Polska coraz częściej jawi się naszym sąsiadom jako przestrzeń, za którą nikt nie odpowiada. Skoro bowiem polityka historyczna głównych ośrodków władzy skupia się na dotowaniu antypolskich dzieł, skoro nie dopuszcza się do głównego nurtu przekazu środowisk wypracowujących autentyczne dobra narodowe w dziedzinie kultury, a w zamian za to każe się „ludowi miast i wsi” wcinać czekoladowego orła, skoro władze państwowe organizują siły i środki, by niszczyć obywatelską wolę manifestowania swego patriotyzmu, to znaczy, że możemy bezkarnie panoszyć się na tym terytorium – mogą mówić politycy od historii z Moskwy i Berlina.

Coraz wyraźniej widać, że historia (szczególnie najnowsza) staje się jednym z ważniejszych narzędzi używanych w grze dyplomatycznej przez państwa europejskiego regionu. Za tą grą, jak można jedynie domniemywać, stoją siły wywiadu i jego agentura (tego jednak zwykły śmiertelnik widzieć nie może). To jedynie obecni urzędnicy, wywodzący się z Platformy Obywatelskiej, uważają, że nie ma polityki historycznej, że to „pisiory” ją wymyśliły i stosowały w latach IV RP (2005–2007), by zakłamywać przeszłość i antagonizować narody.

Armia Czerwona i zakute polskie łby

Coraz brutalniej dowiadujemy się jednak, że w czasie, gdy my śpimy, nie dając świadectwa narodom europejskim o naszej historii, najważniejsi z polskiego punktu widzenia gracze – w tej właśnie specjalności obyci –aktywizują się. Ostatnim przykładem jest informacja podana przez „Nasz Dziennik”: „Federacja Rosyjska przekaże do miliona euro na fundusz wieczysty Fundacji Auschwitz-Birkenau. W zamian oczekuje szczególnej pamięci »o misji wyzwoleńczej Armii Czerwonej«”. Jak wiadomo, misja Armii Czerwonej polegała głównie na wyzwalaniu narodów europejskich, szczególnie polskiego. Ta prawda zbyt słabo przebija się przez zakute łby polskie, a zatem trzeba im dostarczyć nowego światła wiedzy – jak za czasów stalinowskich. Tylko po nowemu. Oczywiście, nie chodzi tylko (a być może w ogóle) o polskiego odbiorcę historii II wojny światowej. Do Muzeum przybywają ludzie z wielu stron świata, w tym szczególnie liczne wycieczki z Izraela, Niemiec i USA. Jak łatwo się domyślić, Rosjanie zapewne doszli do wniosku, że budowanie lojalności opartej na żywej gotówce przynosi konkretniejsze korzyści niż wyłapywanie opornych i skracanie ich o głowę. – Przestrzeń Polska – zdają się mówić z kolei politycy obecnej formacji – jest otwarta na zarządzanie przez sąsiadów naszymi umysłami i umysłami przybyszów do kraju. Na stronie internetowej Fundacji można zaś przeczytać: „Zadaniem Fundacji jest zgromadzenie kwoty 120 mln euro na Fundusz Wieczysty, z którego coroczne odsetki w wysokości 4–5 mln euro pozwolą na planowe i systematyczne realizowanie niezbędnych prac konserwatorskich. Tym samym – po raz pierwszy w swojej historii – Miejsce Pamięci Auschwitz-Birkenau stoi przed realną szansą stworzenia stałego, wieloletniego programu konserwatorskiego, który umożliwi zabezpieczenie pozostałości po byłym obozie dla przyszłych pokoleń”. Biorąc pod uwagę niechęć polityków ekipy rządzącej (w tym wypadku resortu kultury) do przeciwstawiania się obcym interesom w Polsce, można domniemywać, że właśnie otrzymaliśmy kolejnego „konia trojańskiego” o wartości 1 mln euro.

Legitymizowanie fałszerstwa historycznego

Czy potrafimy – i niby kto miałby to zrobić – przeciwstawić się wyartykułowanym wprost żądaniom rosyjskim? Skąd ta moja niewiara w wolę przeciwstawiania się obcym interesom przez obecną ekipę rządzącą? Taką ocenę podpowiada, niestety jednowymiarowe, doświadczenie. Ostatnio byliśmy świadkami, jak to Juliusz Braun nadzorujący TVP zdecydował się na legitymizowanie fałszerstwa historycznego, w którym Armia Krajowa została sprowadzona przez niemieckich nadawców historii masowej do poziomu dzikusów wyłapujących Żydów. Notabene, sami Polacy dostarczyli stronie niemieckiej moc argumentów, np. za sprawą głównego tematu ostatniego numeru „Zagłady Żydów” (zob. t. 7), który poświęcony jest rzekomym mordom na Żydach wykonanym przez lokalne oddziały AK. Natomiast fakt, że np. opowieść o „Wybranieckich” została merytorycznie skontrowana publikacją dr. Tomasza Domańskiego z IPN w Kielcach, niestety nie przebił się do powszechnej świadomości.

Problem polega na tym, że Polska coraz częściej jawi się naszym sąsiadom jako przestrzeń, za którą nikt nie odpowiada. Skoro bowiem polityka historyczna głównych ośrodków władzy skupia się na dotowaniu antypolskich dzieł (np. filmów takich jak „Pokłosie”), skoro nie dopuszcza się do głównego nurtu przekazu środowisk wypracowujących autentyczne dobra narodowe w dziedzinie kultury (jak np. słownik patriotów, wydawnictwo „Biały Kruk”), a w zamian za to każe się „ludowi miast i wsi” wcinać czekoladowego orła, skoro władze państwowe organizują siły i środki, by niszczyć obywatelską wolę manifestowania swego patriotyzmu (co widzimy ponownie w przypadku zbliżającego się Marszu Niepodległości), to znaczy, że możemy bezkarnie panoszyć się na tym terytorium – mogą mówić politycy od historii z Moskwy i Berlina.

Pierwsi do rozwałki

W tym wyścigu między politykami niemieckimi i osyjskimi ważny jest wspólny cel. Jest nim uzyskanie zgody strony żydowskiej zarządzającej „prawdą” o II wojnie światowej, by do dziejów Zagłady dopisać narrację sugerowaną przez wspomnianych dwóch petentów. A my się przyglądamy! Zapewne zadziwieni są sami Żydzi, wśród których wielu pamięta jeszcze rzeczywisty stan relacji polsko-żydowskich w czasie II wojny światowej. Nie były one proste. To właśnie i Żydzi, i Polacy byli jednak ofiarami zarówno niemieckiego, jak i bolszewickiego terroru (choć w różnej kolejności). Po stronie Niemców pierwszym narodem skierowanym do gazu byli Żydzi, drugim – Polacy, których poprzez odrąbanie inteligencji chciano najpierw zamienić w niewolników. Odwrotnie w przypadku komunistów – tu my byliśmy pierwsi do rozwałki, a w tym niechlubnym dziele w zamyśle Stalina pomóc mieli Żydzi komuniści. Po ukończonej pracy to Żydzi – jako etnicznie silny przeciwnik dbający o interesy narodowe (co rozsadzało cele internacjonalistyczne i imperialne ZSRS) – musieli stać się wrogiem systemu.

Wspólna historia Żydów i Polaków z czasów II wojny światowej powinna zbliżać te narody – a jak mocno je od siebie oddala. I będzie oddalać coraz mocniej, dopóki sami nie zaplanujemy dwustronnego dialogu polsko-żydowskiego, opartego na suwerennie przez Polaków artykułowanej prawdzie i pamięci o polskim cierpieniu. W odróżnieniu od Niemców i Rosjan, którzy muszą kłamać, by osiągnąć swe historyczne i polityczne cele, my wobec Żydów tego czynić nie musimy. Wystarczy, byśmy się szanowali wzajemnie, czyli – w przypadku Polaków – dawali Żydom szansę, by być przez nich traktowanymi z szacunkiem.

Na szacunek trzeba jednak zapracować. Obecna ekipa rządząca czyni wszystko, byśmy nie cieszyli się nim wcale.

Jan Żaryn

KOMENTARZ BIBUŁY:Pierwszym narodem skierowanym do gazu byli Żydzi, drugim – Polacy” – wykłada pan profesor Żaryn, a my pytamy się czy jest to bardziej literackie ujęcie zagadnienia czy też ma On na myśli gaz w postaci tlenku węgla pochodzącego ze spalin silników dieslowskich? Wszak według oficjalnej narracji w ten sposób zginęło 2/3 wszystkich ofiar żydowskich niemieckich obozów koncentracyjnych (Więcej tutaj, głównie Przypis 6. i 7.).

Z niecierpliwością czekamy na odpowiedź pana Profesora!