Rosjanie wypytują o polskie śledztwo

Aktualizacja: 2010-08-9 9:33 pm

Byłam przesłuchiwana przez prokuraturę wojskową w ramach pomocy prawnej dla strony rosyjskiej. Padło pytanie, czy byłam już przesłuchiwana w polskim śledztwie

Z senator RP Alicją Zając, wdową po senatorze Stanisławie Zającu, który zginął w katastrofie samolotu pod Smoleńskiem, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Zapoznała się Pani z aktami dotyczącymi ustaleń śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej?
– Niestety, jeszcze nie. Prawdę mówiąc, nikt mi tego dotychczas nie zaproponował. Mam zamiar zrobić to w najbliższym czasie, w trakcie wakacyjnej przerwy w pracach Senatu. Natomiast przesłuchiwała mnie ostatnio prokuratura wojskowa w ramach pomocy prawnej dla strony rosyjskiej. Byłam też zdziwiona, kiedy pani prokurator w pewnym momencie zapytała mnie, czy byłam już przesłuchiwana w polskim śledztwie, które jest prowadzone równolegle.

Czego dotyczyło to przesłuchanie?
– Odpowiadałam na kilka pytań przesłanych przez stronę rosyjską. Dotyczyły one osoby mojego zmarłego męża i mojej ewentualnej wiedzy na temat samej katastrofy. Było to bardzo krótkie, trwające niespełna godzinę przesłuchanie.

W związku z niedawną katastrofą izraelskiego śmigłowca w Rumunii premier Beniamin Netanjahu wysłał na miejsce elitarną jednostkę ratunkową w celu odnalezienia ciał, sprowadzenia ich do Izraela i zabezpieczenia szczątków rozbitej maszyny, tak by żadna jej część nie wpadła w niepowołane ręce. Tymczasem rząd Donalda Tuska na własne życzenie oddał śledztwo w ręce Rosjan, a wrak tupolewa dziś niszczeje pod Smoleńskiem…
– To tylko pokazuje, jak do sprawy podeszły polskie władze. Byłam przekonana, że osoby pełniące funkcje publiczne, najwyższe urzędy w państwie – osoba prezydenta Lecha Kaczyńskiego, jego żony, posłowie, senatorowie, ministrowie, prezydent Ryszard Kaczorowski, a więc osoby historycznie i z racji zajmowanych urzędów oraz zasług bardzo ważne dla Polski i jej pozycji w świecie – zasłużyły sobie na więcej troski po śmierci i wyjaśnienie przyczyn tej katastrofy. Tymczasem bardzo się rozczarowałam. Czy to, że już nie żyli, upoważniało kogoś do pozostawienia ich na pastwę losu? Nawet kiedy jako rodziny przybyliśmy do Moskwy w celu identyfikacji zwłok, byliśmy w procedurze, którą ktoś za nas ustalił. Jako rodziny nie mamy też wpływu na przebieg śledztwa. Możemy jedynie pytać, dociekać, interweniować – i na pewno nie zrezygnujemy z tego prawa. Na razie spotkania, rozmowy z różnymi osobami są jeszcze bardzo bolesne, zwłaszcza że w wielu okolicznościach niezwiązanych z katastrofą smoleńską wywołuje się ten temat. Myślę, że jest to przykre także dla wielu innych krewnych ofiar. Mam nadzieję doczekać czasu, kiedy sprawa ta zostanie naprawdę rzetelnie wyjaśniona. Mijają cztery miesiące od katastrofy, a my jesteśmy w punkcie wyjścia. Powiedziałabym, że jest nawet gorzej, bo wprawdzie wiemy więcej, ale ta wiedza nie daje nam spokoju i nie przybliżyła nas do prawdy.

Część rodzin smoleńskich chce uzyskać pewność, czy w trumnach, które przetransportowano do Polski, rzeczywiście są ciała ich bliskich. Pani nie udało się w Moskwie zidentyfikować ciała męża. Wystąpi Pani z wnioskiem o ekshumację?
– Każda rodzina podchodzi do tego na swój sposób. Ja na razie nie rozważam takiego kroku. Staram się o tym nie myśleć. Wiem, gdzie jest jego dusza, wierzę, że jest w gronie zbawionych, i to łagodzi mój ból, który wciąż jest. Dlatego nie rozważam kwestii związanych niejako z doczesnymi szczątkami mojego męża. Natomiast, podobnie zresztą jak inne rodziny ofiar tej tragedii, interesuje mnie wyjaśnienie wszystkich okoliczności, które do niej doprowadziły. Zależy mi również na tym, by wokół całej tej sprawy zrobiło się bardziej rzeczowo, a mniej głośno.

Jak ocenia Pani dotychczasowe działania polskich władz w zakresie wyjaśnienia katastrofy z 10 kwietnia?
– Życzylibyśmy sobie, aby całe to postępowanie przebiegało szybciej i bardziej sprawnie. Trudno mi jednak zagłębiać się w szczegóły, bo nie jestem prawnikiem. Natomiast osobiście uważam, że błędem było niewłączenie się od samego początku polskiej strony we wszystkie działania i oddanie śledztwa w ręce strony rosyjskiej. To spowodowało, że wciąż jesteśmy w roli petenta, a nie pełnoprawnego uczestnika postępowania. Z tego z kolei wynikają wątpliwości na temat wartości i rzetelności przekazywanych przez Rosjan informacji, o które, niestety, musimy się dopominać. To niedopuszczalne. Myślę, że kiedyś te zaniechania polskich władz zostaną ocenione w sposób właściwy. Chciałabym natomiast możliwie jak najszybciej poznać i czekam cierpliwie na efekty śledztwa – oby one satysfakcjonowały zarówno mnie, jak i pozostałe rodziny.

Według Jarosława Kaczyńskiego, po tym, co się wydarzyło w związku z katastrofą smoleńską, w żadnym cywilizowanym kraju rząd nie miałby racji bytu. Tymczasem rząd nie ma sobie nic do zarzucenia…
– Mimo iż jestem senatorem RP, nie czuję się do końca politykiem. Dlatego ocenę działań rządu pozostawiam wyborcom i mam nadzieję, że oni sprawiedliwie to osądzą. Natomiast na pewno mogę powiedzieć, że nie przyłożono należytej wagi do rangi tej wizyty z udziałem głowy państwa już przy jej organizacji, jak i później do odpowiedniego zabezpieczenia i troski o ciała ofiar, ich pamięć i wyjaśnienie sprawy. Osobiście jako rodzina ofiary smoleńskiej katastrofy nie czuję się opuszczona, ale jak sądzę, wynika to z funkcji, jaką przyszło mi pełnić, i życzliwości środowiska, w jakim przebywam. Wydaje mi się, że zarówno dla mnie, jak i dla wielu rodzin największym komfortem byłoby, gdyby sprawa została zamknięta i żebyśmy mogli zaufać tym czynnikom, które to wyjaśniają, że to zostało zrobione rzetelnie. Dotychczas takiej pewności nie mamy.

Jak ocenia Pani działalność Parlamentarnego Zespołu ds. Wyjaśnienia Katastrofy Smoleńskiej?
– Jestem członkiem tego zespołu i cenię sobie jego rolę. Spośród członków tego zespołu jestem też jedyną osobą, która osobiście została dotknięta tą tragedią. Dlatego uczestnictwo w jego pracach, słuchanie wszystkich informacji prokuratorów czy innych osób jest dla mnie dość bolesnym doświadczeniem. Natomiast zespół jest potrzebny i został powołany w dobrym celu – dotarcia do prawdy.

Media pomagają czy przeszkadzają w wyjaśnianiu przyczyn i przebiegu tragicznego zdarzenia?
– Myślę, że w wielu wypadkach media szukają sensacji, zapominając o sednie sprawy, którym jest wyjaśnienie tego, co się rzeczywiście wydarzyło w Smoleńsku 10 kwietnia br. Proszę też, by rodzin ofiar nie traktowano jako zwykłych komentatorów. Mijają dopiero cztery miesiące od tragedii i wszystko jest w nas jeszcze bardzo świeże. Ja nie jestem skłonna do używania słów na wyrost, natomiast z pełną odpowiedzialnością i powagą trzeba powiedzieć, że jest to tragedia dla państwa polskiego, myślę, że również dla Europy, a szczególnie dla bliskich.

W ubiegłym tygodniu “Gazeta Wyborcza” w internetowym wydaniu nieprzypadkowo przytoczyła opinię głównego energetyka smoleńskiego lotniska, który winą za katastrofę obarczył polskich pilotów. Stwierdził, że “mogli po prostu zgłupieć w ostatniej chwili”.
– Nawet nie próbuję sobie zaprzątać głowy takimi rewelacjami. Gdybym sądziła, że była to wina pilotów, nie latałabym dzisiaj samolotami. Piloci wojskowi to elita i gdybym miała wpływ na przebieg śledztwa, to tę hipotezę odłożyłabym na sam koniec. Uważam to za najmniej prawdopodobne.

Odzyskała już Pani rzeczy męża?
– Odzyskałam, ale bardzo niewiele. Tylko dokumenty, paszport dyplomatyczny, etui skórzane z dowodem osobistym i prawem jazdy. Ponadto dwa obrazki z wizerunkami Ojca Pio i Miłosierdzia Bożego z modlitwą, i to w zasadzie wszystko. Wróciły jeszcze do nas pieniądze, które na adres domowy osobiście przywiozła nam żandarmeria wojskowa. Natomiast nie ma telefonu komórkowego, aparatu fotograficznego i niestety, mimo że byłam osobiście w Mińsku Mazowieckim na okazaniu rzeczy, które zostały przywiezione z ostatnim transportem z Moskwy, nie udało mi się odnaleźć żadnych części ubrania, garderoby, zegarka, paska czy chociażby bardzo charakterystycznych butów, które nosił mąż.

Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: [wybór linków generowany komputerowo przez serwer BIBUŁY]

Tags: ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=25467 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]