„Swoboda” – upiory OUN-UPA

Jakoś w Kijowie, jadąc busikiem i rozmawiając z żoną o emigracji z Ukrainy – powiedziałem w języku rosyjskim (małżonka jest Rosjanką), iż państwo, które nie potrafi stworzyć sprzyjających warunków życia dla własnych obywateli nie może nazywać się państwem ludzi wolnych i rozumnych. Siedzący obok jegomość, który swą sylwetką do złudzenia przypominał Oleha Tiahnyboka, zareagował na moje słowa dosyć ostro – od razu przechodząc na formę wulgarną „ty”. „Precz z Ukrainy – tyś Moskalu! Kto ci dał prawo obrzucać Ukrainę błotem…” – na cały busik grzmiał facet, tolerowany przez większość pasażerów.

Pamiętam deklaracje na Majdanie kijowskim Wiaczesława Czornowiła, że uczynimy z Ukrainy kraj, gdzie Rosjanin będzie się czuł lepiej niż w Rosji, Żyd lepiej niż w Izraelu, Polak lepiej niż w Polsce. Ale co było na początku lat 90. dobrego przez lata niepodległości ukraińskiej zostało zabite – fizycznie, moralnie i duchowo. Samego Czarnowiła też zabito – 25 marca 1999 roku. Jest wersja, iż po specjalnie spowodowanym przez ukraińskie służby specjalne wypadku drogowym na szosie w nocy był jeszcze dobijany kastetem. I chcę teraz zapytać – kto niszczy naród ukraiński, który wymiera i w okresie niepodległości Ukrainy zmniejszył się o 6 milionów – i to w czasach nie wojny, ale pokoju…? Czy te miliony Ukraińców zniszczyli Moskale, Żydzi lub Lachy? Nie jestem przybyszem na Ukrainie, moi przodkowie mają bardziej tu zapuszczone korzenie niż setki ukraińskich nacjonalistów, zwłaszcza tych, ziejący nienawiścią, którzy przywędrowali do Kijowa ze Lwowa, Tarnopola, Stanisławowa. I moja rodzina polska, w odróżnieniu od nich, nie rujnowała, ale budowała, bo to byli ludzie na ogół pracowici, wysoko wykształceni i przychylni Ukraińcom.
Po wyborach do Rady Obwodu Tarnopolskiego w marcu 2009 roku, gdy wybory wygrało z wynikiem prawie 35% głosów tarnopolan skrajnie nacjonalistyczne zjednoczenie „Swoboda” Oleha Tiahnyboka odczułem, iż do władzy na Ukrainie powoli dochodzą współcześni spadkobiercy OUN-UPA. Po tym zwycięstwie, chociaż tę kampanię wyborczą nazwano najbardziej brutalną ze wszystkich poprzednich, Tiahnybok oświadczył, że będzie kandydował na prezydenta Ukrainy w najbliższych wyborach. I w sytuacji totalnego kryzysu w kraju ma szanse być wybranym…
W sytuacjach krytycznych, gdy trzeba dokonać wyboru dosyć często wspominam fragment wierszu wybitnego polskiego poety Zbigniewa Herberta: „To wcale nie wymagało wielkiego/ charakteru/ nasza odmowa niezgoda i upór/ mieliśmy odrobinę koniecznej odwagi/ lecz w gruncie rzeczy była to sprawa/ smaku/ Tak smaku/ w którym są włókna duszy i/ chrząstki sumienia…”. Obecnie, gdy Ukraina jest pogrążona po uszy w kryzysie nie tyle gospodarczym lub finansowym, lecz przede wszystkim w kryzysie wymiaru ludzkiego i braku tego niezbędnego poczucia smaku – chcę mi się wołać do ludzi dobrej woli, aby przejrzeli i nie dali się znowu autorytaryzmowi brunatnemu dojść do władzy. Mity, którymi są karmione teraz miliony Ukraińców na temat nieskazitelnych bohaterów typu: Bandery, Szuchewycza, Klaczkiwśkieho, Łebedia itd – przynoszą gorzkie owoce, ale nie prawdy, lecz kłamstwa. Jeszcze pamiętam takich „nieskazitelnych” w telewizji ukraińskiej okresu sowieckiego – jak Lenin, Stalin, Swierdłow i Dzierżyński. Nawet Rosjanie w Moskwie tak nie wychwalali tych „bohaterów”, jak to czynili media sowiecko-ukraińskie, nie zapominając i bolszewików rodowodem z Ukrainy. Doskonale pamiętam, iż KGB ukraińskie w Kijowie było nie mniej bezwzględne od KGB w Moskwie. Pamiętam historyków od KPZR, którzy spisywali całe tomy z historii partii komunistycznej i industrializacji Kraju Rad, a teraz ci sami historycy piszą książki „historyczne” o sławnej OUN-UPA. Najpierw przejrzeli dzięki Leninowi, a teraz dzięki Banderze. O, jak dobrze żyć zawsze na fali…
Mego dziada w 1951 roku ukraińska filia MGB (ministerstwa państwowego bezpieczeństwa) w Czernihowie skazała w wieku 79 lat na 10 lat łagrów za to, iż na marginesie przeczytanych w bibliotece książek propagandowych pisał swoje opinie typu, iż żadnej demokracji w Związku Sowieckim nie ma, ale jest terror komunistyczny. Obrońca z urzędu chciał mego dziada zrobić niespełna rozumu na stare lata, ale dziadek w ostatnim słowie przed ogłoszeniem wyroku podziękował MGB, iż życzy mu jeszcze tak długich lat życia – i został uznany przez sowiecki sąd za normalny i skazany na 10 lat pozbawienia woli, której i tak w ZSRS nie było. Ale mój dziadek nie mógł kłamać, bo sprawa polegała na sumieniu i poczuciu dobrego smaku. A cały system sowiecki był niesmaczny, jak i wszelki nacjonalizm lub faszyzm.
Najbardziej szczęśliwym momentem mego życia pozostanie upadek ZSRS. Na początku lat 90. byłem jeszcze naiwny i myślałem, iż na Ukrainie będzie lustracja i zbrodniarze zostaną rozliczeni. Wtedy, dzięki literaturze przesyłanej przez kolegów z Polski, zdawałem sobie sprawę na podstawie faktów i archiwów – jak zgubny dla natury ludzkiej jest totalitaryzm klasowy i totalitaryzm narodowy. Do dziś w mej pamięci pozostają słowa – że zło nie nazwane i nierozliczone – przestaje być traktowane jak zło i staje się częścią „normalnego” życia.
Dziś widzę to zło nierozliczone w Kijowie na każdym prawie kroku. Niedawno moja żona w pracy nie zgodziła się z opinią swych kolegów-profesorów, że Bandera jest bohaterem narodu ukraińskiego, bo przeczytała w sprawie OUN-UPA wiele książek, napisanych na podstawie archiwów i świadectw Polaków, którzy ocaleli, dzięki Bogu, z rzezi banderowskich na Wołyniu, Podolu i Galicji Wschodniej. Po takiej wypowiedzi koledzy w pracy patrzyli na moją małżonkę jak na zadżumioną. Jak można się ośmielić mówić źle o Banderze…? Gdy byłem jeszcze chłopakiem, to pamiętam opowieści mojej babci i naszego sąsiada o Babim Jarze. Obaj, gdy opowiadali te straszne historie, to mimowolnie mówili o policjantach ukraińskich, którzy uczestniczyli w egzekucjach Żydów w Kijowie. Czy ci policjanci w służbie hitlerowskich Niemiec byli podobni do tych współczesnych z „Swobody” Oleha Tiahnyboka?
Sen rozumu rodzi upiorów – powiedział genialny malarz hiszpański Goya. Kiedyś w kwestii zbrodni OUN-UPA zabierałem głos. Teraz, w odróżnieniu od mego dziadka, milczę, bo widzę przeciwko sobie aparat państwowy, który w celach politycznych gloryfikuje nacjonalistów ukraińskich. Ale wiem doskonale i nie tylko ze swego doświadczenia, że gloryfikacja OUN-UPA i jej prowidnyków nie przyniesie Ukrainie ani dobrobytu, ani demokracji, ani normalnego życia.
Kiedyś mój znajomy profesor z Polski pytał mnie – czy Ukraina jest tak biedna w ludzi naprawdę wybitnych, że gloryfikuje ludzi spod ciemnej gwiazdy takich jak Szuchewycz lub Bandera? Lubię po swojemu Ukrainę i jej naród. Wiem, że tylko mniejsza część Ukraińców jest skażona wirusem nacjonalizmu i komunizmu. A ten kto naprawdę lubi – nigdy nie może być obojętnym i kłamliwym. Dlatego nie chcę, żeby „Swoboda”, która w rzeczywistości nie jest prawdziwą SWOBODĄ wrzuciła naród ukraiński w wir wojny domowej, a potem doprowadziła do domu niewoli. Ukraina jest wspólnym dobrem wszystkich jej obywateli bez dyskryminacji narodowej, politycznej lub wyznaniowej. I to prawo jest darowane przez Boga a nie klanu dalekich od chrześcijaństwa nacjonalistów ukraińskich.
Ale ostatnio ze smutkiem spaceruję ulicami Kijowa, patrząc na flagi „Swobody” dla Oleha Tiahnyboka i namioty „Precz ze wszystkimi!” dla władzy byłego lidera UNA-UNSO Dmytra Korczynśkoho. „Smutno mi Boże” – pisał w XIX wieku Juliusz Słowacki. I nie chcę mi się wierzyć, że czerwono-czarne flagi banderowskie zwyciężą w Kijowie… A może ten naród trzeba przez 40 lat wodzić po pustyni, aby się pozbył instynktu niewolnictwa brunatnego i czerwonego?

Eugeniusz Tuzow-Lubański, Kijów
Nr 15-16 (12-19.04.2009)


Za: Myśl Polska


Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content