Największym ekspertem od michnikowszczyny jest w Polsce, jak wiadomo, kol. Rafał Ziemkiewicz, autor specjalnej monografii, w której zjawisko to poddał gruntownej analizie. Czy jednak rzeczywiście gruntownej?
![]()
Kol. Ziemkiewicz przedstawił tam michnikowszczyznę jako sposób bycia nowoczesnego polskiego kołtuna, uprzejmie nazywanego też półinteligentem. Jak już wiele razy przypominałem, problemem kołtuna nowoczesnego jest to, że wie o swoim kołtuństwie, ale, pragnąc uchodzić za światowca, straszliwie się go wstydzi i za wszelką cenę stara ukryć je, dołączając swój głos do postępowego chóru pod dyrekcją guru w osobie pana red. Adama Michnika, pełniącego obowiązki podobne do tych, które w swoim czasie pełnił Józef Stalin.
![]()
Są to rzeczy powszechnie znane i nie byłyby warte przypominania, gdyby nie pewne okoliczności, zmuszające do rewizji i pogłębienia poglądu na michnikowszczyznę. Czy jest ona tylko sposobem bycia nowoczesnego kołtuna, który jednak można zmienić, czy też, wskutek nadmiernego upowszechnienia, dostąpiła zmiany jakościowej, przekształcając się w przypadłość w sensie najdosłowniej medycznym?
![]()
Kiedy policja zaczęła przyglądać się panu Szymonowi Molowi, Murzynowi z Kamerunu, który w Polsce uchodził za „uchodźcę”, a nawet rodzaj arystokraty wśród „uchodźców” – bo i „antyfaszystę” (nawiasem mówiąc, jako „antyfaszysta” miał „przyznać sobie” mieszkanie w Warszawie – o czym dziennikarze śledczy piszą jako o rzeczy zwyczajnej, chociaż metr kwadratowy takiego mieszkania kosztuje – bagatela – co najmniej 10 tys. zł!
![]()
Utwierdza mnie to w podejrzeniach, że na „antyfaszyzmie” można w Polsce robić znakomite interesy, co jest atoli sprawą osobną), wyszło na jaw, że wolnych chwilach zajmował się spółkowaniem z kobietami, ale nie tyle gwoli rozpusty, co ze względów terapeutycznych. W Kamerunie bowiem panuje przekonanie potoczne, że w trakcie spółkowania choroba nie tylko przenosi się na partnera, ale opuszcza zarażonego. Im częściej zatem taki spółkuje, tym bardziej zwiększa szansę własnego wyleczenia. I dlatego pan Mol przelatywał panie niczym tornado, bo któż nie chciałby wyzdrowieć?
![]()
Atoli, jak pouczał Boy–Żeleński, „w tym największy jest ambaras, żeby dwoje chciało na raz”. Do swojej terapii pan Mol musiał mieć do dyspozycji jak najwięcej pań, a każdy wie z doświadczenia, że nie jest to sprawą prostą, nawet w słynącej ponoć z obyczajowej swobody Warszawie.
![]()
Pan Mol okazał się jednak człowiekiem spostrzegawczym i zauważył, że sporo naszych dam skłania się ku postępowi. A wśród różnych postępowych haseł, na czoło wybija się sprzeciw wobec wszelkich objawów rasizmu. „Jedna rasa – ludzka rasa” – wykrzykują wbrew oczywistym faktom antyfaszyści–mikrocefale, tresowani w tym celu przez michnikowszczyznę, niczym przez francuskich chłopów wieprzki do szukania trufli. Podobno lęk przed posądzeniem o rasizm zahamował naukowe badania nad ludzkimi rasami, co wzmacnia podejrzenia, że ten nieubłagany marsz ku postępowi musi skończyć się jakimś ześlizgiem w barbarzyństwo.
![]()
Obawę przed oskarżeniem o rasizm podziela również nowoczesny kołtun polski płci obojga, co zauważył spostrzegawczy pan Mol i wykorzystał po swojemu. Otóż kiedy jakaś dama odmawiała mu słodyczy swojej płci, wtedy perswadował jej, że jej odmowa ma podłoże rasistowskie. Ta sugestia działała podobno niezawodnie; damy rozkładały nogi już bez najmniejszych wątpliwości.
![]()
Przypadek pana Szymona Mola pokazuje, że michnikowszczyzna zeszła już do poziomu instynktów, wywołując rodzaj odruchów bezwarunkowych, przynajmniej u kobiet, które, być może, są na ten rodzaj tresury bardziej uwrażliwione. W każdym razie opowiadając o tym w specjalnej audycji w I programie Polskiego Radia, nawet i teraz uważały, że na takie zaklęcie sezam powinien bezwzględnie się otworzyć.
![]()
W tej sytuacji wydaje się oczywiste, że badania nad michnikowszczyzną powinny być kontynuowane i to nie tylko przez kol. Ziemkiewicza, ale również przez specjalistów z innych dziedzin, przede wszystkim – z dziedziny antropologii i medycyny, a zwłaszcza – psychiatrii.
![]()
Wszystko bowiem wskazuje na to, iż michnikowszczyzna osiągnęła już stadium pełzającej epidemii. Na takie podejrzenie naprowadziła mnie scena, jaka rozegrała się w Brukseli, kiedy to przewodniczący Parlamentu Europejskiego wezwał był przed swoje oblicze europosła, prof. Macieja Giertycha, by przekazać mu swoją dezaprobatę z powodu broszurki, jaka profesor napisał o cywilizacjach. Nawiasem mówiąc, terapia pana Szymona Mola wymownie potwierdza istnienie różnic cywilizacyjnych; Feliks Koneczny w swoim cywilizacyjnym quincunxie obok poglądów na dobro, prawdę i piękno wymieniał również poglądy na zdrowie i dobrobyt.
![]()
Zarzuty przedstawione prof. Giertychowi wskazują, że Jan Gerd-Poettering broszury nie przeczytał i w ogóle o różnicach między cywilizacjami wie niewiele, a potępił ją, przyłączając się do poglądów „powszechnie uznanych”. Ten kult „powszechnie uznanych poglądów” całkowicie potwierdza podejrzenia, iż Parlament Europejski staje się ważnym ośrodkiem krzewienia w Europie faszyzmu.
![]()
Zresztą mniejsza już o to, bo kiedy tak przewodniczący PE Gerd-Poettering udzielał europosłowi Maciejowi Giertychowi nagany, na zewnątrz pojawiła się pikieta „obrońców praw człowieka”. Przyszli oni jednak nie po to, by protestować przeciwko dławieniu wolności słowa przez faszystowską zgraję i karaniu prof. Giertycha za poglądy odbiegające od „powszechnie uznanych”, tylko – by domagać się dlań kary możliwie najsurowszej! Obrońcy praw człowieka! Nie jeden, tylko cała grupa, podobno aż dwudziestu!
![]()
Czyż to nie jest dostateczna przesłanka, że michnikowszczyzna może być zakaźna? To już nie są żarty! Trzeba niezwłocznie zbadać tych pikietantów, od kiedy mają te objawy, a także – na ich przypadkach sprawdzić, czy michnikowszczyzna rozprzestrzenia się drogą płciową, czy może kropelkową, albo jakąś jeszcze inną, no i przede wszystkim izolować jej główne ognisko, zastosować surową kwarantannę, odkazić te wszystkie „ubikacje” i „korytarze pionowe”.
![]()
Warto też zwrócić uwagę na laboratoria, w rodzaju wiedeńskiego centrum monitorowania antysemityzmu i ksenofobii, bo nie jest wykluczone, ze również tam hodowane są najbardziej agresywne i zjadliwe bakcyle michnikowszczyzny, które potem bzykaja po Europie niczym chrabąszcze, powodując u nieświadomych niczego ludzi swoiste zwyrodnienie mózgu, objawiające się w postaci odruchów bezwarunkowych, jakie stały się udziałem partnerek pana Szymona Mola, „obrońców praw człowieka”, czy uczestników ruchów „antyfaszystowskich” – organizatorów wyłączając, bo ci są cwani i najzupełniej zdrowi.
Stanisław Michalkiewicz
Komentarz · tygodnik „Najwyższy Czas!” · 23 marca 2007 | www.michalkiewicz.pl