Recydywa „realizmu” w Warszawie – Stanisław Michalkiewicz

Aktualizacja: 2010-12-14 4:17 pm

Jak to wszystko się pięknie układa! Po zwycięstwie wyborczym PO w roku 2007 zarówno prasa niemiecka, jak i rosyjska nie ukrywały zadowolenia, że w Warszawie znowu zapanuje porządek. Poprzednio bowiem Warszawa – wychodząc naprzeciw oczekiwaniom Stanów Zjednoczonych na pojawienie się dywersantów, którzy będą próbowali wzniecać zarzewie konfliktu między tworzącym się pod niemieckim kierownictwem Cesarstwa Europejskiego z Cesarstwem Rosyjskim – próbowała uprawiać „postjagiellońskie mrzonki” – jak politykę prezydenta Lecha Kaczyńskiego nazwał jeden z najbardziej wpływowych w Polsce cadyków, pan Aleksander Smolar. Te „mrzonki” stały się nieznośne, zwłaszcza dla tej części rządzących Polską Sił Wyższych, które pozostały wierne GRU, oraz tej, która u progu transformacji ustrojowej przewerbowała się do niemieckiej BND, toteż, kiedy już totalna mobilizacja agentury i Salonu – który zresztą też nafaszerowany jest konfidentami, niczym sztufada słoniną – przyniosła w 2007 roku oczekiwaną zmianę, odetchnęli nie tylko tubylcy, ale również – Moskwa i Berlin – co znalazło wyraz w identyczności komentarzy jednej i drugiej prasy – niczym 23 sierpnia 1939 roku.

Wkrótce zresztą, pod koniec drugiej kadencji prezydenta Busha, sama Kondoliza obwieściła kres polityki wzniecania konfliktu na styku Cesarstwa Europejskiego i Rosyjskiego, a nowy amerykański prezydent Obama, któremu sen z oczu spędza zagrażający bezcennemu Izraelowi złowrogi Iran, 17 września 2009 roku otwartym tekstem oświadczył, że wszystko się zmieniło i żadni dywersanci w Europie Środkowo-Wschodniej nie są już Ameryce potrzebni. W tej sytuacji „postjagiellońskie mrzonki” rzeczywiście okazały się mrzonkami i dotychczasowa linia polityczna prezydenta Lecha Kaczyńskiego zrobiła, jak to się mówi, klapę. On sam zresztą pół roku po ratyfikowaniu traktatu lizbońskiego zginął w katastrofie smoleńskiej, która, niezależnie od jej przyczyn, stanowi efektowne zakończenie kolejnego okresu „pieriedyszki”, niczym Powstanie Warszawskie – epoki Polski Niepodległej. Osadzenie na stanowisku tubylczego prezydenta Bronisława Komorowskiego nie tylko rozwiązało ręce miejscowym Siłom Wyższym, ale i ułatwiło ścisłemu kierownictwu Sojuszu Północnoatlantyckiego proklamowanie w listopadzie br. w Lizbonie strategicznego partnerstwa NATO-Rosja. To strategiczne partnerstwo NATO-wsko-rosyjskie nie tylko stanowi potwierdzenie fundamentalnej roli strategicznego partnerstwa niemiecko rosyjskiego w polityce europejskiej, ale również wyznacza Polsce do odegrania rolę – bo rodzaj komedii to przecież też rola.

Komedię tę trafnie charakteryzują triumfalne komentarze, jakimi rosyjska prasa opatrzyła warszawską wizytę prezydenta Dymitra Miedwiediewa, rozpływając się z jednej strony nad recydywą „realizmu” w Warszawie, która umożliwia Rosji rozmaite „gesty” pod adresem Polski. Z obfitości serca usta mówią, toteż nic dziwnego, że rosyjska prasa, nasładzając się powrotem „realizmu” do Warszawy, wskazuje jednocześnie, że odpowiedzią strony rosyjskiej są „gesty” – a więc zachowania odnoszące się do sfery symbolicznej, przedstawiane poza tym strategicznym partnerom z NATO, jako kosztowne „ustępstwa”. W tych „gestach” odczytujemy spostrzeżenie rosyjskiego ambasadora, a właściwie wielkorządcy Polski w czasach stanisławowskich, Ottona Magnusa barona von Stackelberga, który w raporcie do Petersburga z 16 października 1772 roku pisał m.in.: „La liberte polonaise n’ayant jamais porte que sur l’imagination… a accutume la nation au seul culte de l’appareil exterieur.” (Wolność polska zawsze skierowana w sferę wyobraźni… przyzwyczaiła naród do kultu działań zewnętrznych).

Słowem – każdemu to, na czym mu bardziej zależy. Bogate rosyjskie archiwa zawierają tyle dokumentów – a gdyby nawet i nie zawierały, to cóż to za problem z wyprodukowaniem dowolnej ilości makulatury, której kolejne dostawy czynione w ramach „gestów” mogą wystarczyć aż do końca świata. Natomiast w zamian za to, w ramach stawiania na „realizm”, Rosjanie oczekują konkretów i – co tu ukrywać – z pewnością otrzymają je. Próbkę takiej symetrii zaprezentował sam prezydent Miedwiediew, gdy na pytanie dziennikarza TVP, czy dopuszcza możliwość, by wyniki śledztwa rosyjskiego i polskiego w sprawie przyczyn katastrofy smoleńskiej mogły czymkolwiek się różnić odpowiedział, że takiej możliwości absolutnie nie dopuszcza. Pan Prokurator Generalny Andrzej Seremet z pewnością to usłyszał i już wie, co w ramach „realizmu” przystoi mu czynić. Nietrudno się domyślić, że ów zachwalany „realizm”, to tylko inna nazwa starej, poczciwej „bliskiej zagranicy”, w którą Polska ma się stopniowo przekształcać w ramach „pojednania”, będącego z kolei naszym wkładem w „strategiczne partnerstwo” NATO-wsko-rosyjskie. Dodajmy, że „bliską zagranicą” nie tylko dla Rosji, ale również dla Niemiec – na co wskazuje dyskretna wizyta, jaką w przeddzień spotkania z rosyjskim prezydentem Dymitrem Miedwiediewem złożył Naszej Złotej Pani Anieli premier Donald Tusk. Znaczy – prezydentu Bronisławu Komorowskiemu doradza generał Jaruzelski, podczas gdy premieru Tusku – osobiście Nasza Złota Pani Aniela.

Czy w rezultacie tych zbawiennych rad dojdzie wkrótce do sprzedania państwowej spółki PKP Cargo państwowej niemieckiej spółce Deutsche Bahn AG, czyli Kolejom Niemieckim w ramach „prywatyzacji”? To byłby ten konkret, namacalny dowód recydywy „realizmu” w Warszawie, bo w tej sytuacji Polska nie pogarszałaby strategicznego partnerstwa kosztami tranzytu. Jakże w takiej sytuacji się nie radować, kiedy z roku na rok usuwane są wszystkie relikty traktatu wersalskiego, który stał się przyczyną II wojny światowej?

Stanisław Michalkiewicz

Felieton   tygodnik „Nasza Polska”   14 grudnia 2010

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Nasza Polska”.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: [wybór linków generowany komputerowo przez serwer BIBUŁY]

Tags: , , ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=29319 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]