La Pologne – puissance mondiale! – Stanisław Michalkiewicz

Aktualizacja: 2010-07-13 12:26 pm

Rankiem 6 marca 1953 roku na próbę orkiestry Polskiego Radia w Katowicach przyszedł jej dyrektor Grzegorz Fitelberg, poprosił wszystkich o powstanie i powiedział: drodzy państwo, dziś w nocy zmarł wielki radziecki… kompozytor, mój przyjaciel Sergiusz Prokofiew. Proszę państwa o uczczenie jego pamięci minutą ciszy. Minęła minuta, a kiedy muzycy zaczęli krzątać się wokół instrumentów, Fitelberg zwrócił się do jednego z nich: „panie Wochniak, podobno Stalin też umarł?

Piszę ten felieton następnego dnia po wyborach prezydenckich, kiedy wszystko wskazuje na wygraną Bronisława Komorowskiego. Najwyraźniej ponad połowa głosujących postąpiła zgodnie z zasadą wyznawaną przez francuskiego polityka Jerzego Clemenceau, który zawsze głosował na głupszego (je vote pour le plus bete). Jakie mogą być tego następstwa? Ano, generał Dukaczewski napił się szampana, bo któż na jego miejscu by się nie ucieszył z uzyskania dodatkowego narzędzia okupacji kraju? Jestem pewien, że nie spijał tego szampana sam, tylko w towarzystwie innych wybitnych razwiedczyków, naszych okupantów, którym marszałek Komorowski obiecał posłuszeństwo. Oczywiście myśl tę wyraził on trochę inaczej, mówiąc, że będzie współpracował z rządem, ale to tylko taki skrót myślowy, bo przecież wiadomo, że obecny rząd wykonuje wszystkie polecenia razwiedki i to w podskokach, zwłaszcza po wybuchu tzw. afery hazardowej, przy pomocy której razwiedczykowie przypomnieli premieru Tusku, skąd wyrastają mu nogi. Dlatego też funkcjonariusze zatrudnieni w kontrolowanych przez razwiedkę mediach ewokują nastrój radości, któremu częściowo spontanicznie, a częściowo na polecenie oficerów prowadzących poddają się rzesze konfidentów i do którego odruchowo dostrajają się stada salonowych półinteligentów, przyzwoiciaków, co to rozpoznają jeden drugiego po zapachu – wespół z razwiedczykami i konfidentami tworzących zaplecze polityczne nowego prezydenta. Nic zatem nie stoi na przeszkodzie w realizacji scenariusza rozbiorowego, bo nawet rejony przewagi jednego i drugiego faworyta tych wyborów prawie dokładnie pokrywają się z granicami zaboru pruskiego oraz austriackiego i rosyjskiego. Nie jest tedy wykluczone, że i zimny rosyjski czekista Putin opróżni butelkę szampanskawo, gratulując przy okazji Naszej Złotej Pani Anieli udanego zakończenia kolejnej operacji w ramach strategicznego partnerstwa. Warto zwrócić uwagę, że wydarzenia te rozegrały się w przytomności Hilarii Clintonowej, która obiecała nawet 15 milionów dolarów na chwilowo nieczynny obóz w Auschwitz. Za taką sumę można będzie tam przeprowadzać różne przedsięwzięcia, kto wie, czy przypadkiem również nie tak modne dzisiaj rekonstrukcje historyczne – oczywiście zasadniczo zgodne z potrzebami aktualnego etapu żydowskiej i niemieckiej polityki historycznej. Pewnie będziemy musieli za to beknąć 65 miliardów dolarów dla organizacji przemysłu holokaustu, jako, że od 1 sierpnia br. czuwał będzie nad tym niemiecki urzędnik, nadzorujący tubylczy rząd w Warszawie za pośrednictwem Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Z pewnego punktu widzenia ta sprawa może być znacznie ważniejsza od tubylczych wyborów wygranych przez Bronisława Komorowskiego, tak samo, jak dla Grzegorza Fitelberga śmierć Prokofiewa ważniejsza była od śmierci Stalina. Nawiasem mówiąc, Grzegorz Fitelberg, mimo żydowskiego pochodzenia, był ostentacyjnie pobożnym katolikiem. Któregoś razu jechał samochodem z dyrektorem administracyjnym i sekretarzem partii. Widząc przechodzącą procesję, kazał szoferowi zatrzymać i przyłączył się do orszaku. Po pewnym czasie wrócił i widząc czających się za rogiem, skonfundowanych współpasażerów, zapytał: „a panowie co – Żydzi?

Wracając do świeżo upieczonego, tubylczego prezydenta, to zanim jeszcze, podczas obejmowania swego urzędu popełni on krzywoprzysięstwo – bo zgodnie z przewidzianą przez konstytucję rotą, będzie przysięgał „bronić niepodległości”, której uprzednio się wyrzekł, popierając ratyfikację traktatu lizbońskiego – naobiecywał poszczególnym grupom społecznym różne cuda na kiju. Liczba głosów, jakie dostał, dowodzi, że dobrych kilka milionów Polaków nie potrafi liczyć – bo w przeciwnym razie nigdy by nie uwierzyło w te obiecanki w kraju, którego tegoroczny deficyt budżetowy, planowany wszak jeszcze przed powodzią, wynosi 52 miliardy złotych i gdzie dług publiczny powiększa się z szybkością co najmniej 3 tys. złotych na sekundę. Co tu dużo gadać; za mądrzy ci Polacy nie są, a między nami mówiąc – zwyczajni durnie. Chyba żeby… Wprawdzie to niewiarygodne, ale obawiam się, że w sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy, można liczyć już tylko na rzeczy niewiarygodne.

Chodzi mi oczywiście o spostrzeżenie premiera Tuska, że Bronisław Komorowski ma wewnątrz diament. Skoro pojawił się jeden diament, to dlaczego nie miałyby pojawić się następne? Jeszcze przed pierwszą turą wyborów zwróciłem uwagę, że gdyby wewnątrz nowego prezydenta Polski udało się uruchomić taśmową produkcję diamentów, to kto wie – może udałoby się zahamować lawinowe przyrastanie długu publicznego? A w dodatku – jak się okazało – Bronisław Komorowski jest spokrewniony ze wszystkimi królewskimi rodzinami w Europie! Takie królewskie rodziny wiadomo – są nadziane aż po dziurki w nosie. Co i rusz ktoś tam umiera, więc z samych spadków, a nawet zachowków można by sfinansować, dajmy na to, podwyżki dla nauczycieli, oczywiście jeśli prezydent Komorowski jakoś zjednałby sobie życzliwość niezawisłych sądów. Ale to jeszcze nic w porównaniu z dobrodziejstwami odpowiedniej polityki dynastycznej. Gdyby tak, dajmy na to, połączyć Polskę uniami personalnymi z Wielka Brytanią i – powiedzmy – Hiszpanią, to od razu stalibyśmy się mocarstwem europejskim, a właściwie – może nawet światowym? La Pologne – puissance mondiale! Dopiero teraz widać, co tak naprawdę miał na myśli Jerzy Friedman, co to napisał książkę o tym, iż Polska będzie światowym mocarstwem. Za króla Kazimierza Jagiellończyka było podobnie, więc i precedens jest i można będzie szczęśliwie uniknąć wszelkich reform, zagrażających przywilejom i dominacji razwiedki.

Stanisław Michalkiewicz

Felieton   tygodnik „Nasza Polska”   13 lipca 2010

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Nasza Polska”.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: [wybór linków generowany komputerowo przez serwer BIBUŁY]

    Tags: , , ,

    Drukuj Drukuj

     

    ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
    Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=24315 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


    Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


    Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


    UWAGI, KOMENTARZE:

    Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
    Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]