Aktualizacja strony została wstrzymana

O trójpodziale władzy, demokracji i „check and balance”

Prof. Jacek Bartyzel w programie tvp.info.

– Koncepcja trójpodziału władzy nie jest związana w sposób konieczny z żadną formą ustroju, a więc także formą demokratyczną. Nie jest też z nią związana genetycznie w sposób historyczny. Wprost przeciwnie. Trójpodział władzy to teoria sztuczna i niemożliwa do przeprowadzenia.

Demokracja jest ustrojem, który opiera się na dwóch fundamentalnych założeniach: uźródłowieniu władzy w ludzie i uznaniu, że sprawuje on władzę zwierzchnią. W demokracji czystej lud jest nieograniczony, czy to jako całość w demokracji bezpośredniej, czy to jako jego reprezentacja parlamentarna. Ci, którzy dzisiaj mówią, że trójpodział władzy jest fundamentem demokracji, popełniają podwójny błąd – teoretyczny i historyczny. Obaj twórcy tej koncepcji nie byli demokratami. Locke był arystokratycznym liberałem, Monteskiusz był kwalifikowany jako konserwatywny liberał lub liberalny konserwatysta. Źaden z nich nie zakładał władzy ludu.

Drugi błąd polega na nierozsądnym wyrywaniu z historycznego kontekstu teorii Monteskiusza. – W koncepcji Monteskiuszowskiej władza wykonawcza należy do dziedzicznego króla, który rządzi przy pomocy swobodnie dobieranych ministrów. Władza ustawodawcza należy do dwuizbowego parlamentu, z których izba wyższa składa się z dziedzicznych parów królestwa, a niższa jest wybierana na podstawie bardzo wyśrubowanego cenzusu majątkowego bądź wykształcenia. Władzę sądową sprawują przedstawiciele lokalnych, prowincjonalnych notabli, którzy mogą kupować i sprzedawać urzędy sądowe. Na pewno nie jest to władza demokratyczna.

Natomiast ci, którzy mówią, że trójpodział władzy to fundament demokracji, dokonują milczącego utożsamienia demokracji z jednym jej typem – demoliberalizmem.

W tym przypadkowym i sztucznym połączeniu dwóch źródłowo różnych ideologii, w wypadku demokracji – także ustrojów” najważniejszy jest czynnik liberalny, a nie demokratyczny. – Z demokracji pozostaje nam tylko zgoda na brak ograniczeń co do prawa wyborczego, tzn. są one powszechne i równe. To jest właśnie nieuprawnione utożsamianie jednego typu demokracji, czyli demokracji liberalnej, z ogólnym pojęciem demokracji, która może i przybierała w historii różną postać.

Sędziowie są u nas niewybieralni. Na tej podstawie możemy powiedzieć, że wszystkie instytucje sądowe są hamulcem dla demokracji, czy też jej zrównoważeniem. Na tym opierała się zasada właściwie jedynego państwa na świecie, które było tworzone podług teorii Monteskiuszowskiej, czyli Stanów Zjednoczonych. Chodzi o zasadę „check and balance”, to znaczy – poszczególne organy równoważą się po to, by nie doszło do absolutyzmu, ale zarówno absolutyzmu jednostki, jak i absolutyzmu oligarchii albo absolutyzmu ludowego.

Gdyby zatem obrońcy trójpodziału władz mówili – jesteśmy przeciwni integralnej, totalnej, czystej, pełnej demokracji i chcemy ją ograniczyć czy też zrównoważyć instytucjami właściwie arystokratycznymi – bo mianowani, w zasadzie nieusuwalni sędziowie to jest czynnik arystokratyczny, a nie demokratyczny – to nie miałbym żadnych pretensji. Natomiast ponieważ oni mówią, że to jest fundament demokracji i oni bronią demokracji – to znaczy że właściwie są politycznymi paserami, którzy handlują cudzym towarem.

– Kiedy my mówimy „demokracja”, myślimy o czymś, co tak czy inaczej realnie istnieje, jest traktowane jako oczywiste. Natomiast dla Monteskiusza demokracja była właściwie pojęciem abstrakcyjnym. Wokół niego nie było żadnej demokracji, kojarzyła się z czymś archaicznym, ze starożytnymi politejami czy republikami; w tym czasie Słownik Akademii Francuskiej definiował demokrację jako przestarzałą formę rządów, która zachowała się gdzieniegdzie w zapadłych kantonach Szwajcarii – opowiada prof. Bartyzel.

Kiedy Monteskiusz wypowiada się o demokracji, pisze o pojęciu, które dla niego nie ma w zasadzie żadnego wypełnienia realnego. Natomiast, tak samo, jak w tablicy Mendelejewa mamy puste pola, gdzie wiadomo, że jakiś pierwiastek istnieje, tylko jeszcze go nie odkryli – to ponieważ klasycy rozróżniali trzy podstawowe formy rządu – monarchię, arystokrację i demokrację – trzeba rozważyć także demokrację, ale jako coś, co teoretycznie może istnieć i może kiedyś istniało, ale czegoś, czego w otoczeniu, w polu widzenia Monteskiusza nie było – zaznacza profesor.

– – –
Redakcyjna kompilacja wypowiedzi za tvp.info Prof. Jacek Bartyzel: Trójpodział władzy nie ma nic wspólnego z demokracją (link zewnętrzny)

Za: prawica.net ()

 


 

Prof. Bartyzel: Demokratom do sztambucha

Naprawdę rozpacz ogarnia, kiedy nie zwykłe lemingi, otumanione tefauenami itp., ale utytułowani naukowcy piszą, że „trójpodział władz jest fundamentem demokracji”, podczas gdy w rzeczywistości teoria tzw. trójpodziału – powtarzam: teoria, bo w praktyce ścisłego podziału między organami odzwierciedlającymi owe rzekomo ontologicznie różne „władze” przeprowadzić nigdy i nigdzie się nie udało, ani udać nie może – jest zawsze co najmniej ograniczeniem demokracji, czyli jednolitej i niepodzielnej władzy ludu bezpośrednio lub (gdy to niemożliwe) jego reprezentacji, albo wręcz jej przeciwieństwem. Teorię tę tworzyli przecież ludzie, którzy nie byli demokratami, lecz albo (Locke) liberałami, albo (Monteskiusz) liberalnymi konserwatystami.

Ale dobrze, spróbuję raz jeszcze to wytłumaczyć. Przyjmijmy, że władzę wykonawczą sprawuje dziedziczny, więc niewybieralny, król przy pomocy swobodnie, bez konieczności uzyskiwania czyjejkolwiek zgody, powoływanych i odwoływanych ministrów; władzę ustawodawczą – bikameralny parlament, gdzie izba wyższa składa się z dziedzicznych parów, a niższa wybierana jest na podstawie bardzo wysokiego cenzusu majątkowego lub wykształcenia; władzę sądowniczą zaś sprawują reprezentanci arystokracji prowincjonalnej, którzy mogą kupować i sprzedawać swoje urzędy. Tak mniej więcej wyobrażał to sobie właśnie Monteskiusz (a władza sądownicza, czyli we Francji parlamenty, nawet tak wyglądała faktycznie za jego życia). Czy jest to trójpodział władz? Oczywiście, że tak. Czy ustrój ten jest demokracją? Oczywiście, że nie, bo demos w nim może sobie co najwyżej bąki zbijać.

Profesor Jacek Bartyzel

Za: Myśl Konserwatywna – Tradycja ma przyszłość (14 lipca 2017)

 


 

Skip to content