłowość w przypadku Platformy Obywatelskiej sprawdza się znakomicie.

Ale cóż robić, kiedy partia znajduje się pod rosnącymi naciskami? Trzeba na nie jakoś reagować i pewnie na skutek nacisków Wojskowych Służb Informacyjnych, których, jak wiadomo, „nie ma”, piastująca funkcję rzecznika rządu posągowa pani Małgorzata Kidawa-Błońska poinformowała, że Platforma Obywatelska „poprze” wniesiony do Sejmu wniosek dziwnie osobliwej trzódki posła Palikota, by powołać komisję śledczą, co to wytarza w smole i pierzu znienawidzonego posła Antoniego Macierewicza. Nawiasem mówiąc, posągowa do niedawna pani Małgorzata Kidawa-Błońska ostatnio jakby trochę przywiędła, co wzbudza podejrzenia, czy rządowa posada, wymagająca nieustannego uzasadniania piramidalnych łgarstw, aby na pewno służy jej delikatnemu organizmowi. Ale nie to jest najważniejsze, bo poparcie przez PO wniosku o wytarzanie złowrogiego Antoniego Macierewicza w smole i pierzu dowodzić może rzeczy.

Po pierwsze – że WSI rzeczywiście mocno nacisnęły na Umiłowanych Przywódców, po drugie – że premier Tusk nie uzyskał od prezesa Kaczyńskiego obietnicy, że ten w przypadku odwrócenia fortuny będzie trzymał się niepisanej konstytucyjnej zasady: „my nie ruszamy waszych – wy nie ruszacie naszych”, co by znaczyło, że Stronnictwo Amerykańsko-Żydowskie nastawia się na konfrontację ze Stronnictwem Pruskim z wykorzystaniem wszystkich agend demokratycznego państwa prawnego. Po trzecie – że PSL najwyraźniej jest do wniosku usposobione niechętnie, co oznacza, że nie wyklucza zdyskontowania swojej słynnej, stuprocentowej zdolności koalicyjnej w bliskich spotkaniach III stopnia z PiS-em, no i po czwarte – że od pomysłu poparcia wniosku trzódki dziwnie osobliwej posła Palikota zdystansował się pan minister Sienkiewicz mówiąc, iż w obecnej sytuacji jest to pomysł niefortunny. Trudno o lepszą ilustrację tego, o czym od dawna mówię i piszę w oparciu o moją ulubioną teorię spiskową – że ministrowie rządu premiera Tuska jemu nie podlegają, będąc w istocie legatami bezpieczniackich watah, które ich do rządu wprowadziły i których interesów mają tam pilnować. Na wschodzie i na górze – kędy spojrzeć – wojna!

Stanisław Michalkiewicz

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Komentarz    tygodnik „Goniec” (Toronto)    31 sierpnia 2014

Tags: , , , , ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=76303 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]