Broń masowego zgorszenia

Aktualizacja: 2015-06-19 9:46 am

Trudno się dziwić cierpiącym z powodu kolejnych wykwitów tzw. wolności artystycznej, przejawiających się w bluźnierczych i demoralizujących artefaktach. Staje tu od razu pytanie o skuteczność pokojowego sprzeciwu. Myśl o czynnym przeciwdziałaniu zgorszeniu jest tym silniejsza, im bardziej pseudosztuka staje się narzędziem służącym propagowaniu ohydy i zepsucia. Tak jak chociażby ostatnio w przypadku wystawy krakowskiego MOCAK-u, pt. „Gender w sztuce”.

„Jeśli Ci się nie podoba, możesz tam nie iść” – tego typu argument pada często w trakcie dyskusji o prowokacyjnych wystawach, koncertach czy innych wydarzeniach podszywających się pod kulturę i sztukę. Oczywiście jest w tej uwadze sporo prawdy. Nie żyjemy póki co w czasach, gdy wizyty w krakowskim MOCAK-u są obligatoryjne a nieobecność na koncertach Behemotha podlega karze. Czy jednak to, co dzieje się za murami galerii bądź na muzycznej bądź teatralnej scenie możemy kwitować wzruszeniem ramion oraz deklaracją: to mnie nie dotyczy, ja tam nie bywam?

Otóż zdecydowanie nie!

Odpowiedź na pytanie „dlaczego” wydaje się oczywista z wielu powodów. Primo: czy fakt, że do bluźnierstw oraz profanacji dochodzi poza naszym wzrokiem i słuchem oraz bez udziału naszej obecności pomniejsza ich grzeszność wynikającą z obrażania Boga? Secundo: czy powszechny dostęp do wystaw obfitujących w nieomal pornograficzne, demoralizujące „dzieła” nie jest poważnym zagrożeniem dla moralnej kondycji dzieci i młodzieży?

To tylko dwa z wielu pytań cisnących się na usta wraz z obecnymi coraz częściej w przestrzeni publicznej wydarzeniami niosącymi w sobie olbrzymi potencjał gorszenia i szerzenia wszelkiej maści wynaturzeń. Kluczowym słowem dla opisu tych prowokacyjnych wystąpień zdaje się być „zgorszenie”. Warto temu, coraz bardziej zapominanemu pojęciu przyjrzeć się z bliska.

Szczególnie mocno brzmią w tym kontekście słowa zaczerpnięte z Ewangelii św. Mateusza, przytoczmy je w tłumaczeniu księdza Jakuba Wujka: A ktoby zgorszył jednego z tych małych, którzy w mię wierzą, lepiéj mu, aby zawieszono kamień młyński u szyje jego, i zatopiono go w głębokości morskiéj. Biada światu dla zgorszenia; albowiem musząć przyjść zgorszenia: a wszakże biada człowiekowi onemu, przez którego zgorszenie przychodzi.

Już podczas krakowskiej Nocy Muzeów – dzień po premierze wystawy „Gender w sztuce” – można było dostrzec wśród zwiedzających osoby bardzo młode oraz dzieci. Trudno wymazać z pamięci obraz nastoletniej dziewczynki stojącej vis-à-vis  zestawu bezwstydnych zdjęć grupy nagich mężczyzn. Co dzieje się w umyśle tak młodej osoby spoglądającej na tego typu „dzieła”?

Czym wytłumaczyć obecność rodziny z bardzo małym dzieckiem na tego typu prezentacji? Być może rodzice nie wiedzieli, co czai się w murach MOCAK-u, być może chcieli po prostu odwiedzić muzeum. Niewykluczone jednak, że było wręcz przeciwnie. Wtedy także i oni są adresatami słów z Mateuszowej perykopy…

Kolejne dni nic w tej materii nie zmieniły. Gorszące obrazy, mimo wielu głosów protestu, pozostają na wyciągnięcie ręki. Oczywiste, iż osoby orientujące się choćby pobieżnie w tym, co prezentowane jest krakowskiej galerii, omijają ją z daleka. Pozostają jednak jeszcze wycieczki i grupy zorganizowane, którym w ramach „atrakcji” zafunduje się wizytę w owym przybytku. Warto pamiętać także o ciekawskiej młodzieży wiedzionej atmosferą skandalu otaczającego wystawę. Nie można także wykluczyć sytuacji, w której szerzący postęp pedagodzy zechcą uraczyć swoich podopiecznych zwiedzaniem ekspozycji „Gender w sztuce”. Jak wiele młodych umysłów zanurzonych w odmętach „wyzwolonej” pseudosztuki przyjmie za swoją myśl pokusę, by spróbować – w bardzo szerokim znaczeniu tego słowa – żyć inaczej?…

Niemal każde ze zwanych eufemistycznie „kontrowersyjnymi”, nibykulturalnych wydarzeń spotyka się z reakcją środowisk oburzonych ich prezentacją. Dziesiątki internetowych petycji, liczne demonstracje pod stosownymi instytucjami oraz pozwy sądowe stały się nieodłącznymi narzędziami w walce z zawodowymi obrazoburcami korzystającymi nierzadko z publicznego grosza. Jednak to wszystko może z czasem nie wystarczyć – łatwo bowiem dostrzec postępujące rozzuchwalenie demoralizatorów przekraczających kolejne granice. Skoro więc ich działalność nastawiona na prowokowanie milczącej większości jest najczęściej bezkarna, powoli nadchodzi więc czas poszukiwania nowych rozwiązań, dostosowanych do zmieniającej się rzeczywistości.

Łukasz Karpiel

Tags: , ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=82140 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]