Uderzmy na Hiszpanię!

Najwyższa pora zapytać – i to właśnie robię: jak długo jeszcze nasz „Rząd” będzie tolerował poczynania władz w Madrycie?

Rządy bezbożnych socjalistów przekraczają już wszelkie granice – sytuacja jest znacznie gorsza niż w 1935 roku i wymaga natychmiastowej interwencji. Niestety: zbrojnej, bo do tamtejszych Czerwonych żadne argumenty nie trafiają.

Klika p.Józefa Ludwika Zapatero łamie wszelkie prawa Hiszpanów, zmuszając ich do posyłania dzieci do szkół, w których są one zamiast religii uczone homoseksualizmu, jak w 1935 roku ogranicza prawa konsumentów i przedsiębiorców na rzecz związków zawodowych, walczy z Kościołem, walczy ze słusznymi aspiracjami uciskanych narodów, jak Baskowie, Galijczycy, a nawet Katalończycy. Jeśli nie podejmiemy interwencji teraz, to jutro może być za późno: Czerwona Zaraza rozleje się po całej Europie.

By obalić ten bezbożny reżym wystarczy – według oceny polskich strategów – uderzyć w dwanaście ośrodków ich władzy, zniszczyć ich przywództwo. Wtedy siły zdrowego rozsądku, uwolnione od Czerwonego Terroru, przejmą władzę i przywrócą w Hiszpanii normalność.

Teraz więc, kiedy już ustaliliśmy, że istnieje taka konieczność, pora zastanowić się nad środkami. Czy potrafimy tego dokonać? Czy nasze lotnictwo zdolne jest do uderzenia w 12 celów na terenie Hiszpanii?

Dysponujemy teoretycznie 48 szturmowcami Su-22, które od biedy w linii prostej doleciałyby do Madrytu – niestety, z uwagi na konieczność omijania przestrzeni powietrznej Francji i Niemiec nie doleciałyby nawet do granic Hiszpanii. F-16 „Jastrząb” (mamy ich też 48) jest samolotem myśliwskim, ale od biedy może atakować cele naziemne – wszelako nawet z ko-foremnymi zbiornikami nie doleciałby do Paryża (bo nie takie jest zadanie myśliwca) a nawet jednego samolotu umożliwiającego tankowanie w powietrzu nie mamy. I wreszcie MiG-29, który z dodatkowymi zbiornikami nawet lecąc w linii prostej utknąłby na Pirenejach.

Wygląda więc na to, że zbrodniczy reżym p.Zapatero chwilowo uniknie karzącego ciosu wymierzonego z Warszawy.

W takim razie jednak proszę mi wytłumaczyć jak to się dzieje, że paro-milionowe państewko, jakim jest Izrael, posiada siły zbrojne umożliwiające mu planowanie zaatakowania i zniszczenia dwunastu celów w Iranie – państwie, którego terytorium oddzielona jest od Izraela terytoriami dwóch innych państw (Jordanii i Iraku) i leży w takiej samej odległości od Izraela, jak Hiszpania od Polski?

Plan zaatakowania i zniszczenia kawałka Hiszpanii niewątpliwie wywołałby histeryczne ataki na Polskę. Tymczasem Izrael, który przecież 28 lat temu zniszczył francuski reaktor „Osiraq” (Irak jest znacznie bliżej – a i tak samoloty izraelskie korzystały z tankowania w powietrzu z Boeinga-707 udającego samolot pasażerski…) najspokojniej w świecie ogłasza, że chce zaatakować dwanaście celów w państwie o historii kilka razy dłuższej, niż (z całym szacunkiem!) Królestwo Hiszpanii.

Bez wypowiedzenia wojny, oczywiście. Bo w 1981 roku Izrael był – podobnie jak np. Polska z Niemcami – formalnie w stanie wojny z Irakiem; z Iranem: nie był i nie jest. No, ale dziś – po Falklandach, Serbii itp. – wypowiadanie wojny jest już niemodne.

I prasa światowa uważa, że – no, cóż: to lekki faux pas, ale trzeba być wyrozumiałym – bo Holokaust…

To dla nas też trzeba być wyrozumiałym! 200 lat pod zaborami, dwie wojny światowe, jedna z bolszewikami, podczas II WŚw. wymordowano nam 3 miliony obywateli, potem 10 lat stalinizmu, 50 lat rozmaitych eksperymentów socjalistycznych…

Stanowczo zrównanie z ziemią dwunastu celów w Hiszpanii powinno nam ujść bezkarnie!

Janusz Korwin-Mikke

 

Za: Blog Janusza Korwina-Mikke

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content