“Nie pani, tylko towarzyszka”

Aktualizacja: 2011-02-16 11:59 pm

Było szaro, gdy dojechałam do Lwowa. Oszklona hala dworca Lwowskiego zniszczona. Na peronach stoją podejrzane typy w ubraniach cywilnych z czerwonymi opaskami na prawych ramionach-stanowią zewnętrzną oznakę nowej władzy. Tunele dworca podparte belkami, dworzec brudny. Budynek dworcowy poważnie uszkodzony od bomb niemieckich. Nietkniętym pozostał napis na budynku dworca: „Leopolis semper fidelis”. Na ulicach, w pobliżu dworca, istnieją zapory. Tu i ówdzie sterczą hałdy gruzu, stanowią pozostałość kamienic, w których do niedawna żyli ludzie. Zapewne gruzy te kryją zasypanych mieszkańców kamienic. Tramwaje nie kursują. Idę pieszo, mijam przechodniów i prosto podążam na ulicę Gołąba. Na ulicy Piekarskiej stosy gruzu. Dochodzę do ulicy Gołąba i widzę usypiska gruzu. Nasza kamienica stoi. Sąsiednie, na ulicy Głowińskiego, legły. W naszej kamienicy nie ma ani jednej szyby, a ściany domu zostały poważnie nadwyrężone.

Dochodzi godzina 8 rano, wszyscy jeszcze śpią. Otworzyła mi mama. Padamy sobie w objęcia. -Czy wszyscy zdrowi i cali?-zapytałam -Wszyscy zdrowi, tylko kamienica ucierpiała- powiedziała mama. Wstał ojciec, wygląda źle. Katastrofa ta wpłynęła na ojca deprymująco. -Warszawa jeszcze walczy, cała w płomieniach- powiedział ojciec. Wysondowuję sytuację i zamiary rodziców. U rodziców mieszka kilku byłych wojskowych. Rodzice nie mają skonkretyzowanych planów na najbliższą przyszłość. Ojciec boleje nad losem kraju. Wielu wartościowych ludzi poległo. -Nie wiadomo, jak postąpią Sowieci, przecież złamali pakt o nieagresji i bez przyczyny wtargnęli do Polski- zauważył ojciec. -Ojciec ciężko przeżywał te chwile. Staliśmy w oknie za firankami i płakaliśmy patrząc, jak Sowieci zalewają Europę, by zniszczyć kulturę romańską. Przykro było patrzeć na te surowe twarze. Jacy oni pierwotni- powiedziała mama.

„Niech Bóg ma Europę w swojej opiece”- pomyślałam. Po obiedzie opowiedziałam rodzicom o rewizji, jaka miała miejsce ubiegłej nocy. Ojciec zbladł i nic nie powiedział. -Szukali za Mietkiem- wtrąciła mama. Po południu odprowadził mnie ojciec na dworzec i pojechałam do Przemyślan. Wieczorem stanęłam w Przemyślanach, doszły mnie wieści o aresztowaniach Polaków.
25 września 1939. Do Przemyślan przyjechał ksiądz grecko-katolicki Bodnar. Publicznie sprał swych synów, pełniących służbę w czerwonej milicji, zdarł im z ramion czerwone opaski i rzucił na bruk. Synów załadował na furę i zabrał do domu. Bolszewicy wynieśli męty społeczne do władzy. Polacy w nowym życiu udziału nie biorą. Warszawa dalej walczy. Ktoś usłyszał komunikat z Warszawy, że generał Zulauf i jego sztab, są zdrowi i proszą o powiadomienie rodzin.

Przemyślany obiegła wersja, że w Częstrochowie objawiła się Matka Boska, a pod nią widniała data 24 grudzień.Stąd komentarze, żę na gwiazdkę będziemy wolni. Sklepy w Przemyślanach uległy nacjonalizacji, czyli przeszły na własność Związku Sowieckiego, a dotychczasowych właścicieli zastąpili proletariusze- dawni złodzieje i dziewczęta lekkich obyczajów. Właścicielami sklepów przeważnie byli Żydzi. Żydzi pozwieszali nosy i wzdychają do dawnych, polskich czasów. Drożyzna rośnie z godziny na godzinę. Znacjonalizowanych sklepów nie otwierają. Rosjanie ładują towary do skrzyń i samochodami ciężarowymi odstawiają na dworzec. Żydzi twierdzą, że wywożą do Rosji, gdzie panują nieustanne braki. Nazajutrz, po znacjonalizowaniu sklepów, na całe miasto uruchomiono dwie piekarnie, w których wypiekano chleb pośledni, ciemny, niezbyt dobrze wypieczony, po potrójnej cenie. Przed piekarniami stoją długie ogonki, wyczekują w nich przeważnie rodziny robotnicze, dla których chleb stanowi główne pożywienie. W ciągu tygodnia Bolszewicy zdewastowali życie miasta. Panuje drożyzna, niczego nie można dostać. Uboższa warstwa bez pracy, chleba i opieki. Wyzbywają swój skromny dobytek, znajdują chętnych do kupna w krasno-armiejcach. W ten sposób, za uzyskane czerwońce, nabywają chleb, byle przetrwać do jutra.

28 września. Pojechałam do Lwowa podjąć pieniądze złożone w Kasie Oszczędności. Na koncie oszczędnościowym złożyliśmy 2600 złotych. Poprosiłam o wypłatę oszczędności. Urzędnik oświadczył mi, że władze sowieckie zniwelowały wszystkie oszczędności do 300-tu rubli, około 150 złotych. -To bezprawne- powiedziałam. -Niech pani weźmie te 300 rubli i coś kupi, bo jutro pieniądz będzie bez wartości- doradzono mi. Z naszych oszczędności wypłacili mi 300 rubli i w książeczce odnotowano saldo zero. W Kuratorium Okręgu Szkolnego wypłacono mi 30 złotych zasiłku, po czym zaszłam do Towarzystwa Nauczycieli Szkół Średnich i zarejestrowałam Mietka, by na wypadek powrotu z wojska, zahaczył o szkolnictwo. We Lwowie również znacjonalizowano sklepy i fabryki, a uzbrojona szumowina stanowi czerwoną milicję. Ulice Lwowa zatłoczone żołnierzami sowieckimi. Ich mundury są liche. Oficerowie noszą długie buty, spody gumowe, a cholewy płócienne, czymś nasycane. Każdy żołnierz ma inny pas, a pasy są wąskie, zapinane na spinkę. We Lwowie pełno uchodźców pochodzących z całej Polski. Wszędzie widać ogonki za chlebem, zaś towary tekstylne, kolonialne i obuwie wywożą do Rosji. Wielu oficerów polskich zaaresztowano i wywieziono do Rosji. Zamożni obywatele Lwowa opuszczają swe dotychczasowe mieszkania i uchodzą pod okupację niemiecką, bo nie mogą ścierpieć tego chronicznego bałaganu. Rosjanie są specjalistami od niszczenia życia wytwórczego i handlowego. Z biur powynosili meble na ulicę, gdzie mokną, aż oni przebudują biura. Wznoszą różne przegrody i okratowane okienka, by petenci nie uszkodzili mienia. W biurach Rosjanie urzędują w czapkach i plują na podłogę. Pełno u nich naczalników, ale wszyscy są bez głosu. Żołnierze sowieccy masowo wykupują zegarki na rękę, płacą każdą cenę. Bohaterska Warszawa bez wody i prądu.
W Przemyślanach rewizje domowe są na porządku dziennym. Więzienie przepełnione tymi, którzy do niedawna zajmowali stanowiska publiczne. Dzisiaj uczyniono z nich złoczyńców. Ludność wysprzedaje rzeczy osobiste i z tego żyją, a nabywcami są Rosjanie. Niegdyś zamożni Żydzi mówią: „proletariat żydowski pragnął władzy, a Polacy handlu. Jedni są władzą, a drudzy handlują własnym dobytkiem.”

Z kampanii wojennej powrócił kapitan Jezierski. Pragnął przenocować we własnym domu i pójść za granicę. Ktoś usłużny doniósł, aresztowano go i osadzono w więzieniu.

W pierwszych dniach października do Przemyślan powróciła starościna Mikrowiczowa. Uchodziła na Rumunię, ale nie zdążyła. Chłopi ukraińscy obrabowali ją doszczętnie. Sowieci nie pozwalają jej wejść do własnego mieszkania. Powróciła, by wspomagać męża w więzieniu, przez podawanie żywności i odzieży. Starosta Mikrowicz ponoć i w więzieniu nie zatracił humoru. Swoim temperamentem podtrzymuje na duchu współtowarzyszy niedoli.

Sowieci rekwirują mieszkania. Chodzą słuchy, iż z Rosji jadą rodziny urzędników sowieckich oraz różnego rodzaju agitatorzy mający przekształcić Polskę na modłę komunistyczną.

9 października. Ktoś ostro zadzwonił. Otworzyłam drzwi, zastałam znajomego Żyda-krawca, obecnie milicjanta. W ręku trzymał karabin, powiedział: -Sprawa urzędowa. -Proszę wejść- powiedziałam. Milicjanta wprowadziłam do gabinetu i poprosiłam, by usiadł. Milicjant zajął miejsce w fotelu, podejrzliwie spojrzał na drzwi, po czym ściszonym głosem powiedział: -Przepraszam, że nie ucałowałem ręki. U nas, w sowieckim ustroju, to nie obowiązuje, również nie będę tytułować „pani”, tylko „towarzyszka”. -Cóż pan przyniósł mi nowego?- zapytałam. -Proszę towarzyszki, jest rozkaz towarzysza komendanta milicji, aby towarzyszka do 12 października opuściła mieszkanie. -Przyjmuję rozkaz do wiadomości- rzekłam. -Przepraszam za nieprzyjemność, ale służba jest służbą- powiedział milicjant. Nazajutrz pojechałam do Lwowa do rodziców. -Nie ma innej rady, jak zwieźć meble i rzeczy do Lwowa-zadecydował ojciec. Ojciec poszedł do firmy Hartwig, której kierownikiem był ojca znajomy. Poszedł nam na rękę, obiecał posłać 12 października wóz meblowy do Przemyślan po moje rzeczy. We Lwowie identyczna sytuacja, jak na prowincji. Brakuje chleba, w ogóle wszystkiego. Dzień i noc odchodzą do Rosji transporty towarów, rozmontowane fabryki, nawet drewnane płoty. Od Mietka brak wieści.

Riannon

CZYTAJ RÓWNIEŻ: [wybór linków generowany komputerowo przez serwer BIBUŁY]

Tags: , ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=32666 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]