Przepowiednia

Aktualizacja: 2011-04-5 11:03 pm

Za pośrednictwem dr Szybalskiego otrzymałam adres szefa sanitarnego Armii Polskiej, generała profesora Szareckiego. Napisałam podanie o przyjęcie do służby sanitarnej. Z niecierpliwością oczekuję wezwania.

Listy od Mietka nie przychodzą więcej. Sytuacja na froncie sowieckim ciężka. Gazety piszą o odparciu ataku niemieckiego na Moskwę. W środowiskach polskich istnieje pogląd, że ostra zima zahamuje ofensywę Niemców, wówczas Anglia przyjdzie Rosji z pomocą techniczną.

Do Urdżaru napływają z górskich kołchozów Polacy. Opowiadają o strasznej gehennie, jaką przeszli, że żyli na mierzwie pośród baranów, że przez cały czas pobytu w kołchozach nie widzieli jarzyn, nawet cebuli. Polacy z kołchozów są pokryci wrzodami. Byli skazani na łaskę lub niełaskę Kazachów, którzy prócz gór, niczego w życiu nie widzieli.

Pod koniec października przyjechał objazdowy cyrk bez menażerii. Był to teatrzyk rewiowy. Mama nawiązała kontakt z kierownikiem trupy, by coś korzystnie sprzedać.

Kierownikiem jest rudawy Żyd, urodzony w Warszawie, znał jako tako język polski. Występuje z żoną, która w najbliższych tygodniach będzie rodzić.

-Pewnie żona wkrótce wyjedzie na odpoczynek?- powiedziała mama.

-O nie. Dziecko oddamy na wychowanie do „dietdoma”. Gdy po kilku latach powracać będziemy z objazdów, a dziecko będzie przy życiu, wówczas zabierzemy je do siebie, do Moskwy- wyjaśnił.

-Rzeczy obecnie mamy dość, nabyliśmy od Polaków. Chodzi mi o coś zagranicznego, na czym musi być widoczna marka, bo tacy artyści, posiadający rzeczy zagraniczne, mają w Moskwie autorytet- powiedział kierownik trupy.

Mama wygrzebała z walizy parę szwajcarskich pończoch damskich, na których widniała firma, a oprócz tego, na kolorowym sznurku, zwisał złoty, okrągły papierek z wytłoczoną firmą i znakiem „Swiss made”.

Artysta klasnął w dłonie na widok pończoch z takimi znakami. Dał mamie 85 rubli i dwie pary solidnych pończoch wyrobu sowieckiego, dostępnych jedynie w Moskwie.

Do artystów zdążały procesje Polek z rzeczami, by osiągnąć lepsze ceny, ale żadna nie miała rzeczy z widoczną marką zagraniczną.

Kolhepowa wysprzedaje rzeczy, bo zamierza wyjechać do Ałma Ata, by poddać córkę leczeniu.

Z Urdżaru ciągle odchodzą poborowi. Obecnie objęto poborem roczniki starsze. Sytuacja na froncie mglista. W gazecie była wzmianka, że stolicę przeniesiono do Kujbyszewa, dawnej Samary.

Codziennie rano idę w step, by uzbierać na opał zeschnięte, kolczaste krzewy karagaju.

Ruch na bazarze osłabł, a ceny na produkty rolne wzrastają. Niewielu kołchoźników przybywa na bazar. Polacy masowo wyzbywają się rzeczy, byle opuścić znienawidzone miejsce zesłania.

W listopadzie wyjechała Kolhepowa, zajęłyśmy jej mieszkanie, nędzną izbę z glinianą podłogą. Nocą odwiozła Kolhepową jej gospodyni arbą-zaprzęgniętą w dojną krowę- pod siedzibę szofera, by nazajutrz rano zabrał ją i córkę do Ajaguzu.

Od połowy listopada nastała nieprzyjemna pora deszczowa. Nieustannie pada drobny, rzęsisty deszcz. Ulice miasta toną w błotnistych kałużach. Z glinianych ścian domów kawałami odchodzą zlepy gliny. Na naszą chałupę też przyszedł kres. Dosłownie pół chałupy uległo deszczom, a dach runął.

Mama wyruszyła na poszukiwanie nowego lokum. Wynajęła małą izdebkę u staruszków Gusiewów za 100 rubli miesięcznie. Gospodarz jest stróżem w kołchozie, a syn Anton, liczący 30 lat, zajęty w Urzędzie Pocztowym, jako kasjer. W domu Gusiewych istnieje radioodbiornik na fale sowieckich radiostacji.

Kupiłyśmy wóz karagaju. Kołchoźnik zrzucił karagaj na podwórzu i odjechał. Przyszło nam znosić opał pod dach. W pracy tej pomógł nam Anton. Nie mogłyśmy wyjść z podziwu, bowiem po raz pierwszy zauważyłyśmy, że Rosjanin z własnej woli pomógł w pracy kobiecie.

Anton wieczorami wysiaduje u nas i wypytuje o warunki życia w Polsce. Dwóch rzeczy nie mógł zrozumieć, że mogłyśmy w każdej chwili wyjechać za granicę i kupić dowolną ilość produktów i rzeczy.

Matka Antona, podczas jednej z rozmów, powiedziała:

-Polska nie była krajem bogatym, jeśli wyście nie posiadali krowy.

W ogóle uważała Polskę za kraj ciemny, nie mający kiziaków (odchód krowi lub barani, zmieszany ze słomą i gliną. Po wysuszeniu służy, jako opał).

Często zachodziłam do Gusiewów, częstowali mnie kluskami z mlekiem.

Z łagieru powrócił Polak Burakowski, odziany w fufajkę i watowane spodnie. Nogi miał odmrożone, owinięte szmatami, przedstawiały jeden cuchnący ropień. Siedział w obozie przymusowej pracy na dalekiej północy, za kołem polarnym. Szkorbut zniszczył mu zęby. Mówił, że w kraju ma żonę i dzieci, ale zapomniał, gdzie mieszkają i jak im na imię.

Z kołchozu przybyła do Urdżaru żona pułkownika- Śniadecka, znana we Lwowie pianistka. Często zachodzimy do niej i radzimy o wyjeździe z Urdżaru.

W pierwszych dniach grudnia otrzymałam od generała Wolikowskiego 200 rubli. Mama otrzymała 300 rubli od księdza Cieńskiego. Przysłał nam opłatek i zaproszenie przyjazdu do Buzułuku, gdy tylko miną mrozy.

Gazety sowieckie zamieściły na czołowym miejscu wiadomość, że w Moskwie przebywa generał Sikorski i że jest gościem Stalina.

W związku z pobytem generała Sikorskiego w Moskwie, krążą wśród Polaków wersje, że armia nasza zostanie przeniesiona na południe Z.S.S.R., a stamtąd wyjedziemy za granicę.

-Mamo, przyspieszmy wyjazd, przeczucie mówi mi, abyśmy nie zwlekały, tylko już wyjechały- nakłaniam mamę.

Mama nie chce wyjechać na własną rękę. Ufa słowom męża zaufania, kapitana Władysława Jagiełłowicza. Odradza nam opuszczenie Urdżaru, mówi:

-Moja rodzina pozostanie tutaj. Będę przysyłał jej pieniądze, a oni będą spokojnie i tanio żyć. Latem mogą plażować na słońcu i zażywać kąpieli w potoku górskim.

Danuta Helebrand, będąc w więzieniu, poznała wróżenie z kamyczków. Ponoć przepowiada trafnie. Poprosiłam ją, by i mnie powróżyła.

Danuta rozłożyła na liczne kupki drobne kamyczki polne i z miejsca głośno zawołała:

-Ocierajcie się o Ewę, dwie grube ryby są przy niej.

Po krótkiej przerwie powiedziała:

-Za trzy miesiące wyjedziesz stąd na południe. Będziesz przez dłuższy czas w środowisku ludzkim. Tam przejdziesz różne chwile: dobre i nieprzyjemne. Rozpoczniesz pracować za pół roku. Listy, które przychodziły, a obecnie przestały przychodzić, znów będą przychodziły. Jeśli chodzi o stronę materialną, z biegiem lat będzie ci coraz lepiej.

Ze Lwowa do Kazachstanu – kartki z pamiętnika kuzynki Ewy

POPRZEDNIE CZĘŚCI Ze Lwowa do Kazachstanu – kartki z pamiętnika kuzynki Ewy:

CZYTAJ RÓWNIEŻ: [wybór linków generowany komputerowo przez serwer BIBUŁY]

Tags: , ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=35785 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]