Jedno z drugim się zazębia – Stanisław Michalkiewicz

Wprawdzie wszystkie wydarzenia zeszły na dalszy plan w związku z mistrzostwami Europy w piłce nożnej, ale z drugiej strony wiadomo, że poza stadionami też jest życie, które od czasu do czasu daje o sobie znać na różne sposoby. Zresztą trudno oderwać jedno od drugiego, to znaczy – mistrzostwa od polityki, na co wskazywałby choćby mecz Polski z Niemcami. Odbywał się on akurat wtedy, gdy prezydent Duda składał wizytę w Berlinie z okazji 25 rocznicy podpisania traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy między Polską i Niemcami. Skoro pan prezydent Duda nie może nachwalić się pojednania między Niemcami i Polakami, to jakże Niemcy mają, dajmy na to, strzelać Polakom gole? Toteż zarówno jedni, jak i drudzy ostentacyjnie nie trafiają do bramki, dzięki czemu mecz zakończył się remisem. Ale już z Ukrainą było inaczej. Wydawało się, że i w tym przypadku Polacy mają surowo zakazane sprzeciwianie się Ukraińcom, ale widocznie w ramach jakiejś satysfakcji pan Błaszczykowski w drugiej połowie strzelił gola. O co tu mogło chodzić?

Otóż strona ukraińska, znakomicie wyćwiczona w umiejętności obcinania kuponów od prezentowania się w charakterze państwa specjalnej troski, nie tylko wystąpiła pod adresem Polski z ofertą wzajemnego przebaczenia, ale też na wszelki wypadek obsztorcowała stronę polską, by nie przyjmowała żadnych „nierozważnych deklaracji politycznych”, które jedynie przysporzą korzyści naszym wspólnym wrogom. Znaczy się – złemu ruskiemu czekiście Putinowi. Na takie dictum stronę polską na dłuższy czas zamurowało, bo z jednej strony jak tu nie słuchać przestróg strony ukraińskiej, za którą murem stoi nie tylko Nasz Najważniejszy Sojusznik, ale również rodacy premiera Włodzimierza Hrojsmana, którzy w przebaczaniu nie pozwolą nikomu się wyprzedzić, chyba, że chodzi o holokaust – ale z drugiej strony, jakże tu zachowując monopol na patriotyzm, nie uczcić „ofiar ludobójstwa”? Toteż około 200 parlamentarzystów PiS napisało do „drogich ukraińskich przyjaciół”, że owszem, wszystko jest w jak najlepszym porządku, tylko, że Polacy nawet u siebie nie „upamiętniają ludzi którzy mają na rękach krew niewinnej ludności cywilnej”. W tej sytuacji, akurat tego samego dnia, gdy odbywał się mecz drużyny polskiej i ukraińskiej, w Sejmie odbywało się czytanie projektu ustawy i dwóch projektów uchwał w sprawie wołyńskiego ludobójstwa. Trudno, żeby w takiej sytuacji panu Błaszczykowskiemu nie pozwolono strzelić przynajmniej jednego gola tym bardziej, że w sytuacji drużyny ukraińskiej niczego to już nie zmieniało.

Jak mawiała pani Anna Bojarska, „od polityki uciec niepodobna”, nawet na stadionie, a cóż dopiero w sytuacji, gdy z okazji zakończenia słynnych manewrów „Anakonda”, niemiecki minister spraw zagranicznych Walter Steinmeier nie tylko ofuknął NATO za „wymachiwanie szabelką”, ale w dodatku wezwał do znoszenia sankcji wobec Rosji. Został za to ofuknięty przez niektóre niemieckie media, co pokazuje, że Niemcy przeżywają rozterki – czy mają trzymać się strategicznego partnerstwa z Rosją, czy też przyjąć amerykańską ofertę wzięcia udziału w antyrosyjskiej krucjacie.

Ta sytuacja natychmiast przekłada się na wydarzenia w naszym nieszczęśliwym kraju. Po pierwsze – nadymanie Komitetu Obrony Demokracji przez niezależne media głównego nurtu ustało, jakby ucięte mieczem. Nietrudno odgadnąć przyczynę; jeśli Niemcy mają wziąć udział w krucjacie, to trzeba ich jakoś do tego przekonać, najlepiej ustępstwami na terenie naszego bantustanu. Toteż wygaszenie nadymania KOD-u traktuję jako gest we właściwą stronę: po co nadymać pana Kijowskiego, kiedy przecież jest pan Schetyna z Platformą Obywatelską, którą uważam za polityczną ekspozyturę Stronnictwa Pruskiego na Polskę? Czy jednak amerykańska zgoda na odbudowę niemieckich wpływów w Polsce będzie argumentem wystarczającym? To nie jest takie oczywiste, bo te wpływy Niemcy mogą uważać za rodzaj praw nabytych, które przysługują im z natury rzeczy bez amerykańskiej łaski.

W tej sytuacji argumentem mogącym przeważyć szalę za udziałem w krucjacie mogłaby być amerykańska zgoda na rewizję postanowień konferencji poczdamskiej w sprawie „ziem utraconych”. Ciekawe, czy „nowe fronty”, jakie według byłego prezydenta naszego nieszczęśliwego kraju Bronisława Komorowskiego, mają zostać u nas otwarte po zakończeniu szczytu NATO i światowych Dni Młodzieży, nie oznaczają aby zastosowania wobec Polski procedury pod nazwą „klauzuli solidarności”, przewidzianej na wypadek zagrożenia demokracji w kraju członkowskim UE? Wykluczyć się tego nie da tym bardziej, że szalenie zaktywizowało się również lobby żydowskie.

Oto słynny finansowy grandziarz Jerzy Soros kupił około 11 procent udziałów w spółce „Agora”, wydającej „Gazetę Wyborczą”, która – przezwyciężając swoją nieprzejednaną niechęć do dzikiej lustracji, zlustrowała ministra Macierewicza – że kiedyś współpracował on z Robertem Luśnią, który okazał się konfidentem SB o pseudonimie „Nonparel”. Było to posunięcie wykonane w ramach realizowania przez żydowską gazetę dla Polaków leninowskich przykazań o organizatorskiej funkcji prasy. I rzeczywiście – na sygnał gazety żydowskiej natychmiast zareagowały niemieckie gazety dla Polaków, na czele z tygodnikiem „Newsweek”, kierowanym przez znanego z żarliwego obiektywizmu Tomasza Lisa, do dzisiaj nieutulonego w żalu po utracie alimentów z pomocniczego gospodarstwa hodowli lisów farbowanych przy państwowej telewizji. W tej sytuacji panu Grzegorzowi Schetynie nie pozostało nic innego, jak wykonać przypadającego na niego część zadania w postaci złożenia wniosku o wotum nieufności przeciwko ministru Macierewiczu akurat przed samym szczytem NATO w Warszawie – żeby każdy z sojuszników zobaczył, że nie ma ludzi niezastąpionych.

W tej sytuacji wkroczenie agentów Centralnego Biura Antykorupcyjnego do urzędów marszałkowskich i siedzib innych dygnitarzy można odczytać, jako rodzaj sondażu ze strony prezesa Jarosława Kaczyńskiego – czy w ramach konieczności demonstrowania wobec opinii publicznej chwalebnego pluralizmu kopiemy się tylko po kostkach, czy też zaczniemy bez żadnej staroświeckiej rewerencji kopać się wyżej? Słowem – czy nadal obowiązuje zasada: my nie ruszamy waszych – wy nie ruszacie naszych – czy już nie? Akcja CBA pokazuje bowiem, że PiS, nawet ulokowane na kilku przyczółkach zewnętrznych znamion władzy, może zrobić kuku niejednemu dygnitarzowi. Na razie żaden marszałek województwa na wieść o kontroli CBA nie zastrzelił się w łazience, jak to w swoim czasie uczyniła pani Barbara Blida – co pokazuje, że nie tylko prezes Kaczyński, ale również i oni rozumieją, że to tylko taki sondaż, no a poza tym – jakże mają się zastrzelić, skoro nie mają broni? Dlatego właśnie partia Korwin opowiada się za dostępem do broni, bo wtedy zmiany mogą zachodzić znacznie szybciej, ułatwiając przewietrzanie politycznej sceny.

Stanisław Michalkiewicz

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Komentarz    tygodnik „Goniec” (Toronto)    26 czerwca 2016

Za: michalkiewicz.pl | http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3679

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content