Odpowiedzialne zbrojenia – czyli „Brexit” a sprawa Polska

Aktualizacja: 2016-06-23 9:30 am

Ewentualne wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej prawdopodobnie oznaczać będzie dla tej ostatniej początek dalszego rozpadu. Po jakimś czasie od Brexitu opinia publiczna krajów UE – np. Francji czy Polski, zorientuje się, że wyjście z UE bynajmniej nie zniszczyło Wielkiej Brytanii. Wówczas kwestią czasu będzie istotne wzmocnienie się na scenie politycznej kolejnych krajów członkowskich UE poważnych sił wprost postulujących jej opuszczenie.

Istnieje wiele tez, co do roli Unii Europejskiej w światowej polityce i światowym systemie gospodarczym i, co za tym idzie, powodów jej powstania. Są tacy, którzy twierdzą, że Unia w obecnym kształcie powstała jako przeciwwaga dla rodzącej się potęgi Chin oraz jako odpór dla uciążliwej coraz bardziej dominacji politycznej i ekonomicznej USA. Trudno się dziwić tym, co krzewią tę tezę. Kilkaset milionów ludzi o wysokim dochodzie, wysokim poziomie wykształcenia, myśli technologicznej, etc. tworzących jeden zwarty konglomerat rzeczywiście jest potencjałem, który w teorii budzić musiałby respekt największych potęg gospodarczych. Nie sposób owej tezie odmówić solidnych podstaw logicznych.

Z drugiej strony są tacy, którzy twierdzą coś przeciwnego: że UE to genialny pomysł amerykańskich macherów od globalnej polityki, którzy tworząc wirtualny rząd europejski (Komisja Europejska – KE) stworzyli sobie narządzie kontroli nad kilkudziesięcioma państwami europejskimi jednocześnie. Takie dla przykładu porozumienie TTIP Amerykanie musieliby negocjować z rządami kilkudziesięciu krajów osobno, a tak wystarczy do idei „przekonać” kilkoro zwolnionych z jakiejkolwiek odpowiedzialności za podejmowane decyzje członków KE i ich polityczne zaplecze. Takie porozumienie będzie co prawda musiało być ratyfikowane przez kraje członkowskie, ale któż zaręczy, że, dajmy na to, Prezydent RP nie uzna, że „naciski polityczne” są „nie do przezwyciężenia” i, podobnie, jak miało to miejsce w przypadku ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego, zamiast zrezygnować z urzędu, podpisze porozumienie? Wydaje się więc, że także i ta teoria nie zasługuje na pryncypialne odrzucenie.

Jak widać, można na różne sposoby definiować powody, dla których powstała UE. Rzeczą niezaprzeczalną z perspektywy czasu jest natomiast to, kto z Unii Europejskiej i strefy euro, wynosi największe korzyści. Tym państwem są oczywiście Niemcy, a spowodowane jest to, rzec by można, prawami fizyki. Przy tak zaprojektowanym paradygmacie UE i strefy euro inaczej po prostu wyjść nie  chce. Cokolwiek motywuje kraje takie, jak np. Francja, czy Włochy do trwania w UE w obecnym kształcie, najwyraźniej nie jest przez inne kraje, np. Wielką Brytanię brane pod uwagę w kalkulacjach. Brytyjczycy do strefy wolnego handlu przyłączali się z nadzieją usprawnienia swojej coraz mocniej zetatyzowanej po wojnie gospodarki. Wspólny rynek ze zdrową, zbudowaną po wojnie od podstaw gospodarką niemiecką, a więc z gospodarką siłą rzeczy wymuszającą konkurencyjny postęp na brytyjskich przedsiębiorcach, zdawał się być dobrym pomysłem. Głębsza integracja w iście bizantyjskim stylu, absurdy unijnej biurokracji, wreszcie kroki o olbrzymim znaczeniu w oczywisty sposób podkopujące fundamenty europejskich gospodarek umacniały tylko Brytyjczyków na przestrzeni ostatnich lat w przekonaniu, że trwanie w UE nie jest dla nich dobrym rozwiązaniem. I rzeczywiście, w 2015r. Wielka Brytania wpłaciła do Brukseli ponad 11 mld euro tytułem unijnej składki budżetowej (http://www.europarl.europa.eu/external/html/budgetataglance/default_pl.html#united_kingdom), odnotowywała deficyt w rachunku bieżącym na poziomie -5,1 % PKB średnio w latach 2011-2015 (wcześniej -4,5, -3,3, -1,7% PKB, odpowiednio w latach 2006-2010, 2001-2205 i 1996-2000 – dane Bank Światowy), jej zadłużenie przekroczyło poziom 80% PKB (http://www.debtclocks.eu/public-debt-and-budget-deficits-comparison-of-the-eu-member-states.html), deficyt na poziomie 5,7% PKB w 2014 bynajmniej nie należał do wyjątkowych (https://www.theguardian.com/uk-news/datablog/2015/jul/08/george-osborne-ban-budget-deficits), a, w związku z siłą funta, nie ma szans na zmianę owych agregatów w dającej się przewidzieć przyszłości (więcej o przyczynach tego zjawiska tu: http://www.pch24.pl/europa-przestaje-sie-oplacac,41460,i.html ). Można zatem powiedzieć, że dziś Wielka Brytania wykonuje jedyny możliwy w tej chwili do wykonania krok –  ucieka do przodu, ratując się przed scenariuszem, jaki, co widać już gołym okiem, zarysowuje się przed Włochami czy Hiszpanami, czyli widma finansowego fiaska całego państwa. Oczywiście przed Brytyjczykami to widmo jest odleglejsze; gospodarka brytyjska wciąż jeszcze stoi wysoko, choć niewątpliwie wstąpiła już na śliską równię pochyłą. Brytyjskie referendum nie jest zatem dla Brytyjczyków kwestią ważenia plusów i minusów z pozostania lub wyjścia, ale próbą ratowania tego, co zostało z brytyjskiej potęgi gospodarczej.

Ewentualne wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej prawdopodobnie oznaczać będzie dla tej ostatniej początek dalszego rozpadu. Nie natychmiastowy. Sama procedura wyjścia z Unii zajmie Wielkiej Brytanii kilka lat. Po jakimś czasie od Brexitu opinia publiczna krajów UE – np. Francji, czy Polski zorientuje się, że wyjście z UE bynajmniej nie zniszczyło Wielkiej Brytanii. Wówczas kwestią czasu będzie się pojawienie się lub istotne wzmocnienie na scenie politycznej kolejnych krajów członkowskich UE poważnych sił wprost postulujących jej opuszczenie, co nieuchronnie doprowadzi do kolejnych referendów exitowych.

Brexit to zatem prosta droga do rozpadu UE. Zanim jednak eurosceptycy wzniosą radosny okrzyk, warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden szczegół. Istnieje ścisły związek pomiędzy strukturami UE a NATO. NATO, które łączy militarnie USA z państwami Europy (i oczywiście kilka innych krajów o niemałym znaczeniu, ale to teraz nieistotne) cementowane jest przez struktury UE. Trudno, żeby państwa ściśle powiązane ze sobą wspólną walutą nie reprezentowały jednego sojuszu wojskowego. Rozpad UE, a za nim rozpad strefy euro z pewnością odsłoni z dawna znane, a kryte do dziś pod powierzchnią różnice w interesach poszczególnych państw – zwłaszcza tych odgrywających dziś w ramach struktur UE rolę wiodącą, czyli Francji, Niemiec i Wielkiej Brytanii. Stosunek Wielkiej Brytanii i Francji do Rosji i USA jest diametralnie różny i prędko zaczynie to znajdować wyraz w polityce zagranicznej prowadzonej przez rządy tych krajów. NATO bez UE szybko stanie się w Europie fikcją.

NATO stanowi dziś dla USA narzędzie wywierania nacisku politycznego na Rosję. Celem tego nacisku jest uzyskanie pewności, że nie dojdzie do zawarcia trwałego sojuszu rosyjsko-chińskiego. Sposobem na uzyskanie takiego zapewnienia może być konflikt, także o charakterze zbrojnym eskalowany na rubieżach państwa rosyjskiego i jego satelitów (dziś obserwujemy to na Ukrainie, w Syrii i w Górskim Karabachu). Polska i państwa bałtyckie nadają się do realizacji tego celu wybornie, choćby ze względu na przebieg przez Polskę szlaków handlowych łączących Europę Zachodnią z Rosją. Dla Polski, ale także dla państw bałtyckich stanowi to istotne zagrożenie, bo nic nie wskazuje na to, aby siły uderzeniowe naszych państw mogły stawić skuteczny opór osłabionej co prawda, ale szybko stawianej na nogi i wyposażonej w niekonwencjonalny arsenał armii rosyjskiej. Stąd można wysnuć częściowo słuszny wniosek, że traktowanie NATO jako narzędzia nacisku politycznego na Rosję, jest w chwili obecnej dla Polski źródłem poważnego niebezpieczeństwa.

Poprzedni paragraf nie wyczerpuje jednak absolutnie istoty problemu NATO. Powyższe rozważania należy uzupełnić o konsekwencje ewentualnego rozpadu tej organizacji. Koniec UE i NATO to  jednocześnie koniec politycznego uzasadnienia dla funkcjonowania baz amerykańskich w Europie. Opuszczenie Europy przez wojska USA to zdjęcie z Bundeswehry amerykańskiej kurateli wojskowej. Włożywszy między bajki pogłoski o słabości niemieckiej zbrojeniówki oraz armii przyjąć można, że taki rozwój wydarzeń prowadziłby nas de facto na powrót do lat trzydziestych (może dwudziestych?) ubiegłego stulecia, z tą różnicą, że polska armia nie ma dziś do dyspozycji kilkudziesięciu dywizji wojska.

Z perspektywy polskiego bezpieczeństwa wynik brytyjskiego referendum o wyjściu z UE niewiele zmienia. Ale nie oznacza to bynajmniej, że jest on bez znaczenia. W zależności od podjętej przez Brytyjczyków decyzji materializować się będą różne zagrożenia w naszym regionie. O ile coś jeszcze w społeczeństwie brytyjskim pozostało z dumnych Brytyjczyków, którzy nie tak dawno jeszcze rozdawali karty na morzach i oceanach, z tych Brytyjczyków, którzy uznają siebie za twórców nowoczesnego systemu parlamentarnego, przejrzystości w życiu publicznym i wolności obywatelskich, to należy oczekiwać, że zdecydują się na wyjście z UE. Jeśli przyjmiemy, że władze UE potraktują, wbrew swojej dotychczasowej praktyce, to akurat referendum poważnie, wówczas zmierzać będziemy ku prawdopodobnej dezintegracji UE i NATO. Gdyby jednak Brytyjczycy ulegli brukselskiej i waszyngtońskiej presji i zdecydowali się pozostać w strukturach UE, co oznaczałoby utrzymanie UE i NATO formalnie przy życiu jeszcze przez jakiś czas, wtedy poważną szansę na się ziszczenie będzie miało rojenie jednego z popularnych na rynku autorów, zgodnie z którym powinniśmy byli z pewnym krwawym dyktatorem pójść na Moskwę, miast bredzić o polskości Gdańska i honorze.

Tak, czy inaczej, wynik brytyjskiego referendum najprawdopodobniej będzie dla Polski skutkował tym, że koncepcja „odpowiedzialnego rozwoju” lansowana dziś przez polski rząd mutować będzie w koncepcję „odpowiedzialnego zbrojenia”.

Poza kwestiami przedstawionymi powyżej, obserwowanie przebiegu brytyjskiego referendum będzie miało jeszcze jeden walor.  Walor natury poznawczej. Oto bowiem zachowanie USA względem swojego wasala ze stolicą w Londynie może pomóc nam odpowiedzieć na wątpliwość zawartą na początku niniejszego tekstu. Jeśli UE jest tworem amerykańskim, stworzonym w celu sprawowania kontroli nad Starym Kontynentem in gremio, to USA powinny dołożyć wszelkich starań, by wyjście Wielkiej Brytanii z Unii zablokować. Jeśli natomiast prawdziwą jest teza, jakoby powstanie UE było formą europejskiej samowolki, wtedy z Waszyngtonu po ewentualnym skutecznym brexicie popłyną do Londynu gratulacje. Kto jeszcze w tej kwestii opinię ma niewyrobioną, winien teraz pilnie śledzić waszyngtońskie komunikaty.

Ksawery Jankowski

Tags: ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=88207 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]